Trucizna na klamce i „martwe dusze”. Polowanie na szpiegów z Rosji

Po blisko pięciu latach bułgarska prokuratura wydała listy gończe za zamachowcami z GRU (fot. Anton Novoderezhkin\TASS via Getty Images)

Tym razem trucizną zamachowcy pokryli klamkę samochodu, a nie drzwi do domu, jak to było podczas zamachu na Siergieja Skripala. Ale i to nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Bułgarski biznesmen Emilian Gebrew uszedł z życiem. Po blisko pięciu latach bułgarska prokuratura wydała listy gończe za zamachowcami z GRU. Niemal równocześnie Bułgaria wyrzuciła dwóch rosyjskich dyplomatów, którzy prowadzili działalność szpiegowską.

„Supertajny” oddział GRU. Fakty i mity

„New York Times” wywołał prawdziwą burzę, publikując artykuł o tajnej jednostce rosyjskiego wywiadu wojskowego, której celem jest destabilizacja...

zobacz więcej

Relacje Bułgarii i Rosji zwykło się określać jako bardzo przyjazne. Sofia była zawsze tym członkiem NATO i UE, który sprzeciwiał się ostrym sankcjom wobec Moskwy. Tak było choćby wiosną 2018 roku, gdy Bułgarzy nie przyłączyli się do międzynarodowej akcji wydalania rosyjskich dyplomatów-szpiegów na znak solidarności z Wielką Brytania po zamachu na Skripala. Okazało się jednak, że podobną operację kilerzy z GRU przeprowadzili trzy lata wcześniej właśnie w Bułgarii, zaś celem był miejscowy biznesmen, producent i handlarz bronią. Dziś prokuratura bułgarska jest już tego pewna. Sofia zaczęła w końcu stanowczo zwalczać rosyjską aktywność szpiegowską na terenie Bułgarii – o której wiedziano od lat. Ale dopiero teraz, zapewne także na skutek presji sojuszników, ruszyło prawdziwe polowanie na szpiegów z Rosji. Efektem jest już trzech wydalonych dyplomatów (pracujących dla wywiadu) i śledztwo w sprawie współpracy miejscowych rusofilów z rosyjskimi służbami.

Kilerzy z GRU

23 stycznia bułgarska prokuratura ogłosiła, że postawiła trzem rosyjskim obywatelom próbę zabójstwa biznesmena z branży zbrojeniowej Emiliana Gebrewa. Wydano międzynarodowe nakazy aresztowania. Rosjanie są poszukiwani czerwoną notą w systemie Interpolu. W komunikacie nie zostały podane nazwiska Rosjan. Wcześniej prokuratura podała, że chodzi o osoby związane z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU. Jak można przeczytać w komunikacie, ścigani mężczyźni w okresie od 28 kwietnia do 4 maja 2015 r. próbowali otruć za pomocą niezidentyfikowanego środka fosforoorganicznego Gebrewa, jego syna i menedżera należącej do niego spółki. Nieco wcześniej prokuratura udostępniła zdjęcia z kamer w garażu Gebrewa, na których widać mężczyznę zbliżającego się do samochodu biznesmena. Według prokuratury zamachowiec pokrył klamkę samochodu trującą substancją.

Rosyjskie psy wojny zdradził telefon. Komu służą w Libii?

Informacje o obecności rosyjskich najemników na froncie libijskiej wojny domowej pojawiały się od 2017 roku. Dopiero jednak teraz są na to niezbite...

zobacz więcej

Tego samego dnia, po oficjalnej kolacji biznesowej, Gebrew źle się poczuł i stracił przytomność. Mniej więcej w tym samym czasie podobne objawy zaobserwowano u jego syna Hristo, który znajdował się w innej części miasta, oraz u współpracownika z firmy EMCO, Walentina Tachczijewa. Całą trójkę łączyło to, że kilka godzin wcześniej wszyscy byli w biurze w hotelu Orbita w Sofii. Następnego dnia Gebrew został przyjęty do szpitala, gdzie spędził 20 dni. W maju 2015 roku wszczęto dochodzenie w tej sprawie, przesłuchano świadków i przeprowadzono rewizje w domach ofiar i w odwiedzanych przez nie restauracjach. Dochodzenie umorzono w kwietniu 2016 roku z powodu niewykrycia sprawców. Nie było dowodów użycia jakiekolwiek substancji zakazanej przez Konwencję o Broni Chemicznej (OPCW). Tyle że nowiczok nie był wtedy jeszcze znany. Wiosną 2018 roku w mediach pojawiły się informacje o próbie otrucia byłego agenta GRU Siergieja Skripala w angielskim Salisbury. Szybko wykryto truciznę z grupy nowiczok.

Wtedy Gebrew napisał do prokuratury list, w którym utrzymywał, że „ma podstawy uważać, iż został otruty środkiem z grupy nowiczok”, bo miał takie same objawy, jak Skripal. W październiku 2018 roku bułgarska prokuratura wznowiła śledztwo. Według Gebrewa, który jest właścicielem dużych zakładów zbrojeniowych EMCO i Dunarit, przyczyną próby jego otrucia przez GRU mógł być eksport broni dla Ukrainy. Ale jest też inny możliwy motyw. Biznesmen twierdzi, że Rosjanie mogli chcieć przejąć jeden z jego zakładów należący do spółki EMCO, która produkuje amunicję i broń małego kalibru. Jeszcze w 2015 roku laboratorium Uniwersytetu w Helsinkach, specjalizujące się w broni chemicznej, na zlecenie biznesmena było w stanie ustalić ślady dwóch organofosfatów, które świadczyły o tym, że biznesmena próbowano zabić substancją z grupy nowiczok – napisał w styczniu 2019 roku bułgarski magazyn „Kapitał”. W bułgarskie śledztwo zaangażowali się Brytyjczycy i amerykańskie FBI.

Rosyjscy szpiedzy w Bułgarii. Hybryda znana też ABW

Pierwszy raz od 11 lat Bułgaria – kraj uważany za jeden z najbardziej przyjaznych Rosji w UE i NATO – wyrzuca rosyjskiego dyplomatę za szpiegostwo....

zobacz więcej

W październiku 2019 roku „The New York Times” opublikował artykuł, w którym twierdzono, że za otruciem Gebrewa i Skripala może stać specjalna jednostka GRU nr 29155. W listopadzie 2019 roku Bellingcat, The Insider i Der Spiegel opublikowały wyniki wspólnego śledztwa dziennikarskiego, z których wynikało, że w zamach na Gebrewa mogło być zamieszanych ośmiu oficerów GRU. Jeden z nich, Denis Sergiejew, działający pod fałszywym nazwiskiem Siergiej Fiedotow, mógł być też zaangażowany w operację przeciwko Skripalowi. Według prokuratury bułgarskiej, Siergiejew vel Fiedotow przebywał w Bułgarii co najmniej trzy razy w 2015 roku. Po raz pierwszy przyleciał samolotem 5 lutego 2015 i opuścił Sofię także drogą powietrzną 22 lutego 2015. W tym czasie w Bułgarii przebywali też inni oficerowie GRU: Siergiej Pawłow (prawdziwe nazwisko Siergiej Lutenko) i Gieorgij Gorszkow (Piotr Borisow). Następnie na około tydzień przyjechała do tego kraju kolejna trójka: Iwan Lebiediew (Iwan Terentiew), Nikołaj Kononichin (Nikołaj Jeżow) i Aleksiej Nikitin (Aleksiej Kalinin). Później do Bułgarii na pięć dni przybył Władimir Popow (Władimir Moisiejew), który jest znany z udziału w nieudanej próbie przewrotu w Czarnogórze.

Wszystkie te wizyty były przygotowaniem do operacji, którą przeprowadzono pod koniec kwietnia 2015 roku. 24 kwietnia do Burgas przyleciał Siergiejew vel Fiedotow (prawdopodobnie dowódca całej operacji – wiadomo, że ma w GRU rangę generała). Jednak nie pojawił się na pokładzie samolotu, którym miał wracać (rezerwacja była zrobiona). Zamiast tego pojawił się wieczorem 28 kwietnia na stambulskim lotnisku, gdzie w ostatniej chwili kupił bilet na lot do Moskwy. Właśnie w tym dniu doszło do próby otrucia Gebrewa. Również w dniach 24-28 kwietnia 2015 w Sofii przebywali towarzysze Siergiejewa vel Fiedotowa: Lutenko vel Pawłow i Borisow vel Gorszkow. Zarezerwowali pokój w hotelu sąsiadującym z biurem EMCO, z widokiem na wejście do biura. Prawdopodobnie to właśnie ta trójka jest teraz ścigana przez bułgarską prokuraturę. Ustalono też, że Siergiejew vel Fiedotow po raz trzeci przyleciał do Sofii 23 maja 2015 roku. Akurat tuż po wyjściu ze szpitala niedoszłej ofiary zamachu. Sześć dni później Rosjanin przekroczył granicę z Serbią w samochodzie w towarzystwie innego agenta wywiadu, Daniły Stepanowa (prawidzie nazwisko Kaprałow).

Kret CIA w gabinecie Putina?

Pewne są tylko dwie rzeczy. Pierwsza: CIA miała cennego informatora w Moskwie, którego w 2017 r. ewakuowała. Druga: w 2017 r. zniknął kremlowski...

zobacz więcej

„Dyplomaci” wrócili do Rosji

Jeszcze wszystkie bułgarskie media żyły komunikatem prokuratury ws. Gebrewa, a już następnego dnia do MSZ Bułgarii wezwano ambasadora Rosji w Sofii Anatolija Makarowa. Wręczono mu notę z żądaniem opuszczenia w ciągu 48 godzin kraju przez dwóch rosyjskich dyplomatów, którym prokuratura zarzuca działalność szpiegowską. Jedna z tych osób to pierwszy sekretarz wydziału konsularnego ambasady Rosji w Sofii, który od roku 2017 gromadził informacje na temat mechanizmów bułgarskiego procesu wyborczego. Okazuje się, że tak naprawdę chodziło o wyszukiwanie niedawno zmarłych lub mieszkających za granicą wyborców. Rosjanin wykorzystywał luki w bułgarskim systemie rejestracji obywateli (system ESGRAON) i kopiował ich dane, by wykorzystywać je do tworzenia fałszywych tożsamości dla rosyjskich agentów. Drugi oskarżany o szpiegostwo dyplomata to pracownik przedstawicielstwa handlowego Federacji Rosyjskiej w Sofii. Zarzuca mu się, że od października 2018 roku prowadził działania wywiadowcze dotyczące między innymi energetyki i bezpieczeństwa energetycznego Bułgarii.

W tym celu kontaktował się z bułgarskimi obywatelami mającymi dostęp do informacji z tych dziedzin. Przekazał uzyskane informacje do siedziby rosyjskiego wywiadu w Moskwie – twierdzi prokuratura, nie precyzując jednak, o którą służbę chodzi. Albo mowa o GRU, albo SWR. Makarow stwierdził, że rosyjskiej ambasadzie nie przedstawiono żadnych dowodów, potwierdzających sprzeczną ze statusem dyplomatycznym działalność wspomnianych mężczyzn. Jednak obaj opuścili Bułgarię przed upływem 48 godzin. MSZ Rosji oznajmiło 25 stycznia, że Bułgaria, podejmując decyzję o wydaleniu dwóch rosyjskich dyplomatów, nie przedstawiła jasnego uzasadnienia. Rosja ocenia krok Bułgarii jako „nieprzyjazny i prowokacyjny” i pozostawia sobie prawo do działań w odpowiedzi - ostrzegło MSZ. Co zapewne oznaczać będzie symetryczne działanie, czyli wydalenie z Rosji dwóch bułgarskich dyplomatów o statusie zbliżonym do statusu Rosja wyrzuconych z Bułgarii.

Tak Moskwa postąpiła w grudniu 2019 roku, w odpowiedzi na wyrzucenie przez Bułgarię pod koniec października 2019 roku podejrzanego o działalność szpiegowską pierwszego sekretarza ambasady Federacji Rosyjskiej w Sofii. Niemal jednocześnie Bułgaria nie zgodziła się na przyjazd nowego attaché wojskowego Rosji. Wydalony pierwszy sekretarz rosyjskiej ambasady miał kierować rosyjską siecią wywiadu wojskowego na całym Półwyspie Bałkańskim. Do Sofii przybywali po instrukcje i na konsultacje pracownicy tej struktury z całego regionu. Wciąż trwa dochodzenie w sprawie współpracy lokalnych środowisk prorosyjskich z Moskwą – lider Ruchu Rusofili ma formalnie postawiony zarzut szpiegostwa. Nikołaj Malinow, oskarżony na początku września o szpiegostwo, 4 listopada na Kremlu został odznaczony przez Władimira Putina podczas uroczystości z okazji Dnia Jedności Narodowej. Dwóm Rosjanom, Leonidowi Reszetnikowowi i biznesmenowi Konstantinowi Małofiejewowi, wydano 10-letni zakaz wjazdu do Bułgarii. Według krajowych służb byli oni zamieszani w skandal szpiegowski.

Gdzie trzech się kłóci, tam Rosja korzysta? [OPINIA]

Decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu amerykańskich żołnierzy i ofensywa turecka na Kurdów mogą głęboko przebudować układ sił w Syrii. Opuszczeni...

zobacz więcej

Ciekawe, że komunikat dotyczący nowych skandali szpiegowskich wydała ambasada USA w Sofii. 25 stycznia oświadczył, że USA zdecydowanie popierają Bułgarię w związku z decyzją o wydaleniu rosyjskich dyplomatów, którym prokuratura w Sofii zarzuca działalność szpiegowską, oraz z powodu oskarżenia trzech Rosjan o próbę zabójstwa bułgarskiego biznesmena. Amerykańska placówka dyplomatyczna oceniła, że Sofia dostarczyła dowodów na to, iż Rosja przez lata wspierała „szkodliwą działalność” w Bułgarii i że ci sami rosyjscy agenci, którzy byli odpowiedzialni za próbę otrucia w tym kraju, byli zaangażowani w podobną działalność w całej Europie. Amerykańska administracja wyraźnie zainteresowała się w ostatnim czasie Bułgarią i chyba skutecznie dopinguje lokalny rząd do przeciwstawiania się rosyjskim wpływom i niemal bezczelnej w ostatnich latach szpiegowskiej aktywności. W wywiadzie telewizyjnym we wrześniu 2019 roku Solomon Passy, minister spraw zagranicznych Bułgarii w latach 2001-2005, powiedział, że według jego wiedzy, w ambasadzie Rosji w Sofii działa około 70 agentów rosyjskiego wywiadu. – Rusofilia w Bułgarii zawsze była opłacana, to nigdy nie była miłość – powiedział były szef dyplomacji.

Z kolei prorządowy dziennik „24 czasa” opublikował 2 listopada 2019 roku artykuł, w którym pisał, że Bułgaria jest ośrodkiem rosyjskiego wywiadu wojskowego na Bałkanach. „W Sofii jest około 200 rosyjskich dyplomatów, których zadaniem nie jest gwarantowanie bezpieczeństwa rosyjskich turystek na wybrzeżu czarnomorskim” - sarkastycznie zauważała prorządowa gazeta. 27 stycznia niezależny Ośrodek Badania Demokracji, od ponad 25 lat badający życie polityczne i ekonomiczne w Bułgarii, opublikował analizę, z której wynika, że „wszystkie partie” w koalicyjnym rządzie centroprawicowej partii GERB premiera Bojko Borisowa i ugrupowań nacjonalistycznych oraz „prawie wszystkie bułgarskie dzienniki pracują na rzecz rosyjskich interesów”. Można więc przyjąć, że gdyby nie presja sojuszników, z USA na czele, władze w Sofii dalej przymykałyby oczy na rosyjską aktywność szpiegowską.

źródło:
Zobacz więcej