„Gwiazdy śmierci” w pobliżu Ziemi – czy jest się czego obawiać?

Za najbliższe Ziemi zagrożenia astronomowie uważają dwie gwiazdy z gwiazdozbioru Oriona – Batelegezę i Rigla (fot. Shutterstock/pixelparticle)

Gdy ostatni raz, blisko tysiąc lat temu, w naszej Galaktyce wybuchła supernowa, umierająca gwiazda była tak jasna, że widziano ją na niebie nawet w dzień, a wybuch doprowadził do zmian w ziemskiej atmosferze. Gdyby teraz doszło do eksplozji supernowej, silne promieniowanie mogłoby zniszczyć atmosferę Ziemi, a na pewno padłyby systemy komunikacji czy elektronika – zauważa dr Michał Michałowski z Uniwersytetu Adami Mickiewicza. Czy naszej planecie realnie zagrażają „gwiazdy śmierci”?

Pełnia i zaćmienie w jednym. Wilczy Księżyc zjawiskowo rozpocznie lata 20.

Pierwsza pełnia w latach 20. będzie niezwykła, bo na niebie będziemy mogli obserwować Wilczy Księżyc. Tegoroczny będzie tym bardziej spektakularny,...

zobacz więcej

Naukowcy – w tym także Polacy – w magazynie „Nature” opisali jeden z zaobserwowanych z ziemskiej orbity energetycznych rozbłysków gamma. Jego cząstki, choć miliony milionów razy bardziej energetyczne niż światło, które widzimy z innych gwiazd, to powstały ekstremalnie daleko stąd – pokonywały Wszechświat aż 4,5 mld lat, zanim udało się je zaobserwować.

Małe gwiazdy żyją bardzo długo i – jak się przypuszcza – odchodzą spokojnie, bez większych fajerwerków. Inaczej bywa jednak z większymi gwiazdami, które z wiekiem mogą stawać się bardzo wybuchowe, a ich życie może kończyć kosmiczna eksplozja – np. wybuch supernowej czy hipernowej. Z pytaniem, czy w naszej Galaktyce może dochodzić do takich gwiezdnych eksplozji i czy powinniśmy się ich obawiać, zmierzyli się astronomowie.

Gdyby w naszej galaktyce powstał silny rozbłysk gamma, mielibyśmy z tym problem – przyznaje dr Michał Michałowski.

– Tak silne promieniowanie mogłoby zniszczyć atmosferę Ziemi. A na pewno padłyby systemy komunikacji czy elektronika – mówi astronom.

Prof. Joanna Mikołajewska z Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN wyjaśnia, że w wybuchach gwiazd najgroźniejsze byłoby promieniowanie wysokoenergetyczne – gamma czy rentgenowskie. – Takie promieniowanie mogłoby zmienić skład ziemskiej atmosfery – mówi. Mogłoby ono np. niszczyć warstwę ozonową Ziemi, która chroni nas przed szkodliwym promieniowaniem UV. Drugą sprawą jest to, że pod wpływem tej energii z wybuchu gwiazdy, atomy tlenu i azotu w atmosferze łączyłyby się w tlenek azotu, którego stężenie w atmosferze mogłoby wzrosnąć. Zbyt duże stężenie tego gazu mogłoby być szkodliwe.

Podróż kosmiczna może sprawić, że krew płynie w odwrotnym kierunku

Naukowcy opisali niezwykły eksperyment przeprowadzony na orbicie Ziemi. Nie przebiegł on do końca tak, jak planowała NASA – pisze „Gazeta...

zobacz więcej

Jako najbliższe Ziemi gwiezdne zagrożenia dr Mariusz Gromadzki z Obserwatorium Astronomicznego UW wymienia świetnie widoczne na nocnym niebie gwiazdy z gwiazdozbioru Oriona – Batelegezę i Rigla. Prof. Mikołajewska uspokaja jednak, że żadna z nich, kiedy już staną się supernowymi, nie będą stanowić zagrożenia dla życia na Ziemi.

– Musiałyby być 10 razy bliżej, żeby zniszczyć znaczącą ilość warstwy ozonowej w ziemskiej atmosferze – mówi.

Wyjaśnia, że powstanie takiego rozbłysku gamma gdzieś blisko nas jest mało prawdopodobne, ponieważ w naszej okolicy nie ma gwiazd, które mogłyby wybuchnąć tworząc błyski gamma.

Ostatni wybuch supernowej w naszej Galaktyce obserwowany był prawie tysiąc lat temu – w 1054 roku. Umierająca gwiazda (SN 1054) była tak jasna, że widziano ją na niebie nawet w dzień. Odnotowano to choćby w chińskich czy arabskich kronikach. W wyniku tego wybuchu pozostała Mgławica Kraba.

Ta planeta nadaje się do zamieszkania. Okrąża swoją gwiazdę w 37 dni [WIDEO]

Kosmiczny teleskop TESS zarejestrował sygnał pochodzący z podobnej wielkością do Ziemi planety położonej w strefie pozwalającej na rozwój życia. To...

zobacz więcej

Wybuch ten doprowadził wtedy do zauważalnych zmian w ziemskiej atmosferze. Prof. Mikołajewska wyjaśnia, że w rdzeniach lodowych pobranych z Arktyki widać, że rzeczywiście w połowie XI wieku wzrosła w ziemskiej atmosferze koncentracja trójtlenku azotu. – Efekty te widać w badaniach na Ziemi, ale to wcale nie znaczy, że były one groźne dla życia na Ziemi – mówi.

Jednak teraz groźna okazać się może potężna burza na Słońcu. – Taka potężna burza słoneczna miała miejsce np. ponad 100 lat temu (w 1859 r.). Dziś jej skutki byłyby o wiele, wiele dotkliwsze niż wtedy – ocenia prof. Mikołajewska.

To zresztą Słońce wskazywane jest jako jedno z największych zagrożeń dla naszej planety. Obecnie świeci dzięki fuzji termonuklernej – syntezie wodoru w hel – w jego centrum. Za jakieś 5 mld lat to paliwo się wyczerpie, a Słońce zacznie się przekształcać w czerwonego olbrzyma. Jego helowe jądro zacznie się kurczyć, a zewnętrzne warstwy – puchnąć. Słońce będzie się stawało coraz większe, sięgnie nie tylko orbity Ziemi, ale i Marsa. Z czasem jednak cała otoczka zostanie odrzucona i utworzy mgławicę planetarną, z masywnym jądrem o rozmiarach Ziemi – białym karłem – w centrum.

– Ale nie ma się co bać. Nasza cywilizacja i tak nie dotrwa do tego momentu – uważa prof. Mikołajewska.

źródło:
Zobacz więcej