RAPORT

Wojna na Ukrainie

Kiedyś żądali miliona, teraz nie mają na kaucje. Mafiosi z „Pruszkowa” zostają w areszcie

Pruszkowscy gangsterzy są oskarżeni m.in. o próbę wymuszenia miliona złotych haraczu (fot. arch. PAP/Marcin Bielecki)
Pruszkowscy gangsterzy są oskarżeni m.in. o próbę wymuszenia miliona złotych haraczu (fot. arch. PAP/Marcin Bielecki)

Andrzej Z. ps. Słowik, uważany przez prokuraturę za bossa „nowego Pruszkowa” oraz jego kompani: Janusz P. ps. Parasol i Krzysztof O. ps. Kręcony nie zdążyli zebrać na czas pieniędzy na poręczenia majątkowe. Oznacza to, że spędzą za kratami jeszcze co najmniej kilka miesięcy. Portal tvp.info dotarł do kolejnych szczegółów przestępstw, o które są podejrzewani „pruszkowiacy”, w tym próby wymuszenia miliona zł.

Bossowie „Pruszkowa” będą wolni za kaucje od 150 do 400 tys. zł

Bossowie mafii pruszkowskiej: Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka oraz Janusz P. Parasol, oskarżeni m.in. o udział w wyłudzeniach VAT,...

zobacz więcej

Warszawski sąd okręgowy uchylając warunkowo areszty pruszkowskim gangsterom dał im 21 dni na wpłatę poręczeń majątkowych. Jak informował w listopadzie portal tvp.info, Andrzej Z. ps. Słowik miał zapłacić 400 tys. zł, Leszek D. ps. Wańka – 200 tys. zł, Janusz P. ps. Parasol – 120 tys. zł, Krzysztof O. ps. Kręcony – 150 tys. zł. Termin uiszczenia poręczeń minął 6 grudnia. Do tego dnia, tylko za Leszka D. wpłacono wymaganą sumę. Gangster odzyskał wolność.

Z ustaleń tvp.info wynika, że bliscy i znajomi jego kompanów nie zdołali zebrać pieniędzy. – Może to świadczyć, że wbrew pozorom, pruszkowscy mafiosi nie mają pieniędzy lub wszelkie wolne środki zainwestowali np. w nieruchomości. Chyba, że to zagrywka taktyczna, bo liczą np., że 31 stycznia 2020 miną trzy lata, odkąd trafili do aresztów i w końcu sąd ich zwolni bezwarunkowo lub za mniejsze poręczenie – mówi jeden ze śledczych rozpracowujący gang pruszkowski.

Adwokaci „pechowców” próbowali jeszcze walczyć o przedłużenie terminów na wpłacenie poręczeń. Jednak według PAP, sąd okręgowy nie uwzględnił wniosków obrońców „Słowika”, „Parasola” oraz „Kręconego”. Oznacza to, że wymienieni będą czekać za kratami na proces, który ma rozpocząć się 9 marca 2020 r.

W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69 świadków i odczytać zeznania kolejnych 99 osób. Materiał dowodowy w sprawie to ponad 300 tomów akt głównych oraz ponad 400 tomów załączników.

Bossowie „Pruszkowa” chcieli okraść rosyjskich mafiosów, a napadli na ojca z dziećmi

Bossowie „Pruszkowa” chcieli w 2016 r. okraść rosyjskich gangsterów, ale pomylili samochody i napadli na ojca z dwoma synami – wynika z ustaleń...

zobacz więcej

Jak za dawnych lat

Jednym z poważniejszych przestępstw, o które są oskarżeni pruszkowscy gangsterzy, jest próba wymuszenia miliona złotych haraczu od jednego z przedsiębiorców. Zmuszanie biznesmenów do przekazywania biznesów czy opłacania się mafiosom to była rzeczywistość lat 90. Wtedy to niewiele osób decydowało się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości.

Andrzej Z. ps. Słowik jak i Leszek D. ps. Wańka byli jednymi z nielicznych tak ważnych bossów półświatka zatrzymanych, a później skazanych, za tak ordynarne przestępstwo. W 1998 r. trafili za kraty za przejęcie klubu Dekadent w 1996 r. To wtedy „Wańka” tak określił pruszkowską mafię: – Jesteśmy organizacją ludzi szanujących się i wzajemnie popierających. Ja i pan Andrzej („Słowik” – przyp. red.) stanowimy rząd organizacji. On jest ministrem obrony, a ja jestem ministrem kultury”. Za wymuszenie zostali skazani w 2004 r. na 6 lat więzienia.

Teraz temu samemu duetowi, powiększonemu o Janusza P. ps. Parasol i Sławomira F. grożą surowe wyroki za podobne przestępstwo z września 2014 r. Tym razem, zdaniem prokuratury, ich ofiarą był biznesmen - Albert B. Według zeznań przedsiębiorcy, zadzwonił do niego mężczyzna przedstawiający się, jako Leszek, który twierdził, że odzywa się w imieniu kolegi o pseudonimie „Roki”.

Panowie umówili się na spotkanie. Pojawili się na nim „Słowik”, „Wańka” i Sławomir F. Albert B. opowiedział, że ktoś ostrzelał jego dom w jednej z podwarszawskich miejscowości. Wskazał też gangsterom osobę, którą o to podejrzewał. Andrzej Z. miał wtedy zadzwonić do domniemanego organizatora zamachu i zdecydowanie nakazał, aby ten dał spokój przedsiębiorcy.

Na tym spotkanie się skończyło. Pruszkowscy gangsterzy nie zgłosili żadnych roszczeń pod adresem przedsiębiorcy. Albert B. zaś, po dwóch tygodniach przywiózł „Słowikowi” i „Wańce” 40 lub 50 tysięcy złotych. Za pomoc. Jak się okazało, nie było to jednak ich ostatnie spotkanie.

„Pruszków” reaktywacja, czyli bossowie zatrzymani za fikcyjny eksport kawy

Trzej bossowie mafii pruszkowskiej Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka i Janusz P. ps. Parasol wraz z najbliższymi wspólnikami zostali...

zobacz więcej

Panowie z klatek

Niedługo po „interwencji” mafiosów do Alberta B. miał zadzwonić tajemniczy mężczyzna, który przedstawił się krótko: „Roki”. Domagał się podania mu numeru telefonu do Alberta P., znajomego biznesmena. Ten jednak nie spełnił jego żądań i skontaktował się z P., aby go ostrzec. Wtedy okazało się, że Albert P. ma poważne kłopoty. Kilku mężczyzn pobiło w Zgierzu jego pracownika. Napastnicy zostawili ofierze kartę SIM z numerem telefonu, pod którym szef napadniętego miał się z nimi skontaktować. Zagrozili, że w przeciwnym razie zrobią krzywdę Albertowi P.

W tym samym czasie, Albert B. był nękany telefonami od „Rokiego”. Z kolei „Wańka” miał go zaprosić na kolejne spotkanie. Przedsiębiorca powiedział o tym znajomemu adwokatowi i byłemu policjantowi. Potem pojechał do jednego z chińskich barów na warszawskiej Woli, gdzie czekali już na niego „Wańka”, „Słowik” i „Parasol” oraz czterech mężczyzn przedstawionych, jako „panowie Roki”. Z zeznań przedsiębiorcy wynika, że „Wańka” kazał mu natychmiast ściągnąć na spotkanie Alberta P.

Przedsiębiorca jednak przezornie wykasował wcześniej jego numer z telefonu. Wtedy rozeźlony gangster miał zażądać miliona złotych. Dodał, że nie obchodzi go, który z biznesmenów zapłaci. Gangster miał także zapowiedzieć, że w razie niezapłacenia żądanej sumy, Albert B. zostanie zamordowany i zakopany. Podobne groźby kierowali pod jego adresem „panowie Roki”, określani przez bossów jako „poważni ludzie z Wołomina, z których część walczy w klatkach”.

Bossowie „Pruszkowa”: Jaka z nas mafia. Ot grupa kolegów

– Znaleźliśmy się na ławie oskarżonych, bo jeden cwaniak chciał odzyskać wolność i podał nasze nazwiska. Bo są znane. Padaliśmy ofiarą mówień –...

zobacz więcej

Przerażony biznesmen niedługo po tym spotkaniu zawiadomił policję. Kiedy „Wańka” miał zadzwonić doń po raz kolejny domagając się miliona, mężczyzna powiedział mu, że zgłosił rozbój organom ścigania. Gdy boss „Pruszkowa” ustalił, że Albert B. nie kłamie, przestał do niego dzwonić. Zamilkł także tajemniczy „Roki”.

Pruszkowskim gangsterom, grozi teraz za te czyny do 10 lat więzienia.

„Pruszków” bierze się za VAT

Na trop pruszkowskich gangsterów wpadli funkcjonariusze CBŚP i śledczy prokuratury regionalnej ze Szczecina, rozpracowując grupę, która wyłudzała podatek VAT. Na jej czele miał stać Sebastian W. Gang działał w latach 2012-2107, a na jego działalności Skarb Państwa miał stracić blisko 193 mln zł.

Z grupą tą, zdaniem śledczych, związali się w 2013 r. „Słowik” i „Wańka”. – Ich rola polegała na zapewnianiu środków pieniężnych w funkcjonowanie tej grupy, zapewnianiu ochrony interesów majątkowych grupy, w tym związanych z rozliczeniami na tle konfliktów z innymi grupami przestępczymi – poinformowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie po skierowaniu akt oskarżenia w listopadzie 2018 r.

Drugi gang rozpracowany przez śledczych to już typowa gangsterska ekipa, na czele której miał stać Andrzej Z. ps. Słowik. W jej skład wchodzili m.in. Leszek D. ps. Wańka, Janusz P. ps. Parasol, Krzysztof K. ps. Kręcony, Artur R. ps. Pinokio, Adam K. ps. Młody Wańka czy Sebastian F. Do ekipy tej należeli byli członkowie kilku stołecznych gangów poza „Pruszkowem”, m.in. grupy ożarowskiej i mokotowskiej.

Według prokuratury nowy gang „Słowika” działał od września 2014 r. do września 2018 r. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy boss kierował nim zza krat, m.in. przy pomocy swojej konkubiny. Gang miał zajmować się przestępstwami gospodarczymi, oszustwami podatkowymi, rozbojami, handlem narkotykami czy podrabianiem dokumentów. W 2016 r. grupa ta zrabowała kilkadziesiąt kilogramów bursztynu o wartości 440 tys. zł, ukradła także dwóm kolekcjonerom zegarki o łącznej wartości ponad miliona złotych. Śledczy zarzucają także gangsterom handel kokainą.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej