Opozycja ma kłopot z Francją. Prof. Gersdorf ma na to sposób

Tajemnicza choroba prof. Gersdorf uniemożliwia jej śledzenie niektórych informacji (PAP/Marcin Obara )

Polska opozycja ma kłopot z tą Francją. Nie tylko z nią zresztą, ale z nią najbardziej. Bo jak tu odpowiedzieć na pytanie o krwawe zamieszki na ulicach i przepychanki żandarmerii z prawnikami. No, trochę niezręcznie, ale bez przesady, da się. Udowodniła to m.in. pierwsza prezes Sądu Najwyższego, choć w tym przypadku równie dobrze mogłaby odpowiedzieć po prostu: „pomidor”. W końcu to tylko gra.

Brutalnie tłumione protesty we Francji

Francuska policja użyła gazu łzawiącego, żeby rozproszyć demonstrantów blokujących zajezdnię autobusową w Paryżu. Związkowcy 29. dzień strajkują we...

zobacz więcej

Grudzień 2018 r. Frans Timmermans, ówczesny pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, patrząc prosto w oczy, odpowiada na pytania korespondentki TVP o zamieszki we Francji. O wydarzeniach m.in. na paryskich ulicach huczy cały świat. – Ale jakie wydarzenia, o jakim wydarzeniu pani mówi? – pyta zaskoczony, jakby został zagadnięty o incydent w Paryżu, który miał miejsce przed chwilą, gdy on akurat przewodził obradom w Brukseli. 

Styczeń 2020 r. Małgorzata Gersdorf, Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, pytana przez dziennikarza TVP, o protest francuskich prawników, popychanych i szarpanych przez żandarmerię. – Nie widziałam tego. Choruję dwa tygodnie już – usprawiedliwiła się z niewinną miną. Dodała, że nie oglądała też telewizji, a już na pewno nie TVP. 

Tajemnicza choroba prof. Gersdorf uniemożliwia jej śledzenie niektórych informacji. Jednocześnie pozwala na uczestniczenie w „Marszu Tysiąca Tóg”. Pierwsza Prezes SN oczywiście nie przypuszcza, że ktokolwiek uwierzy w jej wytłumaczenie. To taki rodzaj zabawy, jak w dziecięcej grze, gdzie na każde pytanie odpowiada się  „pomidor”. Może bez sensu, ale w pewnych kręgach uchodzi za skuteczne, a nawet za sprytne. 

 Prof. Gersdorf zawsze była dobra w opowiadaniach poruszających się na bardzo krótkich nóżkach. Jak w 2017 r., gdy uczestniczyła w politycznej manifestacji (wtedy uchodziło to jeszcze za naganne. Dziś jest już normą). Pytana o symboliczne zapalenie świeczki, tłumaczyła: – Było ciemno, no to ją wzięłam. 

Małgorzata Gersdorf: Toga jest jak fartuszek w przedszkolu

Toga to nie jest łańcuch sędziowski. To nie jest nic zdrożnego. Toga to jak fartuszek w przedszkolu – powiedziała I prezes Sądu Najwyższego...

zobacz więcej

Czy takie dziecięce zabawy pasują do poważnych urzędników, kreujących opinię publiczną? Oczywiście zawiera się w nich duży ładunek lekceważenia dla rozmówcy i niewygodnych pytań, a więc jakąś rolę spełnia. Bardziej neutralne wyjście z niezręcznej sytuacji proponował w niektórych wywiadach prof. Jan Tomasz Gross. Gdy dziennikarz drążył niewygodnym pytaniem, po prostu nic nie odpowiadał. Otwierał szerzej oczy i w ciszy wpatrywał się w rozmówcę. Taka zabawa „w oczy wilka” była zwykle skuteczna. Na ekranie nie może być ciszy, więc dziennikarz po paru próbach zadawał następne pytanie, przy którym profesor z Princeton czuł się już wygodniej.

 Inną technikę wybrał Leszek Miller, jeden z europosłów głosujących za rezolucją przewidującą finansowe konsekwencje wprowadzenia reformy sądownictwa. Technikę stosowaną choćby przez „mistrza” Timmermansa. We wspomnianym wywiadzie o ulicznych walkach we Francji, polityk z KE, nie mógł dłużej ukrywać, że w ogóle nie wie, o co chodzi. Pierwsza wymówka była jedynie grą na czas, próbą wywołania wstępnego wrażenia, że sam dziennikarz nie wie, o co pyta. W przeciwieństwie do prof. Gersdorf, przyznał jednak, że widział zdjęcia z Paryża. Ale widział też inne zdjęcia ze świata i we Francji – jego zdaniem – akurat nie ma łamania prawa. Uspokoił też, że jak zauważy coś podobnego, to da znać. Sprawa podwójnych standardów została więc rozmyta i zamknięta.

Leszek Miller podczas rozmowy w Polskim Radiu również nie zaprzeczał, że widział sceny na francuskich ulicach i starcia żandarmerii z prawnikami. Co więcej nie podobały mu się one, ale tak samo, jak nie podobały mu się wydarzenia, które widział na polskich ulicach. Wniosek – zamieszki w Paryżu niczym nie różniły się od manifestacji w Polsce, ochranianych przez policję. Oczywiście to również rodzaj umownej zabawy w interpretowanie faktów, ale jest już jakiś postęp. Przynajmniej przyznał się, że coś tam widział.

„Zachodnia Europa zapomniała komu zawdzięcza wolność, a teraz bezpieczeństwo”

– Nastroje w zachodniej Europie są antyamerykańskie i zapomniała komu zawdzięcza wolność, a teraz ochronę przed agresją, czyli Stanom Zjednoczonym...

zobacz więcej

Czy takie dziecięce zabawy pasują do poważnych urzędników, kreujących opinię publiczną? Oczywiście zawiera się w nich duży ładunek lekceważenia dla rozmówcy i niewygodnych pytań, a więc jakąś rolę spełnia. Bardziej neutralne wyjście z niezręcznej sytuacji proponował w niektórych wywiadach prof. Jan Tomasz Gross. Gdy dziennikarz drążył niewygodnym pytaniem, po prostu nic nie odpowiadał. Otwierał szerzej oczy i w ciszy wpatrywał się w rozmówcę. Taka zabawa „w oczy wilka” była zwykle skuteczna.

Na ekranie nie może być ciszy, więc dziennikarz po paru próbach zadawał następne pytanie, przy którym profesor z Princeton czuł się już wygodniej. Inną technikę wybrał Leszek Miller, jeden z europosłów głosujących za rezolucją przewidującą finansowe konsekwencje wprowadzenia reformy sądownictwa. Technikę stosowaną choćby przez „mistrza” Timmermansa. We wspomnianym wywiadzie o ulicznych walkach we Francji, polityk z KE, nie mógł dłużej ukrywać, że w ogóle nie wie, o co chodzi. Pierwsza wymówka była jedynie grą na czas, próbą wywołania wstępnego wrażenia, że sam dziennikarz nie wie, o co pyta.

W przeciwieństwie do prof. Gersdorf, przyznał jednak, że widział zdjęcia z Paryża. Ale widział też inne zdjęcia ze świata i we Francji – jego zdaniem – akurat nie ma łamania prawa. Uspokoił też, że jak zauważy coś podobnego, to da znać. Sprawa podwójnych standardów została więc rozmyta i zamknięta.

Leszek Miller: nie przyjąłbym pod swój dach islamskich uchodźców

– Przyjmowanie lub nieprzyjmowanie migrantów nie leży w kompetencjach lokalnych samorządów. To jest polityka prowadzona przez instytucje państwa,...

zobacz więcej

Leszek Miller podczas rozmowy w Polskim Radiu również nie zaprzeczał, że widział sceny na francuskich ulicach i starcia żandarmerii z prawnikami. Co więcej nie podobały mu się one, ale tak samo, jak nie podobały mu się wydarzenia, które widział na polskich ulicach. Wniosek – zamieszki w Paryżu niczym nie różniły się od manifestacji w Polsce, ochranianych przez policję. Oczywiście to również rodzaj umownej zabawy w interpretowanie faktów, ale jest już jakiś postęp. Przynajmniej przyznał się, że coś tam widział.

Technika porównywania niczym nieprzystających do siebie zdarzeń i tym samym usprawiedliwianie lub przynajmniej rozrzedzanie gęstej atmosfery wokół niewygodnych zjawisk stosowana jest od zawsze. Już w latach 80. radziecka telewizja wyemitowali film porównujący katastrofę w Czarnobylu z katastrofą promu kosmicznego Challenger. Przewijającym się mottem filmu było zdanie: „My mieliśmy Czarnobyl, oni mieli Challengera”.

Cztery lata temu Kazimiera Szczuka, znana ze swych lewicowych i feministycznych przekonań, równie brawurowo porównywała sprawę licznych molestowań i gwałtów przez śniadych mężczyzn, często niewiele wcześniej zadomowionych w Niemczech, w noc sylwestrową w Kolonii, w 2015 r. – Przemoc seksualna jest zjawiskiem powszechnym, również w Polsce. 99 proc. dokonywanych gwałtów przez Polaków jest umarzanych w sądach. Nawet gwałty ze szczególnym okrucieństwem – mówiła w portalu WP. Swoją drogą, czy powtórzyłaby te słowa o sądach dzisiaj?

Czy może zatem taktyka Małgorzaty Gersdorf jest skuteczniejsza? Ciężko powiedzieć. Na pewno zabawniejsza. Wkrótce, kto nie będzie chciał, nie będzie pamiętał tak trywialnych wypowiedzi, bo są one po prostu, delikatnie mówiąc, tak naiwne, że wręcz nieistotne, bo nikt w nie wierzy. Począwszy od dziennikarza zadającego pytanie, poprzez przeciwników i zwolenników pani prezes, skończywszy na niej samej. Wypowiedzi bagatelizujące lub rozmywające problem są zapamiętywane na dłużej i ich autor musi się z nimi dłużej zmagać. Ale są i tacy, którzy w nie wierzą.

źródło:
Zobacz więcej