RAPORT

Kampania 2020

Wizyta w Polsce niczego Macrona nie nauczyła. Nadal mówi „po rosyjsku”

Francuski prezydent jest jednym z najbardziej prorosyjskich polityków w Europie PAP/EPA/PHILIPP GUELLAND

Francuski prezydent z uporem godnym lepszej sprawy wciąż apeluje o zbliżenie z Rosją i wypychanie USA z Europy. Pomimo lawiny krytyki, jaka spada na niego za podważanie NATO i uleganie Moskwie, Emmanuel Macron nadal sugeruje, że należy skończyć z polityką sankcji i zaakceptować rosyjskie ambicje. Tylko taka postawa, jego zdaniem, przyniesie poprawę relacji. Warto sobie w tym kontekście zadać pytanie, kogo kolejnego, po Ukrainie, gotowy byłby rzucić na pożarcie Kremlowi?

Szef MSZ Niemiec apeluje o stworzenie unii obronnej w Europie

– To już od dawna nie jest pytanie „czy”, tylko „jak”. Razem z Francją intensywnie nad tym pracujemy. Musimy i chcemy podjąć ofertę francuskiego...

zobacz więcej

Podczas kończącej się w niedzielę 56. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa znów największą polemikę wywołały słowa wygłoszone tam przez prezydenta Francji. Ten wykazał się brakiem jakiejkolwiek refleksji po swoich wcześniejszych słowach dotyczących „śmierci mózgowej NATO” i sugerowaniu, że państwa europejskie nie mają co liczyć na wsparcie wojskowe USA.

Nic to, że musiał później się grubo z tych „mądrości” tłumaczyć, że nie zyskał poklasku, na który liczył, że został zbesztany za nie nawet przez sojuszniczkę – Angelę Merkel. Można było mieć nadzieję, że po niedawnej wizycie w Polsce, Macrona najdzie refleksja, że istnieją też inne spojrzenia na Rosję, że warto też wziąć je pod uwagę.

Niestety, francuski prezydent podczas swojego wystąpienia w Monachium znów brzmiał jak zdarta płyta. Mówił o tym, że europejska polityka sprzeciwu wobec działań Kremla w ostatnich latach zawiodła i dlatego należy skończyć z polityką sankcji, które przynoszą większe straty Zachodowi niż Rosji.

Jego zdaniem jedynym rozwiązaniem obecnej sytuacji jest „wznowienie dialogu strategicznego z Rosją”. Co Macron ma konkretnie na myśli? Tego się nie dowiedzieliśmy, gdyż rzucał on jedynie nic nie znaczącymi stwierdzeniami, jak to, że ma on prowadzić do „strategii deeskalacji" i „wspólnej przejrzystości".

Mając świadomość, że słowa te zostaną w wielu miejscach źle odebrane, francuski prezydent, aspirujący do roli lidera Europy, reformatora itd., bronił się, że nie jest prorosyjski, ani też antyrosyjski, tylko proeuropejski. I znów – proeuropejskość – to konkretnie co, w kontekście Rosji, panie prezydencie? Polityka ustępstw, udawania, że nie widzi się zbrodniczości systemu stworzonego przez Kreml, bagatelizowanie jego gróźb, łamania przez niego prawa międzynarodowego - i to wszystko po to, by móc robić biznes z Moskwą i z jej pomocą wypychać USA ze Starego Kontynentu?

Francuski prezydent nie mówił tym razem wprost, by zdjąć sankcje nałożone na Rosję za wspieranie separatystów w Donbasie, ale oceniał, że nie przynoszą one żadnych efektów, nic nie zmieniają jeśli chodzi o przebieg samego konflikt, a przy tym, „kosztują Europejczyków co najmniej tyle samo co Rosjan”. Taka retoryka i jeszcze oburzanie się, że nikt bezpośrednio nie przeciwstawił się Rosji, to czysta hipokryzja, która ma namawiać do wprowadzenia polityki resetu. I to resetu na warunkach pisanych przez Kreml.

