Raport

Epidemia koronawirusa

Polska B idzie na „Zenka”

Polska B nie tylko uwielbia disco polo, ale też nie wstydzi się do tego przyznać (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

„W mniejszych miejscowościach nie wszyscy chętni dostali się na seanse »Zenka«” - pisał po walentynkowej premierze filmu wyprodukowanego przez Telewizję Polską branżowy portal boxoffice-bozg.pl. Nie ma nic dziwnego: Polska B uwielbia Zenka Martyniuka i jego hity, wyśpiewane choćby z zespołem Akcent. Zresztą, Polska B nie tylko uwielbia disco polo, ale też nie wstydzi się do tego przyznać.

Syn Zenka Martyniuka porwany dla okupu. To zemsta miejscowych rzezimieszków

Porwanie Daniela, syna Zenona Martyniuka, było aktem zemsty miejscowych przestępców. Mężczyźni na kilka lat trafili do więzienia, ponieważ Zenek z...

zobacz więcej

Wśród recenzentów, których część szybko chciała przypiąć filmową łatkę „discopolowej szmiry”, zapanowała pewna konsternacja. Niektórzy zaczęli wręcz marudzić, że to wcale nie jest film o disco polo, przynajmniej jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową. Jan Hryniak, reżyser „Zenka”, rzeczywiście nie poszedł najbardziej oczywistą drogą – sięgając do czasów z przełomu lat 80. i 90., skrupulatnie pokazał polską prowincję w tych dziwnych czasach, które niektórzy dziś przeklinają, inni wspominają z łezką w oku.

Hryniak przede wszystkim przypomniał, jak wyglądały aspiracje i marzenia Polski B w czasach ustrojowej przemiany. I jak wyglądał nad Wisłą bardzo wczesny kapitalizm, z targowiskami, na których sprzedawano coś więcej niż azjatyckie RTV, radziecką AGD i elektronikę – sprzedawano tam Polakom marzenia o lepszym, normalniejszym, bardziej kolorowym świecie.

Młody Zenek (grany przez Jakuba Zająca) jest chłopakiem z Polski wschodniej, który czuje się w tym świecie jak ryba w wodzie – wszyscy, którzy mniej więcej wtedy dorastaliśmy, odczuwaliśmy to podobnie. Narastający dostęp do tanich dóbr z Zachodu sprawił, że nie tylko oszaleliśmy na punkcie spodni „marmurek”, ale zrezygnowaliśmy z adaptera rodziców z winylami na rzecz dwukasetowego „jamnika” i całej masy pirackich kaset, którymi obrodziły łóżka polowe na targowiskach nawet w małych miasteczkach.

Jedni sięgali po disco, włoskie, polskie i niemieckie, inni po hard rocka i metal, jeszcze inni po pop. Pewne nazwy i nazwiska były oczywiste: Al Bano i Romina Power, Modern Talking, A-ha, Sabrina, Elton John, Phil Collins. A nieco wcześniej oczywiście Limahl, który dla urodzonych pod koniec lat 60. i 70. był wówczas niekwestionowanym bożyszczem. A do tego dodajmy rosnącą popularność magnetowidów, anten satelitarnych i telewizorów kolorowych – coraz częściej już nie radzieckich i polskich, ale na potęgę przywożonych z Zachodu.

Uroczysta premiera filmu „Zenek”. Martyniuk: To bardzo fajne uczucie

To będzie hit! W poniedziałek swoją premierę miał film „Zenek”, opowiadający historię największej gwiazdy disco polo Zenona Martyniuka. Obraz...

zobacz więcej

Smutny paradoks tamtych czasów: im łatwiej było o tego typu dobra, tym trudniej w wielu polskich domach było o pracę. Nie tylko po-PGR-owską wieś zaczęło wówczas niszczyć strukturalne bezrobocie.

To jedna z największych dwuznaczności tamtych czasów, które istotnie wpłynęły na polską rzeczywistość: z jednej strony ludzie cieszyli się nowymi możliwościami i mnóstwem dóbr „na wyciągnięcie ręki”, z drugiej wiele rodzin znalazło się w prawdziwym kryzysie, który szybko zaowocował choćby wymuszoną emigracją zarobkową albo przeciągającą się na lata pracą „na czarno”.

Ale nowe czasy zaowocowały też nowymi pomysłami na zarobkowanie – disco polo szybko okazało się prawdziwą żyłą złota nie tylko dla samych muzyków, ale też dla rodzącego się biznesu. Tak powstały pierwsze potęgi discopolowe – prywatne wydawnictwa fonograficzne w rodzaju Blue Star i Green Star.

W ostatnim czasie o disco polo jako fenomenie społecznej dyskutuje się coraz więcej. Nie tylko w kontekście najntisów, czyli traktowanych dziś z ogromnym sentymentem lat 90. O disco polo mówi się na ogół jako symbolu Polski plebejskiej, mniej zamożnej; Polski, która gustuje jedynie w kiczu. Szczególnie wielkomiejska inteligencja lubi przekonywać, że disco polo słucha najchętniej uboższa i gorzej wykształcona „wiocha”. Prawda jest bardziej skomplikowana – disco polo tak naprawdę jest muzyką i dla mniej, i dla bardziej zamożnych.

Miliony widzów wybrały „Sylwestra Marzeń z Dwójką”. TVP zdystansowała konkurencję

„Sylwester Marzeń” okazał się hitem sylwestrowej nocy, a TVP zdystansowała konkurencję. „Tłumy pod sceną w Zakopanem i rekord przed telewizorami:...

zobacz więcej

Trudno przecież uwierzyć, że Sylwester z Jedynką, organizowany przez Telewizję Publiczną, przyciąga do Zakopanego właśnie mniej zamożnych. Przeciwnie, tam na ogół Nowy Rok z disco polo i TVP wita nieco zamożniejsza Polska – taka, która może sobie pozwolić na tych kilka dni zimowego wypoczynku w stolicy polskich Tatr. A nie ma co udawać: górale świetnie wiedzą, jak zarobić na swoich gościach – szczególnie w sylwestra wszelkie możliwe stawki w Zakopanem i jego okolicach idą horrendalnie w górę.

Być może w latach 90. disco polo było przede wszystkim muzyką mniej zamożnej i prowincjonalnej Polski. Choć i wówczas część socjologów i krytyków kultury twierdziła, że to muzyka powstającej klasy średniej, która urwała się wielkomiejskim, inteligenckim gustom – o czym wprost mówi Monika Borys w swojej książce „Polski bajer. Disco polo i lata 90.”. Wiadomo było jednak, że disco polo politycznie „należało” wówczas do SLD i PSL – badania CBOS z połowy lat 90. pokazywały, że elektoraty tych formacji najchętniej słuchają tego rodzaju muzyki.

Dzisiejsze komercyjne sukcesy disco polo, triumfy sylwestra w Zakopanem pokazują, że to już nie jest tylko muzyka uboższych. Pewnie też dlatego, że niemała część ludzi, którzy pamiętają tę muzykę ze swoich nastoletnich lat, dziś dorobiła się i dawno już nie słucha muzyki na kiepskiej jakości sprzęcie grającym, udającym często renomowane zachodnie marki. Ale wciąż lubią disco polo i mają sentyment dla jego gwiazd.

Dla wielu ludzi Zenek Martyniuk jest kimś więcej niż discopolowym muzykiem – jest zwykłym facetem gdzieś ze wschodu Polski, któremu spełniły się marzenia z młodości. Czy może ściślej: Zenek Martyniuk spełnił swoje discopolowe marzenia z młodości i przy okazji pozostał facetem, który da się lubić.

A film „Zenek”? Wielu osobom przypomni przede wszystkim, jak wyglądała Polska B w czasach ich młodości, jak wyglądała Polska, która miała dość przaśnego realnego socjalizmu i chciała sama się przekonać, jak smakuje życie „jak na Zachodzie”.

źródło:
Zobacz więcej