RAPORT

Demaskujemy fake newsy

Karnkowski: Wojna ferii z kwarantanną

Kelnerzy przesiedli się na rowery i stali się dostawcami (fot. PAP/Marcin Obara)

W XVI wieku niderlandzki malarz Peter Bruegel namalował obraz „Walka karnawału z postem”, który cztery stulecia później zainspirował Jacka Kaczmarskiego do nagrania jego pamiętnej „Wojny postu z karnawałem”. Zarówno sytuacja, w jakiej dziś się znajdujemy, jak kalendarz, czynią tę tematykę dość aktualną. Tymczasem można odnieść wrażenie, że na świecie walka ta dzieje się dziś w swej specyficznej odmianie, którą w Polsce nazwać można „wojną koronaferii z narodową kwarantanną”.

Specjalista: Mówienie, że miliony osób powinny wykonać testy to populizm zdrowotny

– Badanie każdego oznacza 38 mln testów co pięć dni – mówił w radiowej Jedynce wirusolog prof. Gut. – Mówienie, że 38 mln osób powinno wykonać...

zobacz więcej

Sytuacje ostateczne, a za taką trzeba uznać niepokojąco chwilami podobną w skutkach i praktyce dnia codziennego do wojny epidemię, uruchamiają w ludziach najgorsze i najlepsze instynkty. To banał, co jednak poradzić na frazesy, gdy potwierdzają się na naszych oczach. Rozsądek bije się z głupotą, informacja z dezinformacją, szlachetność z interesownością, samopomoc z egoizmem.

Wreszcie zwykła zaradność z niezwykłą paniką. Od tej walki się zresztą zaczęło, obserwowaliśmy ją w sklepach nim jeszcze serwisy zaczerwieniły się wiadomością o polskim „pacjencie zero”. Ludzie rzucili się kupować artykuły higieniczne z nieśmiertelnym i utrwalonym wielką traumą w naszej narodowej świadomości papierem toaletowym na czele.

Z półek sklepowych zaczęły znikać ryże, makarony, pieczywo, wreszcie mięso i woda. Najpierw w większych marketach, później i w małych sklepach. I tak się jakoś złożyło, że gdy nieszczęsny pierwszy polski chory został wyleczony i opuścił szpital, deficytowe towary wróciły na sklepowe półki.

Niestety, dla przeciwwagi te kupione wcześniej zapełniły niejeden śmietnik, choć paczkowany chleb nie zdążył się nawet zepsuć. Po drodze zaś klienci internetowych portali aukcyjnych mogli ze zdziwieniem obserwować, jak niewidzialna ręka rynku podnosi ceny papieru toaletowego o kilkadziesiąt złotych, jeszcze w trakcie trwania oferty. W niektórych sklepach stacjonarnych ceny niektórych towarów również poszły w górę, zaś do języka polskiego internetu nagle powróciło słowo „spekulant”, znajdując tym razem wielu naprawdę na nie zasługujących.

Problemy w gastronomii i pomoc charytatywna


Z drugiej strony ludzie rzucili się nieść bezinteresowną pomoc, kosztem swego czasu, którego nagle zrobiło się, nie u każdego jednak przecież, trochę więcej. Czasem też kosztem pieniędzy lub przynajmniej straconych zysków. Niektóre lokale wykazały się godną podziwu wolą przetrwania. Kelnerzy przesiedli się na rowery i stali się dostawcami. Trwanie przy pracy nie tylko zmniejsza straty, lecz przede wszystkim pozwala żyć w miarę normalnie w stresującej dla każdego sytuacji.

Podczas kwarantanny nie tylko nauka. Resort cyfryzacji zachęca uczniów do tworzenia gier

Tworzenie gier komputerowych jako sposób na nudę – Ministerstwo Cyfryzacji i Fundacja Teatrikon z Lublina zachęcają uczniów, by pozostali w domach,...

zobacz więcej

Trwanie w normalnych lub przynajmniej do normalności zbliżonych procedurach to jedna z najlepszych form radzenia sobie z poczuciem zagrożenia. Lecz oprócz normalnej działalności gastronomicznej, która dziś jest sama w sobie o wiele bardziej cenna i godna szacunku, niezależnie bowiem od swego komercyjnego wymiaru, wymaga bowiem poświęcenia i odwagi, dołączając do innych zajęć „frontowych”, pojawiła się też aktywność charytatywna.

Zainteresowanie starszymi, kombatantami, samotnymi i chorymi, których nikt przecież nie nakarmi, nie przyniesie im potrzebnych produktów, czasem nawet nie mając pojęcia o ich istnieniu. Nagle okazało się, że wiele z takich osób nie jest już sama i to jeden z lepszych skutków bieżących wydarzeń.

Kolejne pokolenia Polaków musiały sobie jakoś radzić w czasach kolejnych okupacji, wojen, kryzysów i reform. I, jak widać, potrafią radzić sobie nadal, używając nowocześniejszych narzędzi. Widać to choćby po rozmaitych lokalnych grupach w mediach społecznościowych, pracujących jeszcze intensywniej na tę swoją nazwę. Trzeba było zamknąć knajpę? Kucharze wrzucą swoją ofertę i dotrą bezpośrednio pod drzwi klienta. Jeśli ten będzie chciał zachować wszelką ostrożność, otworzy dopiero, gdy dostawca już sobie pójdzie, a zapłaci wcześniej, przez internet.

Ktoś potrzebował dentysty w nagłej, nieprzyjemnej potrzebie? Znalazł. Ktoś szukał lekarza dla dziecka? Udało się. Nagle skrócił się łańcuch pośredników, usługi i towary stały się niekiedy wręcz łatwiej dostępne. Oczywiście, ten eksperymentalny, lecz chyba świetnie zakorzeniony w naszej tradycji model może nie przetrwać, jeśli kryzys będzie się pogłębiać, jednak sam w sobie ułatwi wielu jego przetrwanie.

„Zostań w domu”

Modele matematyczne, na których oparto prognozy wzrostu liczby przypadków koronawirusa w Polsce, szczęśliwie wyprzedzają na razie stan faktyczny. Choroba rozprzestrzenia się u nas wolniej niż na południu Europy. Wielu ekspertów upatruje źródeł tej sytuacji w poważniejszym podejściu Polaków do wezwania do ograniczonej kwarantanny dla zdrowych i zaledwie podziębionych.

Płyn do dezynfekcji Orlenu dociera już na stacje paliw

Prezes PKN Orlen Daniel Obajtek oświadczył, że pierwsza partia płynu do dezynfekcji rąk w jednolitrowych opakowaniach dociera już na stacje paliw...

zobacz więcej

Faktycznie, wiele osób siedzi w domach, pracuje zdalnie (choć nie zawsze i nie wszędzie pracodawcy mający taką możliwość zezwalają na tę formę pracy, lekceważąc sobie zalecenia specjalistów, zdrowie i komfort psychiczny pracowników), a wyjścia ogranicza do minimum, ucząc się z dziećmi i nadrabiając rozmaite zaległości, czy to kulturalne, czy remontowe. „Zostań w domu” apelują Polacy do siebie i innych w tysiącach memów i hashtagów.

Nie brak jednak i u nas beztroskich spacerowiczów, którzy stadami atakują miejskie alejki, parki i lasy, zamiast skupić się na bardziej indywidualnych, a więc bezpieczniejszych formach wypoczynku na powietrzu. Czasem jest to specyfika lokalna, czasem zależy to nawet od ulicy, niektóre szlaki wydają się prawie wymarłe, kiedy z innych trzeba czasem szybko uciekać, jeśli nie da się bezpiecznie wyminąć kolejnej gromady dzieci i dorosłych rozkoszujących się pierwszymi naprawdę ciepłymi popołudniami.

Wieczorami zaś niektórzy nie wytrzymują kwarantanny i znaleźć ich można w parkach, przytulonych do drzew, szczęśliwie już mocno zdezynfekowanych od zewnątrz i wewnątrz.

Powrót do Polski i produkcja płynu dezynfekującego


Ludzkie postawy zderzają się ze sobą również tam, gdzie w grę wchodzi już zorganizowana pomoc. Dzięki akcji LOT do Polski wrócić może wielu rodaków, których epidemia zastała za granicą. Wystarczy przejrzeć doniesienia z innych państw, by wiedzieć, że takie podejście narodowego przewoźnika nie jest normą. Nie dziwią więc podziękowania, kierowane przez pasażerów, którzy szczęśliwie wrócili już do kraju.

Jednak z drugiej strony nie brak świadectw, mówiących o złym zachowaniu niektórych pasażerów i pretensjach właściwie o wszystko – od cen biletów do koniecznych procedur bezpieczeństwa, w tym tak oczywistych, jak mierzenie temperatury, czasem nawet obrażaniu pomagającego podróżnym personelu.

Ministerstwo: Nie wchodźcie na tę stronę, to fake news

Ministerstwo Zdrowia nie rozsyła żadnych smsów dotyczących wsparcia żywieniowego, to fake news – podkreśla resort. Apeluje, by nie wchodzić na...

zobacz więcej

Z trochę podobnymi sytuacjami styka się też prezes Orlenu. Przestawienie linii produkcyjnych firmy na produkcję spirytusu do dezynfekcji było szybkim i odpowiedzialnym wyjściem naprzeciw palącej społecznej potrzeby, zabezpieczyło też w jakimś stopniu konsumentów przed spekulacją kolejnym deficytowym dobrem.

Tymczasem w internecie możemy zapoznać się z całą gamą mniej lub bardziej absurdalnych narzekań – że za drogo (prawdopodobnie najtaniej na rynku), że zbyt mało ekskluzywnie (trudno w to uwierzyć, ale u niektórych wesołość wzbudził fakt, że we Francji podobną produkcją zajął się Dior, widać wyniesione z PRL kompleksy miewają się nie gorzej, niż przyzwyczajenia zakupowe), wreszcie, że płyn nadaje się do stosowania w tym zakresie, do jakiego został przeznaczony, lecz nie do innych czynności sanitarnych. Niektórych nie da się zadowolić.

Przekaz informacji w obliczu epidemii

Ostatnia, lecz nie mniej ważna kwestia, to podejście do obrotu informacji. Mamy więc powszechne udostępnianie grafik, wiadomości, oficjalnych komunikatów. Jak widać już z ostatnich sondaży, lecz również wskaźników oglądalności, ludzie w takich chwilach potrzebują państwa i, jak na razie, mają do niego zaufanie. Działania władz oceniane są dobrze w grupie o wiele szerszej, niż wyborcze zaplecze Zjednoczonej Prawicy czy Andrzeja Dudy, widać nawet pewne zasilenie tych grup przez nowych wyborców.

Pierwszym źródłem informacji staje się TVP, w tym przede wszystkim TVP Info. A przecież jeszcze kilka tygodni temu ich dalsze funkcjonowanie na obecnym poziomie wydatków nie było wcale pewne. Satysfakcjonujące i dobrze oceniane pilotami od telewizorów przekazywanie społeczeństwu informacji w czasie zagrożenia to nie partyjna propaganda, a misja nadawcy publicznego.

Z drugiej strony, na szczęście o wiele mniej licznej, niż cała opozycja, odpowiedzią na ten stan rzeczy, traktowany jako zagrożenie wyłącznie polityczne, jest powielanie fake newsów i ciągłe sianie paniki. W przypadkach skrajnych, u internetowych hejterów, życzenia choroby i śmierci dla nielubianych polityków.

W odróżnieniu od piszących podobne złorzeczenia, choroba jednak nie wybiera według klucza światopoglądowego i podejmując wszelkie działania i aktywności trzeba o tym pamiętać. Tak, by w wojnie koronaferii z kwarantanną być tym wygranym.

źródło:
Zobacz więcej