Parasol nuklearnego powstrzymywania nad Europą Wschodnią? Macron o strategii obronnej

Prezydent Francji Emmanuel Macron wezwał partnerów z Unii Europejskiej do wzmocnienia wysiłków obronnych i współpracy, opartych na czterech...

zobacz więcej

W tej samej wypowiedzi francuski prezydent przyznawał, że zdaje sobie sprawę, że Rosja wciąż będzie dążyła do destabilizowania sytuacji w krajach europejskich, m.in. poprzez ingerowanie w wybory i szerzenie dezinformacji w serwisach społecznościowych.

Ciężko się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Po nim jednak następuje kolejne, mające na celu zarówno umniejszenie tej oceny, jak i uderzenie w przeciwnika, jakim jest dla Macrona USA pod rządami Donalda Trumpa.

Przekonuje on bowiem – zaraz po krytyce, jakiej poddał Moskwę – że jej manipulacje nie różnią się od tego, co robią amerykańscy konserwatyści, którzy również w jego mniemaniu „wtrącają się do wyborów europejskich”. Skarżył się on również, że „w obliczu tych ataków mamy bardzo niewiele przeciwciał” i że należy wzmocnić współpracę służb, by zidentyfikować sprawców tych ataków.

Te skandaliczne słowa, uderzające w największego sojusznika Europy, państwo będące główną siłą NATO, mają za cel możliwie największe zantagonizowanie nas ze Stanami Zjednoczonymi. To już kolejny raz, gdy Macron stawia znak równości między dyktaturą, jaką jest Rosja, a demokratycznymi Stanami Zjednoczonymi.

Biorąc pod uwagę, że francuski prezydent, świadomie bądź nie, realizuje plan pisany na Kremlu, ze sceptycyzmem należy patrzeć na jego pomysły dotyczące obrony europejskiej, a także niedawną propozycję włączenia europejskich sojuszników w ćwiczenia francuskich sił odstraszania jądrowego.

Francuski prezydent przekonywał co prawda, że proponowana przez niego rozbudowa zdolności obronnych Europy nie jest pomyślana jako konkurencja dla NATO, ale obserwując poziom jego niechęci do USA, można założyć, że taki jest właśnie cel – wypchnięcie zaangażowania USA w Europie.

Macron chce dyskusji o strategii nuklearnej Europy. „Zaprasza również Polskę”

– Prezydent Emmanuel Macron chce rozpocząć dyskusję z partnerami w Europie na temat strategii obrony, w tym strategii nuklearnej Francji i Europy....

zobacz więcej

To zaś, według Macrona, a także przedstawicieli innych środowisk, wspierających politykę resetu wobec Rosji, pozwoli na poprawę relacji z Kremlem. Zniknie bowiem główne „źródło” antagonizmu.

Taka postawa jest całkowicie sprzeczna z polityką Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które są żywo zainteresowane nie tylko utrzymywaniem jedności NATO, wzmacnianiem jego sił, ale także jak najlepszymi relacjami z USA i obecnością ich żołnierzy w tym rejonie.

To jest zaś bardzo negatywnie odbierane na Kremlu, który zdaje sobie sprawę, że zagraża to jego ambicjom i zmniejsza pole możliwości realizowania agresywnej polityki wobec krajów regionu.

Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow zwracał uwagę w Monachium, że asertywna postawa NATO prowadzi do „zaostrzania napięć". Krytykował również manewry „odbywające się u granic Rosji”. Porównał obecne tarcia między Zachodem a Rosją do czasów zimnej wojny. – Potęgujące się napięcia, rozbudowa infrastruktury militarnej NATO w kierunku wschodnim, bezprzykładny rozmiar manewrów na rosyjskich granicach, pompowanie budżetów obronnych, wszystko to prowadzi do nieprzewidywalności – powiedział.

Kolejny raz wystąpił również z propozycją zwołania szczytu szefów państw będących stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ: Chin, Francji, Rosji, USA i Wielkiej Brytanii. Podkreślił przy tym, że nie chodzi o „zamknięty klub”, który miałby rozstrzygać o losach ludzkości”. W rzeczywistości jednak taki właśnie miałby być.

Słowa Macrona nie miały szans na dobry odbiór m.in. ze strony Polski, która wciąż reprezentuje krytyczne stanowisko wobec agresywnej polityki Rosji.

Stanowcze słowa szefa polskiej dyplomacji w Monachium

Uważamy, że Rosja to jest bardzo poważne zagrożenie, że to poważny aktor działający na szkodę interesów Zachodu, na szkodę demokracji. W związku z...

zobacz więcej

Uczestniczący w monachijskiej konferencji szef MSZ Jacek Czaputowicz zwracał uwagę na zagrożenie, jakie stanowi ten kraj i podkreślał, że jest to „poważny aktor działający na szkodę interesów Zachodu, na szkodę demokracji”. Jego zdaniem przeciwstawić powinna się jej Europa, UE zjednoczona z innymi państwami, przede wszystkim z USA. To jednak stoi w opozycji do celów Macron.

Czaputowicz nie zgodził się również z krytykowaniem przez Macrona nałożonych na Rosję sankcji. Podkreślał, że należy je utrzymać dopóty, dopóki Moskwa nie zacznie przestrzegać prawa międzynarodowego. Zwracał przy tym uwagę, że należy zjednoczyć działania, by „przymusić ją do tego”.

Szef polskiej dyplomacji poparł również stanowisko prezydenta Estonii, który zwracał uwagę, że należy krytykować Rosję nie tylko za jej politykę wobec Ukrainy, ale także za jej działania w Syrii, Libii, Wenezueli i Afryki centralnej.

Oceniał także, że na razie rezultaty formatu normandzkiego w sprawie Ukrainy nie przyniosły pożądanych rezultatów, gdyż doszło jedynie do częściowej wymiany jeńców i nie zostało w życie wprowadzone zawieszenie broni, a przedstawicielom OBWE uniemożliwiono wykonywanie obowiązków.

Podkreślał również, że jeśli chodzi o politykę bezpieczeństwa, to podstawą jest NATO i obecność amerykańska, a także siły jądrowe tego kraju. – Natomiast dobrze przyjmujemy też chęć wzmocnienia zdolności obronnych UE, one się w sumie przyczyniają do większych zdolności obronnych Sojuszu Północnoatlantyckiego i także sprzyjają bezpieczeństwu Polski – dodał. Warszawa nie bierze jednak nawet pod uwagę „wyproszenie” sił USA z Europy, tak by jedynie siły europejskie dbały o bezpieczeństwo jej krajów.

„Bezpieczeństwo i relacje Rosja-NATO”. Ławrow rozmawiał ze Stoltenbergiem

Relacje Rosja-NATO były tematem rozmowy ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa z sekretarzem generalnym Sojuszu Północnoatlantyckiego...

zobacz więcej

USA również zdają sobie sprawę, że mają w Polsce i krajach naszego regionu sojuszników, których warto wspierać, nie tylko politycznie, ale także pod względem bezpieczeństwa militarnego i energetycznego. Stąd zapowiedź sekretarza stanu USA, Mike’a Pompeo, że jego kraj zainwestuje miliard dolarów w projekty energetyczne w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, należących do inicjatywy Trójmorza, co pomoże zmniejszyć ich zależność energetyczną od Rosji.

Szerzące się narzekania na brak jedności Sojuszu Północnoatlantyckiego, czy to, że Zachód nie potrafi rozwiązywać konfliktów na świecie, czy że w siłę rosną mocarstwa z przeciwstawnym systemem wartości to jedno – drugie zaś, to to, że w łonie Zachodu, Europy, są przywódcy, którzy dla swoich partykularnych celów realizują politykę osłabiającą UE, NATO, Europę, szeroko rozumianą cywilizację zachodnią. Reset z Rosją na warunkach Kremla, to zdrada własnych wartości i zgoda na narzucenie ich przez niebezpieczny system władzy.

Zadaniem Polski jest przeciwstawianie się tym tendencjom, nawet jeśli wywołuje to naciski i krytykę. Macron i podobni mu poplecznicy Moskwy wciąż nie zrealizowali swoich celów, a agresywna postawa Kremla powoduje, że poszerza się grono tych, którzy odrzucają tę retorykę i nie zamierzają ulec manipulacjom i groźbom. To zaś pozwala budować sojusz państw dbających o rzeczywiste bezpieczeństwo naszego kontynentu, a nie szerzących niebezpieczne wizje.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej