RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Koronawirusem w Trumpa. Demokraci chwytają się brzytwy

Demokraci oskarżali Trumpa, że wykorzystuje konferencje dotyczące walki z wirusem do promowania siebie przed listopadowymi wyborami (fot. PAP/ EPA/Stefani Reynolds/POOL)

Amerykańska lewica zwietrzyła nową, a przy tym chyba już ostatnią szasnę, by uniemożliwić Donaldowi Trumpowi sięgnięcie po reelekcję w listopadowych wyborach. Po tym, jak nie udało jej się zniszczyć go codziennym szkalowaniem – wyzywaniem od rasistów, mizoginów i faszystów, próbą odsunięcia go od władzy za pomocą impeachmentu, a także poprzez zarzucanie mu, że jest „marionetką Kremla” – teraz wykorzystuje przeciwko niemu epidemię koronawirusa. Republikanina czeka ostra walka o życie rodaków i gospodarkę.

Spór o pakiet stymulujący. Senat USA znów odrzuca projekt

Senat USA ponownie odrzucił propozycję pakietu stymulującego na czas epidemii koronawirusa. Demokraci żądają zapewnienia w nim większej ochrony dla...

zobacz więcej

Tego się można było spodziewać – skala nienawiści do Donalda Trumpa ze strony szeroko pojętych amerykańskich środowisk lewicowo-liberalnych od pierwszego dnia jego prezydentury utrzymywała się na niezmiennie wysokim poziomie. Zbliżanie się do końca jego kadencji i terminu nowych wyborów spowodowało, że trend ten jeszcze się wzmógł. Uderzenie koronawirusa w USA dało tym środowiskom wiatr w żagle – nadzieję na wykorzystanie tragedii do zaszkodzenia politycznemu przeciwnikowi.

„Fake news media” – tak od lat Trump mówi o lewicowo-liberalnych mediach, które w tym czasie wielokrotnie zdążyły udowodnić, że określenie to jest ze wszech miar słuszne. Nie ma w tym wypadku znaczenia, że nieraz i sam prezydent wchodził w utarczki słowne z przeciwnikami, na ataki odpowiadał przechwałkami, megalomaństwem i irytującym przeciwników podkreślaniem swoich sukcesów.

Tak, ten styl z jednej strony ma prawo doprowadzać lewicę do wściekłości, jednak dla nastawionych krytycznie wobec niej konserwatystów jest po prostu mówieniem prawdy przez osobę, która nie musi podlizywać się mainstreamowym mediom.

Mediom, które na każdym kroku manipulują, zmyślają, wycinają fragmenty wypowiedzi, nadając im inne znaczenie, wyolbrzymiają lub pomijają to, co dla nich niewygodne.

W początkowej fazie epidemii do mediów przebijały się przede wszystkim jego wypowiedzi lekceważące koronawirusa – tłumaczenie, że jest on słabszą wersją grypy, na którą co roku umierają tysiące Amerykanów, a mimo tego nie „zamyka” się gospodarki. W późniejszej fazie „fake news madia” i skoligaceni z nimi Demokraci oskarżali Trumpa, że wykorzystuje kolejne konferencje dotyczące walki z wirusem do promowania siebie przed listopadowymi wyborami.

Sandersa broni już tylko matematyka. „Senny Joe” szykuje się do starcia z Trumpem

Partia Demokratyczna ma nie lada problem przed przewidzianymi na listopad wyborami prezydenckimi w USA. Chociaż murowanym kandydatem do otrzymania...

zobacz więcej

Wiele z tych wypowiedzi – zarówno medialnych, jak i płynących z ust i klawiatur najważniejszych polityków amerykańskiej lewicy – jest pełnych szyderczych docinków, przekręceń i przekłamań, których celem jest uderzenie w prezydenta. Ich zapalczywość sprawia, że nie zauważają oni, że w tym ciężkim dla USA i całego świata okresie przekraczają kolejne granice przyzwoitości.

Tak postąpiła m.in. Hillary Cilnton, która wciąż nie może się pogodzić z wyborczą porażką z Trumpem przed czterema laty. Napisała na Twitterze, że Trump w końcu zrealizował swój sztandarowy cel i że w końcu Ameryka jest pierwsza – ilustrując to zdjęciem związanym z koronawirusem.

Inni przedstawiciele mediów maistreamowych prześcigają się nie tylko w obarczaniu prezydenta odpowiedzialnością za skutki epidemii, ale i szydzą, że w obecnej sytuacji można pisać o „amerykańskim koronawirusie”, a nie, jak to podkreślał wielokrotnie Trump, o chińskim.

Dla lewicowych mediów określenie to było od samego początku przejawem jego rzekomego rasizmu, podczas gdy w rzeczywistości zarówno Trump, jak i konserwatywne media zwracały w ten sposób uwagę na to, że w kontekście tego właśnie wirusa i jego rozprzestrzeniania się na świecie informacją niezwykle istotną jest to, że pochodzi on z Chin.

I podkreślmy to - komunistycznych Chin, które od lat prowadzą politykę nie tylko wymierzoną w USA, ale i w cały świat Zachodu, a także stanowią bezpośrednie zagrożenie dla krajów regionu. Komunistycznych Chin, które są państwem totalitarnym, prześladującym swoje społeczeństwo, nie liczącym się z żadnymi normami, prawami człowieka, czy wszelkich mniejszości, by wspomnieć tylko sytuację chrześcijan czy muzułmańskich Ujgurów.

Dziś, gdy lewicowe media – z nieukrywaną wprost satysfakcją – wskazują, że to USA mogą stać się krajem najbardziej dotkniętym przez epidemię, możemy się tylko zastanawiać, czy rzeczywiście udają, biorąc komunikaty płynące z Pekinu za rzeczywiste dane. Czy może jednak obawiają się przyznać – że należy mieć ograniczone zaufanie do przekazów płynących z Komunistycznej Partii Chin?

Trump już pewny nominacji Republikanów

Prezydent USA Donald Trump cieszy się poparciem co najmniej 1276 delegatów na konwencję Republikanów, która wybiera kandydata w wyborach...

zobacz więcej

Środowiska te zdają się również nie zauważać, że to wskazanie – „chiński koronawirus” – jest też elementem czegoś szerszego – ostrej rywalizacji tych dwóch mocarstw na wielu płaszczyznach, która nie zaczęła się przecież od momentu, gdy Trump doszedł do władzy.

Uzależnienie Zachodu, w tym USA, od Chin w kwestii m.in. produkcji medykamentów czy specjalistycznego sprzętu medycznego, jest zagrożeniem. Pekin jeszcze przed rozwojem epidemii w Stanach Zjednoczonych krytykował ten kraj za to, że ośmiela się oskarżać Państwo Środka o wybuch empidemii. Chińscy komuniści sugerowali też, że jeśli „ataki” się nie skończą, to USA mogą nie dostać tychże medykamentów. A to już jest jasny szantaż.

USA – w przeciwieństwie do Chin, ale też Rosji i Iranu, trójki państw, które z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością umniejszają, i to wielokrotnie, przebieg epidemii na swoich terytoriach – przekazują dane, trendy, nie ukrywają swoich kłopotów w służbie zdrowia itd.

Również Donald Trump nie ukrywa, że koronawirus odciśnie ogromne piętno na całym społeczeństwie i na stanie gospodarki. Mówi o tym wprost. Mówi również, jak należy temu przeciwdziałać. Mówi też o swoim przekonaniu – że Ameryka podniesie się z tego, że będzie po tym silniejsza.

I pamiętajmy, nie jest mu łatwo przyznać, że należy się liczyć z osłabieniem gospodarki – jej stan był dotąd jego oczkiem w głowie. Przychodząc na stanowisko prezydenta, jako ekspert od zawierania umów handlowych, który wie, co zrobić, by nastąpił gospodarczy boom, musi teraz przyznać, że jego czteroletnie starania – i podkreślmy to, starania zakończone sukcesem, co było jednym z głównych lejtmotywów jego kampanii - w zderzeniu z obecną sytuacją trzeba będzie przewartościować.

Jak to jednak opisują lewicowo-liberalne media, a za nimi bezrefleksyjnie liczne światowe agencje, Trump myśli o gospodarce, a nie interesuje się ludźmi. Za każdym razem, gdy w kontekście koronawirusa wspomni on tylko, że trzeba jak najszybciej sprawić, by Amerykanie mogli w normalnych okolicznościach pójść do pracy – jest z miejsca oskarżany o „nieludzkie” podejście.

Wielu jednak Amerykanów uodporniło się na medialne kłamstwa i manipulacje i widzą, że Trump nie mówi tego, czego od niego oczekują lewicowe środowiska, tylko to, co rzeczywiście myśli. I potrafi przy tym podejmować zdecydowane decyzje. To zaś sprawia, że obecnie cieszy się on rekordowym poparciem – 49-procentowym, o 5 punktów procentowych wyższym niż na początku marca.

Senat przegłosował rekordową pomoc w związku z pandemią koronawirusa

Ok. 2 bln dolarów, czyli blisko 10 proc. PKB USA, wart jest przegłosowany przez amerykański Senat pakiet stymulacyjny mający na celu złagodzenie...

zobacz więcej

Trump nie boi się przyznać, że przed Amerykanami dopiero zaczyna się najgorszy okres epidemii. Podczas niedawnej konferencji prasowej w Białym Domu, powołując się na słowa dyrektor amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych dr Anthony Fauci, Trump podkreślił, że prawdopodobnie na Wielkanoc przypadnie w USA szczyt umieralności na koronawirusa i że sukcesem będzie, jeśli „uda się ograniczyć zgony do 100-200 tysięcy”.

Do niedzielnego wieczora w USA odnotowano ponad 2,4 tysiące zgonów osób chorych na COVID-19. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przewiduje, że Stany Zjednoczone, z liczbą ludności wynoszącą blisko 330 milionów, mogą stać się kolejnym epicentrum pandemii.

Obecnie najwięcej przypadków śmierci na wirusa rejestrowanych jest w stanie Nowy Jork. Duże ogniska zachorowań występują też w stanach Waszyngton (północny zachód USA), Kalifornia, Michigan, Luizjana i New Jersey.

W odpowiedzi na apele lekarzy i lokalnych władz o pomoc i dostawy sprzętu ochronnego oraz urządzeń medycznych, Trump obiecał, że w ciągu 100 dni amerykańskie firmy wyprodukują ponad 100 tysięcy respiratorów. W piątek zaś, stosując ustawę o produkcji obronnej, nakazał koncernowi motoryzacyjnemu General Motors produkcję respiratorów. Wcześniej wezwał także Forda do jak najszybszej produkcji i dostarczenia tych urządzeń medycznych.

Trump podpisał również ustawę dotyczącą wsparcia gospodarki zagrożonej skutkami pandemii koronawirusa środkami sięgającymi 2 bln dolarów. Sam też wielokrotnie apelował o jej jak najszybsze przegłosowanie. Co by jednak nie zrobił – dla amerykańskiej lewicy pozostanie tym, kim uważała go od samego początku – złem wcielonym, do którego pozbycie się należy użyć wszelkich środków.

Najbliższy czas pokaże, czy Trump wywiąże się ze swojego obowiązku – największego, jaki postawiony został przed nim od momentu, gdy wprowadził się do Białego Domu.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej