RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Następca Golloba na... obcasach. Kim jest Bartosz Zmarzlik?

Bartosz Zmarzlik mistrzostwo świata zdobył mając zaledwie 24 lata (fot. Getty Images)

Gdy inni jeżdżą, on po torze żużlowym fruwa. Nie bez kozery mówią na niego „F-16”. Jeden z najskromniejszych, a przy tym najbardziej utalentowanych polskich sportowców. Mistrz świata. Kibice nad Wisłą docenili jego wyczyny, wybierając Bartosza Zmarzlika najlepszym sportowcem 2019 roku w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”.

Ten rok należał do nich. Oto najlepsi polscy sportowcy

Choć nieczęsto słuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego na największych imprezach, trudno uznać mijający rok za nieudany. Wręcz przeciwnie. Większe i...

zobacz więcej

„Młody, zrobisz to samo, ale dziesięć lat szybciej” – powiedział Tomasz Gollob, świeżo upieczony mistrz świata, 15-letniemu wówczas Bartoszowi Zmarzlikowi. To nie była kurtuazja. Kto poznał Golloba, ten wie, że chętniej krytykował niż chwalił. Nie wyznaczał następców, nie namaszczał każdego, kto w niezłym czasie pokonał kilka okrążeń. Mistrz dostrzegł błysk. Nie tylko szprychy.

Widywali się na treningach. Pierwszy – legenda, król, gwiazda nie tylko zespołu, ale i całej ligi. Drugi – młody chłopak, z ciepłą jeszcze licencją, chudziutki, niepozorny, za to z ogromnym potencjałem. Nie trzeba było oka Golloba, żeby dostrzec w nim coś specjalnego. Juniorów Stali Gorzów poprowadził do mistrzostwa Polski, zdobywając w finale 11 z 25 punktów.

Cały czas kręcił się wokół klubowych budynków, coś ulepszał, czegoś szukał, o coś pytał... – Wszystko mnie interesowało. Każda śrubka. Chciałem wiedzieć, co do czego służy – opowiadał potem.

Żużel pokochał szybko i nagle. Ojciec zabrał jego i brata, Pawła, na zawody dzieciaków. Spodobało im się, chcieli spróbować, dalej już poszło. Gdy Bartek miał 13 lat, Paweł ścigał się na „normalnych” motocyklach. On też chciał, namawiał trenera, ale ten śmiał się, że jest za mały i nie dosięga stopami do ziemi. Tata zaprojektował więc specjalną ramę, żeby wyeliminować problem. Trener Stanisław Chomski wciąż kręcił nosem. – Na pierwszym słupku wiaty parkingowej narysowałem linię, do której Bartek miał urosnąć, żeby móc wjechać na tor dla dorosłych – wspominał.

By spełnić wymagania wystarczyły... dwa tygodnie. Jak się okazało: chłopak był na tyle zdeterminowany, że na trening przyszedł w kozakach mamy. Zakamuflował je sprytnie pod spodniami z rozszerzonymi nogawkami, dumnie stanął przy linii i wprawił Chomskiego w lekkie osłupienie.

Jeszcze większego szoku trener doznał, gdy Zmarzlik kończył kolejne okrążenia. – Patrzyliśmy i nie mogliśmy w to wszystko uwierzyć. Taki talent zdarza się raz na wiele lat – zachwycał się.


Pytany o marzenia, mówi, że chce, żeby jemu i rodzinie dopisywało zdrowie. Gdy ktoś wspominał o mistrzostwie świata, wzruszał ramionami. „Kto by nie chciał?!”. Skromny, ułożony, bardzo grzeczny. Gdziekolwiek nadstawić ucha, słychać, że to zasługa rodziców. Sam Bartek śmieje się, że nie może nigdy odlecieć, bo mama szybko sprowadziłaby go na ziemię.

Jednej wyprawy jednak nie powstrzymała. Syn sięgnął gwiazd mając zaledwie 24 lata. Gdy Tomasz Gollob wygrywał cykl Grand Prix po raz pierwszy (i ostatni) miał 39. Strach pomyśleć, ile wspaniałych chwil jeszcze przed nim. Bo – co do tego nie ma wątpliwości – on się dopiero rozkręca.

„Pan Tomasz” – tak mówi na swojego idola. Jak twierdzi, „nie potrafiłby inaczej, z szacunku”. Pan Tomasz wciąż służy mu radą, dobrym słowem, wciąż kontaktuje się z nim przed ważnymi zawodami. – To jest człowiek, któremu bardzo wiele zawdzięczam. Najpierw jako dzieciak marzyłem, aby go dotknąć. Przeżywałem, gdy kiedyś wziął mnie na kolana, a potem udzielił mi mnóstwa rad. Potem jeździliśmy w parze. Cały czas mogę do niego zadzwonić z pytaniem – cieszy się Zmarzlik.

Trochę nie wypada wyliczać tych wszystkich sukcesów, sukcesików, skoro nie jest już małym Bartusiem, marzącym o rywalizacji z największymi. To przecież mistrz świata, najlepszy z najlepszych, powszechnie szanowany żużlowiec. Ale niech będzie: 30 sierpnia 2014 roku, gdy miał 19 lat i 14 dni, został najmłodszym zwycięzcą rundy Grand Prix w historii (oczywiście w Gorzowie). Niedługo później odebrał puchar dla mistrza świata juniorów. Jeszcze chwila i sięgnął ze Stalą po drużynowe mistrzostwo Polski. W poprzednim sezonie, poza triumfem w cyklu Grand Prix, z średnią 2,81 pkt/mecz został najlepszym w historii zawodnikiem ligi szwedzkiej. Jest drużynowym mistrzem świata juniorów i seniorów, mistrzem Polski par klubowych i tak dalej, i tak dalej.

Aż trudno uwierzyć, że 24-latek z Kinic dopiero rozpoczyna wielką karierę. Jeśli zdrowie dopisze, statuetek dla „Sportowca roku” będzie miał znacznie więcej. Wstydu swojemu idolowi na pewno nie przynosi.

źródło:
Zobacz więcej