Przemoc, alkohol i skoki narciarskie

Matti Nykanen był uosobieniem wszystkiego co najlepsze i najgorsze w skokach narciarskich (fot. Kyodo News Stills via Getty Images)

To ponoć najbardziej wymagająca dyscyplina sportu. Na belce startowej jesteś zupełnie sam, przed Tobą przepaść, w którą zjeżdżasz z gigantyczną prędkością. Alkohol to najkrótsza droga dla skoczków narciarskich do odreagowania stresu. Szybko jednak okazuje się, że ucieczka jest drogą donikąd, a za kolejną pustą butelką kryją się życiowe rozczarowania, depresja i śmierć.

Skoki narciarskie. Kubacki nie schodzi z podium

Szósty konkurs i szóste z rzędu podium Dawida Kubackiego. Triumfator Turnieju Czterech Skoczni był trzeci podczas niedzielnego konkursu Pucharu...

zobacz więcej

Prawdziwym królem autodestrukcji był ten, którego uważa się za najlepszego w historii. Matti Nykaenen zdobył pięć medali olimpijskich i dziewięć mistrzostw świata. Ma w dorobku Kryształowe Kule, wygrywał Turniej Czterech Skoczni. W latach 80. XX wieku był po prostu najlepszy.

Sukcesów pewnie było więcej, ale w wieku 27 lat postanowił pożegnać się ze skokami, informując, że zmienia dyscyplinę sportu i będzie teraz... ścigał się w łodziach motorowodnych. Nigdy jednak do tego nie doszło.

Już wtedy było wiadomo, że z Finem jest coś nie tak. W 1986 roku został ukarany grzywną za sklepową kradzież. Przyłapano go na tym, jak wynosił... papierosy i piwo. A był już wtedy aktualnym mistrzem olimpijskim i mistrzem świata.

– Alkohol był nieodłącznym elementem mojego życia. Po zawodach czy obozach piliśmy bardzo dużo. Nikt mnie nie rozpijał, sam chciałem się porządnie nawalić – opowiadał w jednym z wywiadów.

Karierę zakończył w 1990 roku, kiedy zamiast na Turniej Czterech Skoczni wybrał się na tygodniową imprezę na Wyspy Kanaryjskie. Skoki przestały już go cieszyć. Matti nie potrafił przerzucić się na styl V, lądował bliżej niż pozostali, był sfrustrowany. A frustracje leczył wódką.

Skoki narciarskie. Kubacki znów najlepszy

Passa trwa dalej. Dawid Kubacki po triumfie w Turnieju Czterech Skoczni nie zwalnia tempa. W piątkowy wieczór mistrz świata z Seefeld wygrał...

zobacz więcej

Oprócz butelki jego najlepszym przyjacielem były środki przeciwbólowe. Nykaenen łykał je bez opamiętania. Ponoć pomagały mu na bolące plecy, jednak w połączeniu z problemami psychicznymi, alkoholem rozłożyły jego organizm na łopatki.

Modelki i królowa parówek

Ukojenia w jego życiu nie przyniosły też kobiety. A na pewno nie można stwierdzić, że Fin nie próbował go u nich znaleźć. Sześć razy brał ślub, w tym z jedną z nich dwukrotnie.

Do pewnego momentu był niezwykle konsekwentny, jego pierwsze trzy małżeństwa trwały po równo dwa lata. Wyjątkowy był ślub nr 3 z Sari Paanalą. Wtedy zdecydował się przyjąć nazwisko żony, stając się na dwa lata Mattim Paanalą.

Najbardziej burzliwy był jego kolejny związek z celebrytką Mervi Tapolą, córką fińskiego króla parówek. Brali ślub dwukrotnie. Drugie podejście trwało sześć lat, zakończyło się po... piętnastym pozwie rozwodowym złożonym przez jego żonę.

Koniec miał miejsce kilka miesięcy po tym, jak policja aresztowała go za próbę zabójstwa Mervi. Podczas Świąt Bożego Narodzenia Nykaenen usiłował ją udusić paskiem od szlafroka i zadźgać nożem. Mervi udało się uciec do sąsiadów i zadzwonić po policję.

Nykaenen dostał wyrok zaledwie 16 miesięcy więzienia oraz nakaz zapłaty 5000 euro zadośćuczynienia. A nie był to jego pierwszy poważny konflikt z prawem.

TCS: wznosili modły do nordyckich bogów, a i tak wygrał Dawid Kubacki

Norweskie media skomentowały, że pomimo nadziei, marzeń, a nawet modlitw kierowanych do nordyckich bogów w intencji sensacyjnego Mariusa Lindvika...

zobacz więcej

W 2004 roku podczas imprezy w domu letniskowym żony ranił nożem 59-letniego mężczyznę. Prokuratura próbowała udowodnić mu usiłowanie popełnienia morderstwa, ale sąd stwierdził, że skoro Nykaenen był kompletnie pijany, to nie mógł w pełni świadomie zaatakować mężczyzny.

Trafił do paki na ponad dwa lata. Gdy wyszedł na przepustkę, policja znowu go zgarnęła za zaatakowanie żony. Kiedy mógł się na nowo cieszyć wolnością w fińskiej pizzerii tak rozzłościł go jeden z gości, że postanowił potraktować go... nożem. Kara? dwa miesiące więzienia i prace społeczne.

W tym samym czasie Nykaenen robił też całe mnóstwo dziwnych rzeczy. Pracował m.in. jako kelner i striptizer w nocnym klubie. Najlepiej odnalazł się w innej gałęzi branży rozrywkowej.

Na początku lat 90. otrzymał nawet złotą płytę za nagranie albumu pod wymownym tytułem „Noc niespodzianek”. Być może kariera muzyczna nabrałaby większego tempa, ale na przeszkodzie stanęły dwie jego największe zmory. Alkohol i znęcenie się nad kolejnymi partnerkami.

W ostatnich latach swojego życia wydawało się, że wychodzi powoli na prostą. Prowadził program kulinarny, wydał książkę kucharską, brał udział w fińskim reality show.

Dla swojej nowej miłości Susanny nie pił przez trzy lata. Wrócił na scenę, grał mnóstwo koncertów i... przepadł. Gdy wrócił, jak to mówił sam, ze spotkania z kolegami, Susanny już nie było. Matti błagał ją o przebaczenie w jednej ze stacji telewizyjnych. Nie pomogło, bo postawiła warunek – koniec z piciem.

Eisenbichler z kontuzją. Trzykrotny mistrz świata nie wystartuje w Predazzo

28-letni Niemiec Markus Eisenbicher nie wystąpi w dwóch konkursach Pucharu Świata w skokach narciarskich we włoskim Predazzo z powodu kontuzji...

zobacz więcej

W 2014 roku pobrał się z Pią Talonpoiką. Wziął nawet udział w programie „100 dni bez alkoholu”. – Wytrzymał i to bez najmniejszych problemów – chwaliła go Pia.

Matti faktycznie odżył, chciał zostać trenerem, na nowo też odnalazł się na scenie. Zmarł niespodziewanie w lutym ubiegłego roku. Na zapalenie trzustki spowodowane nadużywaniem alkoholu i postępującą cukrzycą.

Daleki lot z prostytutkami

Nykaenen trenował przez krótki czas Harriego Oliego. Bardziej niż na skoczni powinni się jednak spotkać na terapii walki z uzależnieniami. Kartoteka Oliego nie jest wprawdzie tak bogata jak Nykanena, ale też nie brakuje w niej alkoholu, przemocy i odsiadki.

Olli był w pierwszej dekadzie XXI wieku wielkim talentem fińskich skoków. Wyleciał z reprezentacji po mistrzostwach świata w lotach narciarskich, na których zajął szóste miejsce. Wyszło na jaw, że w drugim dniu zawodów pojawił się na skoczni kompletnie pijany.

Okazało się, że całą noc spędził w towarzystwie kilku prostytutek i hektolitrów alkoholu. Olli nie do końca rozumiał, dlaczego wyrzucono go z reprezentacji. W wywiadzie dla fińskiech mediów tak skomentował swoje zawieszenie: Nic złego nie zrobiłem. Jeżeli mój szef jest niesprawny seksualnie, to niech mi nie zazdrości.

Zwycięzca TCS: Nie zamierzam spoczywać na laurach

– Skoki narciarskie to dość przewrotny sport. Ja nie zamierzam spoczywać na laurach. Wiem, że dalej czeka na mnie wytężona praca. Każdy konkurs to...

zobacz więcej

Alkohol i problemy z prawem przeplatały się w jego życiu z największymi sukcesami. W 2009 roku trzykrotnie wygrał konkursy Pucharu Świata, zajmował wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Dwukrotnie został też złapany za jazdę samochodem na podwójnym gazie. Raz skończyło się grzywną, później już 4,5-miesięczną odsiadką. Olli miał już wtedy wyrok w zawieszeniu, po tym jak podczas wyjścia do pubu z narzeczoną wpadł w szał i uderzył ją w głowę kuflem.

Harri dwukrotnie próbował wrócić do skoków. Bezskutecznie. Historia kończy się jednak happy endem. Zawodnik wziął ślub i wiedzie spokojne życie, studiując matematykę.

Nie piję, nie wygrywam

W 2005 roku w kończącym sezon konkursie lotów w Planicy Janne Ahonen dofrunął do 240. metra, łamiąc kolejną barierę odległości w świecie skoków. Gdyby nie upadek, zostałby nieoficjalnym rekordzistą świata. Nic mu się poważnego nie stało, o własnych siłach opuścił zeskok.

Ciężko ustać na nartach, gdy jeszcze kilka godzin wcześniej miało się problemy z ustaniem na nogach. W wydanej parę lat później autobiografii, tak opisywał swój najdłuższy w karierze skok.

– Wypiliśmy z chłopakami skrzynkę piwa w pokoju hotelowym. Później postanowiliśmy udać się w miasto. Odwiedziliśmy w Krajnskiej Gorze wszystkie możliwe knajpy.

Kubacki: Skupiłem się na tym, żeby zrobić to, co umiem [WIDEO]

– Jestem zadowolony z tego, co pokazywałem na skoczni. Wszystkie skoki były na bardzo fajnym poziomie – powiedział w TVP Info Dawid Kubacki,...

zobacz więcej

Konkursy w Planicy odbywają się bardzo wcześnie. Rywalizacja zaczyna się jeszcze przed godziną 10. Nie ma się, co dziwić, że trudno pozbyć się z organizmu skutków szaleństw minionej nocy.

– Przed skokiem było mi niedobrze, bolało mnie całe ciało. Przez kaca nie mogłem się skoncentrować. Nie poszedłem na rozgrzewkę przed konkursem, bałem się konfrontacji z trenerem. Zionęło ode mnie alkoholem, nie chciałem, żeby w ten sposób dowiedział się, co się stało. Pamiętam, że kiedy podbiegł do mnie personel medyczny, starałem się uciec. Odmówiłem odwiezienia do szpitala, ponieważ obawiałem się badania krwi. Nie chciałem, żeby wszyscy się dowiedzieli, ile miałem promili alkoholu. Było mi strasznie głupio – opowiadał skoczek.

Ahonen był jednym z najlepszych skoczków świata przełomu wieków. Do pełnej listy sukcesów brakowało mu tylko złotego medalu olimpijskiego. Długo nie mógł rozstać się ze skocznią, trzykrotnie kończył i wznawiał karierę. Definitywnie powiedział pas w 2018 roku.

Dwa lata wcześniej w wywiadzie dla iltalehti.fi stwierdził. – Poszliśmy na imprezę z Kaarelem Nurmsalu. Kiedy obudziłem się następnego dnia, byłem w takim stanie, że postanowiłem już nigdy nie pić alkoholu – wyznał.

– Niestety, odkąd nie piję, nie mogę odnieść żadnego poważnego sukcesu na skoczni – dodał po chwili.

Ale odlot! Dawid Kubacki z wygraną w Turnieju Czterech Skoczni

143 i 140,5 metra. Dawid Kubacki oddał najdłuższe skoki w pierwszej i drugiej serii kończącego Turniej Czterech Skoczni konkursu w Bischofshofen....

zobacz więcej

Przeklęta droga z Moskwy do Ufy

Pavel Karelin zajął drugie miejsce podczas noworocznego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch-Partenkirchen w 2011 roku. Więcej sukcesów nie zdążył odnieść. Zginął w wypadku samochodowym trochę ponad dziesięć miesięcy później.

Karelin wraz z dwójką pasażerów jechał swoim mercedesem z Moskwy do Ufy. Nagle w samochodzie pękła opona i auto z całym impetem uderzyło w zaparkowaną na poboczu ciężarówkę. Rosjanin zginął na miejscu.

Jak się okazało, samochód był niesprawny, nie zadziałały w nim poduszki powietrzne. Podczas sekcji zwłok wyszło na jaw, że siedzący za kierownicą Karelin miał 1,6 promila we krwi.

Ta wiadomość była szokiem, bo Pavel nie miał opinii zawodnika lubiącego wypić. Jak się okazało kilka tygodni wcześniej, Karelin przeżył załamanie z powodu dymisji selekcjonera kadry Aleksandra Swiatowa. Pavel domagał się przywrócenia trenera i został zawieszony przez rosyjską federację. Decyzja na temat jego przyszłości miała zapaść 26 października. 9 października Karelin już nie żył.

19 lat wcześniej na trasie Moskwa-Ufa doszło do innego śmiertelnego wypadku. Prowadzący samochód mężczyzna zginął na miejscu. Siedzący z tyłu dwulatek wyszedł ze zdarzenia bez szwanku. Był to mały Pavel, który właśnie wtedy stracił ojca.

Turniej Czterech Skoczni. Pokaz siły Kobayashiego, podium dla Kubackiego

Nie ma mocnych na Japończyka. Ryoyu Kobayashi w świetnym stylu wygrał inaugrujący 68. edycję Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Zdobywca...

zobacz więcej

Bójka zakończona w fiordzie

Lars Bystoel w Turynie zdobył złoto indywidualnie i brąz w drużynie. To był jego największy i ostatni sukces w karierze. Już wtedy miał poważne problemy z nadużywaniem alkoholu.

W 2000 roku spędził ponad trzy tygodnie w więzieniu za jazdę po pijanemu. Podczas drogowej kontroli miał 2,38 promila w wydychanym powietrzu. Ponownie zatrzymano go siedem lat później. – Mam poważne problemy, nie znam granicy tolerancji, ile mogę wypić. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, bo bardzo chcę skakać – pisał w mailu do gazety Verdens Gang, która poinformowała o kolejnych wybrykach Norwega.

W 2003 roku odsunięto go z kadry, kiedy podczas awantury na jednej z łodzi w Oslo wypadł za burtę do fiordu. Gdyby nie pomoc innych uczestników imprezy, Bystoel utopiłby się. Trafił do szpitala z rozbitą głową i złamaną żuchwą. Z kadry wyrzucono go na dwa miesiące. – Całkowicie rozumiem, że muszę zostać w ten sposób ukarany. Cieszę się, że miał mnie kto uratować, wszystko mogło się przecież skończyć o wiele gorzej – kajał się. Jak się okazało, nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni.

Rozstawał się ze skocznią i próbował wracać. Dał sobie na dobre spokój, gdy zdyskwalifikowano go na cztery miesiące za obecność w moczu pochodnych konopi indyjskich podczas kontroli antydopingowej.

Norweg nie mógł się odnaleźć w życiu poza skocznią. Długo pozostawał bezrobotny. Miejscowy urząd imigracyjny stwierdził, że nie jest w stanie utrzymać swojej amerykańskiej partnerki Lisy Wortman oraz syna Odina. Skończyło się ich deportacją do Stanów Zjednoczonych.

Program TCS: Ryoyu Kobayashi broni tytułu

Polacy wierzą w Kamila Stocha, ale bukmacherzy za największego faworyta do ostatecznego zwycięstwa uznają Ryoyu Kobayashiego. Japończyk prowadzi w...

zobacz więcej

Sprawa odbiła się szerokim echem w Norwegii. Ostatecznie Wortman dostała zgodę na przyjazd do Skandynawii i podjęcie pracy. Terapia szokowa okazała się skuteczna. Bystoel znalazł pracę, stając się odpowiedzialnym mężem i ojcem.

Skok do piekła

To tytuł autobiografii Wojciecha Fortuny, pierwszego polskiego mistrza olimpijskiego zimowych igrzysk. W Sapporo Polak niespodziewanie wygrał i choć miał niespełna 20 lat, tak naprawdę skończyła się jego kariera.

O tym, że sukces ma wielu ojców wiadomo nie od dziś. Fortuna po powrocie do kraju zaczął być traktowany niczym... miś z Krupówek. Obwożono go po zakładach pracy, zapraszano jako honorowego gościa na cale mnóstwo absurdalnych wydarzeń. Był czas na wszystko tylko nie trening. Każdy chciał się ogrzać w blasku pierwszego w historii złotego medalisty.

– No i wszędzie ta wóda. Gdybym mógł cofnąć czas, inaczej bym ułożył swoje życie. Już podczas pierwszego toastu po powrocie z Sapporo rozje... bym kieliszek z wódką o podłogę i nie wpadłbym w nałóg – opowiadał Fortuna.

Jego życie wywróciło się do góry nogami. Szybko przypięto mu łatkę pijaka i awanturnika, której nie pozbył się przez kolejne lata. Po zakończeniu kariery pracował na budowie, był cinkciarzem, kierowcą busa, taksówkarzem. Między czasie zaliczył kilkuletni pobyt w Stanach Zjednoczonych.

Gdy wrócił do Polski, trafił do więzienia. Jedni twierdzą, że za niepłacenie alimentów, inni, że za pobicie konkubiny. Fortuna nie przyznał się do zarzutów, które nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości.
Wojciech Fortuna w Saporro (fot. arch.PAP/CAF-ARCH)

Turniej Czterech Skoczni. Chętnych brak, Dziadek kradnie show i kamień na drodze triumfu

Idea zorganizowania noworocznych zmagań skoczków narciarskich sięga początków lat 50. XX wieku. Co ciekawe, od pomysłu do realizacji minęły aż trzy...

zobacz więcej

Teraz wiedzie spokojne życie z dala od toksycznego, jego zdaniem, Zakopanego. Mieszka niedaleko Suwałk, udziela się społecznie i co najważniejsze – nie pije.

Zdolniejszy od Stocha

To opinia o Mateuszu Rutkowskim. Adam Małysz bez chwili zastanowienia wskazywał go na swojego następce. Rutkowski jeszcze przed osiemnastymi urodzinami został mistrzem świata juniorów, deklasując m.in. Thomasa Morgensterna.

Był 2004 rok, Małyszomania wprawdzie lekko przygasła, ale skoki wciąż były ulubioną zimową dyscypliną Polaków. Polska potrzebowała nowego idola i wtedy pojawił się on. Młody, utalentowany, idealny materiał na bożyszcze tłumów.

Kilka tygodni po juniorskim triumfie Rutkowski został ukarany odebraniem stypendium. Ówczesny mistrz świata juniorów razem m.in. z... Kamilem Stochem zbyt hucznie świętował zakończenie sezonu.

Rutkowskiego jako gwiazdę przykładnie ukarano najdotkliwiej, zabierając mu stypendium na trzy miesiące. Pozostali też dostali po kieszeni, ale nie tak jak Mateusz.

Rutkowski pożegnał się ze skakaniem po dwudziestych urodzinach. Rok wcześniej został zatrzymany za jazdę pod wpływem. Wyleciał z kadry i jak sam wspominał stracił motywację do skoków.

– Sukces Mateusza został mocno nagłośniony, a on nie umiał się w nowej sytuacji znaleźć. To wszystko, co zaczęło się wokół niego dziać, przerosło go. Popularność poszła w złym kierunku – mówiła w rozmowie z Trybuną Śląską Barbara Sobańska, dyrektor Szkoły Mistrzostwa Sportowego.

źródło:
Zobacz więcej