RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Autobus świadków, przysięga krwi i zmowa milczenia. Zamordowali sąsiadów i wrócili na pasterkę

Sędziowie, oskarżyciele i obrońcy na drodze z Połańca do Zrębina, gdzie oskarżeni po dokonanym morderstwie upozorowali wypadek samochodowy (fot. arch.PAP/Michał Sielewicz)
Sędziowie, oskarżyciele i obrońcy na drodze z Połańca do Zrębina, gdzie oskarżeni po dokonanym morderstwie upozorowali wypadek samochodowy (fot. arch.PAP/Michał Sielewicz)

W wigilijną noc 1976 roku w Zrębinie doszło do jednej z najbardziej wstrząsających zbrodni czasów PRL. Czterech mieszkańców wsi na oczach kilkudziesięciu sąsiadów zamordowało młode małżeństwo i towarzyszącego im chłopca. Po dokonaniu zbrodni sprawcy odebrali od świadków przysięgę milczenia.

Morderstwo policjanta pod Sieradzem. Przełom po ćwierć wieku

Śledztwo prowadzone przez łódzkie Archiwum X doprowadziło do zatrzymania 44-latka podejrzanego o zabójstwo policjanta, popełnione 25 lat temu w...

zobacz więcej

Był 24 grudnia 1976 r. W kościele w Połańcu trwała pasterka. Z mszy podstępem wywabiono 18-letnią Krystynę Łukaszek, jej 25-letniego męża Stanisława i 12-letniego brata Mieczysława. Powiedziano im, że pijany ojciec Krystyny awanturuje się w domu i że powinni jak najszybciej wracać do siebie. Do oddalonego o 5 km Zrębina szli pieszo. Gdy byli w połowie drogi, nadjechał duży fiat, a za nim dwa wynajęte od PKS-u autobusy, które wcześniej przewiozły mieszkańców Zrębina na mszę. W jednym z autosanów trwała zakrapiana alkoholem impreza, gdyż nie wszyscy dotarli do kościoła.

Z fiata wysiadł Jan Sojda, najbogatszy gospodarz we wsi, nazywany „królem Zrębina”. Wraz ze swoim szwagrem i dwoma zięciami dokonali makabrycznej zbrodni. Rozjechali autem chłopca, a kluczem od kół zatłukli będącą w piątym miesiącu ciąży Krystynę i jej męża. Potem ułożyli zabitych tak, by upozorować wypadek drogowy. Ciało Krystyny dodatkowo rozebrali, milicja miała sądzić, że kobieta przed śmiercią została zgwałcona.

Wiązał różaniec i kazał przysięgać na krzyż

Na krwawą masakrę w ciszy patrzyło 30 mieszkańców Zrębina, sąsiadów ofiar. Nikt jednak nie ruszył na pomoc, nikt nawet nie zaprotestował. Rosły zięć Sojdy blokował wyjście z autobusu. Groził, że jeśli ktoś spróbuje przeszkodzić w zbrodni, też zostanie zabity. Potem „Król Zrębina” wziął różaniec i kazał wszystkim świadkom przysięgać na krzyż i krew, że nigdy nie zdradzą mrocznej tajemnicy. Każdemu kazał pocałować krzyż, po czym nakłuwał palec agrafką i odciskał krwawy ślad na białej kartce papieru. Wręczał im też pieniądze. Potem wszyscy wsiedli do autobusu i wrócili na pasterkę. Drugi autokar został na drodze, obok ciał zamordowanych.

Sojda dokonał tej zbrodni na oczach mieszkańców Zrębina, żeby im pokazać, że będzie bezwzględny wobec każdego, kto z nim zadrze. Krystynę i jej męża planował zamordować od dawna. Chciał w ten sposób pomścić zniewagę, jaka spotkała jego siostrę kilka miesięcy wcześniej, podczas wesela Krystyny i Stanisława. Sojda był zaproszony na tę uroczystość, a jego siostra została wynajęta do pomocy w kuchni. W pewnym momencie ktoś przyłapał ją na tym, jak wynosi wędliny. Sojda uznał, że jego siostrę znieważono oskarżeniami o kradzież i poprzysiągł zemstę. Ale nienawiść do rodziny panny młodej nosił w sercu od dawna. Kiedy w młodości zgwałcił dziewczynę, z którą pracował w polu, dziadek Krystyny pomógł milicji doprowadzić go do aresztu. W więzieniu przesiedział osiem miesięcy.

Przerwał zmowę milczenia, skończył w rzece

Przysięga, którą odebrał od sąsiadów, okazała się skuteczna, bo po zbrodni zapanowała zmowa milczenia. Prowadzący śledztwo milicjanci nie byli w stanie się niczego dowiedzieć, bo mieszkańcy Zrębina udawali, że niczego nie widzieli. Kierowca pozostawionego przy ciałach ofiar autobusu już w wigilię zgłosił milicji, że gdy był na pasterce, ktoś mu ukradł autobus, więc wszystko układało się w wersję o nieszczęśliwym wypadku. Brakowało tylko sprawcy, czyli osoby, która ukradła autobus, a potem rozjechała nim idących drogą Krystynę, Stanisława i Mieczysława. Tę wersję, w którą milicjanci uwierzyli, podważył po pewnym czasie jeden z sąsiadów, który odważył się zeznawać, co naprawdę wydarzyło się w wigilijną noc. Niedługo później znaleziono go utopionego w rzece.

Makabryczna zbrodnia w Świętokrzyskiem. Jest akt oskarżenia

32-letni Damian M. został oskarżony o zamordowanie 40-letniego mężczyzny w Grzybowej Górze w Świętokrzyskiem. Zwłoki ukryto później w walizce....

zobacz więcej

Podczas śledztwa popełniono wiele błędów, m.in. nie zabezpieczono miejsca zdarzenia, nieudolnie przeprowadzono sekcję zwłok, a sprawny autobus – zanim zabezpieczono ślady, dwa tygodnie od zdarzenia oddano do kasacji. Po pewnym czasie śledztwo jednak wznowiono. Ekshumowano ciała ofiar i poddano je dokładnemu badaniu. Szybko okazało się, że obrażenia nie mogły powstać od uderzenia autobusu. Biegli odkryli, że rany na głowie Stanisława zadano ciężkim, tępym narzędziem. Ponownie ruszyły przesłuchania mieszkańców wsi i tym razem zmowa milczenia pękła.

Wyrok mógł być tylko jeden

Jana Sojdę oraz jego szwagra Józefa skazano na karę śmierci poprzez powieszenie. Zostali straceni 23 listopada 1982 r. Dwóch zięciów „króla Zrębina” skazano na 15 i 25 lat więzienia. Na kilka lat za kraty trafiło też 18 świadków zbrodni. Skazano ich za zatajenie prawdy o morderstwie i składanie fałszywych zeznań.

Na bazie „sprawy połanieckiej” Wiesław Łuka napisał książkę „Nie oświadczam się”. To seria reportaży z sali sądowej i rozmów z mieszkańcami kilku wsi pod Połańcem. Autor przez półtora roku trwania procesu sądowego publikował je na łamach tygodnia „Prawo i Życie”. Na podstawie tekstów Łuki powstał potem scenariusz filmu „Zmowa”, który nakręcono w 1988 roku.

źródło:

Zobacz więcej