Raport

Epidemia koronawirusa

Co jeść i jak? – oto jest pytanie

Nasz metabolizm może być odmienny od przemiany materii innych osób (fot. Shutterstock/Rawpixel.com)

Jedni uczeni próbują sprowadzić do wspólnego mianownika to wszystko, co należy jeść dla zdrowia. Inni zaś są w stanie wskazać, że różne typy naszych komórek powinny „jeść” różne rzeczy w odmiennych sytuacjach, aby utrzymać swoje własne mikroskopijne zdrowie. Prędzej doczekamy się z tego nowych leków niż jednej pewnej, zdrowej diety dla wszystkich.

Otyłość uzależnia

Nauka odkrywa kolejne tajemnice niezdrowego przybierania na wadze. Clue tkwi w mózgu – w centrum nagrody i w działaniu zegara biologicznego. Oraz...

zobacz więcej

Jest to mądrość życiowa akceptowana powszechnie, że lepiej żyć długo i zdrowo niż krótko i w chorobie. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem żywimy też przekonanie, że wiele w tej materii zależy od tego, jak się odżywiamy. Problemy zaczynają się wtedy, gdy przychodzi nam uzgodnić, jakie odżywianie się jest zdrowe.

Trudność wynika tu z wielu zjawisk. Po pierwsze, badania nad właściwą dietą prowadzone były – i nadal w głównej mierze są – na zwierzętach. Jednak wykorzystywane w laboratoriach króliki lub gryzonie nie mają wiele wspólnego z nami pod względem tego, co ze swej natury jedzą.

Bez obrazy, ale najbliższa nam byłaby świnia, czyli stworzenie w miarę bliskie ewolucyjnie i w dodatku wszystkożerne. Konsekwencje? Badania nad tragicznym wpływem zjadanego przez nas cholesterolu dla kondycji naszego układu krążenia i powstawania miażdżycy przeprowadzano przez lata całe na królikach. A te – jako bezwzględni roślinożercy – w życiu nie jadły niemal wcale cholesterolu, bo jest on składnikiem komórek zwierzęcych, a nie roślinnych.

Przykłady niewłaściwych wniosków wysnuwanych z niedobrze dobranych obiektów eksperymentalnych można mnożyć. Badania epidemiologiczne – czyli takie, gdzie obserwujemy latami ludzi trzymających się jakiejś konkretnej diety, monitorując jednocześnie ich stan zdrowia – wydają się zatem być stosowniejsze, ale i one mają swoje ograniczenia. Bo jesteśmy genetycznie różni, a zatem nasz metabolizm, poza tym naprawdę podstawowym, może być odmienny od przemiany materii innych osób.

Jedzenie brunchu może powodować nadwagę

Brunch to połączenie późnego śniadania z wczesnym lunchem. Jemy ten posiłek zazwyczaj w weekendy, kiedy później wstajemy. Ta przyjemna celebracja...

zobacz więcej

Zwłaszcza pochodzących z drugiego końca świata, czyli teoretycznie wyselekcjonowanych przez pokolenia w oparciu o zupełnie inne produkty żywnościowe. I tak zdrowa dieta Afrykańczyka żyjącego w swoim własnym środowisku nie będzie absolutnie zdrowa dla Inuity w jego zamarzniętym nadal otoczeniu. I vice versa.

Oczywiście istnieją sposoby przeprowadzania badań pozwalające wziąć pod uwagę genotyp człowieka. Działają coraz pełniejsze bazy takich danych, dzięki którym przeprowadza się analizy próbujące skorelować konkretne zjawiska, np. leworęczność, homoseksualizm etc., czy konkretne zespoły chorobowe z genotypem człowieka, konkretnymi wariantami jego genów.

Takie badania, o ile naprawdę gigantyczne i obejmujące różnorodność genetyczną naszego gatunku, mogą wiele wnieść. Choć najczęściej wciąż jeszcze kończą się wnioskiem, że nic pewnego znaleźć się nie dało. Może nasze modele są nadal niedoskonałe i niezdolne doliczyć się istotnych predyspozycji wśród „informacyjnego” szumu?

Nie da się również pominąć faktu znanego uczonym już od dobrej dekady – że mamy w sobie drugi genom – nie nasz własny, ale pochodzący od miliardów komórek bakterii zamieszkujących nasze jelita. I nic nie wydaje się tak związane z naszymi predyspozycjami do otyłości, cukrzycy typu II czy innych metabolicznych dramatów, jak ci nasi mikroskopijni goście. Co nie znaczy, że ten związek jest przyczynowo-skutkowy. Jednak korelacja między konkretną strukturą gatunkową tego tzw. mikrobiomu, a wymienionymi wyżej problemami ze zdrowiem skracającymi nam życie, jest bezdyskusyjna.

Apetyt rośnie w miarę… spadku hormonu

Hormon odpowiedzialny za uczucie głodu – grelina – pełni ważną rolę w kontrolowaniu pamięci epizodycznej. Gdy jest go za mało, szczury zapominają,...

zobacz więcej

Nauka nie debatuje nad tym, czy wysokokaloryczne fast-foody są niezdrowe, bo to oczywiste już od lat. Pytania skupiają się raczej na tym, co w takim razie jest zdrowe, albo jeszcze lepiej – jeszcze zdrowsze.

Prowadzi się zatem nadal intensywne badania nad tym, co i jak jeść. Czy istnieją superfoods? Czy gluten albo laktoza są bardzo szkodliwe dla wszystkich i czy warto zminimalizować te składniki, karmiąc np. autystę? Czy każdy będzie chudł i dobrze się czuł na diecie „keto” i dlaczego zdaje się być ona korzystna dla epileptyków? Albo i takie: czy zdrowo jest się „detoksykować” głodówką?

Tu na marginesie – ludzie o zdrowych nerkach i wątrobie są regularnie „odtruwani” przez te organy, a jak już się głodzimy, to dużo pijmy, trzy litry wody dziennie i więcej, bo inaczej te nasze detoksykujące organy nic dla nas nie zrobią, tylko same ulegną osłabieniu, a nawet uszkodzeniu.

Wreszcie każdorazowe pytanie pokarnawałowe: czy jest jakaś cudowna dieta, żeby teraz „zwalić” te tłustoczwartkowe pączki i faworki, i całą tę zimę za tłustą, za słodką, za ciężką? A czy to zdrowo tak się bujać między karnawałem a postem? To bardzo istotne zagadnienie, bo dieta może przedłużać życie – zwłaszcza niskokaloryczna, ale pełna pod względem niezbędnych związków odżywczych, czyli de facto nie głodząca nas (nie prowadząca do niedożywienia), ale nietucząca.

Pokochaliśmy zamawianie jedzenia na odległość. Rynek rozwija się dynamicznie

Już jedna czwarta obrotów rynku restauracyjnego przypada na jedzenie dostarczane nam do domu lub pracy – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. W...

zobacz więcej

Czy jednak trzeba cały czas tak się odżywiać, czy wystarczy tylko czasami? Tym zajęli się niedawno uczeni z Healthy Lifespan Institute na Uniwersytecie Sheffield and Brown (USA) pod kierunkiem Mirre J. P. Simonsa, a swe wyniki sprawozdali na łamach najnowszego „Science Advances”.

Co ciekawe, w swoich badaniach Amerykanie skupili się na modelu pozornie jeszcze bardziej życiowo odległym od ludzi niż królik czy szczur, a mianowicie na maleńkiej muszce owocowej Drosophila melanogaster. W kwestii długowieczności wynikłej z ograniczenia „pustych kalorii”, panuje słuszne i potwierdzone na wielu modelach zwierzęcych przekonanie, że to działa niezależnie od umiejscowienia danego gatunku na gałęziach drzewie stworzenia. Tak nicienie, jak muszki, szczury czy ludzie, będą żyć dłużej, o ile nie będą się przejadać.

Uważano dotąd, na podstawie tzw. hipotezy ewolucyjnej, że dla zdrowia i długowieczności taka głodówka jest wskazana. Czy raczej post bo ograniczamy tłuste i słodkie oraz alkohol, nie niwelując odżywczości reżimu dietetycznego (dostępności aminokwasów, minerałów, witamin, tłuszczy nienasyconych etc.). Wydaje się jednak, że obserwacja małej muchy (a dokładnie 66 tys. much o 11 różnych genotypach) przeczy temu przekonaniu.

Pytanie zadawane przez uczonych dotyczyło uniwersalności przyczyn, dla których restrykcyjna kalorycznie dieta przedłuża życie różnym zwierzętom i człowiekowi. Bo one wcale nie muszą być takie same dla różnych stworzeń. Jednak dopiero znając przyczyny jakiegoś zjawiska, jesteśmy w stanie w sposób rozumny w nie ingerować. A jeśli przyczyny będą różne, to wyników uzyskanych na nicieniu, muszce czy szczurze nie da się sensownie „przetłumaczyć” na język ludzkich białek i komórkowych interakcji. A zatem nie da się nic z tym zrobić na rzecz profilaktyki i terapii ludzkich schorzeń. Będzie tak, jak z tym laboratoryjnym królikiem i cholesterolem.

Nietypowe wybory żywieniowe dzieci mogą wskazywać na autyzm

Nietypowe preferencje żywieniowe i zachowania podczas jedzenia mogą stanowić sygnał, że dziecko powinno zostać zbadane pod kątem autyzmu –...

zobacz więcej

Pytanie powyższe jest ze swej natury ewolucyjne. I dlatego już dawno temu ewolucjoniści właśnie wysnuli hipotezę, że wydłużanie życia w odpowiedzi na restrykcyjną kalorycznie dietę jest przystosowaniem fizjologicznym danego zwierzęcia do istnienia… przednówka, czyli okresu niedostatku pożywienia. Zwierzęta zatem zostały tak powszechnie i dawno temu ewolucyjnie wyselekcjonowane, żeby dotrwały do kolejnych „siedmiu lat tłustych” po latach chudych.

Postulowano, że dieta restrykcyjna aktywuje w ramach „postu” jakieś tajemnicze molekularne ścieżki metaboliczne, dzięki którym komórki, a za nimi cały organizm, raczej nastawia się na przetrwanie i życie niż śmierć. Okazało się jednak, że jeśli po okresie diety restryktywnej następuje dieta kalorycznie bogata, muchy… padają jak muchy. I mają potencjalnie znacznie mniej potomstwa (składają mniej jaj) niż ich krewniaczki non stop żywione tak samo.

W laboratorium to w ogóle możliwe do zaobserwowania, bo mucha będzie jadła to, co ma w pulpie w fiolce, w której przebiega całe jej życie. Naukowcy sądzą zatem, że działanie diety restrykcyjnej samo w sobie nie promuje długowieczności. On po prostu na jakiś czas uwalnia nas od tragicznych skutków opychania się.

Biolodzy ewolucyjni będą zatem musieli zmodyfikować swój pogląd na znaczenie restrykcyjnej kalorycznie diety dla długowieczności, przynajmniej w stosunku do muszki owocowej, może też generalnie owadów czy wszystkich stawonogów, a dalej się zobaczy.

Co drugi Polak ma nadwagę lub jest otyły

Co drugi Polak ma nadwagę lub jest otyły, jednak tylko 39 proc. naszych rodaków dostrzega ten problem i jedynie co trzeci jest aktywny fizycznie –...

zobacz więcej

W tym samym czasie w innym zakątku USA, a dokładnie w Center for Regenerative Science and Medicine p Południowozachodnim Centrum Medycznym Uniwersytetu Stanu Teksas w Dallas, uczeni pod kierunkiem Heshama A. Sadeka ustalili, że jeśli komórki mięśnia sercowego odżywiać tak, jak są one karmione w łonie matki – czyli glukozą – to zachowują one bezcenną zdolność do regeneracji po rozległych uszkodzeniach. Gdyby sprawić, że po zawale mięsień sercowy w swoich maleńkich elektrowniach, zwanych mitochondriami, spala brykiety cukrowe, a nie tłuszczowe, to zamiast blizny będzie regeneracja i odtworzenie tkanki. Będzie serce – jak nowe.

Oczywiście pozostaje kwestia, jak można to próbować uzyskać, np. farmakologicznie. Tę regeneracyjną zdolność traci już bowiem mięsień sercowy kilkudniowego oseska. Którego serduszko zaczyna „się odżywiać” tłuszczami z mleka matki, a nie glukozą przemieszczającą się przez łożysko. Mitochondria mięśnia sercowego karmione tłuszczami produkują więcej wolnych rodników tlenowych, te zaś niszczą DNA, co uniemożliwia późniejszą regenerację. Więcej szczegółów na ten temat można znaleźć w najnowszym numerze „Nature Metabolism”.

I tak okazuje się, że to, co jemy i ile jako organizm wpływa na nas różnorodnie w zależności od naszego gatunku. I to jest głęboki ewolucyjny mechanizm. A w dodatku, aby dać sobie radę w życiu, rozmaite nasze komórki powinny – jakimś cudem – jeść różne rzeczy.

To są te momenty, kiedy widać niczym na talerzu, że wiedza zgromadzona przez naukowców jest jeszcze bardzo fragmentaryczna. Że daleko nam nadal od pełnego, zrozumiałego i dającego się przewidywać obrazu w kwestiach tak elementarnych jak co, ile i dlaczego jeść. Aczkolwiek umiar we wszystkim jest niezłą stałą i niezmienną zasadą dobrą dla ludzkiego życia.

źródło:
Zobacz więcej