RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Narkodyktatura

Nicolas Maduro ma kierować kartelem szmuglującym kokainę do USA (fot. Wiki 2.0/Eneas De Troya)

Przemyt narkotyków z Ameryki Południowej do Stanów Zjednoczonych to niezwykle dochodowy interes. Zwęszyły go nie tylko kartele; okazuje się, że biorą się zań całe reżimy. Tak miało się dziać m.in. w przypadku Kolumbii rządzonej przez Alvara Urigebo. Zdaniem amerykańskich śledczych w ten sposób swoje rządy finansuje również prezydent Wenezueli Nicolas Maduro. Za pomoc w jego schwytaniu wyznaczono nagrodę w wysokości 15 mln dolarów...

Republika kokainowa

„Plata o plomo” – srebro albo ołów. To ponure hasło jest ulubioną przepustką karteli narkotykowych do korumpowania funkcjonariuszy i urzędników...

zobacz więcej

Narkotyki, głównie kokaina, są jednym z głównych produktów rolnych w Ameryce Łacińskiej. Wobec powszechnej biedy uprawa roślin, z których produkuje się substancje odurzające, staje się dla wielu rolników jedynym źródłem utrzymania. Korzystają na tym organizacje przestępcze, a ich przywódcy dorabiają się olbrzymich fortun.

Układ nie działałby tak efektywnie, gdyby nie ogromny rynek zbytu dla narkotyków, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. To sprawia, że pokusa uszczknięcia kawałka tego tortu często jest nie do powstrzymania. Także wśród polityków. Wiadomo, że w wielu krajach musi funkcjonować układ korumpowania polityków i urzędników, by ci przymykali oko na przestępczy proceder. Plata o plomo.

Teraz jednak okazuje się, że całe reżimy biorą udział w organizowaniu przemytu narkotyków. Tak wynika z ustaleń amerykańskich śledczych. Według służb, były prezydent Kolumbii Alvaro Uribe miał współpracować z kartelem Jaquina „El Chapo” Guzmana, była to jednak – jak ustalono – pomoc logistyczna.

Kartel Słońc

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro ma iść krok dalej. Departament Sprawiedliwości USA zarzuca mu wspieranie terroryzmu narkotykowego i kierowanie organizacją o nazwie Cartel de Los Soles (Kartel Słońc). Ma też współpracować z kolumbijską partyzantką komunistyczną FARC, która też jest oskarżana o udział w narkobiznesie.

Wątpliwe, żeby socjalistyczny dyktator, wspierany dodatkowo przez Rosję i Chiny, kiedykolwiek stanął przed amerykańskim sądem. Tym niemniej trzeba przyznać, że mechanizm działania, o jaki jest oskarżany, niesie dla niego wiele korzyści. Oprócz oczywistej – materialnej, to też granie na osłabienie Stanów Zjednoczonych, w których rozwija się epidemia uzależnień od narkotyków. Warto prześledzić ten ciekawy przypadek.

Jak doprowadzić kraj do ruiny. Socjalizm w wykonaniu Maduro

Mogło być eldorado, jest kryzys humanitarny, głód, wysokie bezrobocie, szalejąca hiperinflacja sięgająca milion procent i trwające kolejny rok...

zobacz więcej

Na związki mające łączyć Maduro z przemytem narkotyków śledczy natrafili już jesienią 2015 r. Niedoświadczeni i nader lekkomyślni dilerzy narkotyków, 29-letni Efrain Campo i jego kuzyn 30-letni Franqui Flores, podczas rozmowy z jednym z meksykańskich baronów narkotykowych zaczęli się przechwalać wpływem na swojego wujka. Nie były to byle opowieści rodzinne. Wskazali, że ich wujkiem jest sam prezydent Wenezueli Nicolas Maduro.

Młodzi mężczyźni szykowali wówczas swój pierwszy przemyt narkotyków do Stanów Zjednoczonych. Campo i Flores od razu zdecydowali się na poważną akcję, zamierzali przerzucić aż 800 kg kokainy wartej ponad 20 mln dolarów. Naturalnie potrzebowali pomocy bądź co najmniej neutralności potężniejszych od siebie.

Tajny informator

Dilerzy mieli, jak twierdzili, dokonać przerzutu z Międzynarodowego Portu Lotniczego imienia Simona Bolivara w Caracas, największego lotniska w Wenezueli. Baron się zainteresował: jak zamierzacie przewieźć tak wielki ładunek koki przez zatłoczone lotnisko? Takie samo pytanie chętnie zadaliby również amerykańscy śledczy, zresztą pośrednio to zrobili. Zaciekawiony rozmówca był bowiem tajnym informatorem amerykańskiej agencji antynarkotykowej DEA.

