RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Delhi – tu bije serce Indii

Siedemnastowieczny Czerwony Fort ma aż 2,5 kilometra długości, a wysokość jego murów wynosi od 16 do 33 metrów (fot. Agnieszka Wasztyl)

Pokochasz, albo znienawidzisz – mówili mi znajomi przed wyjazdem. I mieli rację. Indie, a już na pewno ich stolica, nie może pozostać obojętna. Chaos, tłumy ludzi, biegające na bosaka dzieci, dźwięk klaksonów i pędzące po ulicach tuk-tuki mogą oszołomić. Tu jak w soczewce odbijają się problemy całych Indii. Kontrasty są widoczne gołym okiem. Od bogato ubranych biznesmenów i nowoczesnych budynków, po żyjących na ulicach biedaków. Widać ich na każdym kroku.

Baśniowy Radżastan maharadżów - kolorowy stan Indii

Pustynny, orientalny, pachnący kadzidłami. Radżastan – najbardziej kolorowy stan Indii jest jednym z najchętniej odwiedzanych regionów w Indiach....

zobacz więcej

Już po wyjściu z dworca w Nowym Delhi przed oczami roztacza się zupełnie inny świat. Od razu zostajemy otoczeni przez kierowców riksz. Mężczyźni przekrzykują się i oferują różne ceny za przejazd. O stawkę warto się targować. Nasz nocleg znajduje się w popularnej przez turystów i backpackersów dzielnicy Paharganj. To niedaleko, ale obładowani bagażami postanawiamy skorzystać z usług rikszarzy. Obrotny kierowca upycha nas w małym tuk-tuku i ruszamy przez miasto. Ogromne korki uniemożliwiają jednak swobodne poruszanie się. Przejechanie 2 kilometrów zajmuje nam prawie 40 minut. Sympatyczny rikszarz średnio mówi po angielsku, a na dodatek nie może znaleźć naszego adresu. Co kilkanaście metrów zatrzymuje pojazd i pyta przechodniów o wskazówki. – Gdzieś tu jest – słyszymy w odpowiedzi. Mijamy uliczne stragany i garkuchnie na kółkach – pierwszego dnia jeszcze nie mamy odwagi spróbować lokalnych specjałów. Choć serwowane dania są pyszne i tanie. Mkniemy naszym tuk-tukiem przez zakurzone i tonące w śmieciach ulice. Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Nasz GPS już dawno się pogubił. Wreszcie po niemal godzinie docieramy na miejsce. Okazuje się, że przejeżdżaliśmy obok naszej ulicy przynajmniej kilka razy. – Witamy w Indiach – mówi z uśmiechem recepcjonista w hostelu.

Stolica Indii – Nowe Delhi – znajduje się na terytorium Delhi, ale pod względem administracyjnym stanowi osobne miasto. Jednak nie jest ono wydzielone z Delhi i łączy się z jej innymi dzielnicami. Jest to po prostu miasto w mieście. W przewodnikach, internecie i książkach oba traktowane są przeważnie jako jeden organizm miejski – Delhi, z liczbą ludności przekraczającą 18 milionów. Łatwo jest stracić orientację w terenie. Turysta zazwyczaj nie wie w jakiej dzielnicy się znajduje. Potocznie stolica Indii nazywana jest po prostu Delhi – i na potrzeby tego artykułu i ja tak ją będę nazywać.

Agnieszka Wasztyl: Powitanie Arktyki

Rzędy drewnianych domów, zasypane białym puchem doliny, ośnieżone góry i widoki jak z pocztówki. 350 km za kołem podbiegunowym w otoczeniu...

zobacz więcej

W przeszłości znajdowało się tu 7 miast, a niektórzy uważają, że mogło ich być znacznie więcej. Najstarszym było Indraprastha, o którym pierwsze wzmianki pojawiają się już ponad 2 tysiące lat temu w hinduistycznym poemacie sanskryckim „Mahabharata”. Według podań ostatnim miastem było Dilli, które w czasie brytyjskiego kolonializmu zostało zastąpione angielskim Delhi. Z przewodnika dowiaduję się, że dil w języku hindi oznacza serce.

Zaopatrzeni w mapy i GPS ruszamy na podbój tej ogromnej metropolii.

Kulturowy mix i święte krowy

– Czy możemy zrobić sobie z wami zdjęcie? To pytanie będzie jednym najczęściej zadawanych podczas naszego pobytu nie tylko w Delhi, ale podczas całej naszej podróży. Jesteśmy na Rajpath – drodze królewskiej, najbardziej reprezentacyjnej alei miasta. Ma 3 kilometry długości i to tutaj odbywają się obchody państwowych świąt. Co kilka minut podchodzą do naszej grupki mieszkańcy i proszą o zrobienie wspólnego zdjęcia. Z jednej strony alei znajdują się parlament Sansad Bhavan i Rashtrapati Bhavan – siedziba prezydenta Indii. Rezydencja robi wrażenie. Do 1950 r. budynek nazywał się Viceroy’s House i urzędował w nim wicekról. Zmierzamy na drugą stronę alei. Już z daleka widzimy łuk triumfalny zwany Bramą Indii. Zbudowali ją Brytyjczycy w hołdzie indyjskim żołnierzom, którzy zginęli podczas I wojny światowej i w Afganistanie.

– Nie dojdziecie tam, bo wejście jest zamknięte. Dziś ma przyjechać premier i nikt was do bramy nie dopuści – mówi wąsaty rikszarz. – Ale mogę was zawieźć tam gdzie chcecie. Niska cena – zapewnia. Nie dajemy wiary tym słowom i ruszamy w kierunku Bramy Indii. Budowla ma 42 metry, a przed nią tłumy turystów i Hindusów. Znajduje się tu także grób nieznanego żołnierza. Robimy pamiątkowe zdjęcia i idziemy dalej.

Pompeje. Miasto, które pogrzebał Wezuwiusz

Zagłada przyszła niespodziewanie. Kilkumetrowy słup ognia spływał po zboczach porośniętej zielenią góry. W ciągu kilkudziesięciu sekund słońce...

zobacz więcej

Miasto może przytłaczać. Przedostanie się na jego drugi koniec jest męczące i czasochłonne. Tuk-tuki, skutery, samochody, rowerowe riksze i rowery pędzą po zatłoczonych ulicach. A między nimi leniwie spacerują wychudzone krowy.

– To święte zwierze. Krowa jest święta bo daje mleko. Jak kobieta nie może wykarmić dziecka to krowie mleko je uratuje – mówi mi przewodnik Ravi. Krowy są wszędzie. Zdarza się, że potrafią zatrzymać ruch, gdy położą się na ulicy. Hindusi zazwyczaj cierpliwie czekają aż sobie pójdą, ci bardziej niecierpliwi delikatnie próbują je przegonić. Widok wychudzonych zwierząt jest jednak przygnębiający. Krowy walczą o resztki jedzenia z bezpańskimi psami, które wygrzebują je ze śmieci.

Stolica Indii jest kolorowa, zatłoczona i gwarna. Ruszamy zobaczyć Stare Miasto. Obok kobiet w kolorowym sari spacerują muzułmanki z hidżabach i mężczyźni w galabijach. Architektoniczną perłą jest bez wątpienia XVII - wieczny Wielki Meczet Jama Masjid. Zbudowany z czerwonego piaskowca i białego marmuru robi wrażenie. Prowadzą do niego 3 bramy – a za nimi inny świat. Choć ramiona i nogi mam zakryte i tak muszę założyć specjalne ubranie. To największy meczet w Indiach. Może pomieścić 25 tysięcy wiernych. Dziedziniec jest ogromny. Siedzący w małych grupkach muzułmanie przyglądają nam się z zainteresowaniem. Wielu nie zdradza żadnych emocji, ale część serdecznie i przyjaźnie się uśmiecha. Najbardziej odważni podchodzą i proszą o wspólne zdjęcie. To miejsce przynosi ukojenie zmysłom ze względu na ciszę jaka tu panuje. Na chwilę znajdujemy się w orientalnej baśni, daleko od zgiełku wielkiego miasta. Z meczetu rozpościera się widok na kolejną ważną atrakcję – siedemnastowieczny Czerwony Fort. Ma aż 2,5 kilometra długości, a wysokość wynosi od 16 do 33 metrów. Wewnątrz ogrody i sklepiki z tanimi pamiątkami. Przyjemne miejsce, choć daleko mu do fortów w indyjskim stanie Radżastan.

Suzdal – malownicza rosyjska perełka, coraz bardziej doceniana przez turystów [GALERIA]

Miasto – skansen, skarbnica architektury rosyjskiej, jedna z najważniejszych dawnych osad słowiańskich. Suzdal maleńkie, malowniczo położone...

zobacz więcej

– Cześć, skąd jesteś? – odwracam się i widzę sympatycznego Hindusa. – Z Polski – odpowiadam. – To fantastycznie. Ja mieszkam tutaj. Masz męża? – pyta chłopak. W Indiach często słyszę to pytanie. Hebin mieszka w Delhi, ale robi wszystko by się stąd wyrwać. Chcę uciąć tę niezręczną rozmowę, ale chłopak nie daje za wygraną – Jakbyś miała koleżanki, które nie mają mężów, to daj znać. Chcę mieć białą kobietę i najlepiej z Europy. Białe kobiety są piękne. Chętnie wyjadę do innego kraju. Może być Polska – mówi z poważną miną.

Opuszczamy Czerwony Fort i jedziemy dalej. W Delhi warto zobaczyć także Świątynię Lotosu – największą świątynię bahaistyczną w Indiach, Grobowiec Humayna – pierwowzór słynnego mauzoleum Taj Mahal w Agrze, Sisganj Gurdwara – Złotą Świątynię Sikhów i park Raj Ghat – w którym skremowano Mahatmę Ghandiego.

Od zachwytu po przygnębienie

Miasto wzbudza mocne, ale skrajne emocje. Oprócz pięknych zabytków, przepysznej kuchni i przyjaznych mieszkańców przygnębia widok biedy i brudu. Zapada wieczór i robi się coraz chłodniej. Jest listopad, więc dla Hindusów to początek zimy. Nie mamy ciepłej wody w hostelu, ale cieszymy się, że w ogóle jest. Od znajomych Hindusów dowiadujemy się, że czasem nie ma jej w ogóle. Temperatura spada do około 17 stopni. Nam jest całkiem ciepło, ale widać, że mieszkańcy marzną. I nic dziwnego. Są przyzwyczajeni do wysokich temperatur. Latem w północnych Indiach temperatura przekracza często 40 stopni Celsjusza. Wychodzę na taras naszego hostelu i spoglądam na miasto. Wąskie i zatłoczone uliczki tętnią życiem. Na przeciwko stoi rząd walących się budynków bez okien, z których wystają kable. W jednym z mieszkań nie ma dachu. Zmarznięta kilkuosobowa rodzina przykrywa się kocami i kartonami. Niżej starszy człowiek rozpala ognisko ze śmieci, a obok niego o resztki jedzenia walczą ze sobą wygłodniałe psy. W rowerowych rikszach śpią ich właściciele. Pojazd to cały ich majątek i jedyna możliwość zarobku. Przygnębiający widok. Szacuje się, że w całym kraju z powodu ubóstwa cierpi ponad 600 milionów osób. A na południu Delhi powstają enklawy dla bogaczy. Najbogatsza kasta izoluje się od reszty społeczeństwa. Są tam zachodnie restauracje, dyskoteki i sklepy.

Matera – kamienne miasto, fenomen na światową skalę [GALERIA]

Jeśli kiedykolwiek oglądaliście „Pasję” Mela Gibsona to na pewno większość z was myślała, że część scen do filmu kręcono w Jerozolimie. Wąskie...

zobacz więcej

Najbardziej zanieczyszczona stolica świata

Ogromna metropolia nie radzi sobie ze śmieciami. Są praktycznie wszędzie. Widać to zwłaszcza wczesnym rankiem, gdy na ulicach nie ma jeszcze tłumów. Właściciele małych sklepów, knajpek i hosteli zamiatają śmieci na małe kupki. Nikt ich jednak nie zbiera i nikt się nimi nie przejmuje. Potem w tych kupkach grzebią najbiedniejsi i zwierzęta. Oficjalnie działa tu kilka wysypisk śmieci, ale większość jest już dawno przepełniona. Część odpadów wrzucana jest do Jamuny – jednej z najbrudniejszych rzek świata, która wpada do najświętszej rzeki Indii – Gangesu. Poważnym problemem jest także zanieczyszczone powietrze. Już lądując w Delhi widać jak ogromny jest smog. Powietrze drapie w gardle, a oczy lekko pieką. Część mieszkańców nosi maseczki, więc zakładam i ja. Mam wrażenie, że to niewiele daje, ale ważna jest autosugestia.

– Smog to niestety norma. Gdy powietrze jest bardzo zanieczyszczone nie można uprawiać sportu. Bardzo ważne jest, aby pić dużo wody. Wtedy wszystko powinno być w porządku. Pamiętaj o tym – mówi mi Garimma, która w Delhi pracuje w międzynarodowej korporacji. Smog często utrudnia życie mieszkańcom, ale w listopadzie ubiegłego roku przekroczył wszelkie normy. Zamknięto szkoły, ograniczono ruch samochodów, odwołano wiele imprez i wydarzeń kulturalnych. Według doniesień medialnych średnie dobowe stężenie pyłu zawieszonego PM10 wyniosło ponad 530 mikrogramów na metr sześcienny, czyli przekroczono 20 razy stan ostrzegawczy określony przez Światową Organizację Zdrowia. Problem ze smogiem pogłębia się zawsze na początku zimy, czyli każdego roku na początku listopada. Wtedy rolnicy na masową skalę wypalają trawy, a w powietrzu unosi się kurz po fajerwerkach odpalonych podczas religijnego święta świateł Diwali. Z ubiegłorocznego światowego raportu Air Visual wynika, że aż 22 z 30 miast z największym zanieczyszczeniem powietrza znajduje się w Indiach. Delhi zajmuje w zestawieniu 11. miejsce i jest najbardziej zanieczyszczoną stolicą świata.

źródło:
Zobacz więcej