RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wraca Liga Mistrzów. Dwa szlagiery na początek

Poprzednią wizytę na stadionie Atletico piłkarze Liverpoolu wspominają niezwykle dobrze (fot. Michael Regan/Getty Images)

To już dziś. Po długich dwóch miesiącach przerwy dziś rozpoczyna się wiosenna część zmagań w Lidze Mistrzów. W dwóch pierwszych spotkaniach 1/8 finału Borussia Dortmund podejmie PSG, a konfrontację Atletico Madryt z Liverpoolem poprowadzi Szymon Marciniak.

Szokująca decyzja. Manchester City wykluczony z Ligi Mistrzów!

Obecny mistrz Anglii, Manchester City, został ukarany przez Europejską Unię Piłkarską (UEFA) grzywną w wysokości 30 milionów euro i wykluczeniem z...

zobacz więcej

Dla angielskiej drużyny dzisiejszy mecz będzie sentymentalną wyprawą. 1 czerwca ubiegłego roku w finale Ligi Mistrzów The Reds wygrali z Tottenhamem 2:0 właśnie na stadionie Atletico.

– Nie jedziemy tam na wspominki, ale sam jestem ciekaw, jak wszyscy poczujemy się na stadionie Metropolitano. Różnica będzie na pewno jedna. W spotkaniu z Tottenhamem zajmowaliśmy szatnię gospodarzy, teraz przyjeżdżamy jako goście. Na stadionie będzie więcej kibiców Atletico niż miało to miejsce podczas naszej ostatniej wizyty w Madrycie – skomentował trener The Reds Juergen Klopp.

Pewnym jest też to, że Liverpool jest na jeszcze większej fali niż podczas finału Champions League. W Premier League The Reds leją wszystkich na lewo i prawo, a ich przewaga nad drugim w tabeli Manchester City wynosi już grubo ponad dwadzieścia punktów.

W Lidze Mistrzów dominacja angielskiego zespołu nie była już tak wyraźna. Liverpoolczycy zapewnili sobie przepustkę do fazy pucharowej dopiero w ostatniej kolejce, pokonując rewelacyjny Salzburg.

The Reds śrubują ligowe rekordy, a Atletico walczy z demonami. Dopiero w poprzedniej kolejce Primera Division zespól Diego Simeone przerwał smutną passę blisko sześciu godzin bez strzelonego gola. Bramkę rywali zdołał odczarować Angel Correa a madrytczycy wymęczyli zwycięstwo nad słabiutką Grenadą 1:0.

Ekstraklasa piłkarska. Liga wraca, ale już bez wielu gwiazd

Bez wielu znanych piłkarzy przystąpią do wiosennej części rozgrywek czołowe kluby PKO Ekstraklasy, która w piątek wznawia rywalizację. Z Polski...

zobacz więcej

Nie był to jednak początek zwycięskiej passy. W ostatniej ligowej kolejce Atletico wprawdzie prowazdiło z Valencią, ale ostatecznie zremisowało 2:2. W tym roku ekipa Simeone zdołała też zaliczyć wstydliwą wpadkę w Pucharze Króla, przegrywając 1:2 z trzecioligowym Cultural Leonesa.

Atletico ma problem ze strzelaniem goli, ale to głównie efekt kontuzji. Od dłuższego czasu niezdolny do gry jest Diego Costa, który od listopada zmaga się z urazem pleców. Od blisko miesiąca próżno szukać w składzie sprowadzonego latem ubiegłego roku za ponad 120 milionów euro Joao Felixa.

Mimo tego sytuacja w tabeli stołecznej ekipy jest dośc dobra. Atletico zajmuje czwarte miejsce z zaledwie dwupunktową stratą do Getafe. Barcelona i Real są już daleko przed nimi.

W Madrycie coraz częściej mówi się, że czas Simeone dobiega końca. – Obecnie Atletico to jest teraz delikatny zespół, któremu brakuje siły. Są grzeczni dobrzy chłopcy, ale nie ma mężczyzn, ludzi z charakterem, którzy wcześniej mieli go w DNA. Nie ma hierarchii, istnieje kłopot przywództwa. Nie może być tak, że takie zdolności ma tylko trener. Siemeone budował ten zespół przez lata, a tego lata porozrzucał klocki i zaczął składać je od nowa – komentował były piłkarz Atletico Kiko Navarez.

Zmiany faktycznie zrobiły wrażenie. Simeone pozbył się praktycznie całej lini defensywnej i największej gwiazdy – Antoine'a Griezmanna. Rozmach w zakupah także był gigantyczny, bo na wzmocnienia wydano blisko ćwierć miliarda euro. Efektów jednak brak. Dla Simeone nie ma lepszego momentu na odwrócenie złej karty niż wyeliminowanie Liverpoolu, ale szanse na to nie wydają się szczególnie duże.

Ronaldo nie zagrał w meczu. Kibice dostaną odszkodowanie

Dwaj południowokoreańscy kibice piłki nożnej, którzy kupili bilety na towarzyski mecz z udziałem Juventusu Turyn, otrzymają od organizatora...

zobacz więcej

Ciekawie będzie też w Dortmundzie, gdzie Borussia podejmie PSG. Dortmundczycy już zapowiadają, że kluczem do wyeliminowania Francuzów będzie gra w defensywie.

– Fakt, że PSG zdobyło 16 punktów w grupie z Realem Madryt wiele mówi o tym zespole. Są absolutnymi mistrzami niektórych elementów gry. Gdy tylko stracisz piłkę, potrafią uderzyć z prędkością błyskawicy. Dlatego musimy zagrać niezwykle rozważnie. Kluczem będzie gra w defensywie – powiedział trener BVB Lucien Favre.

Pod wielkim wrażeniem umiejętności Francuzów jest także Axel Witsel. – Nie możemy pozwolić, aby rywale mieli za dużo miejsca, musimy dobrze bronić się razem. Koncentrujemy się na sobie, mamy dużo jakości w zespole i gramy u siebie. Zależy nam na tym, żeby strzelić gola i jechać do Paryża z zaliczką – stwierdził belgijski pomocnik.

Smaczku dzisiejszej rywalizacji dodaje też osoba trenera PSG. Thomas Tuchel od czerwca 2015 do maja 2017 był trenerem BVB, zdobywając z zespołem Puchar Niemiec.

– Kiedy wylosowaliśmy Borussię, zacząłem się śmiać. Pomyślałem sobie: Wiedziałem! – przyznał z uśmiechem szkoleniowiec podczas przedmeczowej konferencji prasowej.

Sędzia z zakazem stadionowym. Miał uderzyć bramkarza głową w twarz

Roczny zakaz stadionowy dla włoskiego sędziego Antonio Martiniello, który po zakończonym meczu drugiej ligi uderzył głową w twarz jednego z...

zobacz więcej

Tuchel także z uznaniem wypowiadał się o przeciwniku. – Zdominowanie gry w Dortmundzie przez 90 minut jest niemożliwe, więc nie powinniśmy tego próbować. Raczej musimy być gotowi reagować na to, co dzieje się na boisku i pokazać nasze atuty – stwierdził trener.

A silna strona PSG to przede wszystkim ofensywa. W minionych czterech spotkaniach Ligue 1 mistrzowie Francji strzelali średnio po cztery gole na mecz.

I to wszystko bez pauzującego z powodu urazu żeber Neymara. Fenomenalny Brazylijczyk już wyleczył kontuzję i jest do dyspozycji Tuchela. Nie jest to dobra wiadomość dla kibiców BVB, bo z kolei gra w obronie Borussii pozostawiała ostatnio sporo do życia. Wprawdzie w ostatniej kolejce z BVB 4:0 wygrało z Eintrachtem Franfurt, ale w dwóch poprzednich meczach z Bayerem Leverkusen i Werderem Brema straciło aż siedem bramek.

Za to wicemistrzowie Niemiec strzelają jak na zawołanie. A to głównie zasługa Erlinga Haalanda. Sprowadzony zimą z Salzburga napastnik w pięciu meczach strzelił aż osiem goli. To najefektowniejsze wejście do Bundesligi w całej historii.

Mecze 1/8 finału tradycyjnie podzielono na cztery terminy. Po dwa spotkania odbędą się 18 i 19 oraz 25 i 26 lutego. W środę Atalanta Bergamo zmierzy się z Valencia a Tottenham podejmie RB Lipsk.

W klasyfikacji strzelców prowadzi z dziesięcioma trafieniami Robert Lewandowski. Napastnik Bayernu szansę na poprawienie dorobku będzie miał za tydzień. 25 lutego mistrzowie Niemiec zmierzą się z Chelsea Londyn.

źródło:
Zobacz więcej