RAPORT

Demaskujemy fake newsy

Czekając na gajowego

Kto miałby nim być? (fot.arch.PAP/Jacek Turczyk)

Niektórym przedstawicielom opozycji ostatnia ustawa reformująca wymiar sprawiedliwości kojarzyła się ze stanem wojennym. Nie jest to zresztą nic szczególnego, ponieważ politykom, tak chętnie przy innych okazjach broniących czy to odpowiedzialnych za niego generałów, czy esbeckich przywilejów, ze stanem wojennym kojarzy się właściwie wszystko. Mnie natomiast z propagandą poprzedzającą stan wojenny kojarzą się stwierdzenia o zmęczeniu ludzi i o zaniepokojeniu sytuacją związaną z reformą. To z kolei wiąże się z oczekiwaniem, że przyjdzie ktoś, kto – niczym gajowy z dowcipu o lesie, Niemcach i partyzantach – zrobi z tym wszystkim porządek.

Trochę wojny, trochę farsy

Dramat lubi mieszać się z farsą, a współczesne media i masowy dostęp do informacji ułatwiają im stanięcie na jednej scenie. Ostatnie dni to...

zobacz więcej

Kto miałby być tym symbolicznym gajowym?

Oczywiście, w radiowych rozmowach z socjologami i innymi magikami od opinii publicznej, fraza taka brzmi całkiem atrakcyjnie. Niemniej tylko do momentu, w którym zastanowimy się, kto miałby być tym symbolicznym gajowym. Dla przeciwników reformy sprawa wydaje się prosta – to Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości UE. Oraz, co ubarwiło ostatnio krajobraz, Rada Europy, która, zaniepokojona sytuacją w Polsce, objęła nasz kraj specjalnym monitoringiem. Za rozwiązaniem tym głosowała również, wielce zmartwiona stanem polskiej praworządności, Rosja Władimira Putina, a więc kraj objęty podobną procedurą.

Polska opozycja leje krokodyle łzy, że znaleźliśmy się w jednym klubie z Rosją czy Turcją, przez skromność pomijając fakt, że stało się to z jej udziałem i, w dużym stopniu, z jej inicjatywy. Warto też w tym kontekście przypomnieć tureckich sędziów biorących udział w „marszu tóg” czy wywiad sędziego Tulei w telewizji Al Jazeera, kolejnym mocnym punkcie na mapie światowych ośrodków obrony prawa i demokracji. Wszystkie te instytucje wyraźnie dają do zrozumienia, że jedynym satysfakcjonującym je rozwiązaniem jest rezygnacja z reform w jakiejkolwiek formie i zostawienie sędziów bez żadnej kontroli, obywateli zaś bez żadnej przed nimi osłony. W rzeczonej rezolucji Zgromadzenie Parlamentarne RE żąda nawet odebrania nam ostatniej deski ratunku w tej nierównej walce rodem z Franza Kafki – skargi nadzwyczajnej.

Tuleya skarży na Polskę w Al-Jazeera. „Sędziowie są atakowani na ulicach” [WIDEO]

Sędziowie w Polsce żyją pod presją od wielu lat. Są atakowani na ulicach i w swoich domach – opowiada w katarskiej telewizji Al Jazeera sędzia Igor...

zobacz więcej

Konsekwencją tego stanowiska jest zaś nie tylko nieuprawniona ingerencja w dziedzinę, która leży poza kompetencjami tej instytucji, lecz również jawne uznanie Polski za kraj mający mniej praw od innych europejskich państw. Równocześnie zaś przyznający sędziom rolę, mówiąc ładnie, superwizorów działających z błogosławieństwem Unii bez umocowania ani w traktatach, zawieranych przez nasz kraj, ani też w konstytucji. W takiej zaś sytuacji gajowy z żartu okazuje się być przebranym wilkiem z zupełnie innej bajki, napisanej po nowemu i po europejsku.

Stajemy się zbyt dużym graczem

Być może zresztą źródła naszych kłopotów należy upatrywać gdzie indziej, zaś reforma sądów jest tylko wygodnym pretekstem. W dzisiejszej Unii, zwłaszcza gdy właśnie odeszło z niej jedno duże państwo, z naszym, choćby i lekko zwalniającym, wzrostem gospodarczym, stajemy się zbyt dużym graczem. Być może wciąż niezdolnym do rzucenia wyzwania silnym krajom „starej Unii”, lecz przynajmniej takim, z którym wypadałoby się liczyć, a, jak się zdaje, takiej roli dla nas w kilku stolicach nie przewidziano. Opozycja zaś, która sama do takiej roli również nie aspiruje, jest wymarzonym sojusznikiem, stąd też pełne troski narady, spotkania, na których nie można mówić wszystkiego, gdy jest to nagrywane, wreszcie rezolucje i apele. Nie tylko w sprawach sądownictwa przecież. Mierzeja Wiślana, zbyt szybko budowane drogi, systemowe gnębienie polskich firm we Francji, to przykłady z ostatnich zaledwie dni.

Na to wszystko nakłada się na ciągłe powtarzanie przez opozycję groźby polexitu, do jakiego miałyby doprowadzić rządy PiS i reelekcja Andrzeja Dudy, przy równoczesnym wspieraniu działań, które całkiem realnie mogą doprowadzić do wzrostu postaw eurosceptycznych w polskim społeczeństwie. To ostatnie trzeźwo zauważył zresztą nie kto inny, jak Marek Balt, europoseł SLD, który z tego właśnie powodu wstrzymał się dwa tygodnie temu w związku z jedną z wymierzonych nie tylko w polskie władze, lecz i Polskę jako taką (uzależnienie unijnego finansowania od kwestii praworządności) rezolucją PE.

Premier: Polska staje się coraz nowocześniejszym graczem w sektorze motoryzacji

Polska staje się coraz nowocześniejszym graczem w sektorze motoryzacji – ocenił premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w firmie TIP-TOPOL w...

zobacz więcej

Poczucie zmęczenia i zniechęcenia, jakie zapanować miały wśród Polaków w związku z reformą wymiaru sprawiedliwości podkreślać mają publikowane w ostatnich dniach sondaże, w których Prawo i Sprawiedliwość traci stopniowo poparcie, zmniejszając tym samym procentową przewagę nad Koalicją Obywatelską. Jak wiemy, do wyborów parlamentarnych mamy prawie cztery lata, natomiast w sondażach prezydenckich żadnego wyraźnego spadku sympatii do Andrzeja Dudy nie widać. Co więcej, w żadnym z badań nie zyskują ani Konfederacja, ani Koalicja Polska (PSL + Kukiz’15), a więc siły, które miałyby szansę na przekonanie do siebie części rozczarowanych bądź to narodowych, bądź centroprawicowych wyborców PiS. Zyskują natomiast Platforma i Lewica, a w wyliczeniach średniej sondażowej, przedstawianej przez Marcina Palade, wszystko pięknie sumuje się do 100, co czyni całą tę sondażową operację mało wiarygodną.

Czy nagle zmienią poglądy o 180 stopni?

Trudno bowiem uznać, że wyborcy PiS decydują się nagle zmienić poglądy o 180 stopni i dać szansę Borysowi Budce, zaś po wyznaczeniu Roberta Biedronia jako kandydata w wyborach prezydenckich, lewicy trudniej będzie przejąć głosy socjalnych, ale i konserwatywnych, sympatyków partii Jarosława Kaczyńskiego. Mamy więc raczej do czynienia z kreowaniem rzeczywistości podobnym do tego sprzed czterech lat, gdy rozpoczynający dopiero swą najtrudniejszą reformę PiS stracić miał pozycję lidera na rzecz Nowoczesnej. Dziś odbywa się to subtelniej, służy bowiem nie tyle pompowaniu opozycji, co przekonaniu Andrzeja Dudy do kolejnego weta w sprawie sądów. Trudno dziś uwierzyć, by prezydent zdecydował się na taki ruch, byłby on bowiem całkowicie niezrozumiały dla wyborców, ewentualne korzyści polityczne byłyby natomiast żadne. Bo cóż mogłoby nimi być? Poparcie ze strony PSL w drugiej turze wyborów? To, przynajmniej ze strony ich wyborców, wydaje się dziś pewne w tym wymiarze, jaki jest do zdobycia, ponieważ ta część elektoratu ludowców, która dziś nie rozważa oddania na urzędującego prezydenta głosu, nie podejmie takiej decyzji nawet przy namowach ze strony swojej partii.

Nowy sondaż: Duda i długo, długo nikt

Gdyby wybory prezydenckie odbyły się w najbliższą niedzielę prawie 45 proc. uprawnionych do głosowania wybrałoby Andrzeja Dudę, a niewiele ponad 23...

zobacz więcej

Andrzej Duda na razie nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o dalsze losy ustawy, choć wypowiada się o niej dość pozytywnie. Prezydent wysłał jednak inny ważny sygnał do wszystkich zainteresowanych stron, decydując się na wstrzymanie nominacji sędziowskich do czasu podjęcia decyzji w sprawie stanowiska SN i sporu kompetencyjnego przez Trybunał Konstytucyjny. I tu do naszego prawnego gąszczu wchodzi zupełnie inny gajowy i jest to właśnie TK. Trybunał, choć jego kompetencje bezprawnie próbuje podważać rzecznik Komisji Europejskiej, zaś publicyści sprzyjający opozycji dwoją się i troją, by przedstawić go Polakom jako w pełni zależną od PiS fasadową instytucję, pozostaje w podobnych kwestiach instytucją najwyższą, nadrzędną, w swych decyzjach stojącą ponad pozostałymi graczami, nie tylko w kraju, ale i za granicą.

Nowe życie starych treści

TK zawiesił do czasu wyjaśnienia sporu kompetencyjnego obowiązywanie uchwały Sądu Najwyższego, tym samym przywracając możliwość wykonywania zawodu pozbawionym decyzją prezes Gersdorf sędziom. W tym czasie okazało się jeszcze, że szykany SN nie dotyczą sądów administracyjnych, co mnoży pytania na temat zachowania zasady równości wobec prawa poszczególnych sędziów, nominowanych ze wskazania obecnego składu KRS. Nie padła na nie żadna odpowiedź, tymczasem jednak Sąd Najwyższy wpisał na wokandę przynajmniej jedną sędzię objętą wcześniejszą decyzją – Małgorzatę Manowską – wchodzącą, co prawda, w skład uznawanej przez „starych” sędziów Izby Cywilnej, lecz mianowaną już przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Do pracy wróciła też Izba Dyscyplinarna.

Rokita o Rzeplińskim: Mówił, że trzeba wyrwać sędziom KRS

W zamkniętych pokojach toczyły się debaty polityczne o tym, co zrobić, żeby zreformować polskie sądownictwo. Próby podejmowali różni ludzie – mówił...

zobacz więcej

W mediach społecznościowych od czasu do czasu nowym życiem zaczynają żyć stare treści, które osoby, nie znające daty ich powstania, biorą za aktualne informacje. Czasem bywa to zmorą sieci, okazuje się jednak, że pewne nagrania wracają w sama porę. Taki właśnie los stał się udziałem archiwalnej rozmowy Jana Marii Rokity w audycji „Fakty po faktach” TVN 24, z sierpnia 2018 roku. Rokita, osoba dobrze zorientowana w realiach polskiej polityki, zwłaszcza tej z czasów, gdy odgrywał w niej jeszcze dużą rolę, opowiada o tym, że wszelkie, nawet kosmetyczne zmiany w ustroju sądownictwa, torpedowane były przez bojące się utraty wpływów środowisko sędziowskie. Przypomina również, że postulaty, realizowane przez PiS, pojawiały się wcześniej również w programach i propozycjach Platformy, zaś ich wielkim orędownikiem i krytykiem nastawienia sędziów był nie kto inny, jak prof. Andrzej Rzepliński. Słowa Rokity powinny dziś zrobić to, co nie udało się niestety latem 2018 roku – pozbawić złudzeń wszystkich wierzących, że możliwa jest reforma polskiego wymiaru sądownictwa oparta o kompromisowe, wspólne poszukiwanie dobrych rozwiązań. Nie jest to możliwe, kiedy jedna ze stron nie widzi potrzeby jakiejkolwiek zmiany, broniąc swojej pozycji i znajdując w tej obronie gorliwych i możnych sojuszników.

źródło:
Zobacz więcej