Baron nie był przypadkowym uczestnikiem rozmów. Był elementem pułapki od tygodni zastawianej przez śledczych na dwójkę młodych mężczyzn, których wenezuelska prasa opozycyjna ochrzciła później mianem „narcosobrinos” (narkokuzyni). Muszki wpadły w sieć.

Podczas gdy niewielkie samoloty karteli najczęściej startują z tajnych pasów startowych, wykarczowanych w dżungli, kuzyni chwalili się nieograniczonym dostępem do terminala numer 4 na lotnisku w stolicy, który umożliwiał ładowanie dużych partii kokainy do większych samolotów. – Samolot będzie mógł odlecieć stamtąd tak, jakby to wszystko należało do rodziny – pysznili się.

Przemyt kokainy ma fundować działalność wenezuelskiego reżimu (fot. DEA)

Korupcja, narkotyki, chaos. Prezydent nie zamierza ustępować

Przemyt narkotyków i pranie brudnych pieniędzy niekoniecznie muszą być domeną typów spod ciemnej gwiazdy. Takie dodatkowe źródła dochodu potrafią...

zobacz więcej

Nieodpowiedzialne mielenie językiem przypieczętowało los Campo i Floresa. Obydwaj skończyli z 18-letnimi wyrokami więzienia, które odsiadują w zakładzie karnym na Florydzie. Mimo dostępu do ogromnych ilości kokainy, byli mimo wszystko tylko płotkami. Dobrze, że wpadli, ale korzyści dla śledczych były znacznie większe.

Narkoterroryzm

DEA i Departament Sprawiedliwości otrzymały wgląd w oblicze „narkoterrorystycznego” modelu władzy prezydenta Wenezueli oraz jego najbliższego otoczenia. To zaowocowało federalnym aktem oskarżenia wobec Maduro i jego współpracowników. Śledczy odkryli, że korzenie paramafijnego układu sięgają głęboko.

Przenieśmy się do lutego 1989 r. W ogarniętej kryzysem Wenezueli od dawna wrze. Władze miasta Guarenas decydują się podnieść ceny biletów komunikacji miejskiej, co dotyka przede wszystkim najuboższych. Wybuchają protesty. Przeciwko manifestantom prezydent Carlos Andres Perez wysyła wojsko. Do 8 marca w całym kraju „El Caracazo” – jak nazwano zamieszki – spowodowało śmierć 276 osób, zaś ponad 2 tys. zostało rannych. Oficjalnie, bo nieoficjalnie ofiar było znacznie więcej, jeszcze długo znajdowano masowe groby.

Na fali społecznego niezadowolenia wypłynął wcześniej nieznany szerzej wojskowy i niespełniony pisarz – co zwykle jest fatalnym połączeniem – Hugo Chavez. Zafascynowany socjalizmem, stworzył kilka podziemnych ruchów rewolucyjnych, wrogich zarówno wobec kapitalizmu, neoliberalizmu, ale też komunizmu w wydaniu radzieckim. Spiskował od dawna, ale też czekał na właściwy moment. Tym było „El Caracazo”.

Wojna o narkotunele

Wyrok dożywocia i odsiadka w więzieniu supermax Joaquina „El Chapo” Guzmana to ogromny sukces w walce z narkotykami. Być może największy od...

zobacz więcej

Chavez organizował pucze, ale w końcu zdobył władzę legalnie, w wyniku wyborów. W lutym 1999 r. został prezydentem. Rozpoczął rewolucję boliwariańską, próbę oporu przed ekspansją USA, która pośrednio zaowocowała gigantycznym kryzysem gospodarczym toczącym obecnie Wenezuelę, kraj o gigantycznych złożach ropy naftowej.

Koledzy po fachu

Hugo Chavez, były spadochroniarz, który latami klepał biedę, potrzebował sposobu, żeby zabezpieczyć swoją polityczną przyszłość, a także zdobyć godną fortunę. W tym celu – twierdzi Departament Sprawiedliwości USA – stworzył Cartel de Los Soles, organizację, do której wciągnął zaufanych dowódców armii i członków rządu.

Słońca w nazwie to nawiązanie to stopni wojskowych, w wenezuelskiej armii stopnie od generała brygady wzwyż są oznaczane słońcami na naramiennikach.

Jak wskazano w akcie oskarżenia, celem kartelu było „ułatwienie importu ton kokainy do Stanów Zjednoczonych”. Było to niemal państwo w państwie. Członkowie kartelu byli wprowadzani do administracji, sądów i parlamentu, mogli liczyć na wysokie pozycje w wojsku i policji. Była to jednocześnie nagroda dla nobilitowanego członka kartelu oraz warunek konieczny funkcjonowania organizacji.

Grube miliony dolarów zarabiane przez kartel były jak manna z nieba w kraju, w którym implementowanie socjalistycznych rozwiązań gospodarczych wpędziło miliony osób w ubóstwo. Agenci DEA wiedzieli, że Wenezuela jest ważnym miejscem na mapie światowego przemysłu narkotykowego, ale nie mogli dotrzeć do wierchuszki. Chavez nie zamierzał współpracować z agencją, a w 2005 r. wygonił jej przedstawicieli z kraju. Zarzucił agencji szpiegostwo i pogwałcenie suwerenności Wenezueli.

Oczywiście dyktatorowi chodziło o to, żeby Amerykanie nie węszyli przy interesie. Chavez miał bowiem podjąć współpracę z kolumbijską partyzantką FARC, jedną ze stron trwającej ponad pół wieku wojny domowej w tym kraju. W amerykańskim akcie oskarżenia wskazano, że Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii „stały się jednym z największych producentów kokainy na świecie”.

Szansa, by Maduro stanął przed amerykańskim sądem jest znikoma (fot. PAP/EPA/MIRAFLORES PRESS HANDOUT)

„Niech Bóg błogosławi te kobiety, które dadzą krajowi sześcioro chłopców i dziewcząt”

– Niech Bóg błogosławi te kobiety, które dadzą krajowi sześcioro chłopców i dziewcząt – powiedział prezydent Wenezueli Nicolas Maduro. Zaapelował...

zobacz więcej

Osobisty nadzór

Chavez oddał władzę w 2012 r., żeby podjąć się leczenia choroby nowotworowej. Jego następcą został były kierowca autobusu Nicolas Maduro, zaufany Chaveza, który u jego boku doszedł do funkcji wiceprezydenta. W 2013 r., po śmierci patrona, został prezydentem, ale przede wszystkim – uważa Departament Stanu USA – ojcem chrzestnym Kartelu Słońc. Jak dowodzono w akcie oskarżenia, Maduro osobiście nadzorował wiele dostaw kokainy do Stanów.

Wprawdzie same FARC zostały rozwiązane w 2017 r., co było efektem procesu pokojowego w Kolumbii, ale – zdaniem śledczych – członkowie Sił nadal kierują dziesiątkami fabryk kokainy rozsianych w dżungli przy granicy z Wenezuelą. Właśnie te narkotyki ma szmuglować Kartel Słońca do USA.

Wenezuelski reżim miał przemycać kokainę na własną rękę, ale również kontrolować przemyt dla meksykańskich karteli. Jak ustalili śledczy, wprowadzono nieoficjalny podatek lotniczy. Jego wysokość była uzależniona od ilości narkotyku przewożonego w samolotach nad terytorium kraju.

Jedna z osób ze śledztwa wyjawiła dziennikowi „New York Post”, że stawka wynosiła od 30 tys. dolarów za kilka kilogramów białego proszku, do nawet miliona w przypadku przerzucania wielotonowych ładunków. Wenezuelskie wojsko miało rozkaz zestrzeliwać wszystkie maszyny, których właściciele odmawiali płacenia daniny.

Interes szedł dobrze, dopóki Wenezuela nie pogrążyła się w kryzysie gospodarczym i politycznym, w którym trwa do dziś. Maduro zdelegalizował parlament i przeprowadził swoje wybory. Na początku 2019 r. przewodniczący parlamentu Juan Guaido ogłosił się tymczasowym prezydentem na mocy przepisów pozwalających przejąć obowiązki głowy państwa w przypadku stwierdzenia nieważności wyborów.

Maduro, pewny wsparcia Moskwy i Pekinu, nie miał zamiaru oddawać władzy Guaido, popieranemu m.in. przez USA i Unię Europejską. Amerykańskie sankcje pogłębiły nie tylko izolację Wenezueli, ale również kryzys ekonomiczny w kraju. Maduro musiał więc szukać nowych sposobów finansowania swojej działalności.

Kartele przejmują rządy w Meksyku

Krwawa wojna domowa w Meksyku cały czas przybiera na sile. Mimo zapowiedzi kolejnych prezydentów o zajęciu się problemem, sytuacja pogarsza się z...

zobacz więcej

Wobec embarga na wenezuelską ropę zaczął wyprzedawać zgromadzone rezerwy złota. Prywatne samoloty czarterowe ze sztabami kursowały do Stambułu, gdzie kupowały je europejskie banki. Tak wyprowadzono 23 tony złota, kolejne 20 ton w złotych monetach również zniknęło z wenezuelskich banków. Ich przemytem miała się zająć m.in. kolumbijska skrajnie lewicowa partyzantka Armia Wyzwolenia Narodowego (ELN).

Pani Underwood

Potrzebujący gotówki jak kania dżdżu Maduro miał postawić również na zintensyfikowanie prac Kartelu Słońc, do którego zwerbował także członków rodziny. Właśnie Campo i Flores mieli pracować dla swojego wujka, a dokładnie dla jego żony, pierwszej damy Cilii Flores. Gdy w listopadzie 2015 r. zostali zatrzymani przez DEA podczas międzylądowania na Haiti w samolocie wypełnionym kokainą, zeznali, że zbierali na kampanię pani Maduro do Kongresu.

– Potrzebujemy pieniędzy, bo Amerykanie atakują nas twardą walutą. Opozycja otrzymuje pieniądze i my również musimy je mieć – wyjaśnił jeden z narkokuzynów podczas lotu do White Plains w stanie Nowy Jork, już na pokładzie samolotu DEA. Współpraca ze służbami niewiele pomogła kuzynom Maduro, amerykański sąd nie był dla nich szczególnie łaskawy.

Dalsze śledztwo doprowadziło Departament Sprawiedliwości USA do oskarżenia Maduro i 14 jego współpracowników. Dowodzono, że reżim wspierał oskarżane o terroryzm FARC i ELN, które miały za swoje usługi otrzymywać z Caracas broń oraz wsparcie wojskowe. Kartel Słońc miał też współpracować w ramach narkobiznesu takimi krajami, jak Honduras. Za informacje, które mogą doprowadzić do aresztowania lub skazania prezydenta Wenezueli, Waszyngton zaoferował 15 mln dolarów.

Nicolas Maduro ma stać na czele Kartelu Słońc (fot. PAP/EPA/JHONN ZERPA HANDOUT)

„El Mencho” znaczy śmierć. Meksyk w odmętach wojny domowej

Ciała rozpuszczane w kwasie, zwłoki wywieszane na wiaduktach z wiadomościami od karteli, głowy poniewierające się po ulicach, brutalne morderstwa...

zobacz więcej

– Przez ponad 20 lat Maduro i wielu wysokiej rangi współpracowników współdziałało z FARC, co doprowadziło do przerzutu ogromnej ilości kokainy (do Stanów Zjednoczonych – przyp. red.) – mówił na konferencji prasowej szef Departamentu Sprawiedliwości i prokurator generalny William Barr.

Układ

– Oświadczenie ma na celu zwalczanie wielkiej korupcji w rządzie wenezuelskim, systemie zbudowanym i kontrolowanym w celu wzbogacenia osób zasiadających na najwyższych szczeblach władzy. Stany Zjednoczone nie pozwolą skorumpowanym wenezuelskim urzędnikom korzystać z amerykańskiego systemu bankowego do przenoszenia nielegalnych dochodów z Ameryki Południowej, ani do dalszej działalności przestępczej – podkreślił Barr.

W odpowiedzi Maduro oskarżył USA o nielegalne działania, zaś prezydenta Donalda Trumpa nazwał „rasistowskim kowbojem”. Poprzysiągł również walkę wszelkimi dostępnymi metodami jeżeli Stany Zjednoczone bądź ich sojusznik Kolumbia spróbują zaatakować Wenezuelę.

Zapewne do inwazji nie dojdzie, ale sprawa już ma ciąg dalszy. Jeden z byłych współpracowników Maduro, emerytowany generał wenezuelskiej armii Cliver Alcala, za którego USA wyznaczyły nagrodę w wysokości 10 mln dolarów, sam zgłosił się do amerykańskich służb kontrwywiadowczych. Został już przetransportowany z Kolumbii do Nowego Jorku pod okiem agentów DEA.

Ostatnio Alcali nie było po drodze z prezydentem Wenezueli, w 2018 r. usiłował nawet przeprowadzić zamach stanu. Po porażce ukrył się w Kolumbii, skąd publikował w mediach społecznościowych nagrania oskarżające Maduro i jego współpracowników. Teraz Alcala może stać się źródłem wielu ciekawych informacji o Kartelu Słońc i jego ojcu chrzestnym.

źródło:
Zobacz więcej