RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Zarazy świata bogatego i biednego

Malaria jeszcze niedawno była też problemem Europy (fot. PAP/EPA/JAIPAL SINGH)

Koronawirus uderzył przede wszystkim w społeczeństwa wysoko rozwinięte, które zapomniały, co to jest masowa śmierć spowodowana zarazą, wojną czy głodem. W Afryce subsaharyjskiej, według oficjalnych statystyk, z powodu Covid-19 zmarło tylko 50 osób. Znacznie większe żniwo śmierci zbierają tam jednak inne epidemie, z malarią na czele, która dla przeciętnego Europejczyka jest dziś całkowitą abstrakcją.

Po pierwsze dystans. Co zmieniają nowe obostrzenia w walce z koronawirusem?

Wobec nasilającej się pandemii koronawirusa rząd zapowiedział nowe restrykcje, zakazy i nakazy. Będą obowiązywać od północy. Dotyczą m.in. robienia...

zobacz więcej

Porównywanie zagrożenia koronawirusem dla życia ludzkiego do np. problemu nowotworów ma taki sam sens, jak zestawianie liczby ofiar zamachów terrorystycznych ze zgonami w wypadkach komunikacyjnych. To znaczy sensu nie ma, gdyż każde z tych zagrożeń ma inny charakter i wymaga zastosowania innych środków zaradczych. Poza tym fakt, że z jakiejś przyczyny umiera wiele osób, nie uzasadnia tego, by miało ich umierać jeszcze więcej z innego powodu, zwłaszcza jeśli można temu zaradzić.

Takie podejście jest charakterystyczne dla wysoko rozwiniętych społeczeństw, w których życie ludzkie jest na pierwszym miejscu. Zwłaszcza dotyczy to zaś demokracji z rozwiniętym systemem mediów, które zapewniają wpływ opinii publicznej na władzę. A w świecie szeroko rozumianego Zachodu (do którego Polska również należy) opinia publiczna odzwyczaiła się od tego, że śmierć czai się za rogiem. Społeczeństwo oczekuje od swoich władz odpowiednich środków zaradczych, choćby były one ekonomicznie kosztowne.

Nowotwory, wypadki drogowe, czy nawet zwykła grypa (z którą wielu obecnie porównuje koronawirusa) nie są tego typu zagrożeniem. Nie jest tak, że sam fakt wyjścia z domu, rozmowy z drugim człowiekiem, dotknięcie go, nie mówiąc już o wypiciu z jednej szklanki stanowi zagrożenie, i to potencjalnie śmiertelne, w związku ze wspomnianymi wyżej przyczynami. W przypadku koronawirusa owszem. Ale są na świecie równie zaraźliwe choroby, które wciąż zbierają podobne, a czasem nawet większe żniwo śmierci. Chodzi przede wszystkim o malarię i cholerę.

Koronawirus atakuje też młodych i zdrowych. Nikt nie jest wolny od zagrożenia

Lekarze rodzinni apelują do młodych ludzi, by nie lekceważyli zagrożenia związanego z koronawirusem. Lekkomyślność i łamanie zasad izolacji również...

zobacz więcej

Epidemia świata rozwiniętego

Dotychczas koronawirusem zaraziło się 785 tys. osób, z czego prawie 38 tys. zmarło. Ale dystrybucja zagrożenia nie jest równomierna. Choć wirus narodził się w Chinach i początkowo wydawało się, że dotknie przede wszystkim wschodnią Azję to szybko okazało się, że był to wniosek całkowicie błędny, a obecne statystyki wskazują na pewne zaskakujące prawidłowości.

Przede wszystkim uderza to, że spośród 20 państw najbardziej dotkniętych tą zarazą aż 16 znajduje się w pierwszej 30-tce na liście HDI (Human Development Index, tj. Wskaźnik Rozwoju Społecznego), czyli są one w elicie światowego dobrobytu, dostępu do służby zdrowia, edukacji etc. Spośród czterech pozostałych tylko dwa nie są klasyfikowane jako państwa o bardzo wysokim HDI (lecz tylko „wysokim”), tj. Iran zajmujący 65. miejsce i Brazylia będąca na 79. miejscu. Ponadto wśród 40 najbardziej zagrożonych krajów tylko dwa (Indie i Pakistan) nie są klasyfikowane jako państwa o bardzo wysokim lub wysokim HDI, a spośród 36 krajów o niskim HDI najwyżej, tj. dopiero na 83. miejscu w tym smutnym rankingu jest Burkina Faso. W tym biednym afrykańskim kraju jest obecnie 203 chorych, a 12 osób zmarło. Uważa się przy tym, że do tego kraju zarazę przywieźli odwiedzający swą była kolonię Francuzi.

W Afryce subsaharyjskiej, najbardziej zacofanej i ubogiej części świata, w której jednak mieszka aż 1,1 mld, czyli ponad 14 % ludzkiej populacji, z powodu koronawirusa zmarło dotąd zaledwie 50 osób, czyli 0,1 % wszystkich ofiar pandemii. Z całą pewnością nie jest to zasługa tamtejszej służby zdrowia. Oczywiście można to tłumaczyć mniejszą wykrywalnością związaną z brakiem testów.

Pojawia się też teza, że spowodowane to jest wyższymi temperaturami, w których wirus ma się nie rozwijać, tyle że np. w Dakarze temperatura jest obecnie niższa niż w Rijadzie, a mimo to w Senegalu liczba zakażeń jest 10 razy mniejsza niż w Arabii Saudyjskiej, której populacja jest tylko dwa razy większa niż tego zachodnioafrykańskiego kraju. Przy tym w obu krajach pierwszy przypadek został odnotowany w tym samym dniu, 1 marca.

Koronawirus plan A, B i C, czyli słów kilka o (potencjalnych) terapiach

Jesteśmy tym wirusem już dosłownie bombardowani, ale uporządkować nie bardzo jest komu. Wzięłam na siebie zatem to wdzięczne zadanie, by pokrótce...

zobacz więcej

Kwarantanna nie dla biednych

Bez względu na to, jakie są przyczyny tych dysproporcji, to faktem jest, że dla Afryki koronawirus nie jest kluczowym problemem. Szerzej dotyczy to też całego tzw. Trzeciego Świata. Europejczycy czy Amerykanie nie mają jednak czego zazdrościć, gdyż tamtejsza ludność zmaga się z jeszcze poważniejszymi problemami, a poza tym nie byłaby w stanie zastosować takich metod walki z koronawirusem jak masowe kwarantanny, zakaz wychodzenia z domu i zamknięcie miejsc pracy.

Państwa, które zastosowały lockdown i kwarantanny, a w wyniku tego ich gospodarcza machina spowolniła i konieczne było uruchomienie różnych, kosztownych mechanizmów osłonowych, mają na to środki. To oczywiście nie oznacza, że nie ma problemu. Ekonomiczny cios zapewne doprowadzi do wielu bankructw, spadku poziomu życia, bezrobocia itp. Niemniej, przynajmniej póki co, w większości krajów, w których zastosowano radykalne środki uderzające w gospodarkę, nie grozi głód.

Gdyby takie same środki zastosowano w krajach Trzeciego Świata, których rządy nie są w stanie (lub nie mają wystarczającej determinacji, gdyż opinia publiczna nie odgrywa większej roli) pomóc najbardziej potrzebującym przetrwać ten okres, to pojawiłaby się inna choroba, wprawdzie teoretycznie nie zaraźliwa, ale równie śmiertelna: głód. Dotyczy to zresztą nawet państw stosunkowo rozwiniętych, lecz w których rozwarstwienie zasobności jest bardzo duże, np. Turcji czy Iranu.

W Turcji, która szybko przesuwa się w górę w rankingu koronawirusa, władze bardzo niechętnie zaczęły dopiero w ostatnich dniach wprowadzać kwarantanny. Turecka gospodarka jest i tak od dawna w katastrofalnej sytuacji, a wzrost gospodarczy jest tam sztucznie pompowany. O ile jednak mieszkańcy Izmiru, Stambułu czy Ankary są w stanie przetrwać kwarantannę, to ludzie żyjący w ubogich prowincjach kurdyjskich czy też slumsach Diyarbakir mogą mieć z tym problem.

My wszyscy w czasach zarazy

19 lutego 1961 roku John F. Kennedy w swym przemówieniu inaugurującym prezydenturę wypowiedział najsłynniejsze chyba dziś zdanie w historii...

zobacz więcej

Wybór między wirusem a głodem

Podobnie jest zresztą w Iranie, który nie wprowadził kwarantanny wiedząc, że z powodu sankcji nie jest w stanie zabezpieczyć ludzi przed głodem w takim wypadku. Zależność stosunku do dobrowolnej izolacji od poziomu zamożności widać wyraźnie w stolicy Iranu, Teheranie, gdzie ludzie bogaci i klasa średnia z północnej części miasta pozamykali się w domach, a biedota z południowego Teheranu żyje i pracuje tak jak wcześniej. Bo nie ma wyjścia. Trudno też wyobrazić sobie zamknięcie granic w wielu pastwach afrykańskich, zwłaszcza na Saharze i w Sahelu, gdzie wciąż powszechny jest nomadyczny styl życia, przemyt stanowi jedno z ważniejszych źródeł utrzymania, a granice to często linie na piasku, które nie są w stanie nikogo powstrzymać.

Równie trudne do wyobrażenia byłoby stosowanie kwarantanny w slumsach czy lepiankach zamieszkiwanych przez kilkudziesięcioosobowe rodziny. Niektóre kraje Trzeciego Świata mimo to zastosowały radykalne restrykcje dotyczące poruszania się i gromadzenia. Dotyczy to np. Indii czy Bangladeszu, gdzie policja (często w ogóle nie zabezpieczona maskami czy rękawiczkami) okłada napotkane osoby kijem czy pasem lub każe im robić pompki i przysiady. Tyle, że tam też osoby choćby w miarę zamożne mogą sobie pozwolić na kwarantannę, a osoby szukające środków do życia z dnia na dzień – nie. Bo po prostu jak tych środków nie znajdą, to umrą z głodu. To jednak nie zostanie już zaliczone do statystyk koronawirusowej pandemii. A statystyki dot. głodu obchodzą opinię publiczną tak samo, jak te dot. malarii czy cholery. Czyli przez chwilę, a potem ludzie zabierają się za tzw. ważniejsze sprawy.

Koronawirus zebrał większe żniwo niż zamachy z 11 września

Łącznie w USA zmarło 3002 chorych na Covid-19 – wynika z danych dziennika „New York Times”. To liczba większa niż ofiar śmiertelnych zamachów...

zobacz więcej

Pasożyt konkurujący z wirusami

Według szacunków WHO w 2018 r. na świecie wystąpiło 228 mln przypadków malarii, a zgonów z tego powodu było 405 tys. To i tak było mniej niż w latach poprzednich. 93 % przypadków malarii wystąpiło przy tym w Afryce, a ponad połowa dotyczy zaledwie 6 krajów: Nigerii, Demokratycznej Republiki Konga, Ugandy, Wybrzeża Kości Słoniowej, Mozambiku i Nigru. Przykładowo w 190-milionowej Nigerii przypadków malarii było prawie 60 mln, a zgonów ok. 100 tys. W kraju tym odnotowano dotychczas 131 przypadków koronawirusa, w tym 2 śmiertelne. 67 % ofiar malarii stanowią dzieci poniżej 5. roku życia.

Malarią wprawdzie nie można zarazić się w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem, ale nie zmienia to faktu, że ona również czai się za rogiem. Malaria nie jest bowiem ani wirusem, ani bakterią, lecz pasożytem przenoszonym przez niektóre gatunki komarów. Wystarczy więc, że komar ukąsi osobę, w której pasożyt jest już obecny, a następnie osobę zdrową. Malaria jest przy tym chorobą nieuleczalną, a jedynie zaleczalną (w przypadku czterech na pięć jej rodzajów, w piątym wypadku jest bowiem śmiertelna).

Człowiek umierający na tę chorobę kona w męczarniach. Warto też dodać, że w przypadku malarii leczonej (poza przypadkiem śmiertelnego plasmodium falciparum) śmiertelność przy dobrze odżywionym i nie zniszczonym innymi chorobami organizmie nie jest wcale wysoka. Z malarią można spokojnie żyć mając jedynie nawroty co parę lat i tylko wówczas trzeba stosować leki. Problem w tym, że w Afryce znaczna część ludności nie ma do nich dostępu i dlatego umiera.

Okiem podróżnika. Walka z koronawirusem w Wietnamie

Wojsko na ulicach uzbrojone w karchery, wysokie grzywny za fake newsy, bezterminowo zawieszone loty, edukacyjne piosenki i smsy od rządu z...

zobacz więcej

Jak Europa pozbyła się malarii

Na malarię nie ma skutecznej szczepionki. W 2015 r. co prawda ogłoszono wynalezienie jej prototypowej wersji, ale jej niska skuteczność w relacji do skutków ubocznych (zwłaszcza w stosunku do dzieci) powoduje, że nie została ona skierowana do powszechnego użytku. Problem z wynalezieniem szczepionki na malarię eksperci tłumaczą tym, że mamy do czynienia z pasożytem, który jest znacznie większym organizmem niż bakteria czy wirus. Fakt, że problem dotyczy w zasadzie wyłącznie Afryki oraz niektórych ubogich krajów azjatyckich powoduje jednak, że powstają podejrzenia, że badania nad malarią nie są traktowane jako priorytet i nie są w nie ładowane wysokie środki, a nawet że są z premedytacją blokowane.

Ta ostatnia teoria wiąże się z jednej strony z sugestią, iż koncerny farmaceutyczne straciłyby wówczas zyski ze sprzedaży drogich antymalaryków, a z drugiej strony z tezą, iż malaria traktowana jest jako regulator przyrostu demograficznego. Jeśli chodzi o ten ostatni aspekt, to – pomijając kwestie etyczne – skuteczność takiego regulatora budzi głębokie wątpliwości. Statystyki pokazują bowiem zjawisko dokładnie odwrotne. Tam, gdzie śmiertelność dzieci jest wyższa, tam również współczynnik dzietności jest wyższy, i to nieporównywalnie bardziej. Kobiety, mając świadomość, że część z ich dzieci umrze, rodzą niejako „na zapas”.

Malaria jeszcze niedawno była też problemem Europy. W Polsce ostatnia epidemia miała miejsce tuż po wojnie, a np. w 1921 r. zachorowało na nią 52 tys. osób. Dopiero w 1968 r. WHO skreśliła Polskę z listy krajów endemicznych malarii. Głównym powodem tego sukcesu była masowa melioracja pól, która doprowadziła do wytępienia tych gatunków komara widliszka, które były tzw. wektorami malarii, czyli przenosiły pasożyty z krwi jednego człowieka do drugiego. Podobnych działań nie podejmuje się jednak w najbardziej zagrożonych krajach.

WHO: Żaden kraj nie jest bezpieczny. Wirus dotrze wszędzie

Do zakończenia epidemii Covid-19 w Azji jest jeszcze daleka droga; kraje powinny przygotować się na długą walkę – ostrzegł dyrektor Światowej...

zobacz więcej

Cholera i inni

Inną bardzo zabójczą i wysoce zaraźliwą chorobą, o której Europa całe szczęście już zapomniała, ale która wciąż zabija tysiące osób, jest cholera. Wywoływana jest ona przez bakterię, która zwykle rozprzestrzenia się przez brudną wodę lub nieprawidłowo umyte owoce czy warzywa. Choć jej zasięgi sa obecnie znacznie skromniejsze niż malarii, to jej mordercza skuteczność jest porażająca. Ocenia się, że 1-20 % osób leczonych oraz połowa osób nieleczonych umiera. I oczywiście nie ma szczepionki.

WHO ocenia, że cholerą zaraża się ok. 3 mln ludzi rocznie, a umiera 21-143 tys. W Jemenie od 2016 r. zachorowało już ponad 2 mln osób, a prawie 4 tys. zmarły. W Polsce ostatnia epidemia tej strasznej choroby, na którą zmarło wiele sławnych osób, miała miejsce w ostatniej dekadzie XIX w. Pozbyto się jej rozwijając zasady higieny, a przede wszystkim budując kanalizację.

Fakt, że na świecie szaleją również inne zarazy, od dawna nie dotyczące tej części ludzkości, która została najbardziej dotknięta koronawirusem, nie powinien prowadzić do wniosku, że tę nową zarazę można lekceważyć. Gdyby tak było, to równie dobrze moglibyśmy w przeszłości nie podejmować działań, które ochroniły nas przed malarią, dżumą, cholerą, tyfusem, ospą itp. Wniosek powinien płynąć zupełnie inny. Jak się już uporamy z naszą zarazą, to epidemie szalejące w innych częściach świata powinny nas bardziej obchodzić. Bo zainteresowanie opinii publicznej jest bardzo silnym bodźcem, by pozbyć się tych chorób.

źródło:
Zobacz więcej