RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Kijów – pełna kontrastów stolica Ukrainy

Kijów (fot. Aga Wasztyl)

Należy do najstarszych centrów religijnych w Europie. To tu Ruś przyjęła chrzest. Położony na siedmiu wzgórzach Kijów może pochwalić się historią sięgającą V wieku. Górujące nad miastem złote kopuły cerkwi, średniowieczne zabytki i socjalistyczne budowle tworzą wyjątkowy klimat tego miasta. Kijowianie nazywają go „Matką Miast Ruskich” i „Wiecznym Miastem” – choć jednak trudno jest porównać stolicę Ukrainy z Rzymem.

Słynne neapolitańskie szopki, inne niż wszystkie

Oświetlone ulice, świąteczne jarmarki i pięknie ubrane choinki. Przed Świętami wiele miast zmienia się w baśniowe krainy. Ale we Włoszech...

zobacz więcej

Z małego lotniska Żuliany próbujemy złapać marszrutkę do centrum Kijowa. Nie jest to łatwe. Na przystanku ktoś zerwał rozkład jazdy, a spytać się nie ma kogo. Po chwili jednak dołącza do nas młoda kobieta. Tak poznaję Swietłanę.

– Jesteście z Polski? – pyta z zaciekawieniem. Kiwamy twierdząco głowami. – Myślałam o tym, żeby wyjechać do was do pracy. Sporo moich znajomych tak zrobiło. Może kiedyś przyjadę - mówi z uśmiechem. Podjeżdża żółty busik, Swietłana macha energicznie ręką – daje kierowcy znak, że ma się tu zatrzymać. Wsiadamy do marszrutki i ruszamy do centrum. W środku ścisk, ludzi więcej niż siedzeń, ale to nikomu nie przeszkadza. Za przejazd płaci się u kierowcy. Ludzie z końca busa, którzy nie mogą się do niego dostać, podają pieniądze osobom z przodu – i tak od jednego do drugiego aż w końcu trafią do kierowcy. W taki sam sposób wraca reszta.

Nasz hostel znajduje się w samym centrum miasta z widokiem na okazały gmach opery. Zostawiamy bagaże i od razu idziemy zobaczyć słynną Złotą Bramę – a tak naprawdę to jej replikę. W środku zachowały się jednak fragmenty średniowiecznych murów obronnych. Według polskich legend Bolesław Chrobry uderzył mieczem w Złotą Bramę i go wyszczerbił. Podobno od tego czasu miecz koronacyjny Piastów nazywany był Szczerbcem. Niestety źródła historyczne podają, że brama powstała prawie 20 lat po zajęciu Kijowa przez polskiego króla.

Gdy robimy pamiątkowe zdjęcia, podchodzi do nas mężczyzna w średnim wieku. Słyszał, jak rozmawiamy po polsku. Wie dużo o historii Kijowa. Mężczyzna jest artystą i filmowcem, ale jak mówi, ze sztuki trudno się żyje. – Nie tylko na Ukrainie – myślę w duchu. Mężczyzna opowiada o trudnych relacjach swojego kraju z sąsiadami, ale podczas rozmowy kilkukrotnie podkreśla, że trzeba patrzeć w przyszłość.

Doha – nowoczesne miasto na piaskach pustyni

Elegancka, pełna przepychu, ociekająca bogactwem. Często porównywana z Dubajem, choć znacznie od niego mniejsza. Doha – stolica Kataru – położona...

zobacz więcej

– Ukraina ma trudną i pogmatwaną historię. Z Polakami też nasze stosunki nie zawsze były dobre. Ale nie można żyć przeszłością. Liczy się to, co dopiero będzie. Nie można dopuścić do kolejnych konfliktów czy wojen. Trzeba być człowiekiem – mówi z uśmiechem. Trudno się z nim nie zgodzić.

Niedaleko Złotej Bramy znajduje się wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO sobór Mądrości Bożej. Świątynia została wybudowana w XI wieku. Przez dwieście lat była najważniejszą cerkwią miasta. W soborze zachowały się średniowieczne freski i mozaiki stworzone przez artystów ruskich i bizantyjskich.

W pobliżu soboru znajduje się monaster św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach – jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów w Kijowie. Klasztor wybudowano w XI wieku, w miejscu starożytnej świątyni, a siedem stuleci później był to jeden z najbogatszych klasztorów w imperium rosyjskim. Niestety, w latach 1934-1936 rząd ZSRR nakazał jego rozbiórkę. Udało się jednak uratować część zbiorów. Budynek odbudowano pod koniec ubiegłego stulecia, gdy Ukraina stała się niepodległym państwem.

To dla nas smutny czas

– Zgubiłaś się? – słyszę męski głos za moimi plecami. Gwałtownie się odwracam. Przede mną stoi starszy Ukrainiec i z uśmiechem spogląda na moją mapę. – Nie – odpowiadam.

– Zastanawiam się, czy czegoś tu nie pominęłam - dodaję. I tak zaczyna się rozmowa z Sergiejem. Jest już późny wieczór, ale na ulicach kręci się dużo ludzi. Przechodzimy przez Majdan - Plac Niepodległości, który był świadkiem tragicznych wydarzeń. Na przełomie lat 2004 i 2005 doszło tu do protestów z powodu sfałszowanych wyborów prezydenckich. Demonstracje określane są dziś jako pomarańczowa rewolucja. Zginęła jedna osoba. Osiem lat później (2013-2014) tłumy po raz kolejny wyszły na ulicę przeciwko urzędującemu prorosyjskiemu prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi. Demonstracje były skutkiem niepodpisania przez niego umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Zginęło około 100 osób.

Waranasi – duchowa stolica Indii

Waranasi – najświętsze miasto Indii i jedno z najstarszych na świecie. Miasto stanowi ważny ośrodek kultu wyznawców hinduizmu. Bezustannie...

zobacz więcej

– Jesteś z Polski? Mówicie w waszych mediach coś o wojnie na Ukrainie? – pyta z zaciekawieniem Sergiej. – Od demonstracji minęło już kilka lat, ale w naszym kraju ludzie giną cały czas. Niestety, nawet u nas niewiele się o tym mówi. To dla nas bardzo smutny czas. Nic nie możemy zrobić – wzdycha.

Do hostelu wracam najbardziej reprezentacyjną ulicą Kijowa. Na Chreszczatyku znajdują się drogie restauracje, galerie handlowe, puby i Filharmonia Narodowa. Aleja ciągnie się od Placu Niepodległości do Rynku Besarabskiego – hali targowej wybudowanej na początku XX wieku. Zaprojektował ją polski architekt Henryk Julian Gay.

Zaczepia mnie taksówkarz. – Taxi? Chcesz taxi? – pyta z nadzieją w głosie. – Nie, dziękuję, mieszkam niedaleko – odpowiadam. Chłopak przestaje namawiać, ale dopytuje, skąd jestem i czy mi się podoba. – Dużo tu Polaków przyjeżdża. Coraz więcej – mówi z uśmiechem.

Idę dalej. Spoglądam na mapę i postanawiam skrócić sobie drogę do hostelu. - Mówią coś u was o naszej wojnie? - to pytanie padnie jeszcze kilka razy podczas mojego pobytu w Kijowie. Starszy mężczyzna nie czeka jednak na moją odpowiedź.

- Nie można wierzyć mediom na Ukrainie. Nie mówią nam całej prawdy. To wszystko już za długo trwa. Wiesz, że wiele tutejszych banków należy do Rosjan? Rząd nic z tym nie robi. To o czym tu mówić – mówi ze smutkiem starszy mężczyzna.

Według danych Stowarzyszenia Ukraińskich Banków około 40 proc. kapitału pochodzi od Rosjan.

„Pomaganie to nasza codzienność”. Tak wygląda szkoła dla biednych dzieci w Indiach

Energiczna, przebojowa i twardo stąpająca po ziemi. Zuzanna Gupta z Choszczna zrezygnowała z wygodnego życia, aby wspólnie z indyjskim mężem...

zobacz więcej

Prawosławna Jerozolima i Matka Ojczyzna

Kijów może pochwalić się największym na Ukrainie kompleksem klasztornym wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ławra Peczerska jest siedzibą Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. To z powodu tego kompleksu wiele przewodników określa Kijów prawosławną Jerozolimą lub po prostu drugą Jerozolimą – choć mieszkańcy Ochrydy położonej w Północnej Macedonii na pewno by zaprotestowali. Na terenie ławry znajdują się liczne cerkwie. Wszystko zaczęło się od św. Antoniego, który prowadził pustelniczy tryb życia i zamieszkał w jednej z jaskiń.

Dołączyli do niego inni mnisi, w tym św. Teodozjusz. Pierwszy monaster powstał w XI wieku w jaskiniach (pieczarach) i im klasztory zawdzięczają nazwę. A już w kolejnym stuleciu miejsce to uznawane było za święte i zaczęły tu zjeżdżać tłumy pielgrzymów. Ławra Peczerska dzieli się na górną i dolną. W części górnej można podziwiać m.in. sobór Zaśnięcia Matki Bożej, cerkiew Wszystkich Świętych, cerkiew Trapezna pod wezwaniem św. Antoniego i Teodozjusza, a także dzwonnicę.

Dolna Ławra to podziemia – pieczary, a w nich można zobaczyć w szklanych trumnach pochowanych prawosławnych świętych. Znajduje się tam także wiele świątyń, w tym św. Antoniego, Wszystkich Mnichów, św. Teodozjusza czy Narodzenia Pańskiego. Najważniejszą relikwią jest słynąca z cudów ikona Zaśnięcia, która została przywieziona do Kijowa w XI wieku z Bizancjum. Podobno była darem dla Greków od Bogurodzicy.

Turcja – zimowe szaleństwo u stóp Gór Pontyjskich [GALERIA]

Ośnieżone szczyty gór, zalane słońcem doliny, widoki jak z pocztówki i trzaskający mróz. To nie Austria w zimowej odsłonie, a tureckie Erzurum....

zobacz więcej

Muszę przyznać, że Ławra Peczarska nas oczarowała. Obchodzimy ją ostatni raz dookoła i zadumani spoglądamy w stronę Dniepru. Ze wzgórz dokładnie widać charakterystyczny kijowski pomnik – Matkę Ojczyznę. Monumentalna statua waży ponad 500 ton. Za czasów komunizmu miała odwracać uwagę od Ławry Peczarskiej. Rzeźba przedstawia kobietę, która w jednej ręce trzyma 16-metrowy miecz, a w drugiej tarczę z godłem ZSRR. Zastanawiam się, jak teraz podchodzą do tego pomnika Ukraińcy – biorąc pod uwagę toczącą się wojnę na wschodzie kraju i ich obecne stosunki z Rosją.

Schodzimy ze wzgórz do Parku Wiecznej Chwały, w którym znajduje się kolejny ważny dla Ukraińców pomnik – Ofiar Wielkiego Głodu. Przypomina on o tragicznych wydarzeniach w latach 1932-33. Klęskę głodu na Ukrainie sztucznie wywołał Józef Stalin. Dziennie umierało nawet 25 tys. osób - zdarzały się przypadki kanibalizmu. Z głodu zmarło kilka milionów.

Schodzimy do centrum miasta i próbujemy dostać się na lotnisko. Tym razem jedziemy tramwajem. Na bilety wydajemy ostatnie drobne, jakie mamy. Niestety, po krótkiej chwili okazuje się, że wsiedliśmy do niewłaściwego tramwaju. No nic - trzeba poszukać bankomatu – myślę w duchu, choć wiem, że nie będzie to łatwe. Po drodze nie widziałam żadnego, a napotkani przechodnie także nie mieli pojęcia, gdzie mogą się znajdować. Po półgodzinnym marszu w końcu znajdujemy bank i – eureka - bankomat. Moja radość trwa jednak krótko. Bankomat owszem jest, ale można z niego wybrać pieniądze tylko o dużych nominałach. A my potrzebujemy drobnych, by dostać się na lotnisko. Trudno, trzeba wybrać – najwyżej wymieni się je w kantorze. Z pomocą przychodzi nam Ukrainiec. Po angielsku nie ma szans się z nim dogadać, więc próbuję po rosyjsku. Chcę się dowiedzieć, gdzie można wybrać mniejsze nominały.

– Nie ma sensu żebyś to robiła, przecież za chwilę masz samolot. Po co ci hrywny? Ten przejazd kosztuje grosze – mówi chłopak i wręcza mi do ręki banknot. Próbuję protestować, ale Ukrainiec macha na to wszystko ręką. – To nawet dla nas są grosze. Wracajcie bezpiecznie do Polski. Szczęśliwego lotu – mówi na pożegnanie.

źródło:
Zobacz więcej