Jak Amerykanie rosyjskiego generała schwytali. Pustynne gry wojenne

Obecnie w północno-wschodniej Syrii znajdują się placówki wojskowe zarówno Rosji, jak i USA (fot. Muslum Etgu/Anadolu Agency via Getty Images)

Siły USA wciąż są w Syrii – i to jest ogromny problem dla Asada, Erdogana i Putina. Amerykanie nadal de facto współpracują z Kurdami i odstraszają od złóż naftowych, które syryjski dyktator obiecał Rosjanom. Napięcie jednak rośnie niemal z dnia na dzień, coraz większe jest ryzyko militarnej bezpośredniej konfrontacji USA i Rosji.

Hezbollah, Iran i Turcja odrzucają plan pokojowy USA dla Bliskiego Wschodu

Wspierana przez Iran libańska organizacja Hezbollah odrzuciła ogłoszony przez prezydenta USA plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu i określiła go...

zobacz więcej

Na północnym wschodzie Syrii w ostatnich dniach doszło do serii incydentów między stacjonującymi tutaj Rosjanami a Amerykanami. Po prostu na ogromnym pustynnym obszarze pociętym jednakże rzadką siecią dróg łatwo o spotkanie wojskowych patroli. Najczęściej to Amerykanie blokują przejazd Rosjanom. Wygląda na to, że chcą ograniczyć im swobodę ruchu i nie dopuścić do niektórych rejonów.

Rosyjskie patrole wciąż próbują przedostać się w miejsca, o których doskonale wiedzą, że są pod kontrolą amerykańską. To prowokacyjna taktyka, której celem jest poszerzenie zasięgu władzy Asada w tej części Syrii. USA jednak na to nie pozwalają, bo północno-wschodnia Syria ma strategiczne znaczenie. Chodzi nie tylko o wojnę z Państwem Islamskim. Ten obszar graniczy z niestabilnym Irakiem, a na dodatek tędy biegłyby najkrótsze szlaki zaopatrzenia irańskiego dla Hezbollahu i innych sojuszników Teheranu w Lewancie.

„Sytuacje konfliktowe”

Kiedy w październiku 2019 r. turecka armia i lojalne wobec niej syryjskie rebelianckie formacje rozwinęły ofensywę przeciwko zdominowanej przez Kurdów koalicji Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), zaś USA wyprowadziły żołnierzy z niektórych rejonów w pobliżu granicy syryjsko-tureckiej, Rosja zwiększyła swoją obecność wojskową w północno-wschodniej Syrii. Pod presją Kongresu i sojuszników USA prezydent Donald Trump postanowił jednak pozostawić żołnierzy dla ochrony złóż naftowych w regionie.

Więc choć część Amerykanów opuściła Syrię, Pentagon wysłał tam innych. W październiku 2019 r. sekretarz obrony USA Mark Esper oznajmił, że Stany Zjednoczone chcą być pewne, że Państwo Islamskie (IS) nie uzyska dostępu do pól naftowych w Syrii i dlatego Pentagon rozważa rozlokowanie w ich pobliżu amerykańskich żołnierzy i pojazdów opancerzonych.

Palestyńczycy krytykują plan Trumpa. „Narusza prawo międzynarodowe”

Premier Autonomii Palestyńskiej Mohammed Sztajeh potępił propozycję pokojową prezydenta USA Donalda Trumpa przed jej ujawnieniem we wtorek. Ocenił,...

zobacz więcej

Zaraz potem amerykański konwój kilkunastu pojazdów opancerzonych wyruszył z miasta Kamiszli, kierując się do bogatego w ropę obszaru Deir el-Zour. Decyzją USA skrytykowali Rosjanie, którzy już mieli nadzieję, że pozbędą się ostatecznie rywala z Syrii. - To, co teraz robi Waszyngton, czyli przejmowanie pól naftowych we wschodniej Syrii pod zbrojną kontrolę, jest po prostu międzynarodową bandycką polityką - powiedział wtedy rzecznik ministerstwa obrony generał Igor Konaszenkow.

Październikowa decyzja Trumpa o wycofaniu wojsk z części pozycji w Syrii zmusiła SDF do zawarcia porozumienia o bezpieczeństwie z rządem syryjskim (gwarantem stała się Rosja). W efekcie wojska rosyjskie i rządowe powiększyły swoją obecność w północno-wschodniej Syrii. Ale jest tu jeszcze jeden gracz: wciąż dochodzi do starć tureckich wojsk z Kurdami. Złoża naftowe są pod administracją kurdyjską (i ochroną USA), ale Damaszek uważa, że wszystkie są własnością rządu. W grudniu 2019 r. parlament syryjski zaaprobował kontrakty na wydobycie ropy i gazu z dwiema rosyjskimi spółkami.

Obecnie w północno-wschodniej Syrii znajdują się placówki wojskowe zarówno Rosji, jak i USA. Amerykanie i Rosjanie blokują sobie wzajemnie ruchy wzdłuż strategicznej autostrady M4 łączącej duże miasta, biegnącej równolegle do granicy z Turcją. W większości incydentów to siły USA zmuszają Rosjan do zawrócenia na drodze. Ale co najmniej raz to Rosjanie i Syryjczycy zablokowali drogę amerykańskim pojazdom. 24 stycznia specjalny wysłannik USA ds. Syrii poinformował o blokowaniu przez Rosjan szereg kluczowych rejonów w kraju. James Jeffrey wyraził zaniepokojenie działaniami Rosji w Syrii.

Chodzi o dwa przejścia graniczne, jedno na południu, na granicy z Jordanią, a drugie na granicy z Irakiem. Jeffrey przyznał też, że w rejonie miasta Manbidż są duże problemy z unikaniem sytuacji konfliktowych. – W pewnym momencie przechwyciliśmy rosyjskiego generała-majora, który jechał w kierunku miasta Manbidż, ale to załatwiono kanałami wojskowymi – powiedział amerykański dyplomata.

Aneksja Krymu: USA rozszerzają sankcje wobec Rosji

Stany Zjednoczone nałożyły na Rosję nowe sankcje związane z aneksją Krymu. Na tzw. czarnej liście umieszczono siedem osób oraz firmę kolejową z...

zobacz więcej

Gra o M4

Oprócz przepychanek o możliwość korzystania z M4, drugim punktem zapalnym jest kwestia dostępu do złóż naftowych. Między USA i Rosją trwa m.in. spór o pole naftowe Rumejlan w północno-wschodniej prowincji Al-Hasaka. 18 stycznia amerykańskie siły zablokowały rosyjskiemu patrolowi dostęp do tego pola. Żołnierze USA mieli zwrócić się do rosyjskich wojskowych, by zawrócili do miasta Amuda w tej samej prowincji. Rosjanie musieli powrócić do miejsca, z którego wyruszyli, ponieważ ich droga do Rumejlan, gdzie mieści się amerykańska baza lotnicza, została zablokowana. Także 16 stycznia Rosjanie również próbowali dostać się w okolice tego pola naftowego. Wtedy drogę do niego zablokowała im kurdyjska milicja YPG.

Również 21 stycznia amerykański patrol wojskowy nie pozwolił rosyjskiej kolumnie wojskowej przejechać ważną drogą w północno-wschodniej Syrii. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, pozarządowa organizacja z siedzibą w Londynie, prowadząca monitoring działań wojennych w Syrii dzięki rozbudowanej sieci obserwatorów na miejscu, poinformowała, że Amerykanie nie pozwolili rosyjskim żołnierzom skorzystać z drogi między dwoma miastami na północnym wschodzie Syrii, kontrolowanymi przez Kurdów. Rosyjski konwój próbował przejechać do przejścia granicznego na granicy syryjsko-irackiej, które kontrolują wspierane przez USA Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF).

Kolejny incydent miał miejsce 26 stycznia. Amerykanie zablokowali rosyjskiemu patrolowi wojskowemu wyjazd z miasta Tal Tamr i uniemożliwili poruszanie się drogą w stronę autostrady M4. Po krótkim spięciu żołnierze obu stron odjechali w różnych kierunkach.

Przez następne pół godziny nad miastem – leżącym na drodze ku złożom naftowym – widać było rosyjskie śmigłowce i amerykańskie samoloty. Rosjanie wysłali w tę stronę swój helikopter, ale szybko przechwyciły go śmigłowce USA i zmusiły do lądowania.

To kolejny przypadek zatrzymania przez Amerykanów Rosjan jadących w kierunku złóż naftowych. Komentując incydent generał sił powietrznych Alex Grynkewich powiedział, że jego zdaniem „Rosjanie zawsze nas testują” i ostrzegł ich przed kolejnymi takimi działaniami.

Spotkanie „cieni” w Moskwie

Syryjskie siły rządowe, wspierane przez rosyjskie lotnictwo i proirańskie milicje, zdobyły drugie pod względem wielkości miasto w prowincji Idlib,...

zobacz więcej

Jankesi na pustyni

Obecnie we wschodniej Syrii znajduje się około 750 żołnierzy USA. Stacjonują w łańcuchu baz i posterunków rozciągających się na dystansie 150 km, od Deir el-Zour po graniczny region na wschodzie prowincji al-Hasakah. Tureckie media twierdzą, że Amerykanie zbudowali nową sieć co najmniej 11 baz i posterunków w północno-wschodniej Syrii (pięć w prowincji Hasaka, cztery w prowincji Deir al-Zour, dwa w prowincji Rakka). Jedna z baz amerykańskich mieści się na złożu gazowym Conoco niedaleko Deir el-Zour. To tutaj niemal dwa lata temu Amerykanie sprawili krwawą łaźnię rosyjskim najemnikom.

Pod koniec stycznia dowódca sił USA na Bliskim Wschodzie, gen. Frank McKenzie dokonał niezapowiedzianej inspekcji czterech baz w Syrii. McKenzie spotkał się z dowódcą SDF Mazloumem Abdim. Kurd oczekiwał gwarancji, że USA nadal będą pomagać bojownikom. Amerykański generał odpowiedział mu, że Stany Zjednoczone będą kontynuować działania wymierzone w Państwo Islamskie i pomagać w ochronie złóż naftowych. Ale nic poza tym. W związku z napięciem po zabiciu Sulejmaniego, operacje amerykańskie przeciwko Daesh w Syrii zostało w tym miesiąciu ograniczone o połowę.

Teraz ma to się zmienić – zapowiedział goszczący w Dolinie Eufratu gen. McKenzie. Towarzyszący mu gen. Eric Hill, dowódca sił operacji specjalnych USA w Iraku i Syrii, powiedział, że jego żołnierze nadal szkolą Kurdów i prowadzą operacje wspólnie z nimi przeciwko dżihadystom. Jeśli więc Moskwa, Teheran i Damaszek liczyły na to, że po jesiennej decyzji Trumpa USA zupełnie wycofają się z Syrii i rzucą ten kraj (oraz Kurdów) na pastwę Asada i Turcji – to grubo się pomyliły.

źródło:
Zobacz więcej