RAPORT

Kampania 2020

Czy koronawirus zabił kryzys migracyjny?

Na początku marca wydawało się, że nowa fala migracji jest nieuchronna (fot. Gokhan Balci/Anadolu Agency via Getty Images)

Pandemia koronawirusa spowodowała, że temat potencjalnego nowego kryzysu migracyjnego niemal całkowicie zniknął. Nie oznacza to jednak, że zniknął sam problem. Jeszcze na początku marca wydawało się bowiem, że nowa fala migracji jest nieuchronna, zwłaszcza po tym, jak Turcja rozpoczęła atak demograficzny na Europę. Pandemia może natomiast doprowadzić do większej polaryzacji opinii publicznej na ten temat.

Nowego Roku nie będzie!

Spokojnie, póki co nie chodzi o sylwestra ale o irańsko-kurdyjski Nowruz/Newroz, świętowany zwykle przez kilkaset milionów osób w Azji Centralnej....

zobacz więcej

Nieudany atak demograficzny

29 lutego Turcja rozpoczęła atak demograficzny na Europę. Migrantów na granicę z Grecją zaczęły zwozić autobusy podstawiane przez tureckie służby specjalne. Grecja wykazała jednak twardą postawę i mimo częściowo skutecznych prób rozkręcenia przez Turcję antygreckiej nagonki, częściowo opartej na bezczelnych fake newsach, w zasadzie skutecznie powstrzymała napór migrantów. Greckie władze zyskały przy tym wsparcie większości liderów europejskich, co stanowiło radykalną różnicę w porównaniu z rokiem 2015.

Mimo to, zaczęły pojawiać się też głosy, że „uchodźców” (faktycznie w większości byli to migranci) należy jednak przyjąć i relokować po całej Europie, a Grecja postępuje zbyt brutalnie. Niektórzy twierdzili też, że trzeba jakoby zrozumieć sytuację Turcji, gdyż przyjęła ona aż 3,5 mln uchodźców, a ofensywa syryjsko-rosyjska w Idlibie powoduje nową falę uchodźców stamtąd. W rzeczywistości Turcja udziela niewielkiej pomocy uchodźcom znajdującym się na terenie tego kraju, a żadnych nowych uchodźców z Idlibu nie przyjęła. Ponadto sama ponosi odpowiedzialność za ich napływ poprzez swoje militarne zaangażowanie w Syrii, a samych uchodźców traktuje instrumentalnie.

Rosyjsko-tureckie układy w Syrii w cieniu koronawirusa

Pandemia koronawirusa zepchnęła na margines inne wydarzenia, w tym bliskowschodnie napięcia i poniekąd związany z nimi kryzys migracyjny. Jeszcze...

zobacz więcej

Zamknięte granice

Dziś jednak sytuacja z początku marca wydaje się prehistorią, bo w międzyczasie w Europie rozwinęła się pandemia koronawirusa i większość państw zamknęła swoje granice. Warto przy tym podkreślić, że na początku marca determinacja w powstrzymaniu ataku demograficznego z Turcji w zasadzie w ogóle nie była związana z koronawirusem, lecz z obawą przed zalewem Europy migrantami na skalę znacznie większą niż w 2015 r. i konsekwencjami społeczno-politycznymi m.in. polegającymi na wzroście popularności ugrupowań skrajnie prawicowych. Nie ulegało bowiem wątpliwości, że jeśli Grecja przepuści kilka tysięcy migrantów, to Turcja zacznie sprowadzać kolejne tysiące, potem dziesiątki tysięcy, setki tysięcy, a może i miliony.

Potencjał Turcji w tym zakresie był znacznie większy niż liczba syryjskich uchodźców na terenie tego kraju, gdyż od dawna największą grupę starającą się nielegalnie przekroczyć granicę z Grecją stanowią nie Syryjczycy, ale Afgańczycy. Migrują oni przy tym nie tyle z Afganistanu, co z Iranu, skąd wygania ich kryzys spowodowany sankcjami (a od połowy marca też katastrofalna sytuacja epidemiologiczna). Turcja nie za bardzo powstrzymywała ten napływ na swoje terytorium, wiedząc, że Afgańczycy traktują je jako tranzytowe. A jeszcze w połowie marca Erdogan lekceważył koronawirusa, a nawet upatrywał w nim szansy na wzrost ekonomicznego znaczenia Turcji.

Nieszczęsny los byłego następcy tronu

Bycie następcą tronu jest zapewne dość przyjemne, o ile na koniec zostanie się królem. W przeciwnym razie może być niebezpieczne. W piątek...

zobacz więcej

Czy migranci przenoszą choroby?

Jeszcze trzy tygodnie temu turecki prezydent zacierał ręce. Sytuacja na granicy z Grecją stawała się coraz bardziej napięta i mimo wszystko rosła presja na ten kraj. W tym czasie zaczynały się jednak już pojawiać głosy, że migranci mogą przyczynić się do rozprzestrzeniania się koronawirusa. I było to o tyle ciekawe, że często pochodziły one od osób czy środowisk, które w 2015 r. oskarżały prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o rasizm, gdy mówił w zasadzie to samo, że migranci mogą przenosić choroby.

To, co wówczas wywoływało oburzenie, nagle stało się normalnym stwierdzeniem niewywołującym większych kontrowersji. Co warto podkreślić, głosy te zaczęły pojawiać się już wówczas, gdy teoretycznie nie było większych podstaw do sugerowania, iż migranci mogą roznosić koronawirusa. W Iranie epidemia zaczęła się szybko rozwijać po wyborach parlamentarnych w tym kraju, które odbyły się 21 lutego. W Turcji według oficjalnych (choć mało wiarygodnych) danych do połowy marca problemu z koronawirusem nie było. Afganistan czy Syria do dziś w ogóle nie występują w statystykach związanych z tą pandemią.

Tyle że wiadomo, iż sytuacja wygląda zdecydowanie inaczej. Afgańczycy migrujący z Iranu przez Turcję (a także inne narodowości) z całą pewnością są grupą podwyższonego ryzyka, a w ciągu ostatniego tygodnia dane dotyczące zachorowań w Turcji dosłownie wystrzeliły w górę i kraj ten znalazł się już w pierwszej dwudziestce w rankingu zakażeń. Do tego stopnia, że Turcja musiała wycofać się ze swojego ataku demograficznego na Europę i sama zamknęła granicę z Grecją oraz Bułgarią, niespełna 3 tygodnie po tym, gdy ją otworzyła i zaczęła zwozić na nią migrantów.

Nieszczęsny los byłego następcy tronu

Bycie następcą tronu jest zapewne dość przyjemne, o ile na koniec zostanie się królem. W przeciwnym razie może być niebezpieczne. W piątek...

zobacz więcej

Merkel i tak chce płacić Turcji

Fiasko tureckiego ataku demograficznego pokazuje jednak przede wszystkim to, że to nie płacenie daniny Turcji w wysokości miliardów euro, ale zdecydowana obrona granicy przynosi oczekiwany skutek. Niestety niemiecka kanclerz Angela Merkel już zdążyła obiecać Turcji zwiększenie środków i to w sytuacji, gdy cała Unia Europejska będzie się teraz zmagać z ekonomicznymi skutkami pandemii. UE zaoferowała też migrantom przebywającym na greckich wyspach 2 tys. euro (od osoby), jeśli w ciągu miesiąca zdecydują się dobrowolnie wrócić do swoich krajów. Od 2016 r. ponad 18 tys. osób skorzystało z oferty, której wysokość była pięć razy mniejsza, i wróciła do domu.

Choć płacenie migrantom za powrót może wydawać się kontrowersyjne, ale ma jakiś sens, to płacenie Turcji z całą pewnością zachęci ją tylko do kolejnej próby ataku demograficznego. Pokazuje to bowiem, że nawet jeśli atak był nieudany, to i tak Turcja może na nim skorzystać. Nie ulega zatem wątpliwości, że za kilka miesięcy, gdy pandemia minie, ruszy nowa fala migrantów. Wniosek taki jest oczywisty, gdyż nawet przed rozpoczęciem przez Turcję ataku demograficznego rosła liczba migrantów na tzw. szlaku wschodniośródziemnomorskim w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim. Działo się tak, mimo że ogólna liczba migrantów przybywających do Europy zaczęła spadać. I główną grupą migrującą byli nie Syryjczycy, ale właśnie Afgańczycy.

Repetowicz: Rozmiękczanie Grecji

Choć wydawałoby się, że po 2015 r. europejskie elity odrobiły lekcję i zmieniły podejście do sposobu radzenia sobie z masowym napływem migrantów,...

zobacz więcej

Nie ma statków, nie ma migrantów, nie ma utonięć

Jeszcze w ostatnich dniach lutego, gdy we Włoszech szalała już epidemia, do włoskich portów zawinęły dwa statki (tzw. „ratunkowe”) z migrantami. Ale ponieważ wszyscy pasażerowie, załoga oraz same statki zostały poddane kwarantannie, to błyskawicznie ruch migracyjny na tym szlaku zamarł. Dawno już bowiem zostało udowodnione, że jeśli afrykańscy migranci nie mają sygnału, że tuż przy wybrzeżu libijskim oczekują na nich statki „ratunkowe”, to nie wypływają w morze, nie ryzykują swojego życia, nie toną i w rezultacie nie muszą być ratowani.

Można się jednak spodziewać, że gdy epidemia minie, to nastąpi reaktywacja działalności tych statków i próba wznowienia ruchu migracyjnego. Dla większości opinii publicznej może się to wydać dość abstrakcyjne, gdyż temat ten zszedł na peryferie debaty publicznej, a wobec narastającego strachu przed zarazą większość nie wyobraża sobie obecnie napływu migrantów. Wszak nawet obywatele państw europejskich mają czasem problem z powrotem do kraju ze względu na zamykane granice. Tyle że ta debata mimo wszystko trwa i widać jej narastającą polaryzację. Z jednej strony, niektórzy politycy, m.in. Victor Orban, zaczęli sugerować, że migranci ponoszą znaczną część odpowiedzialności za przeniesienie tej zarazy do Europy (co jest znacznie dalej idącym stwierdzeniem niż konstatacja, że mogą po prostu przyczyniać się do roznoszenia wirusa ze względu na swoją mobilność). Węgrzy twierdzą, że kraje otwarte na migrację mają większy odsetek zarażeń. Przy czym faktycznie Węgry znajdują się na ostatnim miejscu wśród krajów UE, jeśli chodzi o liczbę zarażeń na milion mieszkańców. Na przedostatnim miejscu w tym rankingu jest Polska.

Powrót Emiratów z Jemenu

Po niemal pięciu latach od rozpoczęcia wojny przeciwko wspieranym przez Iran Husim w Jemenie Zjednoczone Emiraty Arabskie zaczęły wycofywać swoje...

zobacz więcej

Polaryzacja stanowisk

Ale wypowiedzi Orbana czy Mateo Salviniego, ściśle wiążące rozprzestrzenianie się koronawirusa z migrantami, już spotykają się z ostrą reakcją środowisk promigracyjnych. I można się spodziewać, że jest to zaledwie preludium przed burzą, jaka się zacznie za parę miesięcy, gdy już Europa upora się z koronawirusem. Jeśli liczba ofiar będzie znaczna, to wzmocni to argumentację, iż trzeba przyjąć większą liczbę migrantów, by wypełnić demograficzną lukę. Ofiarami tymczasem są głównie osoby starsze, a w tym segmencie wiekowym dominuje europejska ludność autochtoniczna. Jeśli koronawirus nie będzie ostatnią zarazą nawiedzającą nasz kontynent, a raczej można się spodziewać ataków kolejnych wirusów, to starzejąca się rdzenna ludność europejska zacznie szybciej wymierać. Nawiasem mówiąc, jeszcze kilka miesięcy temu pojawiały się głosy, że byłoby to pożądane dla dobra planety.

Temat migrantów zatem nie zniknie, a za parę miesięcy debata na ten temat stanie się znacznie bardziej spolaryzowana. Obecnie widać co prawda raczej wzrost społecznego poparcia dla rządów państw europejskich i to bez względu na to, jaką politykę przyjęły w obliczu pandemii. Nawet we Włoszech wzrosło poparcie dla rządu, a w Niemczech notowania prawicowej AfD wyraźnie spadły. Tyle że we Włoszech nie zmienia to faktu, iż wybory wciąż wygrałby Salvini i jego polityczni sojusznicy. Ponadto sytuacja może się szybko zmienić, gdy temat migracji wróci ze zdwojoną siłą.

Zobacz więcej