Raport

Epidemia koronawirusa

Talibowie zapewnią „pokój i demokrację”

Talibowie zapewnią „pokój i demokrację” (fot. Mohammad Sharif Shayeq/NurPhoto via Getty Images)

Piątkowy „New York Times” udostępnił swoje łamy wiceszefowi talibów Siradżuddinowi Hakkaniemu, który roztoczył w swoim artykule piękną wizję politycznego ładu w Afganistanie po ewentualnym wycofaniu się USA. Ma to nastąpić w wyniku układu, którego zawarcie jest obecnie na wyciągnięcie ręki.

Chaos w Afganistanie. Premier podważa wynik wyborów prezydenckich

Premier Afganistanu Abdullah Abdullah, oficjalnie pokonany we wrześniowych wyborach prezydenckich, zakwestionował wyniki podane we wtorek przez...

zobacz więcej

Talibowie w Nowym Jorku

Opublikowanie artykułu (tzw. op-ed) Hakkaniego przez NYT nie jest czymś nadzwyczajnym w tym sensie, że wielkie amerykańskie dzienniki od czasu do czasu publikują takie teksty autorstwa kontrowersyjnych przywódców państw, dyktatorów czy też liderów organizacji zbrojnych. Niemniej w tym wypadku chodzi o członka kierownictwa organizacji, z którą USA wciąż prowadzą wojnę i która w 2001 r. została oskarżona o wspieranie zamachowców odpowiedzialnych za zamach na World Trade Center. A miał on przecież miejsce właśnie w Nowym Jorku. Dla wielu Amerykanów, zwłaszcza nowojorczyków, musi to być zatem szok.

Równie szokująca jest jednak treść owego artykułu, który ma wyraźnie ocieplić wizerunek talibów przed ostatecznymi negocjacjami układu pokojowego między USA a tą organizacją. Nie ma więc w nim żadnych gróźb, obraźliwych epitetów czy odwoływania się do Allaha. Jest gałązka oliwna, wyciągnięta dłoń i piękna wizja politycznej przyszłości Afganistanu, w którym po wycofaniu się Amerykanów znajdzie się miejsce dla wszystkich Afgańczyków.

Islam zagwarantuje prawa kobiet

Hakkani wyraża na przykład przekonanie, że po „wyzwoleniu spod obcej dominacji i wpływów” zostanie wspólnie wypracowany taki system polityczny oparty na islamie, który zagwarantuje wszystkim Afgańczykom równe prawa, a kobiety będą się cieszyły prawami zagwarantowanymi im przez islam, w tym prawem do edukacji oraz pracy. Ponadto lider talibów zapewnia. że system ten oparty będzie na konsensusie, a „głos każdego Afgańczyka będzie odzwierciedlony i żaden Afgańczyk nie będzie się czuł wykluczony”. Piękna, demokratyczna wizja, choć akurat ani słowo „demokracja” ani „wybory” w tekście Hakkaniego się nie pojawiają.

20 zabitych, ponad 90 rannych po ataku talibów w Afganistanie

– Co najmniej 20 osób zginęło, a 95 zostało rannych w czwartek na skutek wybuchu samochodu pułapki w mieście Kalat na południowym wschodzie...

zobacz więcej

Słowa te, przynajmniej na pierwszy rzut oka, radykalnie kontrastują z afgańską rzeczywistością sprzed obalenia rządów talibów w 2001 r. Nie było wówczas miejsca na jakikolwiek pluralizm polityczny, a kobiety zostały poddane surowym nakazom i zakazom. Być może talibowie stali się bardziej elastyczni, być może jednak słowa te stanowią tylko pustą obietnicę, która ma jedynie utorować drogę do wycofania się wojsk USA, a następnie przejęcia władzy przez talibów i dokręcenia śruby. Klucz do zrozumienia tego, co pisze Hakkani o prawach kobiet, w tym do edukacji i zatrudnienia, może też tkwić w towarzyszącym im słowie „islam”. Faktem jest bowiem, że przed 2001 r. kobiety też pracowały w Afganistanie. Wprawdzie dotyczyło to tylko służby zdrowia (kobietę może badać tylko kobieta) i dotyczyło bardzo małego odsetka kobiet, ale nie można powiedzieć, że żadna kobieta za talibów nie mogła pracować.

Demokracja nie jest najważniejsza

Zresztą system polityczny nie jest z cała pewnością głównym problemem w rozmowach USA – talibowie. Warto pamiętać, że po tym, jak w 1996 r. talibowie przejęli władzę w Afganistanie, ówczesna administracja Billa Clintona była bliska uznania ich i nawiązania stosunków dyplomatycznych. Ostatecznie tak się nie stało, ale obecne władze USA znacznie sceptyczniej podchodzą do kwestii eksportu demokracji i uzależniania współpracy od stopnia przestrzegania praw człowieka. Również powodem inwazji na Afganistan nie był jego ówczesny ustrój, ale oskarżenia o udzielanie schronienia Osamie Bin Ladenowi, który jako lider Al-Kaidy ponosił odpowiedzialność za największy zamach terrorystyczny na amerykańskiej ziemi.

W tym zakresie Hakkani deklaruje, że talibowie są świadomi obaw, iż Afganistan „będzie używany przez niszczycielskie siły w celu stwarzania zagrożeń dla regionalnego i światowego bezpieczeństwa”, ale dodaje, że są one „na wyrost”, a „doniesienia o zagranicznych grupach w Afganistanie są motywowanymi politycznie wyolbrzymieniami formułowanymi przez podżegaczy wojennych znajdujących się po wszystkich stronach wojny”. Hakkani dodaje, że talibowie podejmą wszelkie kroki, by Afganistan był „bastionem stabilności i by nikt nie czuł się zagrożony z naszej ziemi”. Ponadto oczywiście lider talibów stwierdza, że przyszły Afganistan będzie chciał utrzymywać „przyjacielskie stosunki ze wszystkimi krajami i być odpowiedzialnym członkiem społeczności międzynarodowej”.

Afganistan: Dwóch amerykańskich żołnierzy zginęło w ataku w prowincji Nangarhar

Jak poinformowało w sobotę wieczorem dowódctwo US Army, dwóch amerykańskich żołnierzy zostało zabitych, a sześciu innych odniosło ranny, gdy...

zobacz więcej

Wojna bez końca

Wystarczy zatem, że talibowie uspokoją amerykańską opinię publiczną dobrym PR-em, który również dla władz USA otworzy drogę do zawarcia porozumienia bez narażania się na wewnętrzną krytykę. A jak będzie za rok czy za dwa, to już mniejsza z tym. Zwłaszcza, że trudno dostrzec alternatywę dla porozumienia z talibami. Amerykańska obecność w Afganistanie trwa już ponad 18 lat, kosztowała miliardy dolarów, spowodowała śmierć ok. 150-200 tys. osób, w tym ok. 40 tys. cywilów i 2,5 tys. żołnierzy USA. Poległo też tam 45 polskich żołnierzy i pracowników wojska.

Tymczasem efekty nie są imponujące. Afganistan i tak trudno nazwać krajem demokratycznym, a większość społeczeństwa jest mocno przywiązana do surowych praw szariatu. To właśnie ma decydujące znaczenie dla siły talibów i braku perspektywy ich unicestwienia. Ponadto elity polityczne Afganistanu są skłócone i skorumpowane, do czego zresztą przyczynili się sami Amerykanie. CIA przekazywało nielegalnie miliony dolarów pierwszemu po obaleniu talibów prezydentowi tego kraju Hamidowi Karzajowi. Tyle że ten w tym samym czasie otrzymywał też fundusze od Irańczyków i dziś ostro krytykuje USA, a chwali Iran. Nie jest zresztą jedyny. Po zabiciu przez USA irańskiego generała Sulejmaniego afgańscy politycy prześcigali się w deklarowaniu solidarności z Iranem.

Ten trzeci - Iran


Ta postawa była częściowo podyktowana obawą przed uczynieniem z Afganistanu teatru konfrontacji amerykańsko-irańskiej, co doprowadziłoby do całkowitego zniszczenia tego kraju. Miliony Afgańczyków uciekło też do Iranu przed wojną w swoim kraju, a Iran dokonuje od 2001 wielu inwestycji u swojego wschodniego sąsiada. Przede wszystkim jednak wielu polityków afgańskich już dziś kalkuluje sobie, że USA odejdą, a Iran zostanie tam, gdzie jest. Istnieją zatem przypuszczenia, że Karzaj ma nadzieję, że Iran zapewni mu władzę w Kabulu w postamerykańskiej rzeczywistości. Zwłaszcza, że Iran prowadzi własne negocjacje z talibami.

Te rozmowy irańsko-talibańskie wciąż mogą zresztą storpedować ostateczny układ między USA a talibami, choć po zawarciu wstępnego porozumienia w Dosze ta groźba nieco zmalała. USA mogą się bowiem obawiać (i nie są te obawy nieuzasadnione), że wpływy Iranu w Afganistanie radykalnie wzrosną po wycofaniu się Amerykanów. Wprawdzie Iran miał fatalne relacje z Afganistanem za poprzednich rządów talibów (1996-2001), co m.in. wynika, z różnic religijnych (Irańczycy są szyitami, a talibowie mordowali szyickich Hazarów uznając ich za heretyków), ale wiele się od tego czasu zmieniło. Rosja, uznawana niegdyś za wroga numer jeden, również poprawiła swój wizerunek w powszechnym odbiorze Afgańczyków, a ci, którzy nie chcą islamskiego fundamentalizmu, idealizują rządy ostatniego komunistycznego przywódcy tego kraju – Nadżibullaha.

Ta wizyta nie była planowana: Donald Trump w Afganistanie

Prezydent USA Donald Trump złożył z okazji Święta Dziękczynienia niespodziewaną wizytę w Afganistanie. Spotkał się z prezydentem tego kraju...

zobacz więcej

Wycofać, nie wycofać

Dlatego amerykański prezydent Donald Trump chce w tym roku wycofać tylko 5 tys. spośród stacjonujących tam obecnie 12,5 tys. żołnierzy amerykańskich. Reszta miałaby być wycofywana stopniowo, przy czym pewna ograniczona liczba pozostałaby tam bezterminowo. Byłby to ogromny sukces Trumpa przed amerykańskimi wyborami, gdyż z jednej strony ogłosiłby on koniec 19-letniej wojny i realizację swojej obietnicy ograniczania obecności amerykańskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej (podczas gdy obecnie ta liczba jest większa niż gdy Trump obejmował urząd), a z drugiej strony utrzymałby możliwość blokowania Iranu. Tyle że na takie rozwiązanie nie godzą się talibowie. Hakkani podkreślił to również w swoim artykule stwierdzając, ze tylko pełne wycofanie się USA pozwoli na zawarcie ostatecznego porozumienia.

Ta kwestia będzie głównym przedmiotem dalszych negocjacji. Póki co, w piątek o północy ma się rozpocząć próbny, siedmiodniowy rozejm. Problemem może bowiem być również to, czy kierownictwo talibów jest w stanie zapanować nad swoimi szeregami. Wojna to bowiem nie tylko walka, ale również okazja do bogacenia się choćby na handlu narkotykami, a Afganistan to przecież królestwo opium. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że test zakończy się wynikiem pozytywnym i rzeczywiście talibowie zawrą porozumienie z USA.

Blisko trzydziestu aktywistów uprowadzonych. Jeździli po kraju i apelowali o pokój

27 aktywistów działających na rzecz pokoju porwali talibscy rebelianci w prowincji Farah na zachodzie Afganistanu – poinformowały w środę lokalne...

zobacz więcej

Przyszłość Afganistanu

W dalszym etapie talibowie mają rozpocząć negocjacje z władzami Afganistanu, których prowadzenia dotychczas odmawiali uznając rząd w Kabulu za marionetkowy. Tymczasem kilka dni temu, po niemal półrocznej zwłoce, ogłoszono w końcu wyniki wyborów prezydenckich, które odbyły się we wrześniu 2019 r. I podobnie jak w 2014 r. zwycięzcą ogłoszono Aszrafa Ghaniego, a jego główny kontrkandydat Abdullah Abdullah z Koalicji Północnej wyników tych nie uznał. Abdullah Abdullah, Aszraf Ghani oraz Hamid Karzaj mają też różne wizje negocjacji z talibami.

Władze Afganistanu chciałyby, żeby porozumienie z talibami polegało na tym, że przekształcą się oni w partię polityczną i będą brać udział w wyborach, ewentualnie na jakiś czas zostanie im zagwarantowany pewien współudział w rządach, które jednak pozostaną w rękach dotychczasowych władz. Tyle że jest to wykluczone, bo to talibowie będą występować z pozycji silniejszego. Abdullah Abdullah i Hamid Karzaj chcą natomiast dogadać się z talibami za plecami Ghaniego, zmarginalizować go i podzielić się z talibami kontrolą nad Kabulem i prowincjami, doprowadzając do mocnej decentralizacji państwa. Sami talibowie nie ujawniają póki co, na jakich podstawach zamierzają budować nowy system polityczny Afganistanu i nie ma o tym słowa w artykule Hakkaniego. Prawdopodobnie będą jednak chcieli, by ich siły jak najszybciej został wcielone do rachitycznego, ale dobrze wyposażonego przez USA wojska afgańskiego, co pozwoli im przejąć nad nim kontrolę. Może być zatem podobnie jak w Wietnamie, gdzie po wycofaniu się USA proamerykańskie władze Południa zostały zmiecione przez armię komunistycznej Północy.

źródło:
Zobacz więcej