RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Okiem podróżnika. Walka z koronawirusem w Wietnamie

Wietnam natychmiast zareagował na to, co stało się w Chinach w zw. z epidemią koronawirusa i już 1 lutego zamknął granice z tym krajem (fot. Podróż za Milion Zdjęć)

Wojsko na ulicach uzbrojone w karchery, wysokie grzywny za fake newsy, bezterminowo zawieszone loty, edukacyjne piosenki i smsy od rządu z zaleceniami. Tak z koronawirusem walczy Wietnam. Stan zagrożenia epidemicznego ogłoszono tu już po wykryciu pierwszego przypadku.

Drugi przypadek śmierci z powodu koronawirusa poza Chinami

Nadająca w Hongkongu stacja telewizyjna TVB poinformowała we wtorek o pierwszym zgonie z powodu zakażenia koronawirusem. Jest to drugi po...

zobacz więcej

CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE

Z pierwszą fazą epidemii Wietnamczycy poradzili sobie wzorowo. Wyleczono wszystkich – 16 chorych. Teraz kraj po raz drugi walczy z koronawirusem. Wykryto 162 zakażenia i wprowadzone zostały najwyższe środki bezpieczeństwa. Od niedzieli zamknięto granice także dla Wietnamczyków, którzy przebywają za granicą. Specjalnie dla portalu tvp.info o walce z wirusem opowiada Tomasz Dworczyk, który ostatnie miesiące spędził w Hanoi. Podróżnik w 2017 roku rzucił pracę w korporacji i wyruszył w podróż życia, która trwa do dziś.

Tomasz, przez trzy lata odwiedziłeś 16 krajów na trzech kontynentach. Wybuch epidemii – a teraz już pandemii - zastał Cię w Wietnamie. Jakie są Twoje obserwacje dotyczące walki z koronawirusem w tym kraju?


Wietnam natychmiast zareagował na to, co stało się w Chinach. Już 1 lutego zamknął granice z tym krajem, gdy wiadomo było, że w Wuhan wzrasta liczba zachorowań. Zakazano spotykania się w dużych grupach, zamknięto wszystkie szkoły i przedszkola. Po pierwszych dwóch tygodniach kwarantanny udało się zahamować rozprzestrzenianie się wirusa.

Społeczeństwo wywarło presję na rządzących, aby przedłużyć zamknięcie szkół o kolejne dwa tygodnie. Rząd posłuchał opinii publicznej, a pamiętajmy, że mamy do czynienia z komunistycznym krajem. Sytuacja w kolejnym tygodniu wyglądała bardzo dobrze. Szkoły miały zostać otwarte 1 marca. I nagle wybuchła epidemia w Korei Południowej i znów decyzję o otwarciu szkół przełożono o kolejne dwa tygodnie.

Wietnamski rząd rozsyłał obywatelom informacje z zaleceniami za pomocą smsów i mediów społecznościowych. Natychmiast wychwytywano wszelkie próby wszczęcia paniki. Sam poznałem osoby, które za publikowanie fake newsów dostały wysokie grzywny. I to wydawać by się mogło, że za błahostki. Na przykład chłopak napisał na facebooku, że u niego na wsi jest jedna chora osoba na koronawirusa. Szpital to zdementował, a do niego zapukała policja i wręczyła mandat. Takie działania pozwoliły zapewnić porządek. Chodziło o to, by społeczeństwo dostawało potwierdzone informacje. Wietnam w pierwszej fali zachorowań najszybciej wyłapał wszystkich zakażonych.

Ale epidemia wróciła ze zdwojoną siłą...


Tak, bo inne kraje nie wzięły przykładu z Wietnamu. Druga fala zachorowań nadeszła niespodziewanie z Europy. To właśnie nas – białych ludzi – obarcza się teraz odpowiedzialnością za nawrót choroby. To właśnie samolot z Wielkiej Brytanii przywiózł kilka osób, które zignorowały nakaz noszenia maseczek!

Wietnam wprowadza stan zagrożenia zdrowia publicznego

Wietnamskie ministerstwo zdrowia potwierdziło w poniedziałek trzy kolejne przypadki zakażenia koronawirusem w tym kraju. W sumie w Wietnamie jest...

zobacz więcej

Wietnamczycy wyłapali także kolejnych kilku chorych turystów z Niemiec. W internecie krążyły posty ze zdjęciami turystów bez masek. W wiadomościach i w internecie, a nawet w sms-ach od rządu podawano informacje o kilkunastu podróżnikach, którzy przypłynęli do Wietnamu jakimś statkiem. Kilku pasażerów miało koronawirusa... a reszty nie mogli znaleźć.

Mieszkańcy Hanoi sami robili zdjęcia napotkanym turystom i wrzucali do mediów społecznościowych, aby pomóc w namierzeniu zakażonych. Dzięki współpracy rządu i obywateli udało się ich złapać i odizolować. Władze pouczały także zdrowych, że mają nosić maseczki. Rząd ogłosił kary za ich nienoszenie. I znów stosowanie się do tego nakazu sprawdzała nie tylko policja, ale i sami obywatele. Sami siebie pilnowali... To smutne, że cały wysiłek, jaki Wietnam włożył w walkę z wirusem poszedł na marne przez kilkunastu bezmyślnych Europejczyków.

Czy mimo prób rządu udało się ograniczyć panikę?


W Hanoi miałem okazję obserwować akty desperacji przerażonych Wietnamczyków. Ludzie byli przerażeni. Zdarzało się, że na mój widok zamykali drzwi przed nosem. I w sumie nie dziwi mnie ta reakcja. Do miejsc, w których ktoś zauważył kaszlących turystów natychmiast wysyłano żołnierzy! Odcinano całe ulice i sprawdzano kamery. Dzielnica obok mojej została odcięta na tydzień, bo przyłapali kogoś z grypą, okazało się, że bez koronawirusa. Mój ukochany kraj zmienił się nie do poznania.

Jak teraz wygląda życie w Hanoi w czasach pandemii?

Ludzie unikają dużych zgromadzeń, na widok białych osób przechodzą na drugą stronę ulicy. Boją się. Dezynfekowane są ulice i budynki. Pozamykane jest już wszystko poza sklepami, czyli od siłowni, po gabinety lekarskie, salony masaży. O jedzenie się nikt nie martwi, tego w Azji nie zabraknie. Nikt się nie bije o ryż. Nie ma dużych kolejek w sklepach i produktów nie brakuje, choć w centrum stolicy zdarzały się wyjątki. Muszę przyznać, że Hanoi zmieniła się w apokaliptyczną pustynię. W domach zamknęło się kilka milionów ludzi.

Obecnie jesteś już na kwarantannie w Australii. Ale przez ostatnie lata zwiedziłeś kawał świata. Jak to się stało, że wyruszyłeś w taką podróż?

Coż... Pracowałem w korporacji i dobrze zarabiałem, ale nie dałem rady odłożyć pieniędzy na wakacje życia. Nawet jak dostałem awans, to i tak nie mogłem wziąć wolnego, żeby korzystać z życia. Dlatego rzuciłem dobrze płatną pracę i zacząłem podróżować robiąc wolontariaty. Praca w zamian za nocleg i wyżywienie pozwalała zwiedzać świat. Było to dla mnie najlepsze rozwiązanie.

Koronawirus na świecie. Mieszkańcy Ameryki Łacińskiej powierzyli się Matce Bożej z Guadalupe

W obliczu narastającego ryzyka zakażenia koronawirusem mieszkańcy Ameryki Łacińskiej zjednoczyli się na modlitwie, powierzając się Matce Bożej z...

zobacz więcej

W podroży nie rozstaję się z moją deskorolką i aparatem fotograficznym. Opisuję swoje przygody z podróży na ekstremalnie niskim budżecie pod każdym albumem zdjęć. W ten sposób powstał mój projekt „Podróż za milion zdjęć”. W trakcie moich podróży pracowałem jako ochroniarz, ogrodnik, hydraulik, barman, kucharz, kelner, a nawet na zmywaku.

W Wietnamie pracowałem jako nauczyciel języka angielskiego. Zamknięcie szkół odbiło się na nauczycielach, bo szkoły językowe liczyły na nas, mieliśmy podpisany kontrakt, a nie mogliśmy pracować. Decyzje rządu oczywiście odbiły się także na mojej kieszeni. Ale oni nie mieli wyjścia. Rząd musiał chronić ponad 90 mln obywateli. To kraj wspaniałych, serdecznych i pomocnych ludzi.

Teraz jestem w Australii w Melbourne u rodziny, u której już wcześniej pracowałem. Dwa lata temu pomagałem im wykańczać dom i ogród. Ich dzieciom dawałem także lekcje gry na gitarze i jazdy na deskorolce. Okazało się, że znów potrzebują kogoś do pomocy, więc zjawiłem się w idealnym momencie. Moje podróże można śledzić na facebooku pod linkiem: https://www.facebook.com/podrozzamilion/ .

źródło:
Zobacz więcej