Raport

Epidemia koronawirusa

Podzielona Tunezja

W Tunezji odbyły się zarówno wybory prezydenckie jak i parlamentarne (fot. Yassine Gaidi/Anadolu Agency via Getty Images)

W Tunezji przez niemal cztery miesiące od ostatnich wyborów parlamentarnych nie udało się stworzyć nowego rządu. Kraj, który jako jedyny spośród objętych w 2011 r. Arabską Wiosną przeszedł udana transformację ustrojową, pogrążony jest w kryzysie ekonomicznym i coraz większym kryzysie politycznym.

Aresztowany biznesmen i islamistyczny Robocop. Kto zostanie prezydentem Tunezji?

Choć do wyborów prezydenckich w Tunezji zostały niespełna trzy tygodnie (15 września) to trudno przewidzieć, jaki będzie ich wynik. Komisja...

zobacz więcej

Jesienią 2019 r. w Tunezji odbyły się zarówno wybory prezydenckie jak i parlamentarne. W tych pierwszych, przy relatywnie niskiej frekwencji, zwyciężył wcześniej bliżej nieznany profesor prawa Kais Saied, reprezentujący przy tym poglądy zbliżone do islamistów.

W trakcie kampanii wyborczej zasłynął m.in. stwierdzeniem, że określenie pozycji kobiety w społeczeństwie powinno być zgodne z prawem koranicznym, a to nie przewiduje równości mężczyzny i kobiety. Sugerował również głęboką decentralizację Tunezji i zlikwidowanie parlamentu.

Prezydent jednak pełni przede wszystkim funkcję reprezentacyjną, a kluczowe znaczenie w systemie władzy wykonawczej ma premier oraz rząd. Parlament wyłoniony w wyborach, które odbyły się 6 października przy rekordowo niskiej frekwencji (niespełna 42 proc.), jest bardzo rozdrobniony, a co najmniej dwa ugrupowania (Serce Tunezji i Wolna Partia Desturiańska) są izolowane.

Pierwsze miejsce zajęła islamistyczna Ennahda, która jednak straciła dużo głosów i zdobyła tylko 52 mandaty w 217 osobowym parlamencie. To właśnie ta partia wysunęła kandydata na premiera w osobie Habiba Dżemli, bezpartyjnego choć związanego z islamistami byłego ministra rolnictwa w latach 2011-14. Habib ogłosił plan stworzenia rządu opartego na technokratach.

Stan wyjątkowy w Tunezji znowu przedłużony

Prezydent Tunezji Bedżi Kaid Essebsi ogłosił w piątek przedłużenie o kolejny miesiąc stanu wyjątkowego ustanowionego w kraju w listopadzie 2015...

zobacz więcej

Rezultat był opłakany, gdyż gabinet zaprezentowany przez niego zyskał 10 stycznia poparcie zaledwie 72 deputowanych. Poza Ennahdą głosowali na niego tylko przedstawiciele innego islamistycznego ugrupowania w parlamencie – Karamy, która dysponuje 21 mandatami.

22 stycznia prezydent Saied desygnował na nowego premiera Eljasa Fachfacha, który w latach 2011-14 najpierw był ministrem turystyki, a następnie finansów. Fachfach reprezentuje przy tym lewicowo-sekularystyczną partię Ettakatol (Demokratyczne Forum na rzecz Pracy i Wolności), która w latach 2011-14 współtworzyła koalicję rządową tzw. „troikę” razem z Ennahdą oraz liberalnym Kongresem na rzecz Republiki.

W trakcie rządów „troiki” bezpieczeństwo w Tunezji radykalnie się pogorszyło, nastąpił wzrost wpływów radykalnych organizacji salafickich, a na ulicach odbywały się burzliwe protesty partii sprzeciwiających się islamizacji Tunezji. Rządy „troiki” w końcu upadły, a obie partie koalicyjne Ennahdy zostały zmarginalizowane. Ettakatol w ostatnich wyborach zdobył 0,26 proc. głosów i nie otrzymał ani jednego mandatu.

Fachfach postanowił oprzeć budowanie rządu na koalicji islamistów z Ennahdy, lewicowo-nacjonalistycznego Nurtu Demokratycznego (22 mandaty), lewicowego i dotychczas pozostającego w opozycji do wszystkich rządów Ruchu Ludowego (15 mandatów) i partii urzędującego premiera Jusefa Szahida (Tahiya Tunes), który w wyborach poniósł dotkliwą porażkę zdobywając tylko 4 proc. głosów oraz 14 mandatów.

Lekarze odratowali tunezyjskiego prezydenta

Prezydent Tunezji Bedżi Kaid Essebsi opuścił szpital, do którego trafił w czwartek w stanie krytycznym. 92-letni Essebsi jest, po brytyjskiej...

zobacz więcej

Taka czteropartyjna koalicja, przy całej swojej wewnętrznej niespójności, dysponowałaby jednak tylko co najwyżej 103 mandatami, a więc brakowałoby jej co najmniej sześciu do uzyskania większości. Fachfach chce zatem włączyć do koalicji również inne, mniejsze partie. Na jednej ze swoich pierwszych konferencji prasowych stwierdził też, że rząd powinien obejmować wszystkie ugrupowania poza dwoma i że należy zerwać z podziałem na koalicję rządową oraz opozycję na rzecz szerokiego porozumienia.

Natomiast lider Serca Tunezji, Nabil Karui, który był kontrkandydatem Saieda w drugiej turze wyborów prezydenckich, to biznesmen oskarżony o pranie brudnych pieniędzy. Przed wyborami został zresztą aresztowany i z więzienia wypuszczono go dopiero tuż przed II turą. Obie partie mają też bardzo negatywny stosunek do jakiejkolwiek współpracy z islamistami.

Tymczasem w parlamencie oprócz 52 przedstawicieli powiązanej z Bractwem Muzułmańskim Ennahdy zasiada też 26 islamistów z bardziej radykalnych ugrupowań. Jakąkolwiek współpracę innych ugrupowań z Sercem Tunezji skomplikowała też informacja o tym, że Karui przed wyborami miał wynająć ex-agenta Mossadu Ariego Ben – Menasze, który miał lobbować na jego rzecz w USA m.in. w celu wyciągnięcia Karuiego z więzienia. Karui miał mu zapłacić 250 tys. dolarów (przy czym cały kontrakt miał mieć wartość 1 mln dolarów). Sam Karui zaprzecza tym rewelacjom.

Serce Tunezji oskarżyło z kolei prezydenta Saieda o to, że próba wykluczenia tej partii z procesu formowania rządu jest realizacją planu marginalizacji parlamentu oraz wprowadzenia systemu prezydenckiego. To natomiast, z uwagi na „oryginalne” poglądy Saieda, mogłoby doprowadzić do poważnych perturbacji. Ale z Saiedem i Fachfachem starła się już też islamistyczna Ennahda, która zapowiedziała, że nie poprze rządu, jeśli będzie on oparty na izolowaniu jakiejkolwiek partii.

Tunezyjska demokracja na kolejnym rozdrożu

Gerontokracja cechuje zwykle systemy autorytarne, gdzie przywódca-dyktator dożywa swoich dni okupując często tylko formalnie republikański tron. Są...

zobacz więcej

Ennahda ma jednak głębszy problem, gdyż jest wstrząsana konfliktem personalnym między sędziwym liderem Raszidem Ganuczim, a młodą ekipą, która chce zmiany pokoleniowej i nie zgadza się z polityką lidera. W efekcie szereg polityków opuściło już tę partię.

Jeśli Fachfachowi nie uda się stworzyć rządu to Tunezję będą czekały nowe wybory, w których frekwencja zapewne będzie jeszcze niższa. Nic też nie gwarantuje tego, że wyłoniony w ich wyniku parlament będzie mniej rozdrobniony, a partie będą bardziej skłonne do zawarcia porozumienia.

Tunezja jest przy tym jedynym państwem arabskim, które oceniane jest jako w pełni demokratyczne. Choć kraj ten kojarzy się jako najbardziej zeuropeizowany i zsekularyzowany w świecie arabsko-islamskim, w rzeczywistości jednak podzielony jest głębokim sporem ideologicznym.

Kilka tysięcy Tunezyjczyków wyjechało do Syrii walczyć w szeregach Państwa Islamskiego. Kryzys polityczny może zatem szybko doprowadzić do wzrostu aktywności terrorystycznej i dżihadystycznej w tym kraju. Zwłaszcza że sytuacja gospodarcza jest fatalna i nic nie zapowiada jej poprawy. A to byłby też kolejny problem dla Europy ze względu na bliskie sąsiedztwo.

źródło:
Zobacz więcej