RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Gwiazda Polski”. Zapomniana narodowa historia kosmiczna #PolskaToWiecej

„Gwiazda Polski” – tak nazwano polski balon, który w 1938 roku miał pobić rekord wysokości lotu i jako pierwszy na świecie znaleźć się w warstwach sięgających stratosfery. W tamtych czasach było to wydarzenie na miarę pierwszych lotów w Kosmos. Naukowcy i lotnicy wychowani na romantycznych ideałach (sięgaj tam, gdzie wzrok nie sięga...) chcieli je wcielić w życie. O tym, czy osiągnęli swój wymarzony cel opowiedział nam Zbigniew Kowalewski – pisarz, reżyser, technik budowy silników lotniczych, jeden z ostatnich propagatorów zapomnianej historii narodowego „kosmicznego ruszenia”.

Polskie złoto, czyli pewna inwestycja na lata #PolskaToWiecej

Zakup złota nie musi wiązać się z ogromnymi wydatkami. Małe, kilkugramowe sztabki można kupić już od 250 złotych. Co ciekawe transakcji można...

zobacz więcej

Portal TVP.Info: Polacy od zawsze sięgali gwiazd; chcieli sięgnąć Kosmosu?

Zbigniew Kowalewski: Rzeczpospolita Polska powstała na nowo, naród był dumny ze swojej odrodzonej Ojczyzny i pragnął pokazać ją całemu światu. Startowi „Gwiazdy Polski” kibicował cały kraj, a może i cały świat.

Cofnijmy się w czasie.

W 1918 roku odzyskaliśmy wolność, w 1938 roku zbliżała się 20. rocznica wywalczonej niepodległości. W dalszym ciągu Polskę określano jednak pogardliwym mianem bękarta Traktatu Wersalskiego. Aby dać światu znać, że jest takie państwo – Rzeczpospolita Polska, postanowiono wysłać najwyżej, jak tylko się dało balon – aż do granic sięgających granic stratosfery, na wysokość 30 km! To byłby rekord świata, o którym by mówiono na całym świecie. Cały świat dowiedziałby się wreszcie, że jest takie państwo Polska, i nikt nie mógłby tego zignorować. Był to genialny pomysł na promocję naszej Ojczyzny. Temu przedsięwzięciu patronowała początkowo Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Niestety, nie znaleziono, a może nie chciano znaleźć w budżecie państwa pieniędzy na ten cel, a była to dość pokaźna suma.

Kto wziął sprawy w swoje ręce?

Oczywiście polskie społeczeństwo spontanicznie zebrało tę brakującą sumę. Było to mniej więcej tyle, ile kosztował nowoczesny bombowiec Łoś, ok 450 tys. złotych. Pozyskano prawie pół miliona złotych z wydatną pomocą Polonii amerykańskiej. Zaangażowano w ten ambitny projekt wszystkie siły i środki... zarówno intelektualne, jak i oczywiście materialne. Warto przypomnieć, że wtedy w Polsce panowała straszna nędza. Zrujnowana Polska po okresie zaborów i I wojnie światowej dopiero powoli dźwigała się z gruzów. I właśnie w tym momencie zdobyliśmy się na tak niebywały wysiłek. Zbudowano ogromny balon stratosferyczny, którego rozmiarów nikt do tej pory jeszcze nie widział. Powłoka polskiego olbrzyma była największa na świecie. Dla porównania, jego cieniutka powierzchnia zajmuje obszar 30 Stadionów Narodowych. Wysokość stratostatu jest porównywalna z wielkością warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki, oczywiście bez dodatkowych masztów i iglicy.

Berek Joselewicz stał się symbolem zaangażowania Żydów w walce o niepodległość Polski #PolskaToWiecej

Twórcy spektaklu "Berek" postanowili pokazać panoramę zbrojnej walki Żydów o wolność Polski na przestrzeni wieków. Głównym bohaterem sztuki...

zobacz więcej

Jeszcze przed budową „Gwiazdy Polski” polskie doskonałe materiały do budowy spadochronów i zwykłych balonów zwabiły do kraju nawet prekursora lotów stratosferycznych Augusta Piccarda?

Tak. Przypomnijmy, że on 27 maja 1931 wraz z Paulem Kipferem, wznosząc się z Augsburga, osiągnął rekordową wysokość 15 785 metrów, dokonując w czasie lotu wielu ważnych pomiarów dotyczących atmosfery i promieniowania kosmicznego. Przyjechał kupić produkowane w Milanówku najcieńsze powłoki do budowy tamtych „statków kosmicznych”.

Powstały firmy do produkcji kosmicznej?

Można tak powiedzieć. W Milanówku pod Warszawą produkowano cienki jedwab, który potem gumowano w fabryce Oskara Schmidta w Sanoku. Reszta powstawała w słynnej legionowskiej Wytwórni Balonów i Spadochronów. Prawie wszyscy uczestnicy zawodów o Puchar Gordona Bennetta zamawiali swoje balony właśnie w podwarszawskim Legionowie.

Czyli można powiedzieć, że powstanie naszej „Gwiazdy” zawdzięczamy szwajcarskiemu fizykowi?

Po części tak. On chciał wzbić się jeszcze wyżej kolejnym balonem. Niestety, niespodziewanie dla niego, zmarł marszałek Józef Piłsudski i wszyscy zajęli się wtedy pogrzebem. Piccard wrócił do Szwajcarii, a my postanowiliśmy się sami zająć konstrukcją naszego statku. Mieliśmy już materiały, więc brakowało tylko śmiałków, którzy polecą.

Obwarzanek – żywy symbol Krakowa #PolskaToWiecej

Obwarzanek Krakowski to jeden z wielu symboli Krakowa. Ze wszystkich jest on jednak bez wątpienia najsmaczniejszy.

zobacz więcej

Znaleźli się ochotnicy?

Tak, oczywiście Polacy. Był to znany alpinista, fizyk Konstanty Jodko-Narkiewicz oraz zdobywca Pucharu Gordona Bennetta porucznik pilot Zbigniew Burzyński. Miał on przez cały czas lotu sterować tym niezwykłym aerostatem.

Konstanty Jodko-Narkiewicz miał wyskoczyć na spadochronie z wysokości 5 km, co już było wielkim wyczynem na owe czasy. Przypomnijmy, że samoloty wtedy sięgały zaledwie tej wysokości. Już wtedy na tej wysokości pilot musiał mieć kabinę ciśnieniową i aparat tlenowy. Natomiast Zbigniew Burzyński miał osiągnąć tą wysokość 30 km samodzielnie i bezpiecznie wylądować.

Prawie się udało?

Tak, to była tylko jedna próba startu „Gwiazdy Polski”. Budując ten skomplikowany i ogromny obiekt pokazaliśmy światu, że posiadamy wspaniałych naukowców i naprawdę świetnych pilotów. A pomyślmy, co by się stało, gdyby balon rzeczywiście wystartował?

Zawiniła natura?

| Meteorolodzy wybrali dobre miejsce i idealny moment do startu balonu. Była wtedy złota polska jesień. Niestety, niespodziewanie w nocy zerwał się wiatr, bawełniana powłoka „Gwiazdy Polski” szurając po ziemi wyzwoliła iskrę, która spowodowała wybuch wodoru i doszło do katastrofy. Przypomnijmy, że już następnego dnia była idealna pogoda. Świeciło słońce, wiatr ustąpił. Były idealne warunki do startu.

Jest takie miejsce, w którym trzeba przeczołgać turystę #PolskaToWiecej

– Ludzie idą w ciemnych wyrobiskach, wąskich, krętych, nie wiedzą, w którą stronę będą skręcali, czołgają się. Mało który obiekt turystyczny...

zobacz więcej

Start w Dolinie Chochołowskiej w Tatrach oglądało tysiące ludzi. Była tam cała Polska?

Mam w domu plakat z 1938 roku, który też do dzisiaj znajduje się w zakopiańskim w muzeum. Tam jest taka wiadomość: Zwiedzajcie obóz wzlotowy w Dolinie Chochołowskiej 21 km od Zakopanego; dojazd autobusami. Zniżki kolejowe, autobusowe zachęcały do przybycia, jak największej liczby osób. Wtedy wejście na Halę Chochołowską kosztowało 1 zł. Zbudowano wokół miejsca startu drewniane trybuny, to było naprawdę wielkie widowisko. Wyobraźcie sobie, państwo, że po tej złotówce weszło 100 tys. osób na Polanę Chochołowską. To była sensacja na owe czasy.

Myśli pan, że ludzie na Krupówkach pamiętają to wydarzenie. Są pamiątki, gadżety?

A skąd. Pojechałem tam kiedyś z kamerą i nikt z rozmówców nie pamiętał o tym. My Polacy w 1938 roku mieliśmy swoje przysłowiowe 5 minut, o których równie łatwo zapomniano.

Odłóżmy sentymenty na bok. Czy ten projekt to nie było porwanie się z motyką na Kosmos?

Ja się zastanawiam, czy to akurat dla załogi balonu nie było szczęście w nieszczęściu. Gdyby start rzeczywiście powiódł się, to na Ziemię zamiast dzielnego triumfatora, zdobywcy przestrzeni kosmicznej, wróciłyby wielki sopel lodu z pilotem w środku. Nikt nie wiedział wtedy, czy na wysokości 30 km w górze człowiek miałby szansę przetrwać. Dzisiaj wiadomo, że dla kosmonautów, pilotów przygotowane są specjalistyczne skafandry, ubiór za ciężkie pieniądze. Wtedy góralskie kobiety, z dobroci serca, z włóczki, z wełny, zrobiły skafandry dla naszych bohaterów, żeby im było ciepło.

Patrząc na to z perspektywy ponad stu lat po starcie, zastanawiam się, co by te kombinezony poradziły skoro tam jest co najmniej minus 40 stopni? Tak samo wymyślono amortyzator do lądowania, przyczepiony do statku gondoli z koszy wiklinowych. Optymizm załogi, entuzjazm techników, wiara naukowców w powodzenie przedsięwzięcia i bezgraniczne oddanie współpracowników równoważyły wszelkie braki i niedoskonałości projektu... To była mocna ekipa!

Zmierzyliśmy się z wyzwaniem na miarę epoki. W tym czasie odbudowy państwa polskiego, w okresie międzywojennym znajdowaliśmy się w światowej czołówce naukowych badań w tej dziedzinie, obecnych lotów kosmicznych?

Tak wówczas sądzili nasi profesorowie, którzy kształcili się na najlepszych światowych uczelniach. Uczyli się u zaborców i u sąsiadów, jednak to byli naprawdę Polacy z krwi i kości. Potencjał intelektualny na owe czasy mieliśmy olbrzymi. Teraz rozumieją państwo, że to nie było amatorskie przedsięwzięcie, czy jak pan to nazwał porywanie się z motyką na Kosmos. Inżynier Jan Szal był przez Niemców wielokrotnie namawiany do współpracy. Oni byle kogo nie werbowali. Ponieważ odmówił, zabili go.

Start „Gwiazdy Polski” skupił wokół siebie wszystkie najlepsze polskie siły. Intelektualne, organizacyjne i finansowe. Po prostu potrafiliśmy to zrobić, dokonać prawie niemożliwego.

Podziemny skarb, o którym będzie głośno #PolskaToWiecej

Pradawni górnicy z okolic Gór Świętokrzyskich drążyli podziemne korytarze, zanim jeszcze w Egipcie powstały pierwsze piramidy. Pozostawione przez...

zobacz więcej

Pana jako miłośnika tego wydarzenia zainteresowała symbolika nazwy tego statku powietrznego.

Znajdujemy się właśnie na skwerze Gwiazdy Polski na warszawskim Mokotowie. Przypomnijmy, że śp. Prezydent miasta St. Warszawy, Lech Kaczyński przypomniał o tym zrywie narodowym nie tyle sobie, ale ludziom, fundując tą pamiątkową tablicę przed którą się znajdujemy. O „Gwieździe Polski” szybko zapomniano, ponieważ coś się nie udało. Dobrze, że znalazł się wreszcie człowiek, który w tym całym wydarzeniu widział jednak sukces wstającej wtedy z kolan Polski. W przeszłości porywaliśmy się na potężnych przeciwników, ale poza klęskami w powstaniach narodowych mamy też za sobą wspaniałą katastrofę na niewyobrażalną w owym czasie miarę. Przy okazji warto przypomnieć, że ojciec braci Kaczyńskich był szybownikiem i latał na szybowcach. Tę pasję po nim na pewno w pewnej mierze odziedziczył ś.p. Lech Kaczyński, i to że był fundatorem tej tablicy, gdzie jest wyraźnie wskazane, kto uczestniczył w tym przedsięwzięciu, było nieprzypadkowe. Postawił taką kropkę nad i, dzięki czemu „Gwiazda Polski” znów w jakiś sposób zaistniała w polskim narodzie. Każdy, kto tutaj przyjdzie, dowie się, w jakiej skali to było pomyślane i w zasadzie zrealizowane.

Właśnie w tym miejscu, rokrocznie w październiku odbywają się festyny, dzięki którym ktoś, oprócz mnie, jeszcze pamięta o tym wydarzeniu. To jest magiczne miejsce, bo właśnie m.in. tutaj powstawała metalowa gondola „Gwiazdy Polski”. To był lot do granic Kosmosu, który prawie wyszedł. Dla mnie to jest święte miejsce.

Po nieudanej próbie z 1938 roku, zaplanowano następną próbę startu balonu stratosferycznego. Niestety, wybuch II wojny światowej pokrzyżował plany, a jej pomysłodawców spotkał los wojennej niemieckiej niewoli. Pułkownik pilot Julian Sielewicz, który kierował całą akcją, został zamordowany przez Sowietów w Katyniu. Cała ekipa naukowa została rozproszona i wymordowana przez Niemców. Wszystkie marzenia o podboju przestrzeni kosmicznej legły w gruzach, bo nie było komu kontynuować tak brutalnie przerwanego dzieła. Amerykanom udało się balonem osiągnąć pułap wyznaczony przez budowniczych „Gwiazdy Polski” dopiero w 1958 roku, 20 lat po nieudanym starcie w Dolinie Chochołowskiej.

Kultura, tradycja, sztuka i… wódka. Polskie dziedzictwo „narodowego trunku”. #PolskaToWiecej

Jedyne takie miejsce, gdzie polskim dziedzictwem narodowym okrzyknięto trunek. Trunek, który według znawców pierwszy raz został sporządzony właśnie...

zobacz więcej

To wspaniała historia godna filmu, nad którym pan pracuje od lat. Czy jest szansa, że kiedyś zobaczymy ją na szklanym ekranie?

No jak powiada klasyk, z którym generalnie się nie zgadzam, ale przynajmniej teraz przyznam mu rację, mężczyznę poznajemy po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. Ja ten projekt „Gwiazdy Polski” chciałem już sfilmować już w 70-lecie tego startu. Miałem to robić w zlikwidowanym już Studio Filmowym KRONIKA. Dostałem nawet stypendium PISF na dokumentację i napisanie scenariusza filmowego. To była jednak kropla w morzu potrzeb. Dwukrotnie pisałem do władz Legionowa i Zakopanego z prośbą o przynajmniej częściowe wsparcie finansowe filmu dokumentalnego. Niestety, dzisiaj zapomniano już o starym, dobrym zwyczaju odpowiadania na listy. A przecież ekranizacja tej budującej historii jest świetną promocją takich miast jak Sanok, Milanówek, Legionowo, czy Zakopane, tak ściśle związanych ze startem „Gwiazdy Polski” do stratosfery. Ale, jak powiadają, do trzech razy sztuka.

Nie tracę nadziei, że znajdzie się światły producent, który umożliwi prezentację prawie gotowego filmu dokumentalnego, przy którym pracowali moi przyjaciele z wiarą, że to naprawdę ma sens. Dzisiaj jednak nie ma nic za darmo. W skomercjalizowanej rzeczywistości polskich mediów trzeba przecież wynagrodzić ich wysiłek, wyasygnować środki na opłacenie należności za użyte materiały archiwalne i udział ekspertów wypowiadających się przed kamerą. Koszt realizacji filmu jest podobnej skali, jak projekt budowy „Gwiazdy Polski”, zresztą w tej samej walucie. To jest taka proza życia, inna zupełnie, niż ta, która towarzyszyła budowie największego balonu świata w Polsce.

Jest pan jednym z ostatnich obrońców pamięci „Gwiazdy Polski”?

Można tak powiedzieć. Z oficyną Aurora udało mi się wydać serię książek z filmami na DVD: „Polskie Skrzydła” Do tej pory pojawiła się biografia Janki Lewandowskiej „Z nieba do Nieba”, Stanisława Skalskiego „Spętany Anioł”, polskich bombowców „Requiem dla Orłów”, a „Gwiazda Polski” mogła być kolejną pozycją z tej serii. Mam nadzieję, że będzie, bo młodzi Polacy muszą pamiętać o swojej historii.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej