Raport

#FabrykahejtuPO

Grodzki wytoczył proces Popieli. Jako pierwsza informowała o łapówkach

Prof. Agnieszka Popiela poinformowała, że Tomasz Grodzki wytoczył jej proces. To ona jako pierwsza po wyborze Grodzkiego na marszałka Senatu poinformowała o łapówkach, które przyjmował od pacjentów, gdy pracował jako lekarz.

Postępowanie dyscyplinarne wobec profesor Popieli umorzone

Rzecznik Dyscyplinarny Uniwersytetu Szczecińskiego umorzył postępowanie, prowadzone wobec prof. Agnieszki Popieli. Wszczęto je po tweecie profesor...

zobacz więcej

Marszałek Grodzki wcześniej zapowiadał, że będzie wytaczał w tej sprawie procesy.

Prof. Popiela jako pierwsza oskarżyła marszałka Senatu o to, że rodziny pacjentów szczecińskiego szpitala, w którym pracował, „pod presją psychiczną” wpłacali na działającą przy placówce fundację.

„Jak moja mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę” – pisała w listopadzie w mediach społecznościowych. Po tym wpisie na Uniwersytecie Szczecińskim, którego Popiela jest pracowniczką, wszczęto przeciw niej postępowanie dyscyplinarne. Umorzono je kilka tygodni później.

W styczniu w Radiu Szczecin prof. Popiela powiedziała, że w latach 90. w szpitalu w Zdunowie wszystko było „dobrze zorganizowane i pacjenci o tym wiedzieli”; każdy z pacjentów przed operacją szedł do pokoju lekarskiego, tam się dowiadywał, ile ma zapłacić.

Popiela opowiedziała też, jak spotkała się z ówczesnym ordynatorem Grodzkim. Chodzi o wydarzenia z czerwca 1998 r., kiedy jej matka była pacjentką tego szpitala. Jak mówi, Grodzki potwierdził, „że ze względu na wysokie standardy leczenia i kształcenie się lekarzy przyszpitalna fundacja potrzebuje wsparcia finansowego”.

Popiela powiedziała, że wpłata nie była warunkiem wykonania operacji, „ale czuła presję, by jej dokonać”. – Podczas rozmowy padła konkretna kwota – opowiada.

– Wyciągnęłam 500 dolarów z portfela, to nie była żadna koperta, odliczyłam po setce, prosiłam, żeby przeliczył. Pan ordynator wziął te pieniądze, nie umiem sobie przypomnieć teraz, gdzie je schował, czy to była szuflada... ale pamiętam, że podszedł do biurka, wyciągnął zeszyt formatu A4, zapisał w nim coś. Zrozumiałam to w ten sposób, że zapisał moją wpłatę na tę fundację. Ale nie dostałam żadnego pokwitowania – dodała.

źródło:
Zobacz więcej