Raport

Epidemia koronawirusa

Nowy premier Iraku i sprawa wycofania wojsk USA

Iracki parlament (fot. PAP/EPA )

Wydarzenia, które miały miejsce na początku tego roku w Iraku, doprowadziły do, przynajmniej chwilowego, zwarcia szeregów antyamerykańskiego obozu w tym kraju. Iracka polityka pełna jest jednak zaskakujących zwrotów akcji, o czym świadczy nominacja Mohammada Tawfiqa Allawiego na premiera. Nie kończy to jednak kryzysu politycznego w Iraku, lecz otwiera nowy jego rozdział. Może mieć też wpływ na sprawę obecności obcych wojsk w tym kraju.

USA w pułapce w Iraku: wycofanie lub wojna

Atak tłumu Irakijczyków na ambasadę USA w Bagdadzie to konsekwencja amerykańskiego nalotu na bazy Haszed Szaabi. Formacja ta, bez względu na jej...

zobacz więcej

Nowy premier bez zaplecza politycznego

Nic tak nie łączy szyickich polityków w Iraku jak niechęć do USA. Dzieli ich natomiast nie tyle stosunek do Iranu co walka o władzę. Nominacja Mohammada Tawfiqa Allawiego zakończyła w sobotę ponad dwumiesięczny okres targów politycznych związanych z rezygnacją dotychczasowego premiera Adela Abdel Mahdiego. Poprzednik Allawiego podał się do dymisji pod naciskiem antykorupcyjnych protestów, które wybuchły w październiku 2019 r. Jednak po tym jak USA zbombardowały bazy, będące częścią irackich sił zbrojnych Haszed Szaabi, zabijając 25 Irakijczyków, a potem dowódcę Abu Mahdiego al-Muhandisa oraz gen. Kassema Sulejmaniego, pojawiła się opcja utrzymania Mahdiego na stanowisku szefa irackiego rządu. Ostatecznie jednak tak się nie stało.

Allawi musi jeszcze zostać zatwierdzony przez parlament, ale zważywszy, że popierają go obydwie rywalizujące dotąd ze sobą frakcje szyickie, tj. związana z Haszed Szaabi Fatah Hadiego al-Ameriego oraz Sairun Muktady as-Sadra, to można oczekiwać, iż to nastąpi. Inną kwestią jest jednak to, czy Allawiemu uda się stworzyć nowy rząd. Nowy premier dwukrotnie sprawował funkcję ministra komunikacji (w latach 2005-2006 i 2010 – 2012) w rządzie Nuriego al-Malikiego i dwukrotnie składał rezygnację w proteście przeciwko sektariańskiej (tj. opartej na podziale szyicko-sunnickim) polityce ówczesnego premiera oraz jego dążeniu do dyktatury. To mogłoby skłaniać do konstatacji, że jego kandydatura powinna odpowiadać protestującym i wzbudzać obawy ze strony obozu proirańskiego.

W irackiej polityce nic nie jest jednak proste, więc jest dokładnie odwrotnie. Poparcie jakie uzyskał od obozu proirańskiego (i prawdopodobnie również samego Iranu) jest efektem tego, że jako osoba bez zaplecza politycznego (nie jest nawet deputowanym) postrzegany jest jako słaby i niezdolny do przełamania wpływów największego bloku politycznego w parlamencie tj. proirańskiej Biny, której trzonem jest wspomniany wcześniej Fatah. Z tego też powodu nominacja ta spotkała się z dość chłodną reakcją ambasady USA w Iraku.

Demonstranci wdarli się do ambasady USA w Bagdadzie. Interweniuje wojsko

Kilkaset osób zebrało się we wtorek przed budynkiem ambasady w Bagdadzie w proteście przeciw amerykańskim nalotom na cele związane z szyicką...

zobacz więcej

Przebiegłość Sadra

Znacznie bardziej skomplikowana jest motywacja Muktady as-Sadra, który również poparł Allawiego. Sadr, znany polskim żołnierzom jako twórca Armii Mahdiego, z którą nasi starli się w 2004 r. w bitwie o ratusz w Karbali, od dawna prezentuje się jako zwolennik reform, odejścia od partyjniactwa oraz sektarianizmu, zwalczania korupcji i ograniczenia wpływów Iranu w Iraku. Dlatego właśnie ten wzbudzający kontrowersje, ale również mający ogromne wpływy kleryk poparł antyrządowe protesty zaraz po tym jak one wybuchły. Po czym wyjechał do Iranu, gdzie w czasie uroczystości z okazji święta Aszury siedział między irańskim Najwyższym Przywódcą Alim Chameneiem i gen. Kassemem Sulejmanim. Mimo to Sadr w dalszym ciągu podtrzymywał swój image iranosceptyka i nacjonalisty arabsko-irackiego, a także ofiary proirańskich milicji. Dowodem miał być ostrzał jego domu w Nadżafie, który jednak w tym czasie stał pusty, bo gospodarz bawił w irańskiej stolicy religijnej.

Antyirańskość irackich protestów ma zresztą charakter wtórny i związana jest w dużej mierze z mającym długą tradycję w tym kraju obsesyjnym poszukiwaniem Irańczyków w szeregach przeciwników politycznych. Propaganda Saddama twierdziła np. że w 1991 r. to nie Irakijczycy z południa Iraku powstali przeciwko niemu, ale doszło do inwazji Irańczyków przebranych za Irakijczyków. I znaczna część opinii publicznej to przyjęła. Dlatego nie dziwi rzucanie na lewo i prawo wątpliwych oskarżeń, że to Irańczycy krwawo tłumią protesty w Iraku, przebierają się za służby porządkowe, a Haszed Szaabi to nie Irakijczycy tylko „irańskie milicje”. Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że USA odegrały znaczącą rolę w nadaniu protestom antyirańskiego charakteru.

Światowe agencje: USA wychodzą z Iraku. Szef Pentagonu: Nic takiego nie planujemy

Stany Zjednoczone nie mają w planach wycofania się z Iraku – stwierdził w poniedziałek szef Pentagonu Mark Esper. Informacje, że wojskowa koalicja...

zobacz więcej

Rezolucja parlamentu i jej skutki

Wydarzenia z początku roku wiele jednak zmieniły i zmusiły protestujących do symetrycznego zdystansowania się od USA. Warto przy tym podkreślić, że ostrzelanie Amerykanów w bazie al-Assad przez Iran było takim samym naruszeniem suwerenności Iraku jak wcześniejsze działania USA, ale niewielu na to zwróciło już uwagę. Podobnie jak na kolejne naruszenie suwerenności tego państwa przez Turcję, która w północnym Iraku zbombardowała bazy YBS, jazydzkiej organizacji militarnej, powiązanej z walczącą przeciwko Turcji PKK. YBS jest jednak tak samo częścią sił zbrojnych Iraku jak Haszed Szaabi.

Konsekwencją działań podjętych przez USA na początku tego roku w Iraku było przyjęcie przez parlament rezolucji wzywającej do opuszczenia tego kraju przez siły USA i innych państw oraz zobowiązującej premiera do podjęcia stosownych działań by do tego doprowadzić. Ta sprawa wywołała też wiele nieporozumień w Polsce, gdyż w Iraku przebywają również polscy żołnierze, przy czym ich misja ma charakter techniczny i szkoleniowy, a nie bojowy. Obecność ich, podobnie jak Amerykanów i wszystkich innych krajów (z wyjątkiem Turków), w Iraku wynika z dwustronnej umowy rządowej zawartej z inicjatywy irackiej. Przed eskalacją, która zaczęła się w grudniu 2019 nikt w Iraku, łącznie z Sadrem oraz Haszed Szaabi, nie zgłaszał zastrzeżeń co do obecności naszych wojsk w Iraku. Dotyczyło to również wszystkich innych krajów z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i USA.

Parlament Iraku żąda usunięcia wojsk USA z kraju

Iracki parlament przegłosował rezolucję nakazującą rządowi zakończenie obecności obcych wojsk na terenie kraju. Sprawa jest związana z amerykańskim...

zobacz więcej

Umowy dotyczące obecności wojsk nie zostały wypowiedziane

Sama rezolucja parlamentu nie oznaczała zatem wypowiedzenia umów międzyrządowych, a były już premier Adel Abdel Mahdi jedynie wezwał Amerykanów do przedstawienia kalendarza wycofania wojsk, co USA odrzuciło. Mahdi nie dokonał jednak wypowiedzenia umowy, na podstawie której żołnierze USA są obecni w Iraku. Tym bardziej dotyczy to kontyngentów innych krajów, w tym Polski. Nie oznacza to jednak, że problemu nie ma. Samej rezolucji też nie należy lekceważyć, gdyż przyjął ją parlament wybrany demokratycznie według reguł przyniesionych do Iraku przez USA i poniekąd również Polskę. Za zagłosowało 172 spośród 329 deputowanych i nie ma znaczenia, że część członków irackiego parlamentu bojkotowała posiedzenie.

Wiele wskazuje na to, że przyjęcie wspomnianej rezolucji i determinacja szyickich polityków by doprowadzić do wyprowadzenia wojsk USA (innych krajów niekoniecznie, o czym napiszę później) z Iraku związana była bardziej ze śmiercią Abu Mahdiego al-Muhandisa, a nie Kassema Sulejmaniego. I było to duże zaskoczenie dla Amerykanów, dla których śmierć lidera Haszed Szaabi była tylko efektem ubocznym. Tymczasem dla szyickich polityków było to uderzenie w jednego z nich, czyli każdy mógłby być następny.

Szatkowski: Jesteśmy gotowi kontynuować misję w Iraku

Ambasador RP przy NATO Tomasz Szatkowski przyznał w wywiadzie udzielonym Polskiej Agencji Prasowej, że Polska jest gotowa kontynuować misję NATO w...

zobacz więcej

„Marsz miliona” i paraliż sił międzynarodowych

Przyjęcie rezolucji oznaczało też zakopanie topora wojennego między Sadrem a Fatah i Haszed Szaabi. Do spotkania kilku najważniejszych liderów obozu proirańskiego w Iraku z Muktadą doszło w irańskim Qom, gdzie uzgodniono zorganizowanie tzw. marszu miliona przeciwko obecności amerykańskiej w Iraku. Sadr rzeczywiście zorganizował ogromną manifestację, która, wbrew obawom, miała jednak charakter pokojowy. „Marsz miliona” był bowiem demonstracją siły, ale nie miał na celu jej użycia przeciwko USA. Takich planów nie ma obecnie ani Sadr, ani też liderzy szyickich milicji i obozu proirańskiego, gdyż mają świadomość, że konsekwencje takich działań dla Iraku będą bardzo poważne, a nowa wojna w tym kraju może doprowadzić do rozpadu państwa. Celem jest zatem wywarcie maksymalnej presji politycznej, by zmusić USA do opuszczenia Iraku.

Amerykanie wyraźnie nie przewidzieli takiego rozwoju sytuacji. Faktem jest, że dopóki nie dostaną formalnego wypowiedzenia umowy od irackiego rządu to mogą utrzymywać, że rezolucja parlamentu nie ma znaczenia dla ich statusu i nie zobowiązuje ich do podejmowania jakichkolwiek rozmów w sprawie wycofywania swoich sił. Problem jednak w tym, że reakcja parlamentu i rządu Mahdiego na działania USA, naruszające suwerenność Iraku doprowadziła do całkowitego paraliżu sił USA i innych krajów międzynarodowej koalicji w Iraku. USA mają więc obecnie znacznie mniejsze możliwości realizacji zarówno swojego formalnego zadania, jakim jest zwalczanie Państwa Islamskiego, jak i znacznie ważniejszego dla nich, tj. blokowania Iranu.

Prezydent: Wycofamy wojsko z Iraku, jeśli władze tego kraju tego zechcą

Polskie oddziały w Iraku zostaną wycofane z tego kraju, jeżeli władze nie będą chciały jego obecności i będzie zgoda sojuszników z NATO –...

zobacz więcej

NATO zamiast USA?

Sytuacja jest więc patowa. Z jednej strony dalsza obecność sił USA i międzynarodowych w Iraku nie ma większego sensu, jeśli jedynym zadaniem przez nie realizowanym będzie dbanie o własne bezpieczeństwo. Wprawdzie ani Sadr ani Haszed Szaabi nie chcą konfrontacji zbrojnej, ale po zabiciu Abu Mahdiego i Sulejmaniego wzrosło prawdopodobieństwo działań niektórych milicji na własną rękę. Ponadto bez współpracy z rządem irackim działania sił USA w Iraku są na dłuższą metę niemożliwe, chyba że zmieniłyby one swój status na okupacyjny, ale to jest raczej niepożądane przez Amerykanów.

Warto przy tym podkreślić, że polski kontyngent nie był dotychczas celem żadnego ataku i nic nie wskazuje na to, by się miało to zmienić. Z drugiej jednak strony Amerykanie wiedzą, że wycofanie się ich z Iraku w tym momencie byłoby odczytane jako wielki triumf Iranu i doprowadziłoby do znacznego wzmocnienia wpływów irańskich w Iraku. Natomiast iraccy politycy domagający się wycofania USA z Iraku poważnie liczą się z konsekwencjami zapowiedzianymi przez Trumpa, tj. m.in. sankcjami wobec Iraku oraz zablokowaniem funduszy ze sprzedaży ropy zdeponowanych w Banku Rezerw Federalnych w Nowym Jorku. Takie działania miałyby wprawdzie również konsekwencje dla USA oraz doprowadziłyby do zacieśnienia relacji iracko-irańskich, ale jednocześnie zrujnowałyby Irak i doprowadziłyby do pogłębienia i tak już bardzo poważnego kryzysu politycznego. Mogłyby nawet doprowadzić do wojny, rewolucji i rozpadu Iraku, a tego szyiccy politycy bynajmniej nie chcą.

