RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Koronakomunikacja. Pasażerowie zakładnikami samorządów?

Świat zmaga się z epidemią koronawirusa (fot. PAP/Adam Warżawa)

Czy pasażerowie komunikacji publicznej największych polskich miast stali się zakładnikami samorządów w walce z państwem o dodatkowe pieniądze?

Zatłoczone autobusy w polskich miastach. Wprowadzono zmiany w rozkładach

Od poniedziałku komunikacja miejska w Warszawie kursuje według weekendowego rozkładu jazdy, co powoduje zatłoczenie w autobusach i tramwajach....

zobacz więcej

„My, prezydenci 12 największych miast apelujemy do Rządu o podjęcie jak najszybszych i jak najlepszych działań, które pozwolą zapobiec kryzysowi gospodarczemu i finansowemu” – taki apel Unii Metropolii Polskich został opublikowany 18 marca. Obowiązywał wówczas jeszcze stan zagrożenia epidemicznego, ale włodarze największych (i najbogatszych!) polskich miast stawiali już rządowi Mateusza Morawieckiego warunki współpracy.

Po pierwsze: więcej pieniędzy i mniej kontroli 


 Jako pierwszy punkt na liście życzeń włodarzy metropolii znalazły się pieniądze w dużych ilościach. Do tego sprowadza się zapisane w deklaracji żądanie wzrostu subwencji ogólnej. Ta większa ilość gotówki ma w dodatku de facto nie podlegać już bezpośredniej kontroli państwa, bo do tego zmierza żądanie wykreślenia sankcji z art. 242 i 243 ustawy o finansach publicznych (dotyczących uchwalania budżetów i sprawozdań). Czyli mówiąc krótko – chcemy więcej kasy i nie pytajcie, co z nią zrobimy.

Po drugie: nie będziemy płaci
ć 

Kolejny postulat też dotyczy pieniędzy – ma być ich nie tylko więcej (to już wiemy), ale w dodatku żadne nie mogą być zabrane. Przedstawiciele Unii Metropolii zażyczyli sobie zwolnienie do końca roku 2021 (czyli na dwa lata!) z płacenia tzw. „janosikowego”. „Janosikowe” to specjalny fundusz opłacany przez gminy bogate na rzecz tych mniej zamożnych. Ale w sytuacji epidemii na terenie całego państwa nikt bogaty się z biednymi dzielić nie będzie. Niech sobie biedni radzą sami. Taki odwrócony altruizm Unii Miast Metropolitalnych nie zaskakuje, w końcu rządzą nimi w większości osoby związane z neoliberalną Platformą Obywatelską.

Zatłoczona komunikacja w Warszawie. „To jawne narażanie na niebezpieczeństwo”

Komunikacja miejska w Warszawie działa w trybie weekendowym. Taka decyzja prezydenta stolicy spowodowała, że na niektórych liniach zrobiło się...

zobacz więcej

Po trzecie: jeszcze więcej pieniędzy 


 Kolejny postulat – nietrudno zgadnąć – tak, to znowu pieniądze. Tych w końcu – każdy wie – nigdy za dużo. A dorzuć nam jeszcze, rządzie Morawieckiego, na nasze śmieci. Kto nie wierzy, niech sprawdzi. Unia Metropolii zażyczyła sobie w związku z koronawirusem „wprowadzenia rekompensaty wszędzie tam, gdzie koszty gospodarowania odpadami są wyższe niż maksymalny, ustawowy poziom opłat”. Jaki ma związek koronawirus ze złą gospodarką odpadami, prowadzoną przez wiele samorządów do końca nie wiadomo. Ale skoro jest okazja, trzeba kazać dopłacać.

A kiedy już rząd Prawa i Sprawiedliwości ugnie się wobec tych oczekiwań, to ma jeszcze znaleźć „dodatkowe, dedykowane dla jednostek samorządu terytorialnego środki finansowe, pochodzące zarówno z budżetu centralnego, jak i ze źródeł zewnętrznych”.

Po czwarte: jak wszystko dostaniemy, to będziemy trochę pomagać 

 Co w zamian? Budowa szpitali? Zatrudnienie dodatkowych lekarzy? Specjalne udogodnienia dla mieszkańców? W zamian włodarze miast obiecują rządowi: „Deklarujemy współpracę przy przygotowaniu rozwiązań, naszym zdaniem najpilniejszych, zabezpieczających prawidłowe funkcjonowanie samorządów i wykonywanie przez nich zadań w tym nadzwyczajnym czasie". Czyli tłumacząc z politycznego na polski: nie będziemy przeszkadzać i zrobimy w ramach walki z epidemią to, co naszym zdaniem jest najpilniejsze. A to – znając twórcze podejście samorządów – może być nawet zakup kolejnego rydwanu Joanny Rajkowskiej.

Deklaracja prezydentów największych 12 miast przeszła bez echa, bo cała Polska żyła w tym czasie realnymi zmaganiami władz z koronawirusem. Rząd, poza trwającą walką z epidemią, rozpoczął prace nad „tarczą antykryzysowa”. Pakietem rozwiązań, adresowanym do przedsiębiorców, samozatrudnionych i pracowników – niezależnie od tego, czy mieszkają w polskich kiepsko zarządzanych aglomeracjach czy w świetnie zorganizowanych małych miasteczkach. Ponieważ dla jednych i drugich tak samo niebezpieczne są globalna pandemia i kryzys gospodarczy.

Trzaskowski: Monitorujemy sytuację. Internauta: Jak awarię Czajki

„Sporą dyskusję wywołał temat zmian rozkładów jazdy komunikacji miejskiej w Warszawie. Uspokajam, że na bieżąco monitorujemy sytuację i wzmacniamy...

zobacz więcej

Po piąte: a jak nie zapłacicie… 


 W tym czasie pojawiły się płynące z wielu stron apele do samorządów, by poza pomocą rządową, na którą przeznaczone zostanie ponad 212 miliardów złotych, również one ze swojej strony pomogły przedsiębiorcom i swoim mieszkańcom. Wiele samorządów apeli tych usłuchało; m. in. zadeklarowano obniżenie czynszów lokali użytkowych, które przestały na siebie zarabiać. Jednym z postulatów wobec samorządów było także zwolnienie z opłat za parkowanie w centrach miast. Koronawirus wywrócił zasady gry: dzisiaj nie namawiamy nikogo z rezygnacji jazdy własnym samochodem i korzystania z transportu publicznego. Teraz, jeśli ktoś musi jechać do pracy, na zakupy czy do lekarza, to zachęcamy go do używania własnych czterech kółek, bo zmniejsza to ryzyko rozprzestrzeniania się epidemii. W ramach zachęcania do korzystania z własnych środków lokomocji prezes PKN Orlen Daniel Obajtek zapowiadał niedawno kolejne obniżki cen paliw. Cen, które i tak Orlen już ostatnio znacząco obniżył. Logiczną zachętą byłoby też zawieszenie opłat za parkowanie, których ceny są świadomie i celowo ustalane na tak wysokim poziomie, by zniechęcały do wjazdu do centrum samochodem. Mówimy więc o zdjęciu bariery ekonomicznej, którymi miasta usiłują zmusić zmotoryzowanych do korzystania z komunikacji publicznej. Po to, by właśnie jak najmniej osób z komunikacji publicznej teraz korzystało, a ci, którzy korzystać z niej muszą, mogli jechać w bezpiecznych warunkach. Bezpiecznych – czyli pozwalających na zachowanie sporego dystansu od współpasażerów. 

Tymczasem wiele samorządów, w tym stołeczny kierowany przez Rafała Trzaskowskiego wybrał zupełnie inną drogę. Zamiast anulować opłaty za parkowanie na czas stanu epidemii, zmniejszył radykalnie liczbę kursów komunikacji miejskiej w dni robocze do częstotliwości weekendowej. W ten sposób, kto chce zadbać o zdrowie swoje czy swoich bliskich, musi jechać własnym samochodem i zaparkować go płacąc normalną, czyli specjalnie zawyżoną stawkę za parkowanie. Jeśli będzie jechał do pracy, to rezygnacja z koronakomunikacji miejskiej będzie go kosztować (poza paliwem) nawet kilkadziesiąt złotych za osiem godzin postoju. Dla miasta mniej kursów równa się oszczędności, a więcej opłat za parkowanie równa się zyski. Bo o pieniądze przecież tu chodzi, a nie o dobro mieszkańców. Ewentualnych chorych rząd będzie leczył na swój rachunek.

Ulice polskich miast rzeczywiście stały się bardziej puste i Polacy robią, co mogą, by ograniczyć wychodzenie z domu. Nikt by się nie obraził na Rafała Trzaskowskiego, gdyby w zamian za anulowanie opłat za parkowanie w mieście, ograniczył niektóre kursy transportu publicznego. Ale przejście na tryb weekendowy, czyli ograniczenie wszystkich połączeń doprowadziło w miastach rządzonych przez samorządowców powiązanych z PO – w Warszawie, Krakowie i Gdańsku – do tłoku. Tłoku, którego dzisiaj za wszelką cenę staramy się unikać. Skoro w przestronnym kościele nie może być na mszy więcej niż pięćdziesiąt osób, to dlaczego zmuszamy tyle samo lub więcej osób, by stłoczyły się w jednym wagonie tramwaju czy metra?

Tłok w stołecznej komunikacji miejskiej. Rozkład jazdy jak w weekend

W stolicy od poniedziałku komunikacja miejska kursuje według rozkładu weekendowego. – Jest dużo ludzi – mówi portalowi tvp.info pan Marek....

zobacz więcej

Pasażerowie zakładnikami…? 


Można oczywiście snuć teorię spiskową, że opozycja rękami samorządowców chce doprowadzić do szybkiego rozprzestrzeniania się wirusa w środkach komunikacji miejskiej. Wiele wpisów w mediach społecznościowych i wypowiedzi polityków opozycji wskazuje na to, że dramatyczny przebieg epidemii w Polsce byłby im na rękę. To jednak daleko posunięte zarzuty. W tym przypadku sprawa jest chyba mniej finezyjna.

Wróćmy jeszcze raz do deklaracji Unii Metropolii Polskich z 18 marca br. Deklaracja jest dość jasna: chcemy więcej pieniędzy, nie będziemy tłumaczyć się, na co wydaliśmy, nie będziemy z nikim się dzielić, ale jeśli dacie, to nie będziemy przeszkadzać. A może nawet pomożemy.

Nie zostało co prawda powiedziane, co zrobią metropolie, jeśli rząd im dodatkowych pieniędzy nie dorzuci. Ale dzisiaj to już wiemy. Władze Warszawy i innych miast wzięły na zakładników pasażerów komunikacji miejskiej. Jeśli rząd zapłaci za nich okup z funduszy własnych i unijnych oraz dopłaci do śmieci, to regularne, częste kursy komunikacji miejskiej być może powrócą. I epidemia, na czym rządowi tak bardzo przecież zależy, nie będzie się rozprzestrzeniać wśród ludzi stłoczonych rano i wieczorem w koronakomunikacji. A jeśli nie, to…

źródło:
Zobacz więcej