RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Wieści z zaplecza wojny – stare, ale może jare leki i szczepionki

Ta „wojna z koronawirusem”, jak to ujmuje Prezydent V Republiki Emmanuel Macron, ma ciekawe zaplecze (fot. Shutterstock/PhotobyTawat)

WHO rozpoczęła pierwszy w swej historii globalny test kilku różnych kombinacji leków przeciw COVID-19, wcześniej znanych i zarejestrowanych. Holenderscy uczeni zaś próbują sprawdzić skuteczność w profilaktyce tej wirusowej choroby szczepionki BCG, którą w dzieciństwie otrzymał każdy z nas, bo chroniła przed gruźlicą.

Koronawirus plan A, B i C, czyli słów kilka o (potencjalnych) terapiach

Jesteśmy tym wirusem już dosłownie bombardowani, ale uporządkować nie bardzo jest komu. Wzięłam na siebie zatem to wdzięczne zadanie, by pokrótce...

zobacz więcej

Na wojnie wiadomo: jest front, gdzie toczy się walka, i jest zaplecze, gdzie produkuje się na potrzeby wojenne. Na froncie są bohaterskie bitwy i potyczki, giną i zostają ranni ludzie, jest ciężko i wszystko wrze, ale też bywa, że rozdawane są medale, kręci się kroniki filmowe, a jacyś pułkownicy zostają generałami. A zaplecze jest ukryte na tyłach i mało kto tam zagląda.

Ta „wojna z koronawirusem”, jak to ujmuje Prezydent V Republiki Emmanuel Macron, ma ciekawe zaplecze. Z jednej strony cichych codziennych przykładów ludzkiej solidarności i małych gestów – i warto, by media to pokazywały. Z drugiej – zaplecze naukowo-techniczne.

Przeciw wirusowi, który w każdym zakażonym mnoży się w miliardy mutujących cząsteczek ponownie zakaźnych dla kolejnych ofiar, my nie mamy szans innych niż te, które daje nam rozum. Bo sami się w czasie kilku dni nie namnożymy w miliardy kopii, nie zmutujemy w koronawirusowym tempie i potrzebujemy nieco więcej do życia, niż on do swej zakaźności. Dlatego warto przyglądać się z uwagą wysiłkom uczonych i lekarzy. Ostatecznie to od nich właśnie oczekujemy uporania się z przyczyną kryzysu: wirusem SARS-CoV-2.

Opowiadałam już poprzednio na tych łamach o kilku z wielu potencjalnych terapii, które są rozważane pod kątem potencjalnej skuteczności wobec nowego wirusowego wroga ludzkości. O nim codziennie odkrywamy wiele nowych rzeczy, ale nadal za mało.

Wirusolog: Testów na koronawirusa nie robi się w kuchni

Małgorzata Kidawa-Błońska apelowała do rządu, aby uruchomił program powszechnego dostępu do testów na koronawirusa. Trzy dni później kandydatka PO...

zobacz więcej

Lekarz, który staje wobec wyzwania leczenia chorych na COVID-19, ma do dyspozycji głównie bardzo ubogą literaturę kliniczną, dotyczącą mikroskopijnej już w sumie w porównaniu epidemii SARS sprzed lat niemal 20, oraz mnóstwo nowych raportów z terapii przypadków – na ogół nadal po chińsku, więc dość trudnych w odbiorze, oraz własne doświadczenie i metodę prób i błędów. Lekarze, którym terapia się udaje, stają się czasem milczącym źródłem być może niemałych odkryć. Trzeba pozwolić im się dzielić doświadczeniem.

Dlatego Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) postanowiła nico ponad tydzień temu powołać do życia globalny program o dobrze brzmiącej w polskich uszach nazwie „SOLIDARITY”. Chodzi o to, by właściwie każdy lekarz w każdym zakątku świata mógł wykorzystać zaproponowane przez WHO (a oparte o dotychczasowe eksperymenty i doświadczenie kliniczne i badania na zwierzętach) proste schematy terapeutyczne.

Będzie też miał w ramach programu możność bezpośrednio sprawozdać wynik terapeutyczny w bardzo prostej ankiecie opracowanej przez WHO. W ten sposób ma powstać globalna i analizowalna statystycznie baza danych, umożliwiająca poprawną i przyspieszoną analizę skuteczności klinicznej owych schematów. Czyli zamiast tysięcy małych i przez to nieadekwatnych do wyzwania badań, mamy jakby jedno globalne badanie.

Ostatecznie przebadane będzie sześć terapii. 1) Zwyczajowa terapia obowiązująca jako schemat w danym kraju, 2) Eksperymentalny lek przeciwwirusowy Remdesivir (pierwotnie pomyślany przeciw Eboli, ale potencjalnie aktywny przeciwko innym wirusom, których materiałem genetycznym jest jednoniciowy RNA, czyli m.in. korona wirusom), 3) Kombinacja dwóch leków terapii HIV/AIDS (Lopinavir/Ritonavir), 4) Kombinacja powyższa, uzupełniona interferonem beta, silnym immunomodfdulatorem, 5) Słynne już dziś leki przeciwmalaryczne chlorokina i hydroksychlorokina oraz 6) te leki w kombinacji „marsylskiej”, czyli podawane z antybiotykiem azytromycyną.

Naukowcy: Kombinacja leków na HIV nieskuteczna w ciężkich przypadkach zakażenia

Kombinacja dwóch leków przeciwwirusowych używanych w terapii HIV, z którą wiązano nadzieje w związku z pandemią Covid-19, okazała się nieskuteczna...

zobacz więcej

WHO maksymalnie uprościło procedury, każdy praktycznie lekarz może wpisać dane konkretnego pacjenta z potwierdzonym COVID-19 do bazy danych WHO, zaznaczając również schorzenia towarzyszące (cukrzyca, AIDS etc.). Zgoda pacjenta może być wysłana w formie skanu.

Gdy lekarz poinformuje WHO, jakie leki ma do dyspozycji, WHO przypisze pacjenta w sposób zrandomizowany do jednego z możliwych do przeprowadzenia schematów. Następnie trzeba będzie tylko podać datę opuszczenia szpitala zdrowym lub śmierci pacjenta, uściślić, czy pacjent wymagał podawania tlenu lub wykorzystania respiratora i czy je otrzymał. Warto wspierać to badanie, bo jako jedyne może dostarczyć szybko niezbędnych informacji, pozwalających na opartą o dane, a nie nawet najlepsze przekonania diagnozę.

Jak donosi z kolei prestiżowe czasopismo „Science”, uczeni czterech krajów pod kierunkiem swych holenderskich kolegów rozpoczynają właśnie szeroko zakrojone badanie nad ewentualną skutecznością szczepionki BCG, zabezpieczającej nas w dzieciństwie przeciw śmiertelnej gruźlicy mózgu, w profilaktyce COVID-19 podczas trwającej pandemii. Pomysł nie jest całkiem nowy i „z Księżyca”, choć na pierwszy rzut oka dziwaczny. Szczepionka BCG jest wytwarzana (także w Polsce) jako zabezpieczająca przed chorobą z natury swej bakteryjną, taką bowiem jest gruźlica.

Gruźlicę wywołuje prątek, bakteria zakażająca nas drogą kropelkową, a żyjąca po zakażeniu m.in. w naszych białych krwinkach, zwanych makrofagami. Te komórki są jednym z najistotniejszych elementów składowych tzw. wrodzonego układu odporności.

Testy leków przeciwko objawom koronawirusa

Jeszcze dziś pierwsi pacjenci przystąpią do testów leków wspomagających walkę z koronawirusem - informuje Światowa Organizacja Zdrowia.

zobacz więcej

Szczepionka BCG nosi nazwę od nazwisk swych odkrywców, a mianowicie Alberta Calmette'a i Camille Guérina. „B” pochodzi od słowa „Bacillus”, czyli laseczka.

Grubo ponad sto lat temu, gdy opracowano tę jedną z pierwszych „naukowych” szczepionek, mikrobiologia była jeszcze w powijakach i tak nazywano prątka (dziś Mycobacterium bovis), który wywołuje choroby bydła, ludzi zaś atakuje tylko wtedy, gdy ich układ immunologiczny jest poważnie chory. Tenże szczep wielokrotnymi pasażami poza organizmem żywiciela osłabiono do tego stopnia, że tym bardziej nie jest w stanie być dla nas groźny, natomiast uwrażliwia nasz układ odporności i uczy go walczyć z gruźlicą. A ta, zwłaszcza u maleńkich dzieci, może mieć bardzo ostry przebieg, jako tzw. gruźlica mózgu, choroba najczęściej śmiertelna.

Dlaczego zatem szczepionka przeciw bakteryjnej chorobie miałaby zabezpieczać przed chorobą wirusową? Przecież szczepionki są tak specyficzne, że ta przeciw grypie z zeszłego roku częstokroć nie działa na te z obecnego? Tajemnicą są – być może (bo skoro nauka chce to zbadać, to znaczy że są przesłanki, ale silnych dowodów brak) wspomniane wcześniej makrofagi i wrodzony układ odporności.

Klasyczne bowiem działanie szczepionek, tak jak je rozumiemy, to ich zdolność do specyficznej stymulacji odpowiedzi immunologicznej i wywołania tzw. pamięci immunologicznej. Tak, żeby przy każdym kolejnym zakażeniu odpowiedź chroniąca organizm człowieka lub zwierzęcia przed rozwojem choroby zakaźnej była jak najszybsza i jak najdokładniej wycelowana w konkretny drobnoustrój chorobotwórczy.

„Inteligentne obrączki” pomogą wykryć koronawirusa

Ratownicy medyczni z San Francisco będą nosić „inteligentne obrączki” monitorujące temperaturę ciała, tętno i oddech. Dzięki temu możliwe będzie...

zobacz więcej

Okazuje się jednak, że szczepionka BCG może jeszcze w kilka, a być może nawet kilkanaście miesięcy po podaniu – stymulować układ odporności wrodzonej niemowląt – bo w takim wieku jest podawana. Źródłem takich danych byli duńscy lekarze pracujący w Afrykańskiej Gwinei Bissau, Peter Aaby i Christine Stabell Benn.

Według ich obserwacji podanie tamtejszym dzieciom BCG zmniejszało ich podatność także na wszelkie inne choroby zakaźne o 30 proc. przez pierwszy rok od szczepienia. Podobne, choć słabsze wyniki zostały przedstawione w pracy przeglądowej zamówionej na ten temat przez WHO w 2014 r. Brakowało jednak dotąd doświadczenia z dorosłymi i badań randomizowanych na temat wpływu BCG na przedziwne zachowanie odporności wrodzonej. Tak jakby i ona – odporność wrodzona – miała jakąś immunologiczną pamięć, choć krótką.

Uczeni holenderscy z Centrum Medycznego Katolickiego Uniwersytetu Radboud w Nijmegen pod kierunkiem Mihai Netea wykazali eksperymentalnie słuszność tej nowej idei. I teraz wpadli na pomysł, że dlaczego nie spróbować zastosować tę bezpieczną, podawaną przecież często w pierwszych dniach życia szczepionkę, u pracowników medycznych, najbardziej narażonych na zakażenie COVID-19. Co się dzieje przez miesiące następujące od podania BCG lub placebo będzie się sprawdzać w sposób prosty i maksymalnie nieobciążający medyków biurokracją.

Nowe badanie. Połowa pacjentów wciąż wydzielała wirusa, nawet po ustąpieniu objawów

Z nowego badania wynika, że u połowy pacjentów leczonych z powodu łagodnego zakażenia Covid-19 koronawirus nadal był obecny – do ośmiu dni po...

zobacz więcej

Automatycznie zostaną odnotowane ich absencje w ramach „zwolnienia chorobowego”. Kłopot tylko w tym, że jak pamiętamy wszyscy, którzy szczepiliśmy dzieci BCG: podanie tego preparatu powoduje widoczny, przebarwiony czerwono-fioletowo bąbel w miejscu wkłucia. Trudno taki efekt uzyskać, podając sól fizjologiczną, nie da się zatem uniknąć sytuacji, w której badane osoby wiedzą, w której grupie badawczej się znajdują, eksperymentalnej czy placebo…

Takich prób z BCG planuje się w tej chwili kilka na świecie. Naukowcy mają nadzieję, że choć BCG nie zabezpieczy nas przed infekcją SARS-CoV-2, to pomoże ją łagodniej przejść.

Wracamy do starych metod, bo tak jest szybciej, a sytuacja jest poważna. Niewykluczone jednak, że odkryjemy na nowo dobroczynne skutki wynalazków, które medycyna zna od stu, kilkudziesięciu lub kilku dobrych lat.

I to jest dobra wiadomość, bo są to preparaty sprawdzone, znane i tanie. A to przy masowym, pandemicznym wystąpieniu jakiegoś schorzenia nie jest bez znaczenia.

źródło:
Zobacz więcej