Po obu stronach zaczęły się pojawiać pewne sugestie, które ostatecznie mogą doprowadzić do rozwiązania problemu. Trump na spotkaniu z dążącym do utrzymania dobrych relacji iracko-amerykańskich prezydentem Iraku Barhamem Salihem stwierdził, że nie wyklucza wycofania wojsk USA, ale nie może to nastąpić pod presją. Ponadto Amerykanie zapowiedzieli, że kwestia wycofania ich wojsk musi być rozpatrywana w kontekście całokształtu relacji iracko-amerykańskich, a zatem m.in. pomocy wojskowej udzielanej przez USA Irakowi. USA już wstrzymała dostawy uzbrojenia do irackich F16. Amerykański prezydent sugerował natomiast, że inne kraje NATO powinny bardziej zaangażować się na Bliskim Wschodzie. Z tym poglądem częściowo koresponduje też wypowiedź dyrektora irackiego Centrum na rzecz Dialogu al-Rafidain Zaida al-Talqaniego na konferencji w Teheranie na początku stycznia, w której podkreślił on, że kluczowe znaczenie z ich punktu widzenia ma doprowadzenie do wycofania się USA, a niekoniecznie innych sił.

Państwa są winne Polsce miliardy. Największy z dłużników od 30 lat nie płaci ani grosza

Na Irak przypada połowa zobowiązań, jakie mają wobec Polski wszyscy nasi dłużnicy razem wzięci. Mowa aż o 4,2 mld zł, przy czym od 30 lat Irak nie...

zobacz więcej

Rola Polski

Ewentualny kompromis polegałby zatem na tym, że Amerykanie zastąpieni byliby przez inne siły, w tym np. polskie, które w takich warunkach mogłyby zwiększyć swoją obecność w Iraku. Oczywiście wywołałoby to zapewne nową burze polityczną w Polsce, opartą w dużej mierze na ignorancji. Cały czas chodziłoby bowiem o misję szkoleniowo-techniczną, a nie bojową, której celem nie byłoby blokowanie Iranu i walka z Haszed Szaabi, ale wspieranie walki sił irackich z Państwem Islamskim. Obecność sił międzynarodowych sprzyjałaby jednak równoważeniu przez Irak swoich relacji z Iranem i NATO. Ograniczyłaby też zapowiadany zwrot Iraku w kierunku współpracy militarnej z Rosją i Chinami. Kluczowe znaczenie ma jednak to, że rozwiązanie takie wyszłoby od samych Irakijczyków i miałoby też poparcie obozu proirańskiego w Iraku.

Polska przy tym wciąż ma dobrą opinię w Iraku i nie jest postrzegana jako wróg przez Iran. Dlatego wszelkie zastrzeżenia wobec naszej obecności militarnej w Iraku podnoszone w Polsce są póki co bezzasadne. Inną kwestią jest jednak to, że konieczne jest zwiększenie polskiego zaangażowania dyplomatycznego, czyli stworzenie pełnej reprezentacji Polski w Bagdadzie i złożenie wizyt państwowych w Iraku przez szefa MSZ, premiera czy prezydenta. Irakijczycy są czuli na poważne traktowanie ich jako suwerennego państwa i nie można tego lekceważyć jeśli chce się uniknąć takich problemów jakie są obecnie. Wskazana byłaby też większa wstrzemięźliwość w wypowiadaniu kategorycznych, negatywnych i zarazem fałszywych sądów zrównujących Haszed Szaabi z Państwem Islamskim.

Po nominacji nowego premiera pojawiła się informacja jakoby zobowiązał się do doprowadzenia do wycofania sił amerykańskich i międzynarodowych z Iraku w ciągu trzech miesięcy od objęcia urzędu. Została ona jednak szybko zdementowana przez samego Allawiego, który stwierdził, że żadnych obietnic partiom politycznym nie składał i nie zamierza tego robić. Sprawa wycofania wojsk nie została też przez niego poruszona w jego pierwszej wypowiedzi po nominacji, choć zawarta była w niej długa lista obietnic. Jedną z nich jest doprowadzenie do przedterminowych wyborów parlamentarnych.

źródło:
Zobacz więcej