Nie tylko Donieck. Rosja musi wynieść się także z Krymu

Rosjanie od sześciu lat militaryzują ukraiński Krym, co stanowi zagrożenie dla całego regionu (fot. Dmitry Feoktistov\TASS via Getty Images)

Szósta rocznica zaanektowania przez Rosję ukraińskiego Krymu przeszła właściwie bez echa. Jedną z przyczyn jest oczywiście epidemia koronawirusa. Drugą jest polityka Moskwy, która jednoznacznie daje do zrozumienia, że nie ma zamiaru podejmować jakichkolwiek rozmów na temat zwrotu tego terytorium. Zachód tymczasem wydaje się już zaakceptował obecny stan i jeśli już, to mówi o sytuacji w Donbasie. Polska nie daje jednak za wygraną i wciąż głośno upomina się na forum międzynarodowym o wzmocnienie nacisku na Kreml w celu przywrócenia sytuacji sprzed rosyjskiego najazdu na półwysep. Zmilitaryzowany przez Rosjan Półwysep Krymski, to bowiem wzrost zagrożenia dla całego regionu.

UE przedłużyła sankcje dyplomatyczne wobec Rosji

Unia Europejska przedłuży o kolejne pół roku sankcje dyplomatyczne wobec Rosji za aneksję Krymu. Decyzja zapadła na spotkaniu ambasadorów państw...

zobacz więcej

Nie ma żadnego przypadku w tym, że szósta rocznica zaanektowania przez Rosję ukraińskiego Krymu zbiegła się z rozpoczętymi tam w tym tygodniu szeroko zakrojonymi ćwiczeniami wojskowymi. Na półwyspie i w obwodzie wołgogradzkim na południu Rosji trwają manewry z udziałem tysiąca żołnierzy wojsk powietrznodesantowych. Bierze w nich udział, jak donosi Echo Moskwy, 1,5 tys. żołnierzy, ponad 300 sztuk sprzętu bojowego, samoloty wojskowe i transportowe, śmigłowce i okręty desantowe, a także jednostki pomocnicze rosyjskiej Floty Czarnomorskiej.

Ćwiczone jest wysadzenie desantu i strzelanie bojowe, a także odparcie ataku przeciwnika z morza.

Manewry w tym rejonie są już czymś permanentnym. Od momentu, gdy „zielone ludziki” zajęły to ukraińskie terytorium, Rosja militaryzuje go i wprowadza „dyscyplinę” wobec wszystkich, którym nie podobają się rządy Moskwy. Na nic zdawały się protesty Zachodu w początkowym stadium tego procesu. Teraz już właściwie temat ten umarł. Nikt w Brukseli, Berlinie czy Paryżu nie krytykuje Kremla za prześladowanie lokalnej ludności.

Od czasu do czasu słychać jedynie o kolejnych represjach wobec tatarów krymskich. Jeśli już - to jedynie europosłowie z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym przede wszystkim z Polski, głośno podnoszą ten temat w PE. Spotyka się on jednak najczęściej z obojętnością ich kolegów z Zachodu.

To wielki błąd, gdyż nie tylko oznacza akceptację dla agresywnej polityki Kremla, co stanowi zagrożenie dla suwerenności nie tylko Ukrainy, ale i dla całego regionu. Rosja od dłuższego czasu zdaje się traktować basen Morza Czarnego, jako swoją strefę wpływu – czego dowodem stanowiło uprowadzenie ukraińskich marynarzy.

Taką taktykę – faktów dokonanych – stosuje ona również w Gruzji, gdzie, po brutalnym ataku na ten mały kaukaski kraj w 2008 r., oderwała dwie prowincje. Teraz zaś wykorzystuję tę sytuację, by wpływać na politykę wewnętrzną w tym państwie, a także hamować jego prozachodnie tendencje.

Aneksja Krymu: USA rozszerzają sankcje wobec Rosji

Stany Zjednoczone nałożyły na Rosję nowe sankcje związane z aneksją Krymu. Na tzw. czarnej liście umieszczono siedem osób oraz firmę kolejową z...

zobacz więcej

Paniczny strach Kremla przed rozszerzeniem się NATO na Bałkany, Ukrainę czy Gruzję sprawia, że Moskwa aktywuje swoje wpływy za Zachodzie w celu przeciwdziałania tym tendencjom.

W ten sam sposób reaguje również w kontekście umacniania wschodniej flanki Sojuszu Pólnocnoatlantyckiego, czy zwiększaniu liczebności amerykańskich żołnierzy na terytorium Polski.

Sytuacja ta nie umyka władzom w Warszawie, które jednoznacznie popierają starania Kijowa i Tbilisi o odzyskanie kontroli nad całością swojego terytorium, a także apelują o przeznaczanie większych środków na NATO i zachęcają Waszyngton do poważniejszego zaangażowania w Europie.

W szóstą rocznicę nieuznawanego przez społeczność międzynarodową referendum na Krymie i aneksji półwyspu przez Rosję, polskie MSZ wydało komunikat, w którym oceniło, że obecna sytuacja w tych regionach stanowi „poważne wyzwanie dla bezpieczeństwa międzynarodowego”, a także dla „porządku prawnego stojącego na straży integralności terytorialnej i suwerenności wszystkich państw”.

„Zdecydowanie sprzeciwiamy się bezprawnym działaniom podejmowanym przez Federację Rosyjską mającym na celu utrwalenie dokonanej aneksji. Militaryzacja Półwyspu Krymskiego oraz miasta Sewastopol ma negatywny wpływ na bezpieczeństwo w regionie Morza Czarnego, zaś ograniczanie przepływu przez Cieśninę Kerczeńską stanowi pogwałcenie prawa międzynarodowego” – oświadczył resort spraw zagranicznych.

Ukraińskie władze szacują liczbę osób zaginionych na Krymie i Donbasie na pół tysiąca. Oprócz tego na półwyspie i w samej Rosji bezprawnie więzionych jest ponad stu obywateli Ukrainy, w tym Tatarów Krymskich, a na terytorium Donbasu około 180 obywateli Ukrainy. W zeszłym roku Ukraina dokonywała wymiany więźniów z Rosją oraz z separatystami, a kolejna wymiana jest możliwa w najbliższych tygodniach.

Putin na krążowniku. W pobliżu Krymu testowano hiperdźwiękowy Kinżał

Podczas manewrów na Morzu Czarnym w pobliżu Krymu, oderwanego przez Rosję od Ukrainy w 2014 roku, w czwartek testowano hiperdźwiękowy pocisk...

zobacz więcej

Kijów zapewnia jednocześnie, że Moskwa nie ma co liczyć, że strona ukraińska zgodzi się, za cenę ugody w sprawie Donbasu, zrezygnować z odzyskania kontroli nad Krymem. Aby podkreślić to stanowisko - ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski ustanowił 26 lutego Dniem Sprzeciwu wobec Okupacji na Krymie.

- Zwrot Krymu Ukrainie to po prostu mój cel jako prezydenta i stanowisko jako obywatela Ukrainy; to nie tylko nasze wspólne marzenie, to gwarancja bezpieczeństwa na planecie, to przywrócenie pokoju – podkreślił Zełenski.

Polskie „nie” dla działań rosyjskich na Ukrainie wpływa na podejście do tego zagadnienia całej UE – dzięki temu wciąż udaje się utrzymać sankcje dyplomatyczne i gospodarcze nałożone na ten kraj, pomimo tego, że nadal podnoszone są głosy – płynące przede wszystkim z Niemiec i Francji – że są one nieskuteczne, a więc należy nich zrezygnować.

Pomimo unijnych sankcji – Berlin i Paryż zacieśniają współpracę gospodarczą z Moskwą, co wiąże się też z ich częstym lobbingiem na rzecz Kremla, czego najbardziej jaskrawym przykładem jest budowa gazociągu Nord Stream 2.

Obserwowane w ostatnim czasie zbliżenie Waszyngtonu z Kijowem, którego rezultatem jest wsparcie USA – polityczne, militarne, a także, możliwe w niedalekiej przyszłości, energetyczne – sprawia, że rosną szanse Ukrainy na obronę swojej zagrożonej przez wschodniego sąsiada.

Większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w naszym rejonie – chociażby poprzez wsparcie udzielone dla inicjatywy Trójmorza – pozwala na przyspieszenie jego rozwoju, a także zwiększa jego bezpieczeństwo i wzmacnia jego podmiotowość zarówno w relacjach z Zachodem jak i z Moskwą.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej