RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Operator nie chciał wyjść z dźwigu i straszył koronawirusem

Do pomocy wezwani zostali strażacy ze specjalistycznej grupy ratownictwa wysokościowego (fot. Shutterstock/Dr Ajay Kumar Singh)

Zarzuty prokuratorskie usłyszał operator dźwigu, który nie chciał opuścić miejsca pracy, a także był agresywny wobec strażaków i ratowników. Mężczyzna m.in. oblał funkcjonariuszy piwem i kłamał, że ma koronowirusa. Teraz grozi mu do 10 lat więzienia.

Za zabawę przy ognisku zapłacili mandaty

Trzej mieszkańcy gminy Józefów (Lubelskie) wbrew zakazom gromadzenia się rozpalili ognisko i wspólnie się bawili. Dwaj zostali ukarani mandatami,...

zobacz więcej

Jak powiedziała rzeczniczka chrzanowskiej policji mł. asp. Iwona Szelichiewicz, 64-letni mieszkaniec Oświęcimia po czynnościach z udziałem prokuratora został zwolniony do domu. Będzie czekał na termin rozprawy.

Zarzuty, które prokurator przedstawił operatorowi dźwigu, to: fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu, czynna napaść na funkcjonariusza, naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy, zniszczenie cudzego mienia.

W poniedziałek wieczorem 64-letni operator dźwigu, mieszkaniec Oświęcimia, nie chciał opuścić kokpitu w żurawiu na wysokości 20 m na placu budowy przy ul. Partyzantów. Strażaków i ratowników, którzy siłą sprowadzali go na ziemię, okłamał, że ma koronawirusa.

– Z relacji osoby, która była na miejscu zdarzenia, wynikało, że powinien on już dawno zejść na dół, że dziwnie się zachowuje i prawdopodobnie jest pod wpływem alkoholu – opisywał rzecznik prasowy małopolskiej straży pożarnej Sebastian Woźniak.

Strażacy próbowali przekonać mężczyznę, by zszedł na ziemię, ale ten im oznajmił, że nie ma takiego zamiaru. Przy tym wulgarnie zwracał do funkcjonariuszy i wychylał przez szybę w taki sposób, że mógł wypaść.

66-latka w kwarantannie zwyzywała policjantów, grozi jej wysoka grzywna

Policja w Kaliszu odnotowała pierwsze próby łamania obowiązku kwarantanny. 66-letnia mieszkanka miasta w sposób wulgarny zachowała się wobec...

zobacz więcej

Właz do kokpitu był zablokowany, straż nie mogła też – ze względów technicznych – rozłożyć podnośnika i przygotować skokochronu. Do pomocy wezwani zostali strażacy ze specjalistycznej grupy ratownictwa wysokościowego z Krakowa. Na miejscu inny operator, przy pomocy innego dźwigu przeniósł elementy, które wcześniej utrudniały sprawienie podnośnika.

Na przygotowanym podnośniku strażacy w koszu udali się na wysokość kokpitu - tam agresywny 64-latek oblał ich piwem. Specjalistyczna grupa w obawie, że mężczyzna zrobi sobie krzywdę, zaczęła zabezpieczać kokpit - w tym czasie 64-latek wybił dwie szyby, opluwał ratowników, atakował pięściami i metalowym prętem.

Po skrępowaniu operator został zabrany na ziemię. W trakcie ewakuacji powiedział strażakom, że jest zarażony koronawirusem. Spowodowało to konieczność wdrożenia dodatkowych środków bezpieczeństwa.

Na miejsce przyjechała policja, nadzór budowlany i lekarz – po zbadaniu 64-latka stwierdził, że nie ma on objawów zakażenia. Sanepid potwierdził, że mężczyzna nie jest objęty kwarantanną i nie przebywa w izolacji.

Pijany operator dźwigu trafił do pomieszczania dla zatrzymanych w komendzie w Chrzanowie. We wtorek funkcjonariusze przesłuchali 64-latka, a także świadków zdarzenia i pokrzywdzonych.

źródło:

Zobacz więcej