RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Grodzki wrócił z Włoch i poszedł na izbę przyjęć. „Zachowałem się maksymalnie odpowiedzialnie”

Tomasz Grodzki wylądował w piątek na lotnisku w Warszawie (fot. PAP/Piotr Nowak)
Tomasz Grodzki wylądował w piątek na lotnisku w Warszawie (fot. PAP/Piotr Nowak)

Po powrocie z Włoch marszałek Senatu Tomasz Grodzki w celu wykonania badania na obecność koronawirusa udał się na izbę przyjęć. W ten sposób polityk PO – lekarz medycyny, jednocześnie podkreślający, że jest trzecią osobą w państwie – prawdopodobnie złamał procedury określone przez GIS. Grodzki zapewnia, że zachował się w sposób „maksymalnie odpowiedzialny”. W telewizyjnym wywiadzie zapewnił, że na lotnisku podał wszystkie wymagane przez służby dane. – Staliśmy w dusznym samolocie; ludzie byli poddenerwowani – powiedział. Poinformował też, że przez weekend był z żoną chorą na grypę.

Marszałek Grodzki łamie zarządzenie ws. koronawirusa, które sam podpisał

W piątek, 6 marca marszałkowie Sejmu i Senatu podpisali specjalne zarządzenie wprowadzające specjalne rozwiązania, wprowadzone w parlamencie w...

zobacz więcej

CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE

O sprawie pisaliśmy na portalu tvp.info w piątek. Według naszych informacji Tomasz Grodzki odmówił po przylocie do Warszawy z Monachium wypełnienia karty lokalizacyjnej pasażera, co jest obowiązkową procedurą po powrocie z regionów wskazanych przez służby sanitarne i MSZ jako zagrożone.

W TVN24 marszałek Senatu zapewnił, że wypełnił wszystkie wymagane dokumenty, choć w jego ocenie procedury nie były komfortowe.

– Staliśmy w dusznym samolocie, wszyscy już w ubraniach. Niech pani wypełni o taką kartkę na stojąco długopisem, kiedy nie może już pani wrócić na swoje miejsce i rozłożyć tego stoliczka – tłumaczył prowadzącej rozmowę dziennikarce.

Dodał, że ludzie byli „poddenerwowani, ale koniec końców te dane zostały wypełnione i zabrane przez ratownika czy osobę, która podawała się za ratownika”, bo co do tego marszałek miał wątpliwości.

Z kolei w poniedziałek po powrocie – po tym, jak pytania o wyjazd zadał na konferencji prasowej Adam Bielan – Tomasz Grodzki udał się, by wykonać test na obecność koronawirusa. Marszałek Senatu stwierdził, że to właśnie test „daje odpowiedź, czy ktoś jest niebezpieczny dla innych”.

Kłopoty marszałka Grodzkiego na lotnisku. Odmawiał wypełnienia procedur zw. z koronawirusem?

Marszałek Tomasz Grodzki wrócił z zagranicznej podróży. Według nieoficjalnych informacji portalu tvp.info, marszałek Senatu po wylądowaniu na...

zobacz więcej

Pytany w telewizyjnym wywiadzie potwierdził, że w celu wykonania testu udał się na izbę przyjęć szpitala zakaźnego. Na uwagę prowadzącej, że być może nie było to odpowiedzialne zachowanie, odpowiedział: „Niech pani nie mówi, że nie można (tego robić – red.); można a nawet trzeba”.

Podkreślił, że najpierw się zapisał, a następnie wykonał test i za niego nie płacił. – Zachowałem się w sposób maksymalnie odpowiedzialny – zapewnił marszałek Senatu.

Taką postawą Tomasza Grodzkiego dziwią się politycy i komentatorzy. Zdaniem podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Olgi Semeniuk „zadziwia fakt, że ten sam marszałek nawołuje polski rząd do odpowiedzialności za sytuację związaną z koronawirusem”.

Fragment telewizyjnego wywiadu jeden z internautów udostępnił w mediach społecznościowych”.

Co istotne, marszałek Senatu wyniki testu otrzymał dopiero w poniedziałek wieczorem, choć do Polski wrócił w piątek przed posiedzeniem Senatu. Nie wykonując żadnych badań pojechał bezpośrednio do siedziby izby wyższej parlamentu i przewodniczył jej obradom. Przez kilka kolejnych dni spotykał się między innymi z dziennikarzami, pracownikami Senatu, a także zagranicznymi dyplomatami, w tym ambasadorami.

Jak poinformował, na urlopie był sam, jedynie w towarzystwie oficerów SOP. Pytany, czy także oni zostali przebadani na obecność koronawirusa odpowiedział, że nie wie. – Decyzją swojego dowództwa zostali skierowani nie na kwarantannę, tylko na dwa tygodnie zwolnienia z obowiązków – powiedział i dodał, że „nie komentuje działań SOP-u”.

Tomasz Grodzki był także pytany, czy po powrocie z Włoch, oczekując na wynik testu, wstrzymał spotkania.

– Byłem przez cały weekend z żoną chorą na grypę – zaznaczył.

Na koniec rozmowy podziękował dziennikarce i pożegnał się z widzami składając ręce, kłaniając się i mówiąc „konnichiwa”, co w języku japońskim oznacza „dzień dobry”.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej