Raport

Epidemia koronawirusa

Jak Agnieszka Holland jeść nożem i widelcem Anglików uczyła

Czy liberalni luminarze chcą kogokolwiek przekonywać do swoich racji, czy już tylko obrażać – nawet obce narody? (fot. PAP/EPA/NEIL HALL)

Przyzwyczailiśmy się już w Polsce, że ludzie, którzy nazywają się liberałami i uważają za dziedziców wolnościowych i demokratycznych tradycji XVIII i XIX wieku, zajmują się przede wszystkim obrażaniem wszystkich, których uważają za gorszych od siebie.

Holland pisze do Brytyjczyków: Wybraliście niechlujnego narcyza na premiera

Nasze przesłanie brzmiało: Kochamy was, jesteście dla nas ważni, jesteśmy społecznością. Jednak ta kampania nie spotkała się z odpowiednią reakcją,...

zobacz więcej

Wolność słowa to dla nich przede wszystkim dyktatura światopoglądowa jednej ideowej opcji – bezkrytycznych miłośników transformacji, sojuszników unijnej biurokracji; że to jedynie słuszne zapatrzenie w liberalne koterie trzęsące metropoliami zachodniego świata. Jeśli liberalne elity mówią o Polsce, to niemal zawsze wlecze się za tym długi cień pedagogiki wstydu.

Ot, przepraszają choćby i tłumaczą się zachodniemu światu z polskiego antysemityzmu – choć historia, którą coraz lepiej znamy, wskazuje, że niektóre zachodnie państwa i społeczeństwa mają w tym względzie o wiele więcej za uszami, niż Polacy w XIX i XX wieku żyjący na ogół pod cudzym dyktatem.

Widać jednak, że czasem za mało im nawet polskiego podwórka. Brexit dla Agnieszki Holland stał się znakomitą okazją, by przyłożyć nie wąsato-prawicowemu Januszowi z Polski B, ale poczciwemu Johnowi Smith – przeciętnemu „Angolowi”, który zdecydował o Brexicie. Na łamach opiniotwórczego „The Guardian” opublikowała felieton, który – nie owijając w bawełnę – można nazwać bezczelną połajanką pod adresem sporej części brytyjskiego społeczeństwa. Dostało się też porządnie szefowi rządu Wielkiej Brytanii, Borisowi Johnsonowi, którego reżyserka nazwała „niechlujnym premierem-narcyzem”.

Wszystko wskazuje na to, że liberalni arbitrzy elegancji na dobre stracili cierpliwość względem nie dość europejskich Europejczyków. I nie tłumaczą już nam świata z protekcjonalnymi minami mądrych belfrów znudzonych głupotą nieznośnych uczniaków. Wbrew modnym pedagogicznym nurtom, głoszącym bezstresowe wychowanie – walą po prostu na odlew po łbie co głupsze narody i ich mniej europejskie warstwy społeczne.

Tusk „z entuzjazmem” o Szkocji poza Wielką Brytanią. „Czasem czuję się jak Szkot”

Były przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk w wywiadzie dla BBC powiedział, że Szkocja zostałaby przyjęta „entuzjastycznie” w Unii...

zobacz więcej

W ostatnich latach, jak się już rzekło, nadwiślańscy liberałowie (i liberałki oczywiście też) skupiali się przede wszystkim na werbalnej przemocy wobec tuziemców, autochtonów zatruwających im powietrze i polityczną atmosferę między Odrą a Bugiem, Bałtykiem i Tatrami.

Dawno już stracili do nas cierpliwość: kilka dekad uczyli nas jeść nożem i widelcem po europejsku. Choć dodajmy, że wcześniej nierzadko to właśnie ich dziadkowe, rodzice, krewni i znajomi uczyli Polaków jeść nożem i widelcem po sowiecku. I w końcu, ujmując rzecz najłagodniej, szlag ich trafił, bo naród niepojętny, wciąż nożem i widelcem chce jeść po swojemu i nie tym co trzeba przy urnie wyborczej władzę oddaje.

Okazuje się jednak – co Anglicy przegłosowali a władze polityczne i królowa Elżbieta II usankcjonowali – że i tam, w wielkim świecie, antyliberalna i antyunijna ciemnota kwitnie, pączkuje i psuje tak pięknie rysującą się przyszłość.

Przyszłość w Europie coraz bardziej scentralizowanej i w coraz większym stopniu podległej aż nadto z siebie zadowolonej unijnej elicie. Teraz zatem Agnieszka Holland postanowiła wyspiarzom wskazać, że nożem i widelcem posługują się naprawdę mało po europejsku. Otwarte pozostaje pytanie, jak sami Anglicy zareagują na tę pedagogikę wstydu z eksportu.

Trafnie ktoś zauważy, że Agnieszka Holland, osoba o uznanym w świecie dorobku, miała pełne prawo się zaniepokoić. Brexit stanowi przecież wyzwanie i dla Wielkiej Brytanii i dla Europy, której potrzeb nie powinniśmy zawężać do interesów unijnych elit.

Brexitowe zmiany w polskim Sejmie. Wiadomo, kto zastąpi Dominika Tarczyńskiego

Przypadający Polsce dodatkowy mandat w Parlamencie Europejskim po brexicie obejmie poseł PiS Dominik Tarczyński. W związku z tym powstanie wakat w...

zobacz więcej

Wprost powiedział o tym niedawno prof. Ryszard Legutko, europarlamentarzysta z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, który stwierdził w mediach, że „Brexit nie jest dobrym posunięciem dla Polski. Wielka Brytania była krajem, który w Unii wprowadzał trochę zdrowego rozsądku”.

Rzecz jasna, perspektywy prof. Legutko i Agnieszki Holland mocno się różnią. Jednak zarówno na poziomie geopolitycznym, ekonomicznym i społecznym Brexit jest w takim samym stopniu zamknięciem, jak i otwarciem pewnych procesów. Ważnym i dla Polaków żyjących na Wyspach, i dla naszej polityki w Unii Europejskiej.

Kłopot w tym, że do Anglików dotarł z Polski właśnie – za sprawą Agnieszki Holland – obraźliwy dla znacznej części z nich, dość arogancki komentarz. Przeciętny Anglik, jeśli już zauważy jej wypowiedź, nie będzie roztrząsał, jaką opcję polityczną czy światopoglądową reprezentuje autorka felietonu z „The Guardian”. Dla nich to po prostu głos z Polski.

Anglicy nie mają takich kompleksów wobec „europejskich autorytetów” jak niemała część polskiego społeczeństwa, tego, które usilnie stara się jeść nożem i widelcem po europejsku. Zatem nie będzie im w smak ton nie stroniący od inwektyw i złośliwości.

Najprawdopodobniej Agnieszka Holland po prostu tego nie rozumie. Przywykła do oklasków. Uważa więc najwyraźniej, że jej adwersarze powinni grzecznie jej słuchać i nie rezonować. Ale to już tak nie działa nawet w Polsce, więc tym bardziej nie sprawdzi się wśród ludu Albionu.

źródło:
Zobacz więcej