Są oznakowane jako polskie, ale takie nie są. Produkty pod lupą

Maksymalna kara, jaką może nałożyć UOKiK, wynosi 20-krotność średniej krajowej (fot. Shutterstock/Syda Productions)

Opisane są jako produkty polskie, a w rzeczywistości pochodzą z innych krajów. Dotyczy to części artykułów spożywczych dostępnych w dyskontach na terenie naszego kraju. Zgodność kraju pochodzenia z etykietą towaru bada w takich sklepach m.in. Agrounia. Przypadki naruszeń jej członkowie zgłaszają do odpowiednich służb.

Łatwiej poznamy produkty bez GMO

„Bez GMO” oraz „Wyprodukowano bez stosowania GMO” – takie znaki zostaną wprowadzone od 1 stycznia 2020 r. Dzięki nowym oznaczeniom konsumenci...

zobacz więcej

Dziennie do organizacji dociera nawet 120 zgłoszeń w sprawie błędnego oznakowania produktów.

– Na opakowaniach drobnym drukiem umieszczona jest informacja o jego kraju pochodzenia, a na półce sklepowej pojawia się komunikat, że to produkt krajowy – mówi Michał Kołodziejczak z Agrounii. Powiedział, że nie zgadzają się one z rzeczywistą etykietą danego produktu.

Jak dodał, pochodzenie danych produktów można sprawdzić w dokumentach, które powinien mieć sklep.

Problem dotyczy nawet 10 proc. owoców i warzyw dostępnych w dużych sieciach spożywczych. – Mówią o tym całościowe dane za miniony rok – informuje Małgorzata Cieloch, rzeczniczka Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta.

Rzeczniczka przypomniała, że maksymalna kara, jaką może nałożyć UOKiK, wynosi 20-krotność średniej krajowej, czyli około 100 tys. zł.

Agrounia planuje w przyszłym tygodniu złożenie pozwu przeciwko jednej z sieci sklepów, za fałszowanie pochodzenia produktów.

źródło:
Zobacz więcej