Raport

#FabrykahejtuPO

Horror w celi. Na podstawie pomówienia uznali aresztanta za pedofila. Katowali całą noc

Gdy strażnik zaglądał przez wizjer, ofierze kazano chować się w toalecie (fot. PAP/Piotr Polak)

Do wrocławskiego aresztu trafił mężczyzna podejrzany o oszustwo. Gdy wszedł do celi, rozpoznał go znajomy, który wmówił pozostałym współwięźniom, że ten jest pedofilem. Skończyło się okrutnym katowaniem osadzonego, które trwało całą noc. Jedynym powodem były twierdzenia znajomego ofiary, który jednocześnie był jego dłużnikiem.

Wyrok za śmiertelne pobicie kierowcy, który ochlapał błotem przechodniów

W Sądzie Okręgowym w Zamościu zapadł wyrok w sprawie śmiertelnego pobicia Henryka T., do którego doszło pod koniec stycznia. Ofiara przejeżdżając...

zobacz więcej

Dramat mężczyzny rozpoczął się trzy dni po aresztowaniu. Po wieczornym apelu o godz. 18, gdy cele są już zamknięte i nieotwierane do rana, znajomy, a zarazem dłużnik podejrzanego pomówił go o pedofilię. Pozostali aresztanci dali mu wiarę i nie uwierzyli „nowemu”, który usiłował tłumaczyć, że to nieprawda, ale nie miał przy sobie postanowienia prokuratora o przedstawieniu mu zarzutów.

Najpierw uderzono go w twarz, potem jego dłużnik wylał mu na głowę gorącą kawę, a następnie kazano mu się rozebrać do naga. Jeden z więźniów wylał na podłogę wrzątek i kazał ofierze zlizywać go i ścierać szczoteczką do zębów. Moczyli też mężczyźnie dłonie i stopy we wrzątku, a inspirator tortur zaczął dusić swojego wierzyciela, aż ten stracił przytomność.

W końcu mężczyzna się ocknął, a wtedy zmuszono go do wypicia szamponu z proszkiem do prania. Gdy zrobiło mu się słabo, kaci powiedzieli mu, że jeśli zemdleje, to będzie rażony prądem. - Torturowany mężczyzna musiał podawać oprawcom nazwiska i adresy członków najbliższej rodziny. Na koniec któryś wytatuował mu na plecach dziesięciocentymetrowy napis „cwel” - relacjonuje serwis naszemiasto.pl

Niestety nie był to koniec gehenny. Jeden ze współwięźniów pociął mu palce, a na rany oraz na zadane wcześniej oparzenia posypał sól. Mężczyzna został zgwałcony plastikową butelką, a głowę zanurzano mu w sedesie i oddawano na nią mocz.

Jak twierdzi strażnik, w nocy zaglądał do celi przez wizjer, jednak niczego nie zauważył, ponieważ wtedy sprawcy zmuszali katowanego, żeby chował się do toalety. Dopiero o 5. rano pozwolili mu się położyć, a godzinę później, podczas porannego apelu, strażnicy odkryli co się stało. Aresztanta z poparzonym przełykiem i innymi obrażeniami odwieziono do szpitala. Po wyleczeniu boi się mieszkać w wieloosobowej celi i wychodzić na spacery.

Dramat rozegrał się w nocy z 8 na 9 lutego 2018 r., a decyzję w tej sprawie Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał kilka tygodni temu, skazując dłużnika ofiary i inspiratora tortur na 6, a pozostałych 3 sprawców na 5 lat więzienia. Wyrok jest nieprawomocny, a obrońcy skazanych złożyli apelację.

źródło:
Zobacz więcej