RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Zełenski złamał żelazną zasadę. Ten plan to przepis na katastrofę

Prezydent Ukrainy idzie w relacjach z Rosją na coraz większe ustępstwa (fot. Alexei Nikolsky\TASS via Getty Images)

Prezydent Ukrainy idzie w relacjach z Rosją na coraz większe ustępstwa. Obóz Wołodymyra Zełenskiego gotów jest na bezpośrednie rozmowy z separatystami w Donbasie. Jeśli do tego dojdzie, Rosja zyska potwierdzenie swojej tezy o „wojnie domowej” na Ukrainie i będzie miała prawo oczekiwać złagodzenia sankcji zachodnich.

Fortel cara ropy. Umknął Amerykanom, ograbił Rosjan

Rosja to kluczowy sojusznik lewicowego reżimu w Wenezueli. Od lat głównym łącznikiem między tymi krajami był Igor Sieczin, a jego koncern Rosnieft...

zobacz więcej

„Żadnych bezpośrednich rozmów z prorosyjskimi separatystami w Donbasie” – tej zasady ściśle przestrzegały władze Ukrainy od 2014 roku. Nawet jeśli dochodziło do kontaktów z przedstawicielami tzw. republik ludowych, czyli rosyjskimi namiestnikami okupowanych części obwodów donieckiego i ługańskiego, to tylko w formule wielostronnej, bez formalnego uznania ich za partnerów w rozmowach.

Mińska intryga

11 marca w Mińsku doszło do kolejnego spotkania w ramach Trójstronnej Grupy Kontaktowej (mediatorem jest OBWE). Ale z kilku powodów było to spotkanie wyjątkowe. Znalazły się tam dwie nowe osoby: nowy szef administracji prezydenta Ukrainy Andrij Jermak i nowy doradca prezydenta Rosji odpowiedzialny za politykę wobec Ukrainy, Dmitrij Kozak. Jermak robił karierę jako producent filmowy, politycznie zaistniał na dużą skalę pod koniec ub.r. odgrywając kluczową rolę w dużej wymianie jeńców między Ukrainą a Rosją. Kiedy 11 lutego został nowym szefem administracji prezydenta Zełenskiego, był to jasny sygnał, że polityka Kijowa wobec Rosji ulegnie poważnemu złagodzeniu. Co ciekawe, dokładnie tego samego dnia, 11 lutego, swoją nominację dostał Kozak.

Dotychczasowy wicepremier zastąpił Władisława Surkowa, wpływowego doradcę Kremla, który od lat był kuratorem polityki Rosji wobec Ukrainy. Kozak i Jermak uzgodnili stworzenie nowej platformy negocjacyjnej, tzw. Rady Konsultacyjnej, jako części rokowań mińskich. Ten format traktuje ukraiński rząd i separatystyczną administrację w okupowanym Donbasie jako równe strony w wewnętrznym ukraińskim konflikcie. Rosja zaś ma status bezstronnego obserwatora. I to jest główny powód, dla którego posiedzenie 11 marca było jednym z ważniejszych od lat. Po raz pierwszy od początku istnienia grupy kontaktowej (od 2014) pojawili się – i podpisali wspólny dokument – tak wysokiej rangi przedstawiciele Rosji i Ukrainy. Co ważne, delegatom z okupowanego Donbasu pozwolono też się podpisać z formułą „pełnomocni przedstawiciele”. W ten sposób separatystów z nieuznawanych nawet przez Moskwę „republik ludowych” uznano za de facto równych dyplomatom z Ukrainy, Rosji czy OBWE. Ich podpisy znalazły się obok podpisów byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, ambasadora Rosji Azamata Kułkmuchametowa, specjalnej przedstawicielki OBWE, szwajcarskiej dyplomatki Heidi Grau, oraz szefa prezydenckiej administracji Andrija Jermaka i wiceszefa kremlowskiej administracji Dmitrija Kozaka.

Koronawirus na Kremlu. „Nikt nie zna prawdziwego obrazu sytuacji”

Polityczna intryga, zafałszowane statystyki, propagandowe samooszukiwanie się. Tak wyglądała sytuacja w Rosji od końca stycznia odnośnie epidemii...

zobacz więcej

Umowa miała być tajna aż do momentu jej podpisania 25 marca, na kolejnym spotkaniu grupy kontaktowej. Moskwa i OBWE trzymały to w sekrecie, ale pełny tekst porozumienia ujawnił tygodnik „Dzerkało Tyżnia”, a za nim wszystkie ukraińskie media. Jermak bronił umowy jak mógł, za to Zełenski w ogóle nie zabrał w tej sprawie głosu. Co wynika z tekstu porozumienia? Rada Konsultacyjna będzie składała się z 10 przedstawicieli Ukrainy i 10 przedstawicieli „republik ludowych” w okupowanym Donbasie. Do tego po jednym członku Rady z Rosji, Niemiec, Francji i OBWE. Głównym celem Rady ma być „wprowadzanie i opracowywanie propozycji politycznych i prawnych rozwiązań mających na celu zakończenie konfliktu”. Rada Konsultacyjna obejmuje więc tych samych pięciu aktorów, co Grupa Kontaktowa (Rosja, Ukraina, OBWE, „Doniecka Republika Ludowa”, „Ługańska Republika Ludowa”), ale zmienia ich status. Wyraźnie faworyzuje „trójgłowego rosyjskiego smoka”.

10 przedstawicieli Ukrainy i 10 przedstawicieli administracji okupacyjnej ma prawo głosu. Posiedzenie Rady ma „moderować” przedstawiciel OBWE mający dwóch zastępców z Ukrainy i dwóch zastępców z terenów okupowanych. OBWE ma posiadać jeden głos doradczy, podobnie jak Rosja, Niemcy i Francja. Rada Konsultacyjna ma wypracować własne zasady i procedury. Podejmować decyzje miałaby większością 2/3 biorących udział w głosowaniu członków. Zapis, że członków Rady niezależnie wyznaczają Kijów, Donieck i Ługańsk oznacza, że niemożliwe są od spełnienia wcześniejsze postulaty Zełenskiego, że w rozmowach z „republikami ludowymi” obecni byli też lojalni wciąż wobec Kijowa mieszkańcy okupowanych terenów.

Rada Konsultacyjna nominalnie działać miałaby w ramach grupy kontaktowej, ale bez żadnego bezpośredniego związku z pracami grupy. W ten sposób Kreml zyskuje dużo większą możliwość przeforsowania rozwiązań w Donbasie korzystnych z jego punktu widzenia. Formalnie Trójstronna Grupa Kontaktowa (Rosja, OBWE, Ukraina) w rzeczywistości jest pięciostronna, bo są tam też przedstawiciele „Donieckiej Republiki Ludowej” i „Ługańskiej Republiki Ludowej”. A więc 3:2 dla Moskwy? Nie, 4:1. Należy bowiem pamiętać, że Rosja dysponuje prawem weta w OBWE. Tak więc mińska grupa kontaktowa to forum, na którym Ukraina jest osamotniona.

Zagadki protokołu z Kremla. Ile wart jest podpis Putina?

W syryjskiej prowincji Idlib od nocy z czwartku na piątek obowiązuje zawieszenie broni. Zaledwie kilka godzin wcześniej uzgodnili je w Moskwie...

zobacz więcej

Z pomysłem Rady Konsultacyjnej udał się do Jermaka Kozak, po czym obaj panowie wspólnie przedstawili plan grupie kontaktowej, która przyjęła go wstępnie w formie „decyzji”. Mówiąc krótko, najpierw rząd ukraiński i prezydent stracili inicjatywę na rzecz Jermaka, a ten stracił ja następnie na rzecz Kozaka. Tymczasem tracący popularność Zełenski ma coraz więcej powodów do zdenerwowania, bo już wiadomo, że jego partia Sługa Narodu nie zdoła mu pomóc w zebraniu konstytucyjnej większości w parlamencie – a bez tego nie da się wprowadzić oczekiwanych przez Rosję zmian w ustawie zasadniczej. Zełenski jest więc w sytuacji bez wyjścia, bo stał się zakładnikiem własnych pokojowych obietnic.

Moskwa czeka teraz na wprowadzenie do ukraińskiej konstytucji poprawek o decentralizacji państwa, na specjalny status dla Doniecka i Ługańska, powszechną amnestię dla wszystkich rebeliantów, także tych winnych zbrodni wojennych, uchwalenie specjalnego prawa o lokalnych „wyborach” na terenach okupowanych.

Krok od kapitulacji

Po spotkaniu w Mińsku Jermak zaprzeczał, jakoby Ukraina poszła na jakieś ustępstwa. – Zobowiązaliśmy się dążyć do porozumienia w kilku kwestiach, w szczególności reformy konstytucyjnej w dziedzinie decentralizacji i wyborów lokalnych, z przedstawicielami określonych części donieckiego i ługańskiego obwodów Ukrainy – powiedział szef administracji Zełenskiego. „Określone części donieckiego i ługańskiego obwodów Ukrainy”, czyli w skrócie ORDLO, to oficjalna nazwa, jakiej używa rząd w Kijowie wobec terenów okupowanych w ramach rozmów w grupie kontaktowej. Jermak przekonywał, że to nie oznacza bezpośrednich rozmów z separatystami. – Żadnych bezpośrednich rozmów – to jest poza dyskusją! Mówimy o stworzeniu platformy, gdzie obywatele Ukrainy, którzy żyją dziś zarówno na kontrolowanych jak i nie kontrolowanych terytoriach, mogą się komunikować – mówił Jermak.

Dyplomaci i najemnicy. Jak Rosja zdobywa wpływy na Bliskim Wschodzie

Trudno wskazać na Bliskim Wschodzie państwo, które byłoby wrogo nastawione do Rosji. Jest wręcz przeciwnie. Kreml stara się budować jak najlepsze...

zobacz więcej

Bardzo niebezpieczne może okazać się uznanie Rosji jako bezstronnego obserwatora w rokowaniach Kijowa z „republikami ludowymi”. Skoro sama Ukraina uznaje, że wojna w Donbasie to „wewnętrzny” konflikt, logiczne jest, że nie ma podstaw do nakładania sankcji na Rosję. Oto Moskwa dostaje mocny argument w rozmowach z krajach zachodnimi o zniesieniu obecnych sankcji. Niewątpliwie stworzenie Rady Konsultacyjnej na warunkach rosyjskich osłabia międzynarodową pozycję Ukrainy. Publicysta Witalij Portnikow wprost nazywa powołanie takiego organu „częścią rosyjskiego planu zniesienia sankcji, i wcale nie jest to odpowiedni sposób na de-okupację Donbasu”. Gdyby Moskwie udało się doprowadzić do rozwiązania problemów gospodarczych wynikających z sankcji, Kreml może wznowić swoją agresywną działalność przeciwko Ukrainie i nawet próbować zajmować kolejne jej terytoria.

Taki organ zaprzecza w ogóle samej logice Trójstronnej Grupy Kontaktowej, gdzie tymi trzema stronami są: Rosja, Ukraina, OBWE. Wbrew nazwie, celem Kremla jest zrobienie z Rady Konsultacyjnej nie ciała doradczego, a decyzyjnego. To typowa strategia rosyjska stosowana już wcześniej w innych tzw. zamrożonych konfliktach (Abchazja, Osetia Południowa, Naddniestrze). Najpierw Moskwa wywołuje wojnę, potem ostentacyjnie przechodzi na pozycje mediatora, narzucając taki format pokojowy, w którym przy stole siadają lokalni separatyści – kontrolowani we wszystkim przez Rosję.

Śmierć nadchodzi z nieba. Rosyjskie zbrodnie w Syrii

Od początku ofensywy lądowej w Idlib zginęło w tej prowincji przeszło 400 cywilów, wielu pod bombami zrzucanymi przez Rosjan. Zorganizowana...

zobacz więcej

11 marca w Mińsku pojawił się jeszcze jeden pomysł. Kolejną potencjalną przestrzeń do dialogu z Donbasem miałaby dać działalność Narodowej Platformy Pojednania i Jedności. Jak zauważył Serhij Sywocho, doradca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO), napięcia na Ukrainie dotyczą nie tylko Donbasu i Krymu, ale też choćby Zakarpacia, gdzie mniejszość węgierska wyraża frustrację z powodu niedostatecznych praw językowych. Kiedy Sywocho chciał przedstawić publicznie taki pomysł 12 marca w Kijowie, został zaatakowany przez nacjonalistów. Policja zatrzymała 15 z nich, wśród nich byli aktywiści powiązani z Andrijem Bileckim.

Człowiek Putina

Zwolennikiem federalizacji Ukrainy zgodnie z linią związaną ze wspomnianą Platformą jest Wiktor Medwedczuk. W przeddzień omawianych wyżej ważnych rozmów w Mińsku, a więc 10 marca, w Moskwie przyjął Medwedczuka Putin. W towarzystwie kierownictwa Dumy rozmawiano o potrzebie dodania „wymiaru międzyparlamentarnego” do normandzkiego formatu rokowań (Rosja, Ukraina, Niemcy, Francja), który pozostaje na razie procesem międzyrządowym. Medwedczuk stał na czele delegacji sześciu deputowanych z jego partii Platforma Opozycja – Za Życie. On sam bywał w Moskwie u Putina już wiele razy. Ale pierwszy raz była to wizyta delegacji parlamentu ukraińskiego od wybuchu wojny w 2014 roku.

Podczas spotkania z Putinem Medwedczuk powtórzył swój „plan pokojowy”: ukraińska Rada Najwyższa musi wprowadzić do prawa polityczne uzgodnienia z umów mińskich, konstytucyjne poprawki o decentralizacji państwa i specjalnym statusie Donbasu, powszechna amnestia dla rebeliantów, specjalne prawo o lokalnych „wyborach” na terenach okupowanych, bezpośrednie rozmowy Kijowa z Donieckiem i Ługańskiem. Spiker Dumy Wiaczesław Wołodin zaproponował, że zanim „wymiar międzyparlamentarny” przyjmie czterostronny kształt (z udziałem też Niemiec i Francji), należy uruchomić go na dwustronnej płaszczyźnie.

Ukraińcy masowo chcą wrócić do kraju. To reakcja na zapowiedzi zamknięcia granic

Obywatele Ukrainy masowo chcą wrócić do kraju. W Dorohusku i Hrebennem czeka łącznie kilka tysięcy Ukraińców. Ukraiński MSZ zapewnia, że kraj nie...

zobacz więcej

Samowolna akcja Medwedczuka, oznaczająca pominięcie głównych organów państwa zajmujących się relacjami z Rosją, sprawą Donbasu i generalnie polityką zagraniczną, powinna wywołać ostrą reakcję władz. Tymczasem Zełenski w ogóle tego nie skomentował, zaś szef administracji prezydenckiej Andrij Jermak, przewodniczący parlamentu Dmytro Razumkow i lider większości parlamentarnej Dawid Acharamia, uznali, że nie ma tu przesłanek do jakichś prawnych czy choćby politycznych (parlamentarnych) działań dyscyplinujących Medwedczuka. Ogłoszono, że występował we własnym imieniu, a jego delegacja koszty wizyty pokrywała nie ze środków parlamentu. Wyjątkowa łagodność obozu rządzącego wobec Medwedczuka może też wynikać z politycznych kalkulacji. Platforma Opozycyjna – Za Życie ma w 450-osobowym parlamencie 44 mandaty. To największa partia opozycyjna i jedyne otwarcie prorosyjska frakcja po wyborach w lipcu 2019. Zełenskiemu zależy na wprowadzeniu do prawa zmian otwierających drogę do pokoju w Donbasie. Wiadomo, że nawet jego własna partia w całości nie pójdzie na kroki przez wielu Ukraińców uważane za zdradę. Dlatego ośrodek prezydencki i jego deputowani są gotowi na „sytuacyjną” współpracę z frakcją PO-Za Życie. Taką współpracę przetestowano już przy dymisji prokuratora generalnego Rusłana Riaboszapki.

Były doradca Putina: Ukraina nigdy nie odzyska Donbasu

Władze Ukrainy nigdy nie odzyskają kontroli nad opanowanymi przez separatystów terenami na wschodzie kraju – uważa Władisław Surkow, były doradca...

zobacz więcej

Jeśli Zełenski chce zmienić konstytucję i ustawy zgodnie z mińskimi porozumieniami, musi połączyć siły Sługi Narodu z Platformą Opozycyjną. Co więcej, po ostatniej frondzie (60 deputowanych Sługi Narodu podpisało list z wyrazami oburzenia na ukrywane negocjacje Jermaka z Rosjanami) ludzie Medwedczuka mogą okazać się potrzebni do uzyskania nawet zwykłej większości. Powoli zatem ziszcza się plan Kremla i jego zwolenników nad Dnieprem sprzed lipcowych wyborów. Można było się spodziewać, że wraz ze spadkiem notowań Zełenskiego zacznie też mu się rozsypywać parlamentarna większość – i będzie musiał szukać poparcia u innych frakcji. Takim poparciem służy Medwedczuk. Nie za darmo oczywiście. W ten sposób Zełenski powoli staje się zakładnikiem prorosyjskiej opozycji. Pewnie też dlatego wycofał się z dawnych obietnic sprawdzenia przez odpowiednie instytucje „ukrytych aspektów” powiązań Medwedczuka z Moskwą. Na przykład w sierpniu ub.r. prezydent obiecywał „zbadać jak finansowana jest partia Medwedczuka. Są poważne pytania o to, skąd dostają pieniądze na ich partię, na ich kanały telewizyjne. Wiemy o kwotach gotówki i wiemy z którego kraju to wszystko dostają. To będzie bardzo głośny skandal i skończy się dla nich bardzo źle”. Tyle że żadnego dochodzenia nie wszczęto. Śledczy skupiają się za to na byłym prezydencie Poroszence. Najwyraźniej status najważniejszego na Ukrainie politycznego sojusznika Putina zapewnia Medwedczukowi nietykalność. Tak zresztą było i za Poroszenki.

Koronawirus dał czas

Nie wiadomo czy i kiedy zostanie wprowadzony w życie groźny dla Ukrainy plan autorstwa Kozaka. Zełenskiego i Jermaka ostro za to atakuje opozycja, nawet część członków partii prezydenckiej jest przeciw. Finalizacja pomysłu o Radzie Konsultacyjnej miała nastąpić na kolejnym spotkaniu grupy mińskiej, 25 marca. Ale do spotkania nie doszło z powodu pandemii COVID-19. Do fizycznego spotkania nie doszło, natomiast podczas wideokonferencji ukraiński wicepremier ds. reintegracji czasowo okupowanych terytoriów, Ołeksij Reznikow oznajmił, że „jakiekolwiek podpisywanie czegokolwiek jest niemożliwe podczas wideokonferencji”. Dodał, że także Niemcy i Francja nie wydały swoich opinii w kwestii Rady Konsultacyjnej. Oczywiście Kreml uznał, że Ukraina szuka sobie alibi, zasłaniając się wirusem. Zarzucił „zerwanie negocjacji” ze strachu obecnych władz przed „konfrontacją z partią wojny” w Kijowie. Niewątpliwie pandemia daje Zełenskiemu czas, żeby ewentualnie wycofać się jednak z planu powołania Rady Konsultacyjnej i nawet odsunąć Jermaka, który stał się twarzą polityki ustępstw wobec Rosji. Pytanie, czy Zełenski faktycznie tego chce?

źródło:
Zobacz więcej