RAPORT

Wojna na Ukrainie

Snajperzy FSB zabici w Syrii. Turcja grozi wojną sojusznikowi Rosji

Pierwsze trzy dni lutego przyniosły krwawe wydarzenia w północno-zachodniej Syrii (fot. Shutterstock/Getmilitaryphotos)
Pierwsze trzy dni lutego przyniosły krwawe wydarzenia w północno-zachodniej Syrii (fot. Shutterstock/Getmilitaryphotos)

Z dnia na dzień zaostrza się sytuacji na północnym zachodzie Syrii. Giną żołnierze syryjscy, tureccy i rosyjscy. Wypracowany z trudem przez Kreml kruchy układ sił może się zawalić niczym domek z kart.

Rosja pomaga Syrii w walce z Turcją. Trump: To dobrze

Prezydent Donald Trump powiedział, że „to dobrze”, że Rosja pomaga Syrii. Dodał, że nałożenie sankcji na Turcję jest lepsze niż angażowanie USA w...

zobacz więcej

Jeszcze niedawno sytuacja w północno-zachodniej Syrii wyglądała na ustabilizowaną. W Idlib okopali się rebelianci – w części islamiści z Hayat Tahrir al-Sham (HTS), w części ugrupowania wspierane przez Turcję (głównie Wolna Armia Syryjska). Aby zapobiec starciom rebeliantów z siłami rządowymi Syrii ustalono tzw. strefę deeskalację, którą patrolowali wspólnie żołnierze rosyjscy i tureccy.

Zgodnie z wcześniejszymi porozumieniami Władimira Putina i Recepa Tayyipa Erdogana od 12 stycznia obowiązywać miało zawieszenie broni. Jednak szybko armia rządowa, wspierana przez proirańskie milicje szyickie, wznowiła ofensywę w Idlib. Rosjanie nie tylko nie zatrzymali Asada, ale ich lotnictwo wspiera operację lądową Damaszku.

Setki tysięcy kolejnych uchodźców zaczęło uciekać w stronę tureckiej granicy, a robiące z każdym dniem postępy siły rządowe konsekwentnie dążą do zupełnego zniszczenia ostatniej enklawy rebelii. Na dodatek 26 stycznia żołnierze Asada zaatakowali też rebeliantów na zachód od Aleppo.

Ankara straciła w końcu cierpliwość. Erdogan publicznie zaczął ostro krytykować Rosję. Pierwsze trzy dni lutego przyniosły zaś krwawe wydarzenia w północno-zachodniej Syrii, które mogą doprowadzić do otwartej wojny turecko-syryjskiej i załamania współpracy Turcji z Rosją.

Rosja przerzuca do Syrii wojsko z Czeczenii

Rosyjskie ministerstwo obrony podało, że do strefy zdemilitaryzowanej w Syrii, zlokalizowanej przy granicy z Turcją, wysłano dodatkowo 300...

zobacz więcej

Najpierw zginęło kilku rosyjskich żołnierzy – niewykluczone, że w ataku na nich brali udział protureccy rebelianci. Następnego dnia wojska Asada ostrzelały posterunki tureckie w Idlib, zabijając kilku żołnierzy. Na odwet Ankary nie trzeba było czekać długo – straty syryjskie były jeszcze większe. Erdogan grozi inwazją na Idlib, jeśli ofensywa syryjska (wspierana przez Rosję i Iran) nie zostanie zatrzymana.

Śmierć snajperów

Informacje o śmierci czterech oficerów Centrum Specjalnego Przeznaczenia FSB (CSN FSB) pojawiły się w niedzielę 2 lutego. Jako pierwszy poinformował o tym Telegram-kanał specjalizujący się w doniesieniach o działalności struktur siłowych. Zaraz potem doniesienia na ten temat pojawiły się w innych prokremlowskich Telegram-kanałach i społecznościach w VKontakte, opisujących rosyjskie struktury siłowe. Są w nich różne wersje wydarzeń, ale pewne jest to, że zginęli czterej Rosjanie i że doszło do tego w sobotę 1 lutego w rejonie Aleppo. Wiadomo, że obecnie syryjskie wojska rządowe prowadzą tam ofensywę przeciwko rebeliantom.

Syryjczyków tradycyjnie już wspiera rosyjski specnaz. Takie zadanie realizowało czterech oficerów specjalnych jednostek FSB. To były dwie pary snajperskie (w każdej takiej parze jeden oficer jest klasycznym snajperem, zaś drugi naprowadza na cele i osłania kolegę). Ich pojazd miał wpaść pod ostrzał moździerzowy. Inna wersja mówi, że wpadli na minę.

Po stracie pojazdu otoczeni Rosjanie mieli się ostrzeliwać, ale w końcu ulegli przewadze napastników. Są też doniesienia, że rannych w wybuchu snajperów rebelianci dobili. Doszło do tego na zaminowanej drodze w pobliżu miejscowości Zahra, na północny zachód od Aleppo.

Krąży też – niepotwierdzona – informacja, że Rosjanie zginęli, bo porzucili ich na polu walki syryjscy żołnierze. Wszystko wydarzyło się bowiem w dniu, w którym rebelianci przeprowadzali kontratak na pozycje syryjskiej armii – osłaniane właśnie przez rosyjskich snajperów.

Strefa bezpieczeństwa, ale pod międzynarodową kontrolą. Propozycja ws. Syrii

Państwa NATO są podzielone w sprawie tego, co zrobić w związku z sytuacją w północno-wschodniej Syrii. Niemiecka minister obrony Annegret...

zobacz więcej

Rebelianci wykorzystać mieli bojowników-samobójców na zaminowanych samochodach. Zaskoczeni żołnierze rzuci się do ucieczki (częste zjawisko w takich sytuacjach w armii Asada) i w efekcie Rosjanie zostali sami. W ataku brała udział formacja Hayar Tahrir al-Sham (HTS), uznawana za terrorystyczną zarówno w Rosji, jak i na Zachodzie, a także oddziały składające się głównie z Uzbeków. Od lat walczą zarówno z Asadem, jak też z Państwem Islamskim i z Kurdami. Ale z nieoficjalnych informacji wynika, że w ataku brali też udział bojownicy jednego z protureckich oddziałów działających w tym rejonie.

Syryjski poligon

Wątpliwe, by władze rosyjskie oficjalnie potwierdziły śmierć swoich oficerów i okoliczności zdarzenia. Nieoficjalnie jednak wiadomo już, kim byli zabici przez rebeliantów Rosjanie. W jednej parze służyli 32-letni major Bułat Achmatianow, pochodzący z Republiki Mari El oraz jego rówieśnik, porucznik Wsiewołod Trofimow z obwodu tambowskiego (jego śmierć potwierdziła FSB w Tambowie). W drugiej parze służyli 41-letni major Rusłan Gimadijew i 34-letni kapitan Dmitrij Minow.

Rosyjskiemu specnazowi przy wsparciu lotnictwa udało się zabrać ciała poległych. Cała czwórka walczyła w Syrii w składzie pododdziału „realizującego zadania w walce z terrorystami”. Achmatianow i Trofimow byli oficerami Zarządu „S” („Smiercz”) Centrum Specjalnego Przeznaczenia FSB. Gimadijew i Minow służyli w Zarządzie „K” („Kawkaz”) CSN FSB.

Centrum Specjalnego Przeznaczenia FSB stworzył w 1998 r. ówczesny szef Łubianki Władimir Putin. CSN FSB to po prostu struktura w skład której wchodzą jednostki specnazu tej służby. Te bardziej znane, wywodzące się z czasów sowieckich, to Alfa (Zarząd „A”) i Wympieł (Zarząd „W”). Zabici pod Aleppo należeli do dwóch pozostałych. Zarząd „K” jest dyslokowany i działa głównie na Kaukazie. Zarząd „S” to zarząd operacji specjalnych Centrum Specjalnego Przeznaczenia FSB.

Prezydent Turcji: Nigdy nie ogłosimy zawieszenia broni w Syrii

Turcja nigdy nie ogłosi zawieszenia broni w północno-wschodniej Syrii – oświadczył prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan w rozmowie z...

zobacz więcej

Przedstawicieli Zarządu „K” w Syrii widywano już co najmniej od 2016 r. I już wcześniej ponosili straty. Na przykład w maju 2019 r. na północnym zachodzie prowincji Hama. Mniej o aktywności w Syrii wiadomo w przypadku Zarządu „S”. Choćby dlatego, że jest dużo mniej liczny niż trzy pozostałe. I jest bardziej elitarną jednostką. To była Służba Operacji Specjalnych Centrum Specjalnego Przeznaczenia FSB.

Wspierając syryjskich żołnierzy, snajperzy specnazu FSB zdobywają cenne bojowe doświadczenie. Od lat Syria jest wartościowym poligonem dla Rosji, jej wojsk i uzbrojenia. Udział w bezpośrednich walkach – zwłaszcza, że można je ukrywać i wiążą się ze stosunkowo niskim ryzykiem dużych strat – jest nieporównanie cenniejszym doświadczeniem niż zwykłe ćwiczenia.

Taka tradycja zdobywania doświadczenia bojowego przez specnaz służb cywilnych w operacjach prowadzonych przez regularne wojsko była powszechna już w czasach sowieckich. Choćby jednostka Alfa KGB brała udział w wojnie w Afganistanie. Nie tylko szturmowała pałac prezydenta Amina, ale też potem brała udział w walkach u boku sowieckiej armii.

Erdogan się rozsierdził

Śmierć czterech Rosjan pod Aleppo wskazuje na gwałtowny wzrost zagrożenia dla żołnierzy, których Putin wysłał do Syrii. Wiąże się to z eskalacją działań wojennych w tej części kraju, a przede wszystkim widoczną zmianą stanowiska Turcji. Śmierć czterech rosyjskich oficerów, prawdopodobnie z rąk protureckich rebeliantów, może jeszcze bardziej pogłębić kryzys w relacjach Turcji z Rosją w ostatnich dniach. Erdogan otwarcie oskarża Rosję o niedotrzymywanie ustaleń w Syrii i o wysyłanie najemników na pomoc Haftarowi w Libii (tam Turcja wspiera rząd w Trypolisie).

Turcja jak koń trojański Rosji. Ale nikt jej z NATO nie wyrzuci

Szantaż Ankary w sprawie planów obronnych NATO daje kolejny argument do ręki zwolennikom wykluczenia Turcji z Sojuszu. I znów też Erdogan robi coś,...

zobacz więcej

1 lutego Erdogan ogłosił, że nie wyklucza możliwości przeprowadzenia przez Turcję nowej operacji w Syrii. Następnego dnia w rejon granicy Turcy przerzucili ponad 200 pojazdów wojskowych. Kryzys gwałtownie pogłębił się, gdy tego samego dnia w wyniku ostrzału syryjskiego zginęło co najmniej sześciu tureckich żołnierzy.

Ministerstwo Obrony Rosji twierdzi, że Turcy trafili pod ostrzał, bo nie uprzedzili o swych ruchach, ale Ankara temu zaprzecza. W odwecie Turcja przeprowadziła ataki na pozycje sił rządowych. Według Ankary zaginęło blisko 80 żołnierzy Asada, natomiast źródła opozycyjne syryjskie mówią o 13 zabitych.

Wymiana ognia między Turkami i Syryjczykami niesie duże ryzyko dla Rosjan współdziałających na froncie z reżimową armią. Jeszcze gorzej może być, jeśli Erdogan zrealizuje groźby. Turecki prezydent wyraźnie podwyższa stawkę. 3 lutego Erdogan przyleciał z wizytą do Kijowa. To było już drugie spotkanie z Wołodymyrem Zełenskim w ciągu pół roku. Erdogan powtórzył tam, że Turcja uznaje aneksję Krymu za nielegalną i skrytykował działania Rosji w Syrii.

Tego samego dnia Turcy odmówili przeprowadzenia wspólnych patroli z Rosjanami w jednym z rejonów Syrii. Na granicę przyjechał za to minister obrony Hulusi Akar i dowódcy rodzajów sił tureckiej armii. Akar towarzyszył Erdoganowi podczas wizyty w Kijowie, ale na wieść o zaostrzeniu sytuacji w Syrii odleciał natychmiast do Ankary.

Erdogan traci cierpliwość i już chyba nie liczy na to, że uda się dogadać z Moskwą, by kwestię Idlib rozwiązać politycznymi metodami. Rosjanie bowiem nie chcą zatrzymać ofensywy Asada. W ciągu ostatnich 10 dni siły rządowe przejęły kontrolę nad 54 miejscowościami w Idlib. W walkach zginęło ponad 600 żołnierzy i bojowników. Przy tym tempie ofensywy sił rządowych rebelianci mogą do kwietnia stracić około połowy obecnie kontrolowanego terytorium. Ankara może więc zacząć na większą skalę dostarczać rebeliantom nowoczesną broń, w tym przeciwczołgowe ręczne wyrzutnie rakietowe oraz przenośne wyrzutnie przeciwlotnicze.

A jeśli to nie pomoże, nie można faktycznie wykluczyć wejścia tureckiej armii do Idlib. Wszystkie dotychczasowe tureckie operacje wojskowe w Syrii były wymierzone w Kurdów (Tarcza Eufratu, Gałązka Oliwna, Krynica Pokoju). Teraz może dojść do bezpośredniego starcia wojsk Turcji i Syrii, co może naruszyć budowany przez trzy lata przez Moskwę kruchy układ sił w Syrii.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej