Wybory 2020

PKW: Andrzej Duda: 43,50, Rafał Trzaskowski: 30,46

Bezradny, pobity Wilder. Tyson Fury mistrzem świata!

Tyson Fury nie dał Wilderowi żadnych szans (fot. Getty Images)

Tyson Fury (30-0-1) przejął pas mistrza świata federacji WBC. Brytyjczyk w efektownym stylu rozprawił się z Deontayem Wilderem (42-1-1), wygrywając z wakującym mistrzem przez techniczny nokaut w 7. rundzie. To pierwsza porażka Amerykanina na zawodowym ringu. Fury pozostaje niepokonany.

Wilder walczył dla córki. Teraz chce miłości rodaków

Miał 19 lat, gdy musiał rzucić szkołę i wziąć życie w swoje ręce. Przyrządzał homary w restauracji "Red Lobster" i naleśniki dla jednej z...

zobacz więcej

Do pierwszego starcia dwóch mistrzów doszło w grudniu 2018 roku. Wilder był wówczas na szczycie: nokautował rywala za rywalem, miał nieskazitelny bilans (40-0-0), a kibice i eksperci uznawali go za wyraźnego faworyta starcia z Brytyjczykiem. Brytyjczykiem, który po pokonaniu Władimira Kliczki (2015 rok) świętował nieco zbyt intensywnie, popadł w alkoholizm, miał problemy z narkotykami, cudem wyleczył się z depresji. Choć też niepokonany (27-0-0), po trzech latach bez poważnego boksu traktowany był z lekkim przymrużeniem oka.

A jednak. Pięściarze zafundowali prawdziwe widowisko w ringu, a pojedynek – po dwunastu ekscytujących rundach - zakończył się remisem. Już wtedy było jasne, że ta rywalizacja musi mieć ciąg dalszy. W Fury'ego też nikt już nie wątpił...

Większe pieniądze, większe zainteresowanie mediów, wypełniona po brzegi hala MGM Grand w Las Vegas – anturaż rewanżu godny był starcia, które zapowiadano jako "walkę roku". Już wejśćie do ringu było wyjątkowe. Fury, którego nazywa się "Królem Cyganów", przyozdobiony koroną, w eleganckich szatach, między liny został... wniesiony na lektyce, podśpiewując pod nosem utwór "Crazy" autorstwa Patsy Cline.

To, co działo się później, również było nieco "crazy".

Walka od samego początku przebiegała pod dyktando Brytyjczyka (fot. Getty)

Umarł król, niech żyje...

Takiego przebiegu rewanżowego starcia nie spodziewał się chyba nikt. Znacznie cięższy, wolniejszy Fury, ruszył na rywala wraz z pierwszym gongiem. Szybko przejął inicjatywę i... ani na moment nie zamierzał jej oddać.

Po dwóch rundach "rozpoznawczych", w trzeciej trafił Amerykanina w okolice błędnika. Takie ciosy kładły na deski największych, padł też Wilder. Liczony przez sędziego, z zakrwawionym uchem, zdołał jednak wrócić do gry. Słaniając się na nogach, ze strachem w oczach, desperacko bronił się przed nokautem. Wytrzymywał kolejne rundy, choć bił się już nie tyle z rywalem, co własnymi słabościami. Bez gardy, bez świadomości tego, co dzieje się wokół niego.

W siódmej rundzie sędzia wreszcie powiedział "dość". Po kilku prostych wyprowadzonych na twarz ustawionego w narożniku Wildera, walkę przerwano. Wilder, nieco otumaniony, kręcił niepocieszony głową, ale trudno wyobrazić sobie, by ta noc w Las Vegas mogła skończyć się dla niego dobrze. Długo po ostatnim gongu, trenerzy wciąż zbierali krew z jego ucha...

To pierwsza porażka Amerykanina w zawodowym ringu. Fury, który w 2015 roku pokonał Władimira Kliczkę i znalazł się na pięściarskim szczycie, znów na niego wrócił. Wyzwań nie brakuje: do pokonania został jeszcze m.in. Anthony Joshua. Najpierw jednak, najprawdopodobniej, trzecia odsłona rywalizacji z Wilderem.

źródło:
Zobacz więcej