Czego nie pokazano w reportażu TVN „Spowiedź agenta Tomka”

Kaczmarek przez kilka lat utrzymywał, że dysponuje nagraniami rozmów (fot. PAP/Rafał Guz)

Tomasz Kaczmarek, były agent CBA znany szerzej jako „agent Tomek”, opisał w programie „Superwizjer” szczegóły akcji specsłużb w sprawie willi Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich. W reportażu TVN nie wspomniano jednak o wielu kluczowych wątkach tej historii. Jak wskazuje dziennikarz tygodnika „Sieci” Marek Pyza, cały materiał został przygotowany w taki sposób, aby przedstawić w niekorzystnym świetle byłych przełożonych Kaczmarskiego: Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego.

Ile warte są słowa „agenta Tomka”?

Były agent CBA Tomasz Kaczmarek w programie „Superwizjer” ujawnia szczegóły akcji CBA w sprawie willi Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich. Czy...

zobacz więcej

Tomasz Kaczmarek był jedną z osób zaangażowanych w operację dotyczącą zakupu wili w Kazimierzu Dolnym, której właścicielami mogli być Kwaśniewscy. Agent, występujący pod przykrywką jako biznesmen Tomasz Małecki, miał udawać zainteresowanego zakupem nieruchomości. CBA zamierzało udowodnić, że Kwaśniewscy kupili dom na podstawioną osobę – byłego prezesa Budimexu Marka M. Były prezydent i jego żona nie mogli się przyznać, że są właścicielami, gdyż musieliby wykazać, skąd mieli pieniądze na zawarcie transakcji.

Wszystko zaczęło się w 2007 r., gdy tygodnik „Wprost” ujawnił nagrania rozmów Józefa Oleksego i szefa firmy Bartimpex Aleksandra Gudzowatego. Obaj panowie rozmawiali wtedy m.in. o majątku Aleksandra Kwaśniewskiego, w tym posiadłości w Kazimierzu Dolnym. CBA zaczęło badać sprawę.

W reportażu TVN Kaczmarek twierdzi jednak, że jego zeznania i notatki służbowe dotyczące tej sprawy były efektem nacisków ze strony Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, którzy zamierzali wytworzyć wrażenie, że willa w sposób nielegalny stała się własnością Kwaśniewskich.

„Po raz pierwszy Kaczmarek opowiedział też o tym, jak dokładnie wyglądało rozpracowywanie byłej pary prezydenckiej” – brzmiała zapowiedź materiału wyemitowanego przez stację TVN.

Jak pisze Marek Pyza na łamach portalu wpolityce.pl, w materiale TVN pominięto wiele kluczowych dla tej sprawy wątków. Wbrew zapowiedzi stacji, Kaczmarek wypowiadał się już wcześniej na ten temat w mediach. Jest to o tyle istotne, że wówczas nie miał on wątpliwości, że Marek M. był tzw. słupem.

W 2013 r. w rozmowie z „Faktem” Kaczmarek powiedział, że nominalną właścicielką nieruchomości była Maria J., która sprzedała ją następnie Jolancie Kwaśniewskiej.

Gdy Maria J. otrzymała kwotę w wysokości 830 tys. dol. sprawą zainteresował się Urząd Kontroli Skarbowej w Lublinie. Kobieta nie była bowiem w stanie wskazać skąd taka kwota znalazła się w jej posiadaniu. Wtedy do akcji wkroczył Marek M. Udawał, że jest obecnym właścicielem nieruchomości, który kupił ją od Marii J.

Wpłacił pół miliona złotych kaucji. Agent Tomek ma zakaz opuszczania kraju

Prokuratura Regionalna w Białymstoku poinformowała, że Tomasz K., nazywany w mediach agentem Tomkiem, wpłacił pół miliona zł kaucji. Mężczyzna...

zobacz więcej

CBA podejrzewało, że Marek M. jest słupem, który ma za zadanie zataić fakt, że faktycznymi właścicielami nieruchomości są Kwaśniewscy. Kaczmarek otrzymał zadanie: miał za pośrednictwem syna właścicielki, Jana J. przeprowadzić zakup kontrolowany willi. Zachodziło bowiem podejrzenie, że w związku z szumem medialnym właściciele będą zamierzali szybko sprzedać nieruchomość.

W walizce z pieniędzmi przygotowanymi przez Kaczmarka miał znajdować się nadajnik GPS, z pomocą którego służby zamierzały ustalić, do kogo ostatecznie trafi wpłacona kwota. Ostatecznie operacja poniosła fiasko, ponieważ Jan J. przełożył pieniądze do bagażnika samochodu.

Kwota transakcji miała opiewać na 3,1 mln zł. Jak mówił kilka lat temu Kaczmarek, Maria J. zaproponowała podzielić tę kwotę na dwie mniejsze. Na konto notarialne miało trafić 1,6 mln zł. Reszta, w celu uniknięcia opłat skarbowych, miała zostać wypłacona pod stołem.

Kaczmarek przez kilka lat utrzymywał, że dysponuje nagraniami rozmów. Twierdził także, że bywał w willi, w której widział rzeczy należące do Kwaśniewskich oraz że syn Marii J. potwierdzał, że nieruchomość należy do byłej pary prezydenckiej. Mówił o tym w mediach. Kilka lat temu wspominał m.in., że Jolanta Kwaśniewska przeprowadziła rozmowę telefoniczną z Marią J. dotyczącą transakcji.

– Zarejestrowane są rozmowy, w których Jolanta Kwaśniewska instruuje Marię J., co ma zrobić z odebraną kwotą 1,5 mln zł – że ma ją wymienić na walutę obcą. Rozmowy te są w pewien sposób zakamuflowane, ale jasno z nich wynika, że są to instrukcje dotyczące tego, co Maria J. ma zrobić z pieniędzmi odebranymi ode mnie – mówił Kaczmarek w rozmowie z „Faktem”. Jak dodawał, Kwaśniewska wspominała o butach „w rozmiarze europejskim lub amerykańskim”, co miało oznaczać wymianę pieniędzy na euro lub dolary.

W reportażu TVN Kaczmarek stwierdza jednak, że praktycznie nie robił żadnych nagrań, lecz jedynie sporządzał notatki, w których wiele informacji było zmyślonych. Wypowiadający się w materiale Jan J. mówi natomiast, że nigdy nie powiedział Kaczmarkowi, iż posiadłość należy do Kwaśniewskich, mimo że ten wielokrotnie prosił go o taką deklarację.

Zdaniem Marka Pyzy zmiana zeznań Kaczmarka jest tym mniej wiarygodna, iż ciążą na nim poważne zarzuty, m.in. prania brudnych pieniędzy (2 mln zł), udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przywłaszczenia z innymi osobami mienia (10 mln zł), czy oszustwa w związku z przyznaniem nienależnej dotacji (32 mln zł). W reportażu TVN Kaczmarek odpiera wszystkie zarzuty, twierdząc, że są wyssane z palca. Jak twierdzi, jest to polityczna zemsta przeprowadzona z inicjatywy Macieja Wąsika.

W opinii Pyzy sami dziennikarze TVN mogą mieć wątpliwości, czy Kaczmarek mówi teraz prawdę. Jak przypomina, stacja w 2018 r. wyemitowała reportaż dotyczący nieprawidłowości, do których miało dochodzić w prowadzonym przez niego wraz z żoną stowarzyszeniu „Helper”.

„Wydźwięk reportażu »Drugie życie agenta Tomka« był jasny – w jego stowarzyszeniu dochodziło do ogromnych nieprawidłowości, wypływały z niego potężne pieniądze. Autorzy byli dociekliwi. Z ich pytań i całego reportażu wynika, że wiedzieli, iż najprawdopodobniej mają do czynienia z oszustem” – pisze dziennikarz tygodnia „Sieci”.

Sprawa willi w Kazimierzu Dolnym została umorzona w 2010 r. Śledztwo wznowiono w 2016 r.

źródło:
Zobacz więcej