Madera IX kadencji

Poseł KO-PO Borys Budka (P) oraz lider PO Grzegorz Schetyna (L) na sali obrad (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

Jan Paweł II mówił w swoim czasie, że każde pokolenie ma swoje własne Westerplatte. Posłowie opozycji postanowili natomiast pokazać, że każda kadencja mieć może swoją własną Maderę. Tym razem w skali mikro i rozmienioną na kilkudziesięciu parlamentarzystów. Ci wezwali swoich zwolenników do demonstracji w obronie sądów, nawet (co różni ich jednak od Ryszarda Petru i Joanny Szmidt, dziś już Joanny Mihułki) się na nich na chwile pojawili, ale zabrakło ich na kluczowym sejmowym głosowaniu. Głosowaniu, które dzięki nieobecności kilku posłów Prawa i Sprawiedliwości opozycja mogła nawet wygrać.

„Banda czworga”? Konfederacja z KO, Lewicą i PSL za zablokowaniem ustawy o sądach

W czasie porannego głosowania nad rozszerzeniem obrad posiedzenia Sejmu o projekt nowelizacji ustawy o sądach, tzw. ustawy o apolityczności...

zobacz więcej

Trudno dziwić się więc rozgoryczeniu wyborców, którzy w mediach społecznościowych wylewają żale wobec swoich posłów, czasem dodając sobie zresztą zasług i martyrologii. „To po to marzliśmy?” – pytają na przykład, choć akurat w dniu, w którym zaczęły się demonstracje, temperatura była trochę jesienna, trochę wiosenna, ale na pewno nie zimowa.

„Brak posłów opozycji na porannym głosowaniu jest oburzający i nie może się już powtórzyć. Podobnie jak Wy jestem zawiedziona. Wszystkim protestującym w obronie sądów należą się od nas przeprosiny” – czujnie zareagowała Małgorzata Kidawa-Błońska na Twitterze, adresując swoje słowa do takich posłów, jak, między innymi, Joanna Kluzik-Rostkowska, Paweł Poncyljusz, Witold Zembaczyński, Tadeusz Zwiefka i kilkoro innych. Za swoich kolegów przepraszała tez Róża Thun, zaś na wniosek rzecznika dyscyplinarnego nieobecnych ukarano najwyższą karą finansową.

Ale w Sejmie zabrakło nie tylko 11 członków klubu Platformy, lecz również 12 polityków Lewicy z rzeczniczką SLD Anną Marią Żukowską i Magdaleną Biejat. Razem z siódemką parlamentarzystów PSL – Koalicji Polskiej i dwójką z Konfederacji, na sali sejmowej nie było aż 32 posłów opozycji, choć w przypadku dwóch ostatnich ugrupowań nie ma stuprocentowej pewności, jak wyglądałoby ich głosowanie.

„Nawołują do protestów, a nie przychodzą na głosowanie. »Madera 2.0«”

Choć politycy opozycji od kilku dni namawiali obywateli do udziału w środowych demonstracjach „w obronie sądów”, na czwartkowym głosowaniu, gdy...

zobacz więcej

Choć nie było to głosowanie samej ustawy, a jedynie porządku obrad, w którym ustawa ta się znalazła, absencja posłów rozwścieczyła ich sympatyków. Politycy dawno nie przeczytali chyba tylu przykrych, często wręcz zwyczajnie obraźliwych słów od swoich zwolenników. Władysław Frasyniuk nie idzie wobec kolegów tak daleko, jak robi to w kontekście Prawa i Sprawiedliwości, ale już Marta Lempart w tej części swojego wpisu, która nie nadaje się do zacytowania – i owszem. „Proponuję zagubionym w walce, a przez to nieobecnym posłom, zamiast 1000 zł kary, wyjście przed Sejm z transparentem <>.” – pisze więc Frasyniuk, Lempart zaś proponuje, by „(…)szefowie klubów parlamentarnych <>, którym nie chciało się zajrzeć do porządku obrad i ogarnąć na dziś własnych klubów, złożyli mandaty.” I puentuje to wszystko bardzo mocnym słowem.

To rozczarowanie protestujących przekłada się na mniejszą frekwencję podczas kolejnych pikiet i demonstracji. Przywołana już Madera przewija się przez komentarze głównie za sprawą korzystającego z prawa do świątecznego wypoczynku z rodziną posła Grzegorza Napieralskiego. Obrywa mu się tak samo, jak innym nieobecnym przedstawicielom lewicy, ta jednak ma też inny problem. Protesty z pierwszego dnia, gdy jeszcze zwykli ludzie nie czuli się wystawieni przez opozycję do wiatru, pokazały, że wciąż żywe są niesnaski z czasów dawnych imprez KOD – kto może być „full logo”, a kto musi manifestować „no logo”, kto może mieć flagę, a kto nie, wreszcie zaś, kto jest ważnym nazwiskiem, a kto tylko robi za tłum.

Pereira: Opozycję czekają duże tarcia wewnętrzne

Redaktor naczelny portalu tvp.info ocenia, że posłowie opozycji nie zdali wczoraj egzaminu ze skuteczności politycznej, co znacznie zaostrzy...

zobacz więcej

Nim jeszcze Żukowskiej oberwało się za czwartkową absencję, na jej Twitterze pojawiły się inne ciekawe wątki, dotyczące przebiegu głównej imprezy. „Podobno demo jest full logo (taką wiedzę uzyskałam od organizatorów), ale nam kazano schować flagi @__Lewica” – pisała rzeczniczka Lewicy, by w kolejnym wpisie zauważyć, że ze sceny przywitano tylko marszałka Senatu i wicemarszałek Sejmu, wywodzących się z Platformy, pomijając już wicemarszałków obu izb parlamentu, wywodzących się z klubu Anny Marii Żukowskiej.

Niby nic, ale jednak coś – kolejny raz protest niby wspólny, a ruszenie, przynajmniej w planach, pospolite, lecz już politycy biorący w nim udział dzielą się na godnych i niegodnych wzmianki, w zależności od tego, z jakiego wywodzą się ugrupowania. Kiedyś mikrofon trzymał Mateusz Kijowski, który dziś, zwłaszcza po szeroko i złośliwie komentowanej pseudo-profetycznej notatce ze wspomnień (jeszcze powstrzymam się w tym miejscu od cudzysłowu, choć argumentów za jego użyciem pojawia się coraz więcej) Tuska jest już chyba całkiem passe. Dziś najwyraźniej splendory rozdziela ktoś, kogo serce bije dla Platformy. A być może też ktoś, kto widzi, że Lewica trochę za bardzo pod bokiem PO urosła, a słowo „mijanka” pomału przestaje być tylko dziennikarską kreacją.

Sejmowa debata nad projektem nowelizacji ustaw sądowych

W czwartek w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji niektórych ustaw sądowych autorstwa Prawa i Sprawiedliwości. Projekt ma na...

zobacz więcej

Tymczasem KOD pojawił się w nagranej przypadkiem rozmowie posłów opozycji podczas nocnych prac komisji sejmowej procedującej ustawę. – Robimy jaja, czy nie? Bo to jest już, wiesz, takie kodziarskie – mówił jeden z posłów, a kontekst ewidentnie wskazuje, że wyraz „kodziarski” nie jest tu synonimem niczego dobrego. Potwierdza to fakt, znany nam już dobrze z taśm Neumanna, że ruch Mateusza Kijowskiego nie był nigdy traktowany przez duże partie poważnie, ot, uliczne mięso armatnie. W sejmie doszło więc co prawda do usunięcia zbyt krewkiego gościa, przyprowadzonego przez Klaudię Jachirę, poza tym jednak obyło się raczej bez bardziej kompromitujących momentów. Może dlatego, że zabrakło w tej kadencji posła Piotra Misiło, który w swoim czasie rzucał podczas prac papierami, a raz zdarzyło mu się nawet (niechcący) rozwalić krzesło.

Dla opozycji nie był to więc dobry dzień, choć apetyty i oczekiwania musiały być duże. Słabe, lecz jednak dające podstawy do wezwania do działania możliwości mobilizacyjne najpierw osłabili sami sędziowie, przenosząc swój spór z rządem na poziom zagrażający prawom zwykłych obywateli (przypadek katowicki), później swoje dołożyli niefrasobliwi posłowie. Jedynym wygranym tej sytuacji spoza obozu PiS może okazać się Grzegorz Schetyna, ponieważ jego najwięksi konkurenci zdecydowanie się nie popisali. Borys Budka nie upilnował posłów, zaś Tuskowi nie chciało się nawet zrobić kilku kroków, by pojawić się wśród demonstrantów.

Całonocne posiedzenie sejmowej komisji. Opozycji nie udało się zablokować ustawy o sądach

Po godz. 5 nad ranem po całonocnych obradach sejmowa komisja sprawiedliwości pozytywnie zaopiniowała projekt PiS nowelizujący ustawy sądowe....

zobacz więcej

– Młodzi szefowie klubów parlamentarnych jak Borys Budka, czy Krzysztof Gawkowski, ale też Władysław Kosiniak-Kamysz nie poradzili sobie z odpowiedzialnością – mówił lider Platformy z „Gościu Wydarzeń” Polsatu i nietrudno wyobrazić sobie, z jakim uśmiechem przyjąć musiał pojawienie się w swojej głowie tej konstatacji. Dla PiS natomiast czwartek był również pewnego rodzaju lekcją, uzmysłowił bowiem zapewne działaczom partii rządzącej, jak ważna przy takim podziale sił jest pełna mobilizacja. Prawo i Sprawiedliwość było w czwartek tak blisko możliwej do odkręcenia, lecz jednak symbolicznej porażki, jak opozycja - wygranej.

Bardzo dobre przemówienie wygłosił w Sejmie Zbigniew Ziobro. Ziobrze udało się nie tylko zebrać i opisać największe patologie, które korzystają dziś z politycznego parasola ochronnego opozycji, lecz i praktycznie wykazał, jakie niebezpieczeństwa niesie za sobą kwestionowanie mandatu sędziów, konstytucyjnie powoływanych przez prezydenta. Jeśli bowiem mieliby oni nie mieć mandatu, czemu przysługiwać miałby on równocześnie ich kolegom zaczynającym karierę w czasach komunistycznych, bez demokratycznej, a nawet branżowej kontroli? Wniosek, jaki w tej sprawie przesłał skład SN do TSUE pokazuje, że choć Kozak w todze złapał Tatarzyna, to Tatarzyn, zgodnie z Sienkiewiczowską tradycją, trzyma go za łeb. Czy raczej – za togę.

źródło:
Zobacz więcej