Toksyczne efekty plastiku są odczuwane przez komórki wszystkich zwierząt

(fot. Shutterstock/Martina Badini)

Czas postanowień noworocznych. Wiem, wiem – rzadko się tego potem trzymamy. Może jednak warto przemyśleć, czy nie postanowić sobie ograniczyć, i to solidnie, korzystania z plastiku. Ja właśnie sobie postanowiłam.

Kultura wydłuża życie

Kultura łagodzi obyczaje… Prawda. Gdy się zaś przyjrzeć obecnym obyczajom, już nie łyk, ale solidny haust kultury albo i dwa, przydałyby się niemal...

zobacz więcej

Nie tylko dlatego, że po prostu oburzają mnie obrane ziemniaki czy pomarańcze, albo drożdżówki czy rogaliki pakowane w plastikowych pojemniczkach, a tylko nieco mniej owoce miękkie, które zamiast leżeć sobie w kartonowych czy paździerzowych koszyczkach, prezentują swe wdzięki przez „plastikową szybkę”. I nie tylko dlatego, że widoki hektarów plam plastikowych śmieci z Oceanu Indyjskiego zapierają dech w piersiach i wywołują łzy w oczach u każdego z odrobiną sumienia.

Większość tworzyw sztucznych produkowanych dziś, poza tym, że używane są one absolutnie nadmiernie i zbędnie, zastępując tworzywa łatwo biodegradowalne (karton, szkło) tam, gdzie nikt by o to nie prosił, jest także po prostu toksyczna. Plastikowa rewolucja wybuchła w latach 50.-60. Czy np. pamiętamy, z czego żył Witold Gombrowicz w Argentynie? Miał udziały w manufakturze robiącej chałupniczo plastikowe figurki na wtryskarkach. Wtedy jednak plastik nadal był drogi, a pojemniki na mleko, wodę i lekarstwa były szklane, kanapki zaś pakowano w papier. Jedzenie natomiast było przechowywane w lodówkach w metalowych garnkach oraz ceramicznych pojemnikach, przykrytych ściereczką czy w szklanych słoikach.

Wtedy problemem było wykorzystanie aluminiowych naczyń – okazało się, że aluminium nam szkodzi. A plastik robił się coraz tańszy, coraz piękniejszy i coraz mniej śmierdzący. Wszystko to zawdzięczamy rewolucji w procesach produkcji przetworów ropy naftowej. To tu swe źródło mają tworzywa sztuczne. Dla tej produkcji zaczęto opracowywać i wykorzystywać coraz to nowe komponenty mające zapewnić tworzywom sztucznym trwałość, plastyczność, przejrzystość, połysk, wytrzymałość na wysokie temperatury. Miały się stać cudowne i się stały – zanim nauka ustaliła, jak w ogóle da się je zutylizować. No i dziś mamy to, co mamy.

Po co orkom (i nam) babcia?

Menopauza to trudne doświadczenie. Podobnie jak zostanie „młodą babcią”. Kobiety robią dziś wiele, by maksymalnie odsunąć od siebie oba te...

zobacz więcej

Plastik się nie tłucze, łatwo się go myje… w gospodarstwie domowym to same plusy. Zwłaszcza, gdy minusów nie widać od razu, tylko po latach. Gdy okazuje się, że nasz system hormonalnej kontroli organizmu całkowicie oszalał, i coraz częściej zapadamy na Hashimoto, nowotwory hormonalnie-zależne, niepłodność, otyłość i całą plejadę powiązanych z nią chorób chronicznych, jak cukrzyca typu II.

Na czym polega problem? W naszym i każdym zwierzęcym organizmie wielokomórkowym, homeostaza i prawidłowy rozwój oraz szybka metaboliczna reakcja na zmieniające się środowisko wynika z działania tzw. układu dokrewnego. Czyli mówiąc prosto – świata hormonów. Są one dwóch podstawowych klas i sposobów działania. Pierwsza grupa, która będzie nas tu dziś interesować mniej – to hormony peptydowe. Zbudowane jak maleńkie białka – mają swe receptory, czyli odbiorniki – na powierzchni komórek. Takim hormonem jest np. insulina.

Jest jednak i druga grupa. To hormony steroidowe. Ze względu na swą budowę (są pierścieniowe, „tłuste” i w tłuszczach rozpuszczalne), wchodzą do komórek bez zbędnego zatrzymywania się. Lipidowa błona komórkowa to ich przyjaciel, a nie bariera. Co więcej – wpakowują się niezatrzymane do samego wielkiego centrum zarządzania życiem i śmiercią komórki – czyli jądra komórkowego, które magazynuje DNA. Ich receptory bowiem to są czynniki zdolne podłączyć się do DNA i sprawić, by konkretne, zależne od danego hormonu geny działały szybciej lub wolniej, albo wcale.

Robak objawia tajemnice Huntingtona

Nasz rozwój zarodkowy, podstawowe funkcjonowanie naszego układu nerwowego, procesy regeneracyjne i starzenia się oraz wiele innych zjawisk, są...

zobacz więcej

Do tych właśnie komórkowych hormonalnych cudotwórców, zbudowanych z pierścieniowych układów węglowych, strukturalnie podobne okazują się związki MASOWO wykorzystywane w produkcji tworzyw sztucznych (jako plastyfikatory i półprodukty), farb, lakierów, smarów, uszczelniaczy, owadobójczych środków ochrony roślin (pestycydów) i wielu, wielu innych rzeczy, z których korzystamy na co dzień. Ich lista na dzień dzisiejszy obejmuje ponad 1400 substancji.

Te podobne do hormonów związki mogą być zatem przez nasz organizm odbierane, jak hormony. No i się nimi „pakujemy”. A tu warto przypomnieć sobie definicję hormonu, która wbijano nam do głowy w podstawówce – że jest to związek, który reguluje pracę organizmu, działając w bardzo niewielkich stężeniach. Minimalnych. A zatem naprawdę niewiele trzeba, by była reakcja.

Nauce znanych jest dobre kilkadziesiąt rozmaitych hormonów steroidowych spełniających różnorodne funkcje regulacyjne w organizmach zwierząt i człowieka. W tej grupie są hormony płciowe męskie, jak testosteron, i żeńskie, jak estradiol i progesteron. To tu znajdziemy kortykosteroidy odpowiedzialne za gospodarkę białkami i jonami w naszym organizmie. To tu należy ekdyzon, pozwalający owadom się przepoczwarzać. Czy zdziwi nas zatem, że takim związkiem hormonalnie czynnym jest niesławnej pamięci „powojenny proszek na wszy”, czyli DDT, który niemal wykończył dzikie ptasie populacje i został zakazany jako insektycyd?

Nowe technologie i materiały na froncie walki z nowotworami

Profesor Andrew Steckl walczy z glejakiem wielopostaciowym za pomocą niezwykłej przędzy. Powstaje ona w procesie zwanym elektroprzędzeniem...

zobacz więcej

Trzeba teraz zrozumieć, że hormony sterydowe nie tylko regulują konkretne działania komórek, ale i własną biosyntezę (np. jak jest ich dużo, przestają być produkowane) i to nie za pomocą jedynie jakiegoś banalnego sprzężenia zwrotnego. To są wielopoziomowe układy, gdzie jakiś hormon w podwzgórzu mózgu reguluje produkcję innego hormonu w jajnikach, tenże zaś powstawanie hormonów tkankowych. Takich, jak „hormon otyłości” leptyna, produkowany przez adipocyty – komórki tkanki tłuszczowej. Oznacza to, że związki hormonalnie czynne z różnym natężeniem i specyficznością będą rozregulowywać nam organizm. A nazwy takie jak „ftalany” czy „bisfenol A” powinny zapalać nam czerwoną lampkę, gdy widzimy je w składach czy opisach opakowań plastikowych na etykietkach z oznaczeniami.

Specjalne kody umieszczone w trójkątach zbudowanych z trzech strzałek pozwalają się zorientować, iż te oznaczone 1 (PET/PETE) mogą zawierać i ftalany i bisfenol A, nie wolno ich używać ponownie ani podgrzewać. Oznaczone 2 (HD-PE) są bezpieczne dla zdrowia przy powtórnym użyciu. Te z cyfrą 3 (V/PVC) w trójkącie powinniśmy omijać szerokim łukiem, jako toksyczne i rakotwórcze. Nr 4 (LDPE) jest dla nas bezpieczny, podobnie jak 5 (PP). Plastik oznaczony 6 (PS) – jest szkodliwy dla zdrowia zwłaszcza, jeśli się go podgrzewa. I wreszcie numer 7 – może zawierać bisfenol A, nie należy go podgrzewać, jest szkodliwy.

Cudowna bakteria

Co byśmy chcieli pod choinkę? Ja bym sobie życzyła wielu rzeczy, ale najbardziej, żeby nauka zaczęła realnie, skutecznie i szybko odpowiadać na...

zobacz więcej

Warto sobie zatem uświadomić, że nie każdy plastik nadaje się do przygotowywania i przechowywania żywności, zwłaszcza tłustej (podobnie jak sterydy, takie związki aromatyczne są najlepiej rozpuszczalne w tłuszczach, a nie wodzie), wiele z nich nie nadaje się, by żywność w nich, zwłaszcza wielokrotnie, podgrzewać, niektóre są naprawdę jednorazowe. Choć samo w sobie to zgroza, bo jednorazowy plastik ma moim zdaniem usprawiedliwienie w zastosowaniach medycznych, gdzie próbujemy zminimalizować ryzyko zakażenia, a nie np. w zastosowaniach kulinarnych, gdzie doprawdy jest zbędny i łatwo zastępowalny. Wszechobecność tworzyw sztucznych sprawia, że związkami endokrynnie czynnymi oddychamy, spożywamy w wodzie i pokarmach, przedostają się nam w głąb organizmu przez skórę. Nie chodzi zatem jedynie o planetę, bo może ktoś postrzegać siebie, jako skromnego zjadacza chleba, nieodpowiedzialnego za globalne zjawiska. Niestety, w tym wypadku szkodzimy także sami sobie i własnym dzieciom bezpośrednio na życiu i zdrowiu.

Rozliczne badania naukowe prowadzone na ten temat od lat na całym świecie pokazują powiązanie substancji endokrynnie czynnych, zawartych np. w uszczelniaczach rur, z otyłością (tu w zeszłym roku zasłużył się Duke University), plastiku zanieczyszczającego oceany – z feminizacją męskich osobników (u ryb – zrobili to w wieloletnim badaniu u swych wybrzeży uczeni hiszpańscy, praca ukazała się w 2014 roku). Uczeni z University of Minnesota zaś już na początku tego roku powiązali z kolei związki hormonalnie czynne z plastiku z tzw. syndromem metabolicznym u koni. Przykłady można mnożyć.

Bakterie tanio zrobią nam cukier, który nie tuczy, nie psuje zębów i nie wzmaga cukrzycy

Cukier… biała śmierć. Chyba żadna inna dopuszczona masowo do spożycia, ba – obecna powszechnie w żywności dla niemowląt (niestety) – substancja ...

zobacz więcej

Jest jednak i płynące z nauki światełko w tunelu: mącznik młynarek (to taki chrząszcz pasożytujący po młynach i magazynach zbożowych), a właściwie jego larwy. Owe są jednymi z najprostszych w hodowli i robi się to na skalę przemysłową w Chinach. Są bowiem niezłym źródłem białka i są jadalne nie tylko dla ryb – znają je dobrze wędkarze, oraz drobnych gadów – stąd chałupniczymi hodowcami bywają właściciele terrariów. Są jadalne także dla ludzi. Ich cudowność jednak polega na tym, że mogą się odżywiać plastikiem (nawet najbardziej toksycznym polistyrenem) bez widocznych krótko- ni długoterminowych konsekwencji dla własnego zdrowia. Potrafią go rozdrobnić, a nawet strawić – uwalniając po prostu jako dwutlenek węgla.

Nawet one jednak – gdyby dały radę plastikowemu śmietnikowi, w który zamieniamy własny glob – nie potrafią nic zrobić z heksabromocyklododekanem (HBCD). Tenże jest neurotoksycznym i endokrynnie czynnym związkiem wykorzystywanym do zmniejszania wrażliwości polistyrenu na ciepło. Uczeni ze Stanfordu, którzy odkrywają niezwykłe plastikożercze własności tego „robala”, rozkładają bezradnie ręce. Bowiem larwa mącznika nic z nim zrobić nie umie, poza całkowitym i jakże mądrym usuwaniem go z własnego organizmu w jak najszybszym tempie po spożyciu. Chwilowo zatem pozostajemy bez skutecznych rozwiązań na niwie endokrynnie czynnych dodatków do tworzyw sztucznych. Lepiej chyba zrobić sobie to noworoczne postanowienie i to na kilka dobrych następnych lat.

źródło:
Zobacz więcej