Raport

#FabrykahejtuPO

Czy można być zbyt higienicznym i jak to się kończy?

Nauka zmaga się dziś poważnie z zagadnieniem: skąd tyle alergii i chorób autoagresyjnych? (fot. Shutterstock/Alexander Uhrin)

Nauka zmaga się dziś poważnie z zagadnieniem: skąd tyle alergii i chorób autoagresyjnych? Zwłaszcza istotne wydaje się pytanie o to, na co możemy mieć wpływ – no bo np. na zanieczyszczenie środowiska każdy z nas ma wpływ niewielki – czyli o hiper-higieniczne podejście do życia i wychowania dzieci. Co nam to daje i czym nam to grozi – starają się wyjaśnić epidemiolodzy.

Gronkowiec, enterokoki. Suszarki do rąk rozprzestrzeniają zarazki

Instalowanie suszarek do rąk w szpitalach znacznie zwiększa ryzyko poważnych zakażeń bakteryjnych u pacjentów, pracowników i odwiedzających –...

zobacz więcej

Gdy oglądamy nagrodzoną Oscarem rolę Jacka Nicholsona w „Lepiej być nie może” z 1997 roku, gdzie gwiazdor każdorazowo myje ręce wrzątkiem za pomocą świeżo wyjmowanego z folii mydła, a je wyłącznie jednorazowymi, przynoszonymi ze sobą do restauracji sztućcami, to widzimy, że można na punkcie czystości dostać bzika. Można z lęku przed „zarazkami” zacząć cierpieć na nerwicę natręctw. Pytanie jednak zadawane raczej przez immunologów niż psychologów brzmi: czy i bez takiego popadania w skrajność nie żyjemy – a zwłaszcza nie każemy naszym dzieciom żyć – zbyt higienicznie, niemal sterylnie. Czy to dla nich korzystne?

Odpowiedź wydaje się z pozoru oczywista: choroby zakaźne „rodzą się” w brudzie. Ich epidemie wybuchają, jak ta ostatnia koronawirusowa, na niespecjalnie dobrze utrzymanych targowiskach z żywnością, w nieskanalizowanych slumsach, w pozbawionym właściwej opieki medycznej Trzecim Świecie etc. Z drugiej jednak strony – także w szpitalach, nawet tych najnowocześniejszych, gdzie bagatelizuje się problem izolowania pacjentów, dezynfekcji rąk personelu medycznego po kontakcie z pacjentem i popełnia inne błędy, dzięki którym superbakterie szaleją, a środki na opiekę medyczną topnieją. Trzeba zatem utrzymywać jak najwyższe standardy higieny, kanalizacji, deratyzacji, dezynsekcji i dezynfekcji, aby ograniczać drobnoustrojom chorobotwórczym jakiekolwiek szanse na sukces.

Miecz „hiper-higieny” jednak jest już nie tylko obosieczny, ale nawet wielosieczny. Dlaczego? Po pierwsze, osiągamy ją dziś w znaczniej mierze dzięki zastosowaniu tzw. bakteriostatycznych środków powierzchniowo-czynnych, takich jak popularna chlorhexydyna. Drobnoustroje zaś potrafią się na nie uodparniać dokładnie tak samo, jak na antybiotyki. Co więcej – w podręcznych genetycznych walizeczkach przekazywanych między bakteriami (tzw. plazmidach R), gen oporności na wspomnianą chlorhexydynę znajduje się obok genów odporności na antybiotyki. Możemy zatem takimi środkami dosłownie wyselekcjonować superbakterie.

Piękny uśmiech – zdrowe serce

Higiena jamy ustnej jest istotna nie tylko ze względu na przeciwdziałanie próchnicy. Jak dowiedli uczeni z Korei Południowej, regularne mycie zębów...

zobacz więcej

Inny przykład: w latach 60. i 70. kobietom wręcz odradzano naturalne karmienie noworodków i niemowląt. Właśnie jako niehigieniczne. Co innego wyparzone butelki i smoczki oraz specjalne sterylnie wyprodukowane mieszanki mleczne… Trzeba było dwóch dekad, odkrycia roli mikrobiomu, czyli flory jelitowej, dla naszego życia i zdrowia, aby zaprzestano tego nonsensu. Dziś kobiety są raczej zachęcane do karmienia piersią – właśnie ze względu na rozwój układu odporności maleństwa pod wpływem „dobrych” bakterii z matczynego pokarmu.

Dzieci karmione piersią, a nie z butelki, chorują zakaźnie mniej. Oczywiście żyjemy dziś w nieco innej sytuacji jeśli chodzi o choroby typu gruźlica czy liszajec, niż pół wieku temu, co nie jest bez znaczenia dla pro-zdrowotności karmienia piersią. Bakterie jednak okazały się nie tylko groźne, ale i dobroczynne. Nie można zatem ich wszystkich bezmyślnie „zabić na śmierć” jak w reklamie środków do WC.

Nauka poznała zjawisko niezbędnych nam do życia bakterii. Niestety większość środków „przeciw zarazkom” nie rozróżnia, kto przyjaciel a kto wróg, robiąc „naloty dywanowe” a nie odstrzał snajperski. Narastające zaś epidemicznie zjawisko alergii dziecięcych i nietolerancji pokarmowych sprowokowało wielu badaczy do postawienia tzw. hipotezy higienicznej ich powstawania. Pionierem w tej materii był David Strachan, który w 1989 roku opublikował na łamach British Medical Journal swoje badania nad 17 tys. angielskich dzieci.

Wynikało z nich, iż młodsze dzieci z liczniejszych rodzin znacznie rzadziej zapadały na alergie pyłkowe. Badacz zaproponował wyjaśnienie, iż młodsze dzieci są znacznie mniej higieniczne, ponadto w liczniejszych rodzinach znacznie częściej narażone na zakaźne choroby dziecięce. Innymi słowy – ich układ immunologiczny ma co robić, zwalczając „zarazki” i choroby zakaźne, nie zajmuje się zatem „z nudów” powodowaniem alergii. Czyli reagowaniem na zupełnie nieszkodliwe dla zdrowia substancje, jak pyłki drzew czy traw tak, jakby były groźnymi mikroskopijnymi intruzami.

Uwaga na groźne bakterie w... kosmetyczkach

Brytyjscy naukowcy donoszą, że w 9 na 10 kosmetyczek używanych w Wielkiej Brytanii można znaleźć niebezpieczne szczepy bakterii. Przyczyną jest...

zobacz więcej

Tu na marginesie trzeba zauważyć, że za klasyczne, tzw. IgE-zależne alergie odpowiada ten sam komponent układu odporności, który walczy w naszym organizmie z pasożytami (np. robakami, pierwotniakami), a nie wirusami. Pojawiały się zatem prace wiążące narastanie alergii z zanikiem chorób pasożytniczych. A to też miało mieć związek z nadmiernie higienicznym życiem. Tylko że to nie jest tak, że można sobie biegać z lamblią, owsikami, czy tym bardziej glistą ludzką, włosogłówką, toksokarą lub dowolnym tasiemcem, i jest się zdrowym człowiekiem zabezpieczonym przed alergiami. Zakażeni pasożytami są ludźmi chorymi, coraz ciężej, a wiele pasożytów wręcz zagraża naszemu życiu. Dlatego wtedy trzeba się leczyć, np. odrobaczać.

Uczeni w następnej dekady podjęli trud zweryfikowania hipotezy higienicznej w oparciu o jak najszersze dane. Przyniosło to ciekawy skutek. Okazuje się, że przebycie chorób dziecięcych nie ogranicza szansy (czy raczej pecha) pojawienia się w toku dzieciństwa alergii. To informacja szczególnie istotna dla orędowników rezygnacji ze szczepień ochronnych czy fanów „ospa-party”.

Z drugiej strony, nadmierna higiena ma znaczenie. Wychodzi na to, że trzeba się dać dzieciom tarzać w błocie i bawić w publicznej piaskownicy. Nawet, jeśli niesie to ryzyko zarobaczenia. Chodzi o częste wystawianie dzieci na kontakt z bakteriami czy innymi mikroorganizmami niechorobotwórczymi. A jest ich w środowisku całe mnóstwo. Trzeba zatem – co spodoba się z pewnością bardziej synom, niż matkom – pozwolić się dziecku „uświnić”.

Na co nasza edukacja i społeczny status niespecjalnie chcą pozwolić. A już w 1873 roku Charles Blackley napisał, że katar sienny jest chorobą „klasy wykształconych”, a u chłopów czy ludzi żyjących w znacznie gorszych warunkach sanitarnych jest rzadkością. Ten zapomniany fakt pięknie przypomnieli kilka tygodni temu na łamach „The conversation” immunolodzy australijscy, Emily Johnston Flies i Philip Weinstein.

Zatamujemy krew bez zszywania rany. Nowe opatrunki hodują w Szczecinie

Nowe rodzaj plastrów wynalazła doktorantka Uniwersytetu Szczecińskiego. Opatrunki z okrzemków to nowatorska myśl na rynku farmaceutycznym.

zobacz więcej

Raz jeszcze jednak trzeba podkreślić, że nie chodzi o to, żeby nie uczyć dzieci mycia rąk. Bo to im dosłownie może uratować życie, że pilnie i pieczołowicie myją je mydłem od najmłodszych lat, ucząc się zachowywania higieny osobistej. Wielkie badania epidemiologiczne przeprowadzone w kilku krajach europejskich w ostatnich latach na temat związków astmy, atopowego zapalenia skóry czy alergii na pyłki nie znalazły żadnego związku pomiędzy przebytymi wirusowymi chorobami wieku dziecięcego a zmniejszonym prawdopodobieństwem chorób alergicznych. Co więcej, okazało się, że wręcz przeciwnie – im więcej takich chorób, tym większe prawdopodobieństwo astmy. W zasadzie na jakiś czas te wyniki spowodowały wrzucenie „hipotezy higienicznej” do kubła z naukowymi odpadkami.

Jednak już w 2010 roku na łamach „Nature Reviews Immunology” ukazał się artykuł Eriki von Matius i Donaty Vercelli, które to podsumowały tu wiele badań epidemiologicznych nad alergiami pyłkowymi i astmą, by stwierdzić, że dzieci żyjące w tradycyjnych (dziś powiedzielibyśmy „ekologicznych”) gospodarstwach rolnych i w pobliżu naturalnych lasów są najmniej narażone na choroby alergiczne. Najbardziej skuteczną profilaktyką okazywał się wczesny kontakt z żywym inwentarzem i paszą oraz konsumpcja nieprzetworzonego mleka krowiego.

Oczywiście – w sytuacji dzieci z bardzo wczesnymi objawami alergii na mleko krowie unika się jego produktów nawet w pokarmach karmiącej mamy. Tu jednak nie zajmowano się alergiami pokarmowymi czy krzyżowymi, a pyłkowymi. Immunobiolodzy określili, że znaczenie takiego sposobu życia dla naszego układu odporności polega na intensywnej ekspozycji na mikroorganizmy, co powoduje aktywację i modulację tak wrodzonych jak i nabywanych mechanizmów obronnych. Mówiąc przenośnie, układ odporności jest po prostu w takiej molekularnej wiejskiej szkółce edukowany lepiej niż w szkole miejskiej.

Gdzie jeszcze szukać zdrowego kontaktu z „dobrymi” mikroorganizmami? Wszelkie tereny zielone, także miejskie, ogródki przydomowe, a w świecie słowiańskim czy jeszcze głębiej azjatyckim – kiszonki. Przy karmieniu nimi maluchów warto pamiętać, by robić je z upraw ekologicznych, nie przesalać (maleńkie nerki tego nie znoszą) i że kisić można niemal każde warzywo, zwłaszcza wszelkich kuzynów kapusty i ogórka, oraz buraki i zdrową zieleninę. Sama będąc alergikiem i matką małego alergika wiem, że nie da się uniknąć genetycznego dziedzictwa. Jednak rosnący trend zachorowań na nadwrażliwości pokarmowe, alergie pyłkowe, krzyżowe pyłkowo-pokarmowe oraz astmę i AZS wskazują, że nie tylko o geny chodzi. Chodzi o środowisko. Część zaś środowiska sami sobie organizujemy. Choćby, gdy wybieramy miejsce do życia czy posyłamy dziecko na plac zabaw, przygotowujemy przetwory i wybieramy środki czystości na półce w drogerii.

źródło:
Zobacz więcej