Raport

Epidemia koronawirusa

Misja prezesa PSL, czyli ile waży koń trojański 

Władysław Kosiniak-Kamysz (fot. Piotr Kowala/PAP)

Oni wybrali ostry hejterski kurs, on misję gołąbka pokoju. Jednak w razie zwycięstwa podzielą się władzą, którą, jak wspólnie ogłoszą, wyrwali z rąk „reżimu”. Działacze Koalicji Obywatelskiej wraz z postkomunistami oraz prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz wciąż się nawzajem potrzebują i tylko pozornie przerwali współpracę, podszczypując się złośliwie. Szef ludowców pełni w tej grze szczególną rolę, podobną do konia trojańskiego wprowadzanego na pozycje przeciwnika. 

Nowacka przekazała „informację” od KOD. Kiedyś nad nią nie zapanuje

Barbara Nowacka skomentowała poniedziałkowe występy trupy objazdowej KOD. „To nie hejt, to informacja”. Kiedyś ani ona, ani jej koleżanka...

zobacz więcej

Koalicja Obywatelska wytyczyła swój kurs kampanii prezydenckiej. Jej stratedzy postanowili pójść dwiema ścieżkami. Pierwszą kroczy dumnie pani z dworku z tradycjami, zwykle z łagodnym i sympatycznym uśmiechem, który ma stanowić jej niezaprzeczalny atut. Jej sztab ma świadomość, że właściwie powinna się częściej uśmiechać niż mówić. W końcu obsadzono ją w roli kandydatki do Pałacu Prezydenckiego w sposób nieoczekiwany również dla niej samej. Uśmiechem ma zatem informować ludzi, jak bardzo jest łagodna, pojednawcza, pokojowa i kompetentna.

Czasem doradzą jej jednak, by pokazała pazur. Wówczas staje przed Pałacem obok swojego partyjnego szefa i informuje wszystkich, że Prezydent RP właśnie abdykował. Małgorzata Kidawa-Błońska wzywa jednocześnie naród, by nie uznawał już głowy państwa. Gdy w odpowiedzi wszyscy wzruszają ramionami, kandydatka KO wraca do pozy i miny, w której czuje się najlepiej, czyli jednoczącego wszystkich łagodnego uśmiechu.

Oczywiście specjaliści w sztabie wyborczym kandydatki wiedzą, że taki przymilny obrazek wypełnia tylko niewielką część pragnień jej elektoratu. Aby uśmiech Kidawy-Błońskiej ukoił gniew wyborcy, najpierw ten gniew trzeba wzniecić. W tym momencie pojawia się druga ścieżka kampanii. Agresywny, czy jak kto woli, wyrazisty hejt, który ma rozpędzić emocje i pozostawić je bez hamulców.

Czasami te ścieżki się krzyżują, czego przykład mieliśmy ostatnio w Pucku i Wejherowie podczas patriotycznych uroczystości. Jednak zwykle kandydatce nie wychodzi to na zdrowie. Trzeba się potem tłumaczyć i brnąć w wyjaśnienia, którym przeczą nagrania.

Kosiniak-Kamysz – od tęczy spółdzielców do św. Rity, czyli konserwatyzm pod kontrolą

Władysław Kosiniak-Kamysz zaczyna drażnić swoich sojuszników. Dotąd go znosili, bo niby „konserwa”, ale nasz, taki co to PiS-u nie znosi, „matka...

zobacz więcej

Polskie Stronnictwo Ludowe poszło nieco inną drogą. Kandydat ludowców to kawał chłopa, ale uśmiech nie jest jego aż tak mocną stroną. Z drugiej strony, elokwencją zdecydowanie przewyższa swoją tymczasową rywalkę.

Władysław Kosiniak-Kamysz od ponad pół roku nie wychodzi więc z roli obiektywnego rozjemcy zwaśnionych stron. Zdobył się nawet na drobne uszczypliwości pod adresem swoich dotychczasowych koalicjantów. Uznał, że przecież ugrupowaniu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej tylko wojna z PiS-em w głowie i kandydatka, w razie wygranej, w żaden sposób nie porozumie się z rządem premiera Mateusza Morawieckiego. Zaznaczył też, że może liczyć na głosy wyborców Konfederacji.

Teoretycznie więc pokazał swoją rywalkę jako kłótliwą babę, z którą nie da się dogadać, za co zresztą posłanka PO Izabela Leszczyna, odpowiadająca za program wyborczy Kidawy-Błońskiej, pogroziła mu palcem. „Halo! Kosiniak-Kamysz, tu Ziemia! Totalna Opozycja broni Polki i Polaków przed totalitaryzmem i nacjonalizmem PiS, czyli wykluczeniem z UE. Długo będziesz wspierał  PiS osłabiając najpierw Koalicję Obywatelską, a teraz #Kidawa2020? Poeta i naród pamiętają takie rzeczy” – napisała na Twitterze.

"To dopiero początek". Rzecznik PO zapowiada dalsze zakłócanie wystąpień prezydenta RP

„Rzeczywiście entuzjazmu mieszkańców nie widać. A to dopiero początek...” – napisał na Twitterze rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec....

zobacz więcej

Groźba, wsparta parafrazą wiersza Czesława Miłosza, miała zabrzmieć poważnie, więc ludowiec powinien ją sobie dobrze przyswoić. Jednak nie musi się nią na razie przejmować, bo zarówno on, jak i kandydatka KO grają do tej samej bramki.

Obydwoje mówią o jednoczeniu narodu, powrocie do narodowej zgody i prezydencie wszystkich Polaków. Przy czym do tych deklaracji rodzime ugrupowania kandydatów zgodnie dopisują małym drukiem, że chodzi o Polaków, którzy im sprzyjają. Podobny zasięg będzie miała obiecana wspólnota, a niebezpieczeństwo skupiania władzy w jednych rękach straci na znaczeniu wraz z jej przejęciem.

Ani PSL, ani KO nie ukrywają, że wybory są tylko etapem w drodze do przejęcia pełni rządów. Wprawdzie w samym dążeniu do przejęcia sterów w państwie nie ma nic zdrożnego, bo to zjawisko wpisane w definicję partii, ale zawsze zastanawiające są hasła, które temu zaprzeczają.

Tymczasem Kosiniak-Kamysz może kreować się na gołąbka pokoju. Może deklarować, że jako prezydent nie podpisałby ustawy o podwyższeniu wieku emerytalnego, zgłoszonej przez PO, bo wie, że Platforma takiego pomysłu prędko nie zgłosi. Pomińmy już fakt, że sam kilka lat temu entuzjastycznie wiek emerytalny podnosił.

Z podobną łatwością kilka miesięcy temu kandydat PSL deklarował, że odejdzie z Koalicji Europejskiej, gdyby weszła w jej skład Wiosna, wiedząc że ugrupowanie Roberta Biedronia miało już swoje ambicje i wcale się do podobnego aliansu nie paliło. Równie łatwo było mu deklarować, że jako prezydent podpisze też ustawy zgłaszane przez PiS, jeśli uzna je za właściwe. W rzeczywistości się ich nie doszuka. Przynajmniej nic na to nie wskazuje, gdy słyszy się Kosiniaka-Kamysza, który w jednym wywiadzie opowiada o złych skutkach władzy skupionej w jednych rękach i jednocześnie deklaruje, że opozycja musi mieć swojego prezydenta, Sejm i rząd, a teraz skupia się na pierwszym z tych elementów.

Opozycja chce prezydenta ponadpartyjnego. PO ma już dla niego zadanie

Prezydent Duda jest zakładnikiem PiS - to łatka najchętniej przylepiana przez opozyjnych polityków. A jaki ma być prezydent marzeń opozycji? Musi...

zobacz więcej

Władysław Kosiniak-Kamysz i Małgorzata Kidawa-Błońska będą przez chwilę rywalami, pozostając jednocześnie sojusznikami. Łączy ich niechęć lub nienawiść do PiS. Potrzebują się nawzajem. KO pogodziła się już z tym, że kandydat PSL pożywi się ich elektoratem, ale wierzy też, że pojednawcza narracja Kosiniaka-Kamysza pozwoli mu przejąć grupę wyborców konserwatywnych, co zbliżyłoby ich kandydatkę do pozycji urzędującego prezydenta. Prezes PSL może być więc tolerowany jako koń trojański wysuwany na pozycje konserwatywnego elektoratu.

Do prawdziwych waśni między PSL i KO mogłoby dojść dopiero po ewentualnym zwycięstwie, gdy przyjdzie do dzielenia łupów. Wtedy KO przypomni sobie, że ludowcy jednak kolaborowali z „reżimem”. Zawsze jednak lider PSL będzie mógł pochwalić się swoim koalicjantem – Pawłem Kukizem, który z największego krytyka, jak to mówił „peezelu”, stał się najzagorzalszym przyjacielem opozycji totalnej i krytykiem jej przeciwników.

Jednak do sytuacji, kiedy takie działa zostaną wytoczone, droga wydaje się być bardzo daleka...

Zobacz więcej