Na prof. Budzyńskiej się nie skończy. Trzeba powstrzymać lewicową cenzurę

Zwolennicy LGBT i gender często wykorzystują młodzież do promowania swojej agendy (fot. REUTERS/Stoyan Nenov)

Prof. Ewa Budzyńska została przez grupę studentów Uniwersytetu Śląskiego oskarżona o „klasyczny” zestaw myślozbrodni. Homofobia, antysemityzm, dyskryminacja wyznaniowa – mamy tu wszystko, co trzeba, żeby zniszczyć człowieka. Do tego dochodzi atak rzecznika dyscyplinarnego i żądanie nałożenia na nią przykładnej kary, umycie rąk przez rektora i strusia polityka kadry profesorskiej. To kolejny przykład cenzurowania oponentów przez lewicę światopoglądową. Jest też testem na to, jak daleko pozwolimy posunąć się w roszczeniach zwolennikom „tolerancji”.

Prokuratura zbada sprawę postępowania dyscyplinarnego wobec prof. Budzyńskiej

Prokuratura przyjrzy się postępowaniu dyscyplinarnemu prowadzonemu wobec prof. Ewy Budzyńskiej z Uniwersytetu Śląskiego. Zawiadomienie o...

zobacz więcej

Pracująca od 28 lat na Uniwersytecie Śląskim prof. Ewa Budzyńska, autorka licznych książek i artykułów naukowych dla polskich i zagranicznych czasopism, a także wielu ekspertyz dla organów władz samorządowych i organizacji społecznych, znalazła się na celowniku grupy lewicowych światopoglądowo studentów z powodu treści prezentowanych podczas wykładu „Międzypokoleniowe więzi w rodzinach światowych”.

Celem prowadzonych przez nią zajęć było zapoznanie uczestników z rodziną jako elementem struktury społecznej i przedstawienie, jakie formy przyjmowała ona na przestrzeni wieków w zależności od kształtującej ją kultury lub religii. Porównywany był stosunek różnych religii do takich kwestii jak: trwałość małżeństwa, rozwody, kwestie związane z płodnością, antykoncepcją i aborcją. Uczestnicy zajęć, czemu strona atakująca wykładowczynię nie zaprzecza, pracowali na publikacjach naukowych i tekstach źródłowych.

Po grudniowym wykładzie grupa studentów oburzyła się, że wykładowczyni m.in. nazwała człowieka w prenatalnej fazie rozwoju „dzieckiem” i mówiła, że według klasycznej definicji rodzina składa się z „męża, żony, ojca, matki, dzieci, krewnych i powinowatych”.

Mówiąc o rodzinie w kontekście nauki chrześcijańskiej podkreślała, że jest ona podstawową i naturalną komórką społeczeństwa, która oparta jest na związku kobiety i mężczyzny.

Skrytykowali oni również m.in. prezentowanie przez nią badania wskazujące na negatywny wpływ posyłania dzieci do żłobków na ich rozwój, a także krytyczny stosunek Budzyńskiej do eutanazji.

Uniwersytet Śląski: Nie będziemy ingerować w postępowanie przeciw prof. Budzyńskiej

Prof. Budzyńska, wobec której wszczęto postępowanie dyscyplinarne za przytoczenie klasycznej definicji rodziny, w geście protestu wobec takiego jej...

zobacz więcej

Szokujące, prawda? Jak mało postępowe, europejskie i tolerancyjne...

Prezentowane treści na tyle oburzyły grupę studentów, że napisali oni skargę, w której zarzucili wykładowczyni homofobię i nietolerancję, a także promowanie postawy krytycznej wobec aborcji, antysemityzm i dyskryminację wyznaniową. Swoje oskarżenia podsumowali pisząc, że przekazywała ona informacje „niezgodne ze współczesną wiedzą naukową” i promowała „poglądy radykalno-katolickie”.

Skarga trafiła do prof. Budzyńskiej 8 stycznia. Po tym, jak rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Śląskiego złożył wniosek do komisji o ukaranie jej naganą, na znak protestu wykładowczyni postanowiła opuścić uczelnię. Jej rozprawa dyscyplinarna została wyznaczona na 31 stycznia.

Warto w tym miejscu przytoczyć stanowisko uniwersyteckiego rzecznika dyscyplinarnego prof. Wojciecha Popiołka, który zarzucił jej m.in., że „formułowała wypowiedzi w oparciu o własny, narzucany studentom światopogląd o charakterze wartościującym, stanowiące przejaw braku tolerancji wobec grup społecznych i ludzi o odmiennym światopoglądzie, nacechowane wobec nich co najmniej niechęcią, w szczególności wypowiedzi homofobiczne, wyrażające dyskryminację wyznaniową, krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży”.

Stwierdził on przy tym, że „wymierzenie obwinionej kary nagany będzie stanowiło adekwatną dla czynu obwinionej karę, a także będzie stanowiło wyraz prewencji ogólnej i prewencji szczególnej. W środowisku akademickim nie mogą mieć miejsca takie zachowania jakie są przypisywane obwinionej”.

Profesor mówiła o definicji rodziny. Studenci oskarżyli ją o homofobię

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin zapowiedział, że przedstawi projekt ustawy chroniącej wolność słowa i badań na...

zobacz więcej

Co ciekawe, rzecznik przyznał, że zarzuty antysemityzmu i nienaukowości przekazywanych informacji są bezzasadne – a pomimo tego zdecydował się zaapelować o wymierzenie jej kary nagany, co ma być „prewencją”, czyli formą zastraszenia innych wykładowców.

Już sama zastosowana przez niego argumentacja jest skandaliczna, nacechowana niebywałą niechęcią do samej wykładowczyni i do prezentowanych przez nią podczas wykładu treści. Co więcej, słowa o „prewencji” pokazują, jak rzecznik, ręka w rękę ze środowiskami radykalnej lewicy światopoglądowej – domaga się cenzurowania wolności wypowiedzi i badań.

Celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której sprawa prof. Budzyńskiej będzie przestrogą dla innych wykładowców, nie tylko Uniwersytetu Śląskiego, przed występowaniem przeciwko ideologiom gender i LGBT czy aborcyjnemu lobby.

Również postawa rektora uczelni prof. Andrzeja Kowalczyka nie budzi optymizmu. Nie dość, że wypowiedział się w sprawie prof. Budzyńskiej – przypomnijmy, doświadczonego i docenianego pracownika – bardzo późno, to jeszcze całkowicie „umył ręce”, podkreślając, że władze Uniwersytetu Śląskiego nie podejmą żadnych kroków, które mogłyby zostać odczytane jako „próba wywarcia nieuprawnionego wpływu na działalność rzecznika dyscyplinarnego”.

Prof. Kowalczyk zapewnił przy tym, że władze uczelni „opowiadają się za swobodą debaty akademickiej prowadzonej w atmosferze szacunku dla odmiennych racji oraz nieskrępowanego wyrażania poglądów opartych na faktach i metodach naukowych”. Podkreślił przy tym, że „integralną częścią tej swobody jest prawo do głoszenia poglądów kontrowersyjnych, o ile nie są one sprzeczne z prawem i nie naruszają godności osoby ludzkiej”.

Prof. Nalaskowski wraca do pracy. Rektor uczelni zaleca mu jednak „większą roztropność”

Rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu prof. Andrzej Tretyn uwzględnił odwołanie prof. Aleksandra Nalaskowskiego i podjął decyzję o...

zobacz więcej

Zaznaczył również, że ocena, czy w tym wypadku doszło do przekroczenia tychże granic, „należy do niezależnych rzeczników dyscyplinarnych oraz dwóch instancji niezawisłych sądów dyscyplinarnych”.

Przeciwko skandalicznemu oskarżeniu wykładowczyni od samego początku protestowały środowiska konserwatywne i katolickie.

List otwarty – który można podpisać na stronie internetowej bronmyprofesor.pl - w obronie wykładowczyni wystosowało Centrum Życia i Rodziny. Wyrażono w nim solidarność z prześladowaną i domagano się zakończenia postępowania dyscyplinarnego.

Z kolei w komunikacie Rady społecznej przy arcybiskupie metropolicie katowickim Wiktorze Skworcu podkreślono solidarność z pomawianą profesor. „Pociąganie do odpowiedzialności nauczyciela akademickiego za głoszone przez niego poglądy jest oczywistą formą cenzury i próbą narzucenia środowisku akademickiemu jednego światopoglądu, co przypomina najgorsze praktyki z czasów komunistycznych. Rada wyraża nadzieję, że wolność akademicka stosowana będzie proporcjonalnie i z szacunkiem dla myśli chrześcijańskie” – podkreślono.

Również swoje zaniepokojenie cenzurą na Uniwersytecie Śląskim wyraziła w liście do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina Akcja Katolicka. Zwrócono w nim uwagę na skandaliczną postawę uniwersyteckiego rzecznika dyscyplinarnego prof. Wojciecha Popiołka.

Chcą karać za krytykę LGBT. Stanowisko rektorów polskich uczelni

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich w stanowisku ws. zachowania podstawowych wartości w debacie publicznej, zaapelowało o...

zobacz więcej

W ich ocenie propagowana przez profesor, a przywołana w opinii studentów pro-LGBT „ideologia” to przede wszystkim „określanie osoby w prenatalnej fazie rozwoju dzieckiem czy definiowanie rodziny zgodnie z artykułem 18 Konstytucji RP jako podstawowej i naturalnej komórki społecznej, rozumianej jako związek kobiety i mężczyzny”.

Autorzy listu domagają się również „przywrócenia wiarygodności uniwersytetom w perspektywie prawdy i wolności, z argumentami rzetelnych badań naukowych, a nie wprowadzania na nie zamętu i odzierania z godności kadry profesorskiej”.

W sprawie prof. Budzyńskiej zobowiązali się zainterweniować posłowie Zjednoczonej Prawicy, w tym ministrowie.

Jedna z działaczek Solidarnej Polski złożyła zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Katowicach w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa w ramach toczącego się wobec wykładowczyni postępowania. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jako Prokurator Generalny polecił zaś prokuraturze zbadać tę sprawę.

Na początku tygodnia minister członek Rady Ministrów Michał Woś ostro skrytykował wniosek o ukaranie prof. Budzyńskiej i podkreślił, że w uzasadnieniu wniosku rzecznik dyscyplinarny odniósł się m.in. do ideologii gender, na co „zgody być nie może”.

„Mamy próbę wprowadzenia dyktatury środowisk LGBT”

Zawieszenie przez władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika prof. Aleksandra Nalaskowskiego za krytyczny felieton o środowisku LGBT wprowadziło nową...

zobacz więcej

– Absolutnie nie może być zgody na wprowadzanie tego typu cenzury na polskich uczelniach, na dyskryminowanie osób ze względu na ich poglądy, na takie podejście do polskiej nauki – mówił Woś. Poinformował on również, że w najbliższym czasie powstanie zespół parlamentarny do spraw walki z cenzurą na uczelniach, którego celem będzie monitorowanie tego typu przypadków.

W sprawie tej wypowiedział się również minister nauki Jarosław Gowin, zapowiadając nowelizację ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym, czyli Konstytucji dla Nauki, której celem ma być zapewnienie ochrony wolności wypowiedzi i badań na uczelniach.

W ustawie ma dojść do trzech zmian. Ma zostać wprowadzona klauzula wolności, czyli wolność głoszenia poglądów i wolność prowadzenia badań naukowych. Rektorzy będą mieli obowiązek monitorowania i przestrzegania tej zasady, a ci, którzy się z tego nie wywiążą, będą musieli liczyć się z sankcjami.

Powstanie też komisja, która będzie badać przypadki naruszania wolności wykładów czy badań. – Nie pozwolimy środowiskom skrajnie zideologizowanym na cenzurę – zapewniał Jarosław Gowin.

Minister wyraził też rozczarowanie tym, że w obronie prof. Budzyńskiej nie zabrały głosu gremia akademickie, a szczególnie Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP).

Czy to znaczy, że grono to dobrze odczytało sygnał środowisk lewicowych – że każdy, kto będzie prezentował w przestrzeni publicznej poglądy konserwatywne, katolickie, zdroworozsądkowe, zostanie napiętnowany i tak jak chce rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Śląskiego, przykładnie ukarany? Tak przykładnie, by nikt inny już nie odważył się wystąpić przeciwko ideologii gender, LGBT czy zwolennikom aborcji.

Dlatego też gest prof. Budzyńskiej, która w ramach protestu wobec cenzury postanowiła opuścić swoją macierzystą instytucję, jest wołaniem o obronę wolności i prawdy. Wykładowczyni ta jest już kolejnym polskim naukowcem, który w ostatnim czasie zderzył się ze środowiskiem radykalnej lewicy światopoglądowej, wykorzystującej wypróbowane zachodnie wzorce przeprowadzenia rewolucyjnych zmian w Polsce, dotyczących m.in. instytucji rodziny i małżeństwa.

Dlatego też sprawę prof. Budzyńskiej należy potraktować jako papierek lakmusowy naszej gotowości do odparcia ataku ideologii gender i LGBT na nasz kraj.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia


źródło:
Zobacz więcej