RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Wirusolog: Testów na koronawirusa nie robi się w kuchni

Prof. Gut podkreślił, że można zwiększyć liczbę laboratoriów, ale odbyłoby się to kosztem jakości (fot. Getty Images)

Małgorzata Kidawa-Błońska apelowała do rządu, aby uruchomił program powszechnego dostępu do testów na koronawirusa. Trzy dni później kandydatka PO na prezydenta zmieniła jednak zdanie mówiąc, że według lekarzy testy są potrzebne dla osób w grupie wysokiego ryzyka. O komentarz do jej postulatów poprosiliśmy wirusologa prof. Włodzimierza Guta.

Specjalista: Mówienie, że miliony osób powinny wykonać testy to czysty populizm

– Badanie każdego oznacza 38 mln testów co pięć dni – mówił w radiowej Jedynce wirusolog prof. Gut. – Mówienie, że 38 mln osób powinno wykonać...

zobacz więcej

CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE

– To są testy, których produkcja wymaga odpowiednich mocy przerobowych – my ich nie produkujemy. Konieczne są też: odpowiednia pozycja na liście kupujących i odpowiednie urządzenia do wykonania. Tego się nie robi w kuchni – powiedział rozmówca portalu tvp.info.

Ekspert podkreślił, że można wprawdzie zwiększyć liczbę laboratoriów, ale odbyłoby się to kosztem jakości. – Równocześnie nakłada się na to wpływ przebiegu zakażenia na wynik – zwrócił uwagę prof. Gut.

Jak wyjaśnił, w fazie pierwszej, po kontakcie, wynik zawsze będzie ujemny, więc nie trzeba robić testów. Prof. Gut wskazuje, że w fazie klinicznej – o ile jesteśmy zakażeni koronawirusem – wynik powinien być dodatni. – W fazie późniejszej ma prawo być dodatni, mimo pełnego wyleczenia – powiedział wirusolog.

Specjalista podkreślił także, że badanie każdego z 38 mln obywateli Polski oznaczałoby robienie testów co pięć dni. – Mniej więcej pięć dni trwa okres wylęgania. Wyniki z dnia dzisiejszego za pięć dni nie są już prawdziwe – tłumaczy prof. Gut.

Wirusolog zaznaczył także, że testy powinny być dostępne wszędzie tam, gdzie ich wykonanie wnosi jakąkolwiek wartość „do procesu leczenia czy do procesu eliminacji choroby”. Dlatego – jak wyjaśnia prof. Gut – wprowadzenie testów na zasadzie „bo mi się widzi, że tutaj powinni”, to „najgorszy pomysł, jaki może być”.

Po krytyce ekspertów Kidawa-Błońska zmienia zdanie ws. testów na koronawirusa

„Apeluję do rządu o uruchomienie programu powszechnego dostępu do testów na koronawirusa” – mówiła trzy dni temu kandydatka KO na prezydenta. Po...

zobacz więcej

Nasz rozmówca zwrócił w ten sposób uwagę, że jeśli testy zostałyby udostępnione wszystkim osobom z grupy wysokiego ryzyka, to wtedy „nie będą one wykonywane tam, gdzie powinny być wykonane”.

Prof. Gut został przez nas zapytany również o możliwość wprowadzenia zasady, żeby testowi mogły poddać się osoby odbywające kwarantannę, o co postulował niedawno lider PO Borys Budka.

– Na kwarantannie są ludzie zdrowi. Po kwarantannie – po to ona jest, aby wirusa nie wydalał – potrzebne by były całkowicie inne testy, żeby pokazać, czy człowiek miał w ogóle kontakt z tym wirusem. Ale to musiałaby być nie grupa testów rozpoznających obecność patogenu, tylko grupa testów korzystających ze zwielokrotnienia informacji przez nasz układ immunologiczny. Chodzi o testy serologiczne – wyjaśnił wirusolog.

– Jako naukowiec powiem: chciałbym wiedzieć jaka jest częstość zakażeń bezobjawowych, najlepiej całą populację przebadać. Jako osoba dbająca o interes ogólny państwa, osoba, która żyje w tym kraju i wie, że na wszystko nigdy nie starczy, odpowiadam: tam, gdzie jest to konieczne, należy to wykonać. Nie robić tam, gdzie to nie ma sensu – podsumował prof. Gut.

źródło:
Zobacz więcej