RAPORT

Kampania 2020

Zmień pracę i zjedz pączka

Sprzedaż pączków w Pracowni Cukierniczej „Zagoździński” przy ul. Górczewskiej w Warszawie (fot. PAP/Mateusz Marek)

Styl byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego jeszcze do niedawna wydawał się jedyny w swoim rodzaju i absolutnie nie do podrobienia – pisze Krzysztof Karnkowski.

Rzecznik sztabu Kidawy-Błońskiej o możliwej likwidacji szpitala. Fogiel: Fake news

Wpis rzecznika sztabu kandydatki PO na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej to fake news – powiedział zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel....

zobacz więcej

„Co do zarobków… To prawda, rzeczywiście w Polsce nasze zarobki w stosunku do pracy, jaką Polacy wykonują, nie są najwyższe. To prawda. Dlatego trzeba promować ludzi, którzy pracują, którzy chcą pracować, żeby wiedzieli, że kiedy pracują, będzie ich życie wyglądało lepiej”.

Gdyby zapytać się przypadkowego, ale cokolwiek zorientowanego w polityce użytkownika internetu, czyja to wypowiedź, bez wahania zapewne powiedziałby, że prezydenta Bronisława Komorowskiego. Nic dziwnego, przypomina bowiem pamiętną radę: „niech zmieni pracę i weźmie kredyt”, udzieloną w kampanii w 2015 roku siostrze młodego chłopaka pytającego Komorowskiego, jak przeżyć i pracować w Polsce. I, proszę Państwa, pudło.

Małgorzata Kidawa-Błońska, bo to ona jest autorką przywołanych wyżej słów, jak nikt inny potrafi wczuć się w sposób myślenia ostatniego i jedynego prezydenta z Platformy Obywatelskiej, który okazuje się być jej wzorcem zachowania i mówienia. Pisanie o wpadkach pani marszałek niedługo przestanie być czymś przyjemnym nawet dla najbardziej złośliwych komentatorów. Z jednej strony – co za dużo, to niezdrowo, z drugiej – może przecież okazać się, że pisano o przyszłej prezydent Polski, a wtedy to naprawdę przestaje być zabawne.

Póki jednak trwa kampania, odnotujmy jeszcze kilka sytuacji. Oto PiS zalicza największy od lat, może nawet od początku swoich rządów, kryzys medialny. Nie pierwszy raz potknięcie dotyczy sfery, w której własny elektorat przejawia pewną wrażliwość, jednak poprzednie przypadki (loty marszałka Kuchcińskiego, wcześniej premie dla ministrów Beaty Szydło) zostały szybko i skutecznie zneutralizowane.

Andrzej Duda znów wyruszył w Polskę

Prezydent rozpoczął w czwartek w południe objazd po kraju na pokładzie DudaBusa. Na początek odwiedził Łowicz.

zobacz więcej

W kwestii pieniędzy na media publiczne już tak dobrze nie poszło, bowiem partia rządząca przespała najlepszy moment na wyjaśnienie, o co chodzi, o jakich pieniądzach naprawdę rozmawiamy i czemu narracja opozycji, choć atrakcyjna, jest całkowicie fałszywa. Po kilku dniach wszystko wróciło do normy, argumentacja przebiła się przynajmniej do własnego elektoratu, a nawet memogenną, więc wizerunkowo groźną sytuację wokół posłanki Lichockiej opozycja całkowicie przegrzała.

Wciąż jednak jest to sytuacja, na której, w oczach wyborców mniej przyjaznych PiS lub nie lubiących całej klasy politycznej, lecz bardziej tych, którzy akurat są przy władzy, opozycja może sporo wygrać. Nieważne, że nieuczciwie, tu liczy się wyłącznie skuteczność. Służba zdrowia jeszcze długo pozostanie jednym ze słabiej funkcjonujących segmentów państwa, więc najłatwiej jest osiągnąć cele kampanijne krytykując tę dziedzinę.

W takiej właśnie sytuacji Małgorzata Kidawa-Błońska organizuje konferencję prasową przed wrocławską kliniką Przylądek Nadziei. Sztabowcy stawiają obok kandydatki profesor Alicję Chybicką. Chybicka to, za Wikipedią, „polska lekarka, profesor nauk medycznych, profesor zwyczajny na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu. Była prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, senator VIII i X kadencji, posłanka na Sejm VIII kadencji.” Można by się spodziewać, że będzie mowa o służbie zdrowia, a marszałek Kidawę-Błońską partyjna koleżanka, lecz przecież również praktyk i teoretyk, wspomoże swoją fachową wiedzą i doświadczeniem. Krytyka władzy, własne propozycje i wsparcie ze strony autorytetu w poruszanej kwestii wydają się być kampanijnym samograjem.

Minister zdrowia w rządzie PO-PSL: Bardzo dziękuję premierowi Morawieckiemu

Bardzo dziękuje premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, że był na tyle odważny, że nie zlikwidował Narodowego Funduszu Zdrowia – mówił w TVN24 jeden z...

zobacz więcej

Tymczasem konferencja prasowa nie trwa nawet dwóch minut. Profesor Chybicka nie odzywa się ani słowem, jest jedynie tłem dla Kidawy-Błońskiej, która w ogóle nie mówi o służbie zdrowia. Częstuje zamiast tego słuchaczy monologiem, z którego dowiadujemy się, że zna ją wiele osób i te osoby wiedzą, że wcale nie jest taka, jak opisuje ją Adam Bielan, od dziś szef sztabu Andrzeja Dudy.

Kilka dni temu na innym spotkaniu, które przejdzie do historii, kandydatka Platformy zapytana o własne osiągnięcia w polityce odpowiedziała potencjalnemu wyborcy, żeby zamiast niej opowiedział o własnych osiągnięciach, o czym chętnie posłucha wraz z resztą publiczności. Tym razem, gdy trzeba mówić o konkretach, robi odwrotnie, ucieka w opowieść o sobie, chaotyczną i mało zrozumiałą.

Skoro Małgorzata Kidawa-Błońska marnuje tak znakomite okazje, może warto spojrzeć, co słychać u jej konkurencji? Niewiele na razie u Władysława Kosiniaka-Kamysza, choć na pocieszenie oglądać możemy fascynujący przebieg procesu mimikry u Pawła Kukiza. Ponieważ to jednak tekst kampanijny, zostawmy byłego „kandydata sprzeciwu” na inną okazję i popatrzmy, co dzieje się u człowieka, w którym niektórzy zobaczyli jego następcę w dziele przyciągania do wyborów osób zniechęconych klasa polityczną, czyli u Szymona Hołowni.

Hołownia uzyskał w ostatnich dniach poparcie najbardziej znanego chyba w Polsce internetowego rekolekcjonisty, o. Szustaka, które jednak nie spodobało się samym widzom. Poza tym ciekawym wątkiem, zwłaszcza w kontekście zaskakująco laicyzacyjnych planów kandydata uważanego przecież za chrześcijańskiego, mogliśmy być świadkami jego podróży tramwajem. Komunikacja miejska w czasie kampanii wyborczej staje się czymś w rodzaju wnyków na polityków. Nagle znajdują się uwięzieni i przerażeni, w najlepszym razie zagubieni, w obcym dla siebie miejscu. Stoją bezradnie, zachowują się nienaturalnie, a myśliwi urządzają sobie safari za pomocą aparatów i kamer. Tyle że sami tych myśliwych zapraszają i nie widzą, jako jedyni, że wpadają we własne sidła. Hołownia w poznańskim tramwaju nie był wyjątkiem.

Jego mina stała się kolejnym memem, a on sam mógłby stać się głównym bohaterem nowego teledysku do starej piosenki Lady Pank „Fabryka małp”, której narrator opowiada o swoim przerażeniu codziennością betonowej dżungli, pełnej „dzikich stworzeń, zajadłych tak, że nawet Bóg im nie pomoże”. Szczęśliwie w kampanii jest też miejsce na miłość. Na jednej z facebookowych stron zwolenników „Szymka”, jak mówią o swoim kandydacie, znaleźć można poruszającą opowieść pary, która w walentynki spędza romantyczny wieczór poprzedzony wspólnym zbieraniem podpisów. Miła kolacja dla dwojga staje się imprezą dla trójki uczestników, okazuje się bowiem, że Hołownia cały czas obecny jest jako główny temat rozmowy zakochanych. Administratorzy grupy proszą o przesyłanie podobnych historii i tak oto powstaje na naszych oczach nowy gatunek literacki. Szkoda, że zamiast prawdziwej nowej jakości w polityce.

Były premier SLD: Wałęsę do stoczni przywieziono. Portal tvp.info ujawnia rozmowę Kulczyk-Miller

Film Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” miał powstać po to, żeby wzmocnić pozycję Lecha Wałęsy i uwiarygodnić go w atakach na Jarosława...

zobacz więcej

Na czas kampanii przypadły nie tylko walentynki, lecz również tłusty czwartek. Pączki w Warszawie rozdawał Krzysztof Bosak, a w kampanijnym DudaBusie sam prezydent Andrzej Duda. I przy tej ostatniej okazji wyszło na jaw, że niektórym pączki w nadmiarze szkodzą, nawet jeśli zobaczyli je tylko na zdjęciu. Bardzo dużo hejtu spłynęło tym razem nie na samego prezydenta, a na Bogu ducha winnego redaktora Michała Kolankę, którego zbrodnią okazało się, że znalazł się w niewłaściwym środku lokomocji i w równie nieodpowiednim towarzystwie.

Dziennikarz, znany z częstego towarzyszenia politykom różnych frakcji w kampaniach i któremu zarzucić można co najwyżej zbytnie uleganie atmosferze każącej mu w każdym trzeciorzędnym zdarzeniu upatrywać kolejnego „gamechangera”, z powodu relacji z podróży DudaBusem spotkał się ze zmasowanym atakiem sympatyków opozycji z Hanną Lis na czele. Zarzucono mu niedopuszczalne dla dziennikarza jednoznaczne opowiedzenie się za Andrzejem Dudą i PiS-em. Sam Andrzej Duda zaliczył zaś wpadkę modową, przynajmniej według Sławomira Nitrasa, który zauważył, że prezydent w sklepie spożywczym robił zakupy w lakierkach i garniturze.

Chociaż mało kto poza posłem ze Szczecina widzi w tym coś niestosownego, z dziennikarskiej uczciwości trzeba ten fakt odnotować. Pamiętajmy więc o tym, że jeśli zdarzy nam się iść po kanapkę czy napój w trakcie pracy wymagającej od nas bardziej eleganckiego ubrania, powinniśmy mieć przy sobie również strój roboczy lub sportowy – na wypadek spotkania posła Nitrasa.

źródło:
Zobacz więcej