RAPORT

Wojna na Ukrainie

Turniej Czterech Skoczni. Chętnych brak, Dziadek kradnie show i kamień na drodze triumfu

Gdyby nie... kamień, Józef Przybyła byłby pierwszym polskim triumfatorem Turnieju Czterech Skoczni (fot. arch. PAP/CTK Photo/Jiri Krulis)
Gdyby nie... kamień, Józef Przybyła byłby pierwszym polskim triumfatorem Turnieju Czterech Skoczni (fot. arch. PAP/CTK Photo/Jiri Krulis)

Idea zorganizowania noworocznych zmagań skoczków narciarskich sięga początków lat 50. XX wieku. Co ciekawe, od pomysłu do realizacji minęły aż trzy długie lata, bo organizatorzy mieli ogromny problem ze znalezieniem czwartego chętnego do przeprowadzenia konkursu. Do czasów Adama Małysza i Kamila Stocha Polacy podczas Turnieju Czterech Skoczni odgrywali marginalną rolę. Choć dwa razy o naszych było naprawdę głośno.

Program TCS: Ryoyu Kobayashi broni tytułu

Polacy wierzą w Kamila Stocha, ale bukmacherzy za największego faworyta do ostatecznego zwycięstwa uznają Ryoyu Kobayashiego. Japończyk prowadzi w...

zobacz więcej

Historia skoków narciarskich na dobre rozkręca się po zakończeniu I wojny światowej. Już od lat 20. XX wieku Nowy Rok był tradycyjnym dniem spotkań skoczkow w Garmisch-Partenkirchen. Poza organizowanymi co roku mistrzostwami świata rywalizacja międzynarodowa praktycznie nie istniała.

A może by tak zrobić Turniej...

Pod koniec lat 40. Międzynarodowa Federacja Narciarska zniosła ciążący na reprezentantach Niemiec zakaz uczestnictwa w międzynarodowych zawodach, obowiązujący od zakończenia II wojny światowej.

Pierwszy pomysł na zorganizowanie niemiecko-austriackiego konkursu zrodził się w 1949 roku. Skoki cieszyły się gigantyczną popularnością w Austrii, zawody w Innsbrucku regularnie ściągały pod skocznie ponad 20 tysięcy kibiców. Połączenie rywalizacji w czterech miastach Austrii i Niemiec, miały dodać jeszcze więcej uroku świąteczno-noworocznemu okresowi.

Wszystkie szczegóły udało się formalnie spiąć klamrą dopiero w 1952 roku. Wtedy zdecydowano, że skoczkowie rywalizować będą w Innsburcku, Garmisch-Partenkirchen oraz Bischofshofen. Trwały poszukiwania czwartego ośrodka położonego w Niemczech.

Rozważano trzy bawarskie lokalizacje - Berchtesgaden, Fuessen i Oberammergau. Wszystkie ośrodki słynęły z doskonałych obiektów narciarskich, choć Berchtesgaden kojarzyło się przede wszystkim z położoną nieopodal rezydencją Adolfa Hitlera, Berghof.

Co ciekawe, żadna z trzech miejscowości nie była zbytnio zainteresowana organizacją turnieju, dlatego zwrócono się do Oberstdorfu.

Mający tam siedzibę klub był blisko związany z pozostałymi organizatorami, więc decyzja o dołączeniu do pozostałej trójki była tylko formalnością.

Kamil Stoch wśród faworytów Turnieju Czterech Skoczni

W sobotę w Oberstdorfie rozpocznie się 68. Turniej Czterech Skoczni. Faworytów tej prestiżowej imprezy jest kilku, a wśród nich Kamil Stoch. W...

zobacz więcej

Sieg heil i dyplom od Hitlera

Zwycięstwo w pierwszych zawodach padło łupem Asegira Dolphonsa. W Ga-Pa Norweg lądował na 78,5 m i 81 metrze, wyprzedzając idola publiczności Austriaka Seppa Bradla. Ostatecznie to Bradl triumfował w całym cyklu, minimalnie wyprzedzając innego z Norwegów Halvora Naesa.

Austriak był niezwykle popularną osobą w świecie skoków. Tak swoje spotkanie z nim wspominał Wojciech Fortuna. Austriak prowadził ośrodek narciarski, do którego Polacy często przyjeżdżali trenować.

„Wszyscy nazywaliśmy Josefa „Bubi”. Był znany i lubiany w naszym środowisku. Zmieniłem jednak o nim zdanie, gdy podczas jednego ze zgrupowań zobaczyłem w jego sypialni portret Adolfa Hitlera! Bradl jeszcze na dodatek pokazał palcem w stronę byłego wodza III Rzeszy i podkreślił: „mein Führer”. Zrobiło mi się niedobrze. Byłem oburzony, bo moja mama walczyła przecież z Niemcami podczas Powstania Warszawskiego” - czytamy w książce „Skok do piekła”

O prohitlerowskich sympatiach Bradla wiedzieli prawie wszyscy. Kadrowicze opowiadali, że gdy za dużo wypił, czasami podnosił rękę w nazistowskim geście i krzyczał „sieg heil”.

Największym sukcesem w karierze Austriaka był złoty medal podczas mistrzostw świata w Zakopanem, zimą 1939 roku. Jak wspominał Fortuna, gratulacyjny telegram, który otrzymał z tej okazji od Hitlera, wisiał na honorowym miejscu w jego gabinecie.

Bradl wyprzedził wtedy m.in. legendarnego Norwega Birgera Ruuda i Stanisława Marusarza. Polski skoczek zajął szóste miejsce, co było dla niego nie lada rozczarowaniem.

Mistrzostwa Polski w skokach odwołane. Przyczyną wysoka temperatura

Mistrzostwa Polski seniorów w skokach narciarskich, które 26 grudnia miały się odbyć w Wiśle, zostały odwołane – poinformował Polski Związek...

zobacz więcej

Marusarzowi nie udało się nigdy wystąpić w TCS, ale i tak ma swoje miejsce w historii najbardziej prestiżowej imprezy przełomu roku.

Dziadek skradł show

Wszystko miało miejsce już w latach 60. W 1965 roku Marusarz był jednym z gości podczas Balu Sylwestrowego w Ga-Pa. Przed noworocznym konkursem poprosił organizatorów o możliwość występu jako przedskoczek.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Marusarz miał już wtedy 53 lata, a po raz ostatni narty na nogi założył dziewięć sezonów wcześniej. Pod krawatem i w pożyczonych nartach, Marusarz osiągnął 66 metrów. Teraz taka odległość, wywołuje uśmiech politowania, ale wówczas był to dystans zaledwie o niespełna 15 metrów mniejszy niż punkt konstrukcyjny.

„Publiczność przyjęła mnie gorąco, a gdy spiker dodał istotny szczegół z mojej metryki, że mam 53 lata, na trybunach wybuchł prawdziwy entuzjazm. Później nastąpiła absolutna cisza. Zdawałem sobie sprawę, że muszę oddać skok poprawny stylowo i nie tyle długi, co ładnie wykończony. Za żadną cenę nie wolno mi upaść! Z chwilą przypięcia nart odeszła wszelka trema.

Doskonale mi się jechało do progu, odbiłem się lekko i trzymając ręce przy tułowiu, wylądowałem pewnie i miękko. Robiąc już na wybiegu ostatnią ewolucję, śmignąłem obok pierwszych rzędów trybun. Widzowie ujrzeli skoczka w wizytowym garniturze, pod krawatem. Ale chyba nie to wywołało ów grzmot braw i donośne - Hurra! Ludzie szaleli. Później powiedziano mi, jakoby w tych zawodach nikt nie miał tak pewnego lądowania. Skoczyłem 66 metrów” - wspominał w wydanej kilkanaście lat później książce „Na skoczniach Polski i świata”.

Niemieckie Klingenthal zdobyte. Nasi skoczkowie pokazali klasę

Piotr Żyła, Jakub Wolny, Kamil Stoch i Dawid Kubacki wygrali w sobotę drużynowy konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w niemieckim...

zobacz więcej

Przeszkodził kamień

Dwa lata wcześniej na ustach wszystkich mógł być Józef Przybyła. Przed kończącym zmagania konkursem w Bischofshofen Polak był drugi w klasyfikacji generalnej z minimalną stratą do prowadzącego Fina Veikko Kankkonena.

„W pierwszej serii (Przybyła - przyp. red.) ustanowił nowy wspaniały rekord skoczni. Po dynamicznym wybiciu Polak osiąga granicę 100 metrów. Poprzedni rekord Norwega Engana wynosił 97,5 metra. Ponad 5000 kibiców gorącymi oklaskami nagradza piękny wyczyn Polaka (...). Wydaje się, że losy pierwszego miejsca w łącznej punktacji „Tygodnia" (w polskiej prasie turniej nazywany był Tygodniem Czterech Skoczni - przyp. red.) są już przesądzone. Uwaga wszystkich koncentruje się na młodym Polaku, który ma jednak pecha. W drugiej serii wylądował dość pewnie na odległości 90,5 m, ale chwilę później już na prostej wybiegu nieoczekiwanie upada na przód” – relacjonował „Dziennik Polski”.

Co się stało? – Nie mam pojęcia. Prawdopodobnie najechałem na kamień lub jakąś przeszkodę, gdyż śnieg na skoczni w Bischofshofen został przywieziony ciężarówkami z gór. Sędziowie za upadek odjęli mi 30 punktów – mówił później w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”. Przybyła w klasyfikacji generalnej zajął siódme miejsce.

Ostatecznie na polski triumf podczas TCS musieliśmy jeszcze poczekać ponad 40 lat. Nasze postrzeganie Turnieju Czterech Skoczni wywrócił do góry nogami Adam Małysz, który na przełomie wieków nie dość, że jako pierwszy Polak zwyciężył w rywalizacji, to jeszcze uczynił to z największą w historii przewagą.

Dziś początek 68. edycji Turnieju Czterech Skoczni. Kwalifikacje do konkursu w Oberstdorfie rozpoczną się o godz. 16.30. Na belce startowej zobaczymy sześciu Polaków.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej