RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Czarna Madonna z Częstochowy wśród Pigmejów. Polak o życiu w Kamerunie

Gdy upolowali słonia, przez dwa tygodnie nie było szkoły  (fot. o. Alojzy Chrószcz OMI)
Gdy upolowali słonia, przez dwa tygodnie nie było szkoły (fot. o. Alojzy Chrószcz OMI)

Trudny dostęp do szkoły to jeden z problemów ludności pigmejskiej w Kamerunie. Z pomocą docierają do nich polscy misjonarze, których w wysiłakch wspiera fundacja Redemptoris Missio. Zorganizowała ona m.in. projekt „Blachy na dachy” w celu zapewnienia zadaszenia lokalnej szkoły. Doświadczeniem życia w Afryce z portalem tvp.info podzielił się jeden z polskich zakonników ze zgromadzenia oblatów.

Twoje Info: Boże Narodzenie w Kamerunie [GALERIA]

Nowy Rok w Kamerunie. Na platformę TWOJE INFO otrzymaliśmy zdjęcia i serdeczne pozdrowienia od o. Alojzego Chrószcza, który jako misjonarz pomaga...

zobacz więcej

– Taka piosenka była „40 lat minęło jak jeden dzień” – zanucił i zażartował o. Alojzy Chrószcz OMI (Misjonarze Oblaci M.N., Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej - red.) w rozmowie z portalem tvp.info. Misjonarz pracuje obecnie w miejscowości Figuil na północy Kamerunu.

Czy rzeczywiście to „jeden dzień”? Czy Kamerun stał się domem?

Już większość życia tu spędziłem. Przez rok czasu byłem wikariuszem we Wrocławiu. W 1978 roku wyjechałem. I coraz lepiej mi tutaj. 41 lat temu przyjechałem na północ Kamerunu. Teraz jestem w innej miejscowości, do Czadu mam 5 km, a do Nigerii 50 km. Najpierw mieszkałem wśród plemienia liczącego 200 tys. osób. 26 lat temu trafiłem do diecezji Yokadouma, co oznacza. „słoń umiera stojąc”. Starsze słonie odchodzą od stada i umierają.

Czy Pigmeje byli otwarci na misjonarzy?

Oni mają swoje tradycje, wierzenia. Była taka opowiastka, że kobiety oddzielają ziarno od prosa, tłuką i ubijają w moździerzach długimi kijami na półtora metra. Raz się pokłóciły. Jedna z nich tak wysoko podniosła swój kij, że uderzyła w niebo. Pan Bóg się pogniewał na nich i odszedł. Można powiedzieć na podstawie tego wierzenia, że przez Chrystusa Pan Bóg przyszedł do nich na nowo.

Czy trudno im było zrezygnować ze swoich wierzeń?

Jest takie wierzenie, że przed ślubem, przyszły mąż musi przygotować chatę. Później 2-3 tygodnie przed uroczystością dziewczyna przychodzi, a teściowa pokazuje miejsce, gdzie będzie jej ognisko do przygotowywania jedzenia. Symbolem ogniska są trzy kamienie.

Potem odbywa się przyrzeczenie przy wszystkich, w tym przed liderem plemienia. Ona przyrzeka, że przez całe życie będzie szykowała jedzenie, a on bierze maczetę i siekierę, przyrzekając, że przez całe życie będzie tymi narzędziami pracował, aby wszyscy mieli co jeść. Bardzo przyjął się ten sposób małżeństwa i to jest bardzo przestrzegane. Później udają się do kościoła. Nie raz jest tak, że oboje są już ochrzczeni albo jedno z nich będzie ochrzczone. Jest wtedy chrzest, ślub i pierwsza komunia.

Jak przyjmują wiarę chrześcijańską?

50 lat temu misjonarze przywieźli kopię Matki Bożej Częstochowskiej, która bardzo się przyjęła. Mogę podać taki przykład, że 40 lat temu rozpoczęliśmy pielgrzymki do sanktuarium w Figuil i było nas 200-300 osób. W tym roku 1 stycznia na uroczystość Matki Bożej Rodzicielki było 8 czy 9 tys. osób z całej diecezji. Niektórzy szli do 100 km na spotkanie z Czarną Madonną. Ona jest ich matką, przecież to jest „Czarna Matka”. Lepiej być nie mogło.

Jak wygląda kwestia szkolnictwa?

Włoska siostra zakonna organizowała specjalne szkoły dla Pigmejów. Oni tam chodzili, żeby się przystosować, zanim pójdą do szkół publicznych. Poziom nauczania był tam nieraz wyższy. Szef powiatu chciał, żeby jego córka była w pierwszej klasie wśród Pigmejów, bo poziom był lepszy niż w publicznej. Zdarzało się też, że nikogo rano nie było w szkole. Raz się okazało, że gdzieś w lesie upolowali słonia i wszyscy poszli go jeść. Przez dwa tygodnie nie było szkoły i nikt się nie przejmował.

Polscy protetycy słuchu pomogą niepełnosprawnym dzieciom w Afryce

Niepełnosprawnym dzieciom w Kamerunie pomogą polscy protetycy słuchu. W przyszłym tygodniu wyruszą do Afryki w ramach projektu Fundacji Pomocy...

zobacz więcej

Oprócz tego, że posługuje ojciec jako duchowny, to zajmuje się również sprawami społecznymi. Jak wygląda ta praca?

Zaczęło się od tego, że często ludzie przychodzili do mnie z pytaniami. Dziecko powyżej siódmego roku życia szło nieraz ok. 5 km do szkoły. Młodsze zostawały w domu z rodzicami i szły z nimi na pole. Tam jednak różnie bywa. Matka i ojciec nie mają czasu. Zdarzało się, że dziecko wpadło gdzieś do wody albo żmija ukąsiła. Pytali się więc, co można zrobić. Powiedziałem, że jeśli chcą, to wspólnie zbudujemy przedszkole. W puszczy było łatwiej, bo drzewo było wszędzie. Miałem znajomych w tartaku i powiedzieli, że dadzą mi tyle drzewa, ile zechcę. Po czym, na nauczycielkę wybrali dziewczynę, która ukończyła przynajmniej trzecią, czwartą klasę liceum; Umiała śpiewać, modlić się i pisać.

Jaki jest udział państwa w edukacji?


W gminie w Koina (w północnej prowincji) wchodzą sprawy polityczne. Tutaj rządzi jedna partia, a szef szkolnictwa jest z innej partii. „Wyście głosowali na tego, to nie damy wam ławek”. No i nie ma ławek, i nic się na to nie poradzi, bo głosowali na inną partię, więc to takie przykre trochę.

Szkoła jest darmowa, nic się nie płaci, ale jest tzw. komitet rodzicielski. Potem dzieci muszą mieć też mundurki i inne rzeczy. Kto nie ma pieniędzy, ten nie wysyła dzieci do szkoły. Staramy się więc organizować chociaż przedszkola.

Z jakimi jeszcze wyzwaniami musiał się ojciec zmierzyć?

Na wschodzie zbudowaliśmy około pięciu szkół. Na północy w jednej wiosce też zaczęliśmy budowę. Niestety nie ma tutaj drzewa, bo jest tylko sawanna. Wszystko robimy z cegieł. Ludzie je wypalają. Ponadto, na terenie naszej misji jest około 30 studni budowanych przez Polaków.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej