„Nawet mu powieka nie drgnęła”. Nowy świadek w sprawie Grodzkiego

Sprawa miała dotyczyć chorego na nowotwór ojca mężczyzny (fot. PAP/Rafał Guz)

W sprawie przeszłości obecnego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego zgłosił się nowy świadek. „Po chwili mama wyszła z gabinetu [Grodzkiego]. Zakręciła jej się łza w oku. I powiedziała do nas: »Wiecie, chłopaki, nawet mu powieka nie drgnęła. Wsunął kopertę do szuflady, zamknął i nawet się na mnie specjalnie nie spojrzał«” – relacjonuje mężczyzna. Sprawę opisał portal niezalezna.pl

Ujawnił się były pacjent prof. Grodzkiego. „Wręczyłem mu pieniądze i tego dowiodę” [WIDEO]

Ja nie wypowiadam się za innych, ale ja osobiście wręczyłem doktorowi Grodzkiemu pieniądze do ręki i tego dowiodę – powiedział były pacjent...

zobacz więcej

Opisywana sytuacja miała miejsce w 2012 r. Ojciec pana Marka miał nowotwór płuc. Jak miał wyjaśnić mu prof. Grodzki, zaszła konieczność wycięcia całego płuca, nie tylko płatu. Jak podaje portal, pan Marek dowiedział się wówczas o „obowiązującej taryfie”.

– Nie wiem, kto informował tych pacjentów, ale to była powszechna wiedza – relacjonuje mężczyzna, dodając, że „stawki chodziły w ten sposób, że za asystę pana profesora płaciło się do 5 tysięcy złotych, on wtedy nie operował. A za osobistą operację stawka wynosiła do 10 tysięcy złotych. Nie wahaliśmy się długo, bo życie jest ważniejsze i chcieliśmy mieć cień nadziei na przedłużenie życia o rok, może dłużej. Nikt wtedy na pieniądzach nie oszczędza”.

Pan Marek, wraz ze swoją matką, uzbierał kwotę.

– Czekaliśmy około godziny przed gabinetem profesora Grodzkiego. (…) Mama miała przygotowane 10 tysięcy. Czekając długo przed gabinetem, powiedziałem, żeby dać jedynie 7 tysięcy. Nie mieliśmy pewności, czy on będzie to robił, czy nie. Mama nie chciała się na to zgodzić, ale wyciągnąłem 3 tysiące z koperty i powiedziałem, że 7 tysięcy wystarczy – mówi mężczyzna.

Do gabinetu miała wejść jego matka. Na kopercie pan Marek napisał imię i nazwisko ojca, tak by Grodzki nie pomylił pacjentów. Jak opisuje sytuację, „po chwili mama wyszła z gabinetu. Zakręciła jej się łza w oku. I powiedziała do nas: »Wiecie, chłopaki, nawet mu powieka nie drgnęła. Wsunął kopertę do szuflady, zamknął i nawet się na mnie specjalnie nie spojrzał«”. Pan Marek dowiedział się od personelu, że operację przeprowadzał sam Grodzki. Ojciec mężczyzny żył jeszcze przez trzy lata po zabiegu.

Marszałek Grodzki: Byłem pionierem tego, żeby zwalczać łapówkarstwo

Otrzymanie kwiatów po operacji nie jest korupcją, ale domaganie się pieniędzy przed leczeniem jest korupcją. Boli mnie to szczególnie, ponieważ...

zobacz więcej

To kolejna relacja obciążająca marszałka Senatu, a dawniej ordynatora w szpitalu w Zdunowie. Kilka dni temu Tomasz Grodzki zorganizował konferencję prasową, na której zaświadczał, że nigdy nie przyjmował pieniędzy od pacjentów. Na dowód swojej niewinności przedstawił relację byłego funkcjonariusza UB. 90-latek powiedział, że nieznany mężczyzna przyszedł do jego domu pod koniec zeszłego roku i zaproponował pieniądze za oczernienie prof. Grodzkiego.

Śledztwo w sprawie możliwej korupcji w szpitalu w Szczecinie prowadzi Prokuratura Regionalna w Szczecinie oraz CBA. To właśnie CBA zaapelowało kilka dni temu do świadków korupcji w tamtejszym szpitalu, by zgłaszali się do organów ścigania. Biuro przesłuchało w tej sprawie pięć osób, prokuratura – co najmniej kilka.

źródło:
Zobacz więcej