RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Petrović: Putin ma powody do irytacji. Stara się ratować własny stołek

Władimir Putin traci swoją popularność (Photo by Mikhail Svetlov/Getty Images)

Ostatnie ataki Władimira Putina na Polskę nie są przypadkiem i dlatego spotkały się z tak mocną reakcją władz w Warszawie. Rok 2019 nie spełnił oczekiwań ani rosyjskiego prezydenta, ani oligarchów, ani społeczeństwa. Brak znaczących sukcesów na arenie międzynarodowej, coraz większe problemy wewnętrzne, w tym wzrost społecznego niezadowolenia i spadek słupków popularności powodują, że władca Kremla ma podstawy, by obawiać się, że kolejne porażki przybiorą rozmiar jego własnej klęski.

Macierewicz: Putin świadomie zaostrzył relacje z Polską

Uderzające w Polskę słowa Władimira Putina są świadomym zaostrzeniem relacji polsko-rosyjskich – ocenił Antoni Macierewicz w Polskim Radiu 24. ...

zobacz więcej

W ostatnim czasie rosyjski prezydent Władimir Putin wielokrotnie oskarżał Polskę o przyczynienie się do wybuchu II wojny światowej. W ubiegłym tygodniu skrytykował wrześniową rezolucję Parlamentu Europejskiego, w której potępiono m.in. wszelkie formy propagowania totalitarnych ideologii, takie jak narodowy socjalizm i stalinizm. W uchwale skrytykowano też władze Rosji za relatywizowanie paktu Ribbentrop-Mołotow.

To zaś spotkało się z ostrą reakcją Putina, który ocenił, że do wybuchu wojny doszło nie w wyniku tego układu, a paktu monachijskiego z 1938 roku.

Rosyjski lider podkreślił przy tym wykorzystanie przez Polskę zapisów z Monachium do realizacji roszczeń terytorialnych dotyczących Zaolzia i przekonywał m.in., że we wrześniu 1939 roku Armia Czerwona w Brześciu nie walczyła z Polakami, a co za tym idzie „niczego Polsce Związek Radziecki w istocie nie odbierał”.

Podczas swoich tyrad, Putin zarzucił również przedwojennemu polskiemu ambasadorowi w Niemczech Józefowi Lipskiemu, że miał obiecywać postawienie w Warszawie pomnika Hitlerowi, jeśli wysłałby on polskich Żydów na zagładę do Afryki.

Skala manipulacji i kłamstw formułowanych przez Putina była tak wielka, że w piątek ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew został wezwany pilnie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Polski rząd zareagował mocno, jednoznacznie i bez pozostawienia jakichkolwiek wątpliwości.

Pytanie, czemu – manipulujący przecież od lat historią, w szczególności II wojny światowej, Władimir Putin – właśnie teraz, tak intensywnie kontynuuje kampanię szkalowania Polski?

Aby na nie odpowiedzieć, warto najpierw zauważyć, że upływający rok 2019 ciężko uznać za pełen sukcesów dla Rosji. Władze w Moskwie miały nadzieję, że pod koniec roku, nowo otwartym Nord Streamem 2 popłynie gaz do Niemiec, co pozwoli na nie przedłużenie kontraktu z Ukrainą i w efekcie umożliwi straszenie tego kraju zakręceniem kurków.

Ambasador RP przy NATO: Wypowiedzi Putina są adresowane do Rosjan

Ambasador Polski przy NATO Tomasz Szatkowski powiedział, że antypolskie wypowiedzi prezydenta Rosji nie osiągną sukcesu na arenie międzynarodowej....

zobacz więcej

Głośny sprzeciw m.in Polski wobec tego projektu, asertywna postawa Danii i, ostatecznie, amerykańskie sankcje sprawiają, że na pewno jego realizacja zostanie poważnie opóźniona, a nawet zawieszona.

Moskwie pozostało jedynie obiecywać, że własnymi siłami wybuduje brakujący fragment NS2, w co jednak wielu ekspertów powątpiewa. Można więc podejrzewać, że buńczuczny ton rosyjskich zapowiedzi nastawiony jest na uspokojenie oligarchów, już teraz tracących na zachodnich sankcjach, a także ubożejącego społeczeństwa.

Chociaż nie można dziś przewidzieć, jak długie będzie opóźnienie tego projektu – część ekspertów przekonuje, że będzie to pięć lat, inni, że rok, a jeszcze inni, że to już jego koniec – to restrykcje są wielkim sukcesem przeciwników NS2, a przy tym wielkim zmartwieniem dla Berlina i przede wszystkim Moskwy.

Nie dość, że Kreml nie będzie już teraz mógł czerpać z niego profitów, umacniać swojej pozycji monopolisty, uzależniać w jeszcze większym niż dotychczas stopniu od siebie Niemców, to został zmuszony do podpisania nowego kontraktu z Kijowem na dostawy gazu przez następne pięć lat.

To zaś wzmacnia Ukrainę, przez której terytorium w dalszym ciągu będzie na Zachód dostarczany surowiec. I zmniejsza ryzyko rosyjskiej inwazji na ten kraj, czy znacznego „podgrzania” wywołanego przez siebie i wciąż podsycanego konfliktu w Donbasie.

Putin miał też prawo czuć się zirytowany rezultatami niedawnego szczytu czwórki normandzkiej w Paryżu, gdyż nagle okazało się, że niedoświadczony ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski nie dał się zwieść rosyjskim planom i wytrzymał presję, chociaż ciężko powiedzieć, by otrzymywał poważne wsparcie przy negocjacyjnym stole od żywo zainteresowanych robieniem interesów z Kremlem Angelą Merkel i Emmanuelem Macronem.

Ambasador Rosji po wezwaniu do polskiego MSZ: „Rozmowa trudna, ale uprzejma” 

Rzeczywiście, zostałem wczoraj po południu wezwany do polskiego MSZ. Odbyłem spotkanie z szefem departamentu wschodniego Janem Hofmoklem –...

zobacz więcej

Żadnych rezultatów nie przyniosły również rozmowy z Aleksandrem Łukaszenką o integracji Białorusi z Rosją. Co prawda, negocjacje w tej sprawie mają się jeszcze toczyć, ale jak na razie nie ma czym się pochwalić przed społeczeństwem.

UE również zawodzi Putina, gdyż pokaźna grupa sympatyków Kremla nie jest jednak na tyle silna, by znieść, czy chociaż osłabić sankcje. Zamiast tego Rosjanie wciąż będą odczuwać zachodnie restrykcje, które są co pół roku przedłużane w oczekiwaniu na konkretne ruchy Moskwy.

Tego jednak Kreml nie jest w stanie wykonać, gdyż obawia się, że mogłoby to zostać uznane za kolejny przejaw jego słabości. A to, w jego odczuciu, krok do „kolorowej” rewolucji, czego panicznie boi się Putin i jego otoczenie.

Kreml obawia się też wzmacniania wschodniej flanki NATO i przystępowania do niego kolejnych krajów. Stąd też tak duże jego rozczarowanie i irytacja wywołana zarówno zwiększeniem liczebności żołnierzy amerykańskich w Polsce, jak i przeprowadzaniem przez nasz kraj reformy armii, zakupu nowoczesnego sprzętu, powstania i stałego wzmacniania się Wojsk Obrony Terytorialnej.

Ostatni szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego, który pokazał, że organizacja ta jest silna i potrafi pokonywać własne słabości, to kolejna klęska rosyjskiej propagandy, która chciałaby go przedstawiać jako twór słaby, niemogący stanowić zabezpieczenia przed imperialnymi ambicjami Kremla.

O tym, jak bardzo rosyjskie władze są zirytowane asertywną postawą rządu w Warszawie, mówił w sobotę w radiowej Trójce rzecznik prezydenta Błażej Spychalski, który tym właśnie tłumaczył serię niedawnych ataków Putina na nasz kraj.

– Polska polityka zagraniczna odnosi ogromne sukcesy w ostatnim czasie, przede wszystkim na kanwie bezpieczeństwa – podkreślał Spychalski. – Po pierwsze amerykańskie wojska stacjonują w Polsce, po drugie polska armia się modernizuje, a po trzecie mówimy o kwestiach bezpieczeństwa energetycznego, bo wiemy, że to zawsze było bardzo silne narzędzie w rękach Rosji, którego Rosja używała bardzo często – podkreślał.

Zwracał przy tym uwagę na przemówienie Andrzeja Dudy z 1 września w Warszawie, gdy ten mówił, że II wojnę światową rozpoczął tandem rosyjsko-niemiecki.

Z kolei wiceprezes PiS Antoni Macierewicz ostrzegał w Polskim Radiu 24, że słowa prezydenta Rosji przypominają mu politykę z czasów sowieckich.

Niemiecki dziennik: Oskarżenia Putina wobec Polski są nieprzyzwoite

Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, komentując ostatnie oskarżenia prezydenta Rosji Władimira Putina wobec Polski, uznał je za...

zobacz więcej

– Takich słów i sposobu kształtowania relacji międzynarodowych nie używa się wtedy, kiedy nie zmierza się do jakiegoś drastycznego kroku. Obawiam się, że mamy do czynienia ze świadomym zaostrzeniem relacji polsko-rosyjskich ze strony prezydenta Władimira Putina, który będzie miał swój dalszy ciąg dużo ostrzejszy – mówił Macierewicz.

Podkreślił, że to groźna sytuacja, gdyż próba nazywania Polski krajem antysemickim jest przerzucaniem swojej odpowiedzialności państwa, które kontynuuje metody Sowietów, a to zmierza do wyeliminowania Polski, z punktu widzenia świadomości społecznej i politycznej, z grona „normalnych państw”.

O tym, że głównym adresatem słów Putina są „zwykli Rosjanie” przekonany jest historyk prof. Nikołaj Iwanow, który ocenia, że jest to związane z obniżeniem się ich poziomu życia i wzrostem frustracji.

– Według badania opinii społecznej większość Rosjan uważa rok 2019 za zły, obniżył się poziom życia, pojawiło mnóstwo trudności, wszystkie obiecanki Putina i jego otoczenia w większości się nie sprawdziły. I Putin próbuje dać im jakąś pozytywną namiastkę. I jest nią właśnie historia II wojny. On mówi to, co oni chcą usłyszeć – podkreśla historyk.

– Historia zwycięskiej Wojny ojczyźnianej – to jest ta nowa ideologia, która może zastąpić i powoli zastępuje zbankrutowaną ideologię komunistyczną. Staje się ona powoli duchową podstawą reżimu prezydenta Putina. W ten sposób rodzi się „putinizm”. Niestety odpowiada to dzisiejszemu etapowi rozwoju społeczeństwa rosyjskiego – zaznaczył prof. Nikołaj Iwanow.

Rosyjskie władze od dłuższego czasu manipulują historią, wybielając zarówno postać Józefa Stalina, jak i sam system sowiecki. Piszą na nowo nie tylko historię wybuchu i walk w czasie II wojny światowej, ale także „wyzwolenia” krajów podbitych przez nazistowskich Niemców i czasów komunistycznych po wojnie. Putin tworzy z okresu sowieckiego, carskiego i prawosławia jedną ideologię ogólnonarodową, którą używa do przysłaniania marazmu codziennego życia wielu Rosjan.

Dlatego każda krytyka Związku Sowieckiego czy Stalina jest przez Kreml utożsamiana z krytyką rosyjskich władz, co pokazują nie tylko manipulacje Putina, ale również m.in prześladowanie rosyjskiego stowarzyszenia Memoriał, zasłużonego w mówieniu prawdy o tych czasach.

Polska nie po raz pierwszy znalazła się na celowniku Putina. Zadaniem rosyjskiej propagandy jest nie tylko ukazywanie naszego kraju jako państwa antysemickiego i odpowiedzialnego za wybuch II wojny światowej, ale także uniemożliwiającego, poprzez swoją nie mającą, rzekomo, żadnych podstaw rusofobię, współpracę Zachodu z Moskwą.

„Gotowi jesteśmy tłumaczyć rosyjskim dyplomatom prawdę historyczną tak długo, jak będzie trzeba”

Gotowi jesteśmy tłumaczyć rosyjskim dyplomatom prawdę historyczną tak długo, jak będzie trzeba. Do czasu, kiedy pogodzą się z tym, że świat nie...

zobacz więcej

Co prawda, obecne ataki Putina na Polskę zostały albo zlekceważone albo odrzucone na Zachodzie, ale warto przypomnieć, że mogą one być kontynuowane przy okazji obchodów 75. rocznicy – które odbędą się 9 maja 2020 roku – zwycięstwa w II wojnie światowej w Moskwie, na które to zaproszeni zostaną światowi liderzy.

Słysząc kłamstwa historyczne formułowane przez Putina powinni się dobrze zastanowić, czy chcą się tam znaleźć. Po tym, jak rosyjskie MSZ skrytykowało niedawno ustanowienie w Czechach Dnia Pamięci Ofiar Inwazji 1968 roku, prezydent tego kraju Milosz Zeman uznał to za „bezczelność” i zapowiedział, że przemyśli, czy udać się do Moskwy na uroczystości.

Ze stuprocentową pewnością można już dziś przewidzieć, że Putin wykorzysta ten czas do promowania swojej „wizji” historii tych czasów i będzie starał się ją narzucić przybyłym gościom. Warto już teraz mieć tego świadomość i być na to przygotowanym.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej