Raport

#FabrykahejtuPO

Masakry dzień w dzień, setki ofiar. Co się dzieje w Afryce Zachodniej?

Żołnierz nigeryjskiej armii (fot. Giles Clarke/Getty Images)

9 lutego co najmniej 30 osób zginęło w masakrze dokonanej przez Boko Haram w Nigerii, 14 lutego 22 osoby zostały zabite w Kamerunie, dzień później Dogoni wymordowali co najmniej 40 Fulanich w środkowym Mali, a 16 lutego dżihadyści zamordowali co najmniej 24 osoby w kościele w prowincji Yagha w Burkina Faso. Aktywność dżihadystów, waśnie plemienne, separatyzm i brudne operacje sił rządowych czynią z Afryki Zachodniej coraz bardziej niebezpieczny region.

Powrót Emiratów z Jemenu

Po niemal pięciu latach od rozpoczęcia wojny przeciwko wspieranym przez Iran Husim w Jemenie Zjednoczone Emiraty Arabskie zaczęły wycofywać swoje...

zobacz więcej

Terroryści zamiast turystów

Kiedyś Mali było jednym z najpopularniejszych kierunków podróży turystów, przyciągając ich zróżnicowaną przyrodą oraz licznymi zabytkami będącymi pamiątką po bogatej historii malijskiej państwowości przedkolonialnej. Również sąsiedni Niger, mimo znacznie większej niestabilności, przyciągał wielu turystów kusząc jedną z najpiękniejszych części Sahary z wulkanicznymi górami graniczącymi z oceanem piaszczystych wydm. Wciśnięta między te dwa państwa Burkina Faso miała nieco mniej do zaoferowania, ale pod dyktatorską władzą Blaise’a Compaore pozostawała krajem bezpiecznym i stabilnym.

Nieco gorzej było w znajdującej się bardziej na południowy-zachód Nigerii, gdzie w latach 1967-70 doszło do wojny domowej w związku z ogłoszeniem niepodległości przez tzw. Republikę Biafry, a następnie utrzymywała się aktywność separatystów w Delcie Nigru. Jednak pojawienie się dżihadyzmu w tym kraju zaczęło się dopiero dwie dekady temu.

W kraju tym, podobnie jak i w sąsiednim Kamerunie, trwające wciąż konflikty wewnętrzne są rezultatem arbitralnie wytyczonych granic przez kolonialistów, a nawet sztuczności samego pojęcia państwa w rozumieniu zachodnim. Plemienne konflikty, obok fanatyzmu religijnego, są zresztą również przyczyną niestabilności zachodniego Sahelu, czyli regionu obejmującego m.in. wspomniane Mali, Niger czy Burkina Faso.

Oman – spokojna wyspa w morzu chaosu

Będąc w Omanie nie zobaczy się brudnych, wygłodniałych dzieci żebrzących, sprzedających gumy do żucia czy chusteczki lub czyszczących buty...

zobacz więcej

Kolonializm na gruzach afrykańskiej państwowości

W zachodnim Sahelu, tj. na pograniczu bezkresnej Sahary oraz pokrytej gęstą dżunglą czarnej Afryki, po dekolonializacji głównym problemem były regularne bunty wojowniczych Tuaregów, berberyjskiego ludu pustynnego, niezadowolonego z włączenia ich do państw rządzonych przez czarną większość. Część Tuaregów również ma czarny kolor skóry, ale jest to wynikiem niewolnictwa popularnego wśród tego ludu. Wyższe warstwy kolorem skóry i rysami twarzy bardziej przypominają Arabów, choć również i z nimi relacje Tuaregów bywają napięte.

Niemniej przez stulecia Tuaregowie byli wasalami władców marokańskich, a od czasu do czasu cieszyli się również pełną niezależnością. W przypadku Afryki Zachodniej nie jest bowiem prawdziwy stereotyp, iż przed nadejściem europejskich kolonialistów nie było tam żadnej rozwiniętej cywilizacji. Na terenie dzisiejszego Nigru i Mali już w V w. powstało pierwsze królestwo znane pod nazwą Imperium Ghany. Później silne organizmy państwowe powstawały m.in., oprócz dzisiejszego terenu Mali i Nigru, również na obszarze Burkina Faso, północnej Nigerii, Czadu czy północnego Kamerunu.

W drugiej połowie XIX w., głównie za sprawą Francuzów (i w mniejszym stopniu Brytyjczyków), wszystkie istniejące w Afryce Zachodniej organizmy państwowe zostały siłą zlikwidowane. Najdłużej europejskiej inwazji opierał się przy tym kalifat Sokoto, stworzony na początku XIX w. w wyniku dżihadu na terenie dzisiejszej północnej Nigerii i północnego Kamerunu. Ostatecznie podbili go Brytyjczycy w 1903 r.

Repetowicz: Krwawa farsa w Syrii

Syryjska wojna domowa coraz bardziej przypomina krwawą tragifarsę, w której deklaracje poszczególnych aktorów rozmijają się z ich faktycznymi...

zobacz więcej

Arbitralność dekolonizacji

W latach 60. zaczęła się natomiast dekolonializacja, a nowe państwa zostały utworzone bez zwracania uwagi na przedkolonialne granice, różnice etniczne czy też religijne. Próby budowania w ich obrębie spójnych narodów zostały zniweczone ze względu na zimnowojenne prawidła, zgodnie z którymi antykolonialni liderzy, którzy byli zbyt lewicowi, zastępowani byli dyktatorami współpracującymi z dawnymi metropoliami.

Afryka pozostawała biedna i zacofana cywilizacyjnie, a jej liczne bogactwa naturalne służyły bardziej bogactwu koncernów i państw Zachodu a nie miejscowej ludności. Jednym z symboli tego schematu mogą być kopalnie uranu w nigryjskim Arlicie, należące do francuskiego koncernu Areva. Choć uran z Nigru stanowi podstawę francuskiego programu atomowego, to ten afrykański kraj do dziś jest jednym z najbardziej zacofanych i najbiedniejszych na świecie.

Na początku lat 90. zaczęły się jednak zmiany również w Afryce. Dyktatury upadały jedna za drugą i organizowane były demokratyczne wybory. Tak było m.in. w Mali i Nigerii, a znacznie później również w Nigrze i Burkina Faso. Wszystko to okazało się jednak mało stabilne wobec systemowych ułomności struktury państwowej w Afryce. Jednakże cios, który zdeterminował obecną totalną niestabilność, został zadany w 2011 r. W Libii.

Otwarcie puszki Pandory

Muamar Kadafi, choć miał wiele grzechów na sumieniu, odgrywał ważną rolę w stabilizacji Sahelu, wspierając finansowo wiele zachodnioafrykańskich państw. Kadafi odegrał też dużą rolę w doprowadzeniu do zakończenia tuareskich rebelii, ściągając Tuaregów do Libii.

Nowy premier Iraku i sprawa wycofania wojsk USA

Wydarzenia, które miały miejsce na początku tego roku w Iraku, doprowadziły do, przynajmniej chwilowego, zwarcia szeregów antyamerykańskiego obozu...

zobacz więcej

Gdy został on obalony w wyniku interwencji zbrojnej Wielkiej Brytanii, Francji i USA, Tuaregowie wrócili do Mali. I szybko zaczął się koszmar, który trwa do dzisiaj.

W styczniu 2012 r. Tuaregowie znów zbuntowali się w Mali i ogłosili powstanie niepodległej Republiki Azawad na północy tego kraju. Jego stolicą miało być Timbuktu. Tymczasem na południu doszło do przewrotu wojskowego dokonanego przez wyjątkowego nieudacznika, płk. Amadou Sanogo, który objąwszy władzę, nie miał pojęcia, co dalej robić.

A na północy zaczęło się dziać coraz gorzej, bo przeciwko zarówno tuareskim separatystom, jak i rządowi w Bamako wystąpili powiązani z Al Kaidą dżihadyści, którzy wyparli zwolenników Republiki Azawad z większości zajętych przez nich terenów.

Dżihadyści wprowadzali na zdobytych przez siebie terenach surowe prawo szariatu i postanowili ruszyć na południe, na stolicę Mali Bamako. To doprowadziło do podjęcia przez Francję decyzji o rozpoczęciu interwencji zbrojnej. W styczniu 2013 r. zaczęła się Operacja Serwal, w której uczestniczyły też niektóre państwa afrykańskie z Czadem na czele.

USA w pułapce w Iraku: wycofanie lub wojna

Atak tłumu Irakijczyków na ambasadę USA w Bagdadzie to konsekwencja amerykańskiego nalotu na bazy Haszed Szaabi. Formacja ta, bez względu na jej...

zobacz więcej

Powierzchowny sukces Francji

Francuska interwencja zakończyła się częściowym sukcesem tj. dżihadyści zostali wyparci z zajmowanych przez siebie terenów. Ale problemy, które doprowadziły do tej destabilizacji nie zostały rozwiązane i francuska operacja, której nazwa została zmieniona w 2014 r. na Barkhane, trwa do dziś. W Mali pojawili się też żołnierze innych krajów zachodnich w tym USA.

Problem tuareski nie został wciąż rozwiązany, a kontrola władz malijskich nad północną częścią kraju jest wątpliwa. Podpisano wprawdzie kilka porozumień z Tuaregami, ale nie zostały one do końca wprowadzone w życie. Zresztą Tuaregowie są bardzo podzieleni, na co wpływa również ich struktura kastowo-klanowa. A poza tym w północnym Mali mieszkają nie tylko Tuaregowie, ale również takie plemiona, jak Songhai i Fulani. Ci ostatni są nomadami zamieszkującymi kilkanaście krajów Sahelu i liczącymi w sumie ok. 25 mln ludzi, w tym około 3 mln w Mali.

Dżihadystyczni pasterze kontra rolnicy z Syriusza

Fulani w ostatnich kilku latach stali się jednym z głównych czynników destabilizujących Sahel. Ich bojówki prowadzą działalność zbrojną m.in. w Mali i Burkina Faso, a w tym drugim kraju opanowały część terytorium. W Mali natomiast prowadzą plemienną wojnę z Dogonami, plemieniem, które do niedawna było jedną z atrakcji turystycznych Mali.

Zamieszkujący niezwykle malownicze tereny tzw. uskoku Bandiagary Dogoni budzili zainteresowanie zwłaszcza ze względu na mit o tym, iż pochodzą z Syriusza. Mit ten jest zapewne fałszerstwem związanym z obecnością francuskich astronomów na ich terytorium w końcu XIX w.

Syryjski emirat Al-Kaidy w ogniu

Wspierana przez Rosjan armia syryjska rozpoczęła nową ofensywę w opanowanej przez dżihadystów syryjskiej prowincji Idlib. Było to nieuchronne, gdyż...

zobacz więcej

Niemniej folklor Dogonów był wystarczającym powodem dla przyjazdów turystów do tzw. Krainy Dogonów. I byli oni tam mile widziani. Tyle że teraz rolniczy Dogonowie walczą z nomadycznymi Fulani i dla turystów już tam specjalnie miejsca nie ma.

Masakra z 15 lutego nie była wyjątkowym incydentem. Dogoni oskarżają Fulanich o niszczenie ich upraw i współpracę z dżihadystami. Fulani natomiast uważają, że rząd w Bamako jest współodpowiedzialny za masakry dokonywane na ich grupie etnicznej. Tuż przed masakrą w Ogossagou, do której doszło 15 lutego, wojsko malijskie miało wycofać się z tej wioski, umożliwiając w ten sposób wkroczenie do niej uzbrojonego oddziału Dogonów.

Nie była to zresztą największa rzeź Fulanich w Mali. W tym samym Ogossagou w marcu 2019 r. wymordowano ponad 160 członków tej grupy etnicznej. Natomiast w czerwcu 2019 r. Fulani dokonali masakry 41 Dogonów w dwóch wioskach w rejonie Yoro niedaleko Mopti. To tylko najbardziej drastyczne masakry, gdyż jest ich znacznie więcej, a stacjonujące w tym rejonie siły ONZ (MINUSMA) są bezradne.

Wzrost aktywności Al Kaidy

W takich warunkach wzrosła też oczywiście aktywność dżihadystów, którzy do 2017 r. byli podzieleni na kilka ugrupowań terrorystycznych. W marcu 2017 r. zjednoczyły się one jednak w organizację o nazwie Dżamaa Nusrat ul-Islam u al-Muslimin (JNIM). Dokonała ona m.in. ataku na luksusowy ośrodek turystyczny w Bamako w czerwcu 2017 r., w wyniku którego zginęło kilkoro turystów.

Wielka gra o Trypolis

Ogłoszona 12 grudnia przez libijskiego marszałka Khalifę Haftara „decydująca bitwa” o Trypolis skłoniła rezydujący tam rząd Fajiza as-Sarradża do...

zobacz więcej

W sierpniu tego samego roku JNIM zaatakowało jeden z hoteli i restaurację w stolicy Burkina Faso Ouagadougou. Zginęło 19 osób. W marcu 2018 r. znów doszło do ataku w stolicy Burkina Faso, tym razem celem była ambasada Francji, francuski instytut i dowództwo wojskowe. Ataki te były najbardziej spektakularne, ale przemoc zarówno w Mali jak i Burkina Faso jest codziennością, a ich intensywność narasta.

Ocenia się, że tylko w styczniu w Burkina Faso w wyniku ataków różnych grup zbrojnych zginęło 201 osób. Przemoc ta rozlewa się zresztą też do sąsiedniego Nigru, w którym wszak również mieszkają i Fulani i Tuaregowie. Burkina Faso to przy tym kraj, w którym ok. 60 proc. mieszkańców to muzułmanie, ale większość elity politycznej, w tym obecny prezydent i premier, to chrześcijanie.

Chrześcijaninem był też rządzący dyktatorsko tym krajem w latach 1987-2014 Blaise Compaore, który jednak utrzymywał dobre relacje z różnymi muzułmańskimi liderami, w tym Tuaregami. Po jego obaleniu odbyły się demokratyczne wybory, ale jednocześnie wzrosła aktywność terrorystyczna.

Ostatnia masakra miała miejsce 16 lutego. Do jednego z protestanckich kościołów w prowincji Yagha w trakcie mszy wtargnęli uzbrojeni terroryści i zastrzelili 24 osoby, w tym pastora. W 2019 r. w podobnych atakach w tym kraju zginęło 1,3 tys. cywilów, a 760 tys. musiało uciekać ze swoich domów.

Syria: Kurdowie czują się zdradzeni [OPINIA]

Kilkaset tysięcy mieszkańców musiało opuścić swoje domy w wyniku tureckiej inwazji na Syrię Północno-Wschodnią. Wielu z nich prawdopodobnie nigdy...

zobacz więcej

Brudna wojna przeciw terrorystom

Fulani mieszkają zresztą również w północnej Nigerii, gdzie od dwóch dekad trwa terrorystyczna aktywność dżihadystów z Boko Haram. Organizacja ta formalnie przystąpiła do Państwa Islamskiego, choć budzi to głębokie wątpliwości, gdyż jest to w dużym stopniu plemienny projekt ludu Kanuri, sprzymierzonego zresztą z Fulanimi. Nigeryjskie siły rządowe są tymczasem oskarżane o prowadzenie brudnej wojny, w której ofiarami są nie tylko członkowie Boko Haram i bojówek Fulanich, ale również niewinni wieśniacy.

O prowadzenie brudnej wojny oskarżana jest też armia Kamerunu, państwa rządzonego od 38 lat przez Paula Biyę. W kraju tym, poza rozlewającą się nań aktywnością Boko Haram działają też separatyści dążący do stworzenia państwa o nazwie Ambazonia. Obejmuje ono tereny dawnej brytyjskiej kolonii Kamerunu Południowego, który w 1961 r. został przyłączony do Kamerunu będącego byłą kolonią francuską.

W 2017 r. Ambazonia ogłosiła niepodległość i zaczęła się wojna, a wojsko oskarżane jest o dokonywanie masakr w celu zastraszenia ludności cywilnej. To właśnie ono, według opozycji, ma stać za masakrą dokonaną 14 lutego w wiosce Ntumbo, w której zginęły 22 osoby w tym 14 dzieci. Od początku tego konfliktu zginęło tam już 3 tys. osób, a 70 tys. musiało opuścić swoje domy.

źródło:
Zobacz